,, Nikt nie doceni, póki nie doświadczy"

,, Nikt nie doceni, póki nie doświadczy”
Mam dobre życie, choć czasem nie idzie,
Nieraz się robi coś w ciemnym widzie,
Aby do przodu, jak ludzie gadają,
Choć czasem rację nie zawsze mają.

Mamy marzenia, raz duże, raz małe,
Życie nie zawsze jest doskonałe,
Bywają kłótnie, a czasem jak w niebie,
Mimo tych przeszkód, my lgniemy do siebie.

Mieć trójkę dzieci, nie lada wyzwanie,
Nieraz coś złego im nagle się stanie,
Nieraz z przypadku, czy nieuwagę,
Synuś mój mały wciąż ma gdzieś gagę.

Raz przez chorobę był nawet w szpitalu,
Nie mogłam pojąć, że to w realu,
Sepsą mi dziecko tam zarazili,
I ani słowa nam nie mówili.

Walczył o życie, siny się robił,
Jakby go wszędzie mocno ktoś pobił,
Trząsł się okropnie, był cały zimny,
Potem wmówili, że dom mój był winny.

W białe skafandry lekarze ubrani,
Wzięli go rano, ból miałam w bani,
Kuli go wszędzie, krew nie leciała,
Na jakiś czas się mu zatrzymała.

Byłam za drzwiami, musiałam krzyczeć,
By mnie mój mały musiał usłyszeć,
Tak strasznie zbolały, zalany łzami,
Nie mógł mój synuś być wtedy z nami.

Za drzwiami stałam, czekałam w szoku,
Nie mogłam nigdzie zrobić tam kroku,
Po dwóch godzinach mi go oddali,
Jak myśmy bardzo to przeżywali…

Leciał mi z dłoni, był lodowaty,
Rozpacz miał w oczach, na rękach waty,
Gołym swym ciałem go ogrzewałam,
Tak strasznie mocno me dziecko kochałam.

Czym jest więc miłość? Czy każdy zrozumie?
Czy każdy kochać tak mocno umie?
Ja nie osądzam, co czuję, to piszę,
Dalszą historię kiedyś dopiszę… 03.06.2018

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii poezja i inne, użyła 302 słów i 1602 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Sepsa wredna rzecz. I nigdy sobie nie daj wmówić że to Wasza wina. Sepsa to specjalność szpitali . pozdrawiam

  • Ewelina31

    @AnonimS tega czasu nigdy nie zapomnę. Mały miał trzynascie miesięcy, kiedy spokojnie stojac sobie w łóżeczku, nagle sie przewrócił. Potem zrobił się calutki siny i przez jakis czas nie oddychał. Oczy wywalał do góry i na dół. Potrzasałam nim w różne strony, otwierałam usta mysląc, ze coś mu wpadło. Gdy przyjechała karetka on w końcu zwymiotował, zrobił krwawa plamę w pampersa i tak zaiwźli nas do szpitala pobliskiego. Tam powiedzieli, że zatrułam dziecko jajkami smazonymi i z goraczką przeszło czterdziestu stopni chcieli wieźc do innego szpitala. Lekarz kierujacy karetka był zbulwersowany, że nawet nie dali mu niczego od gorączki. W drugim szpitalu okazało się, że to zatrucie. Dali nam do pokoju dziecko z rota wirusem, co weszło na małego po trzech dniach. Potem przeniesli nas do innego dziecka, które było dzień przed wypisem. Mój mały zaraził tą dziewczynkę, choc prosiliśmy, aby dali nam izolatkę, bo była wolna. Pobyt dziewczynki sie przedłuzył, a do naszego pokoju wszedł inny lokator. Po trzech dniach małemu zaczeło przechodzić, aż tu nagle zrobił sie lodowaty i trząsł całym ciałem jakby miał padaczkę. Dopiero pod wieczór zmienili mu leki, a rano zabrali go we czterech ubrani w białe skafandry, jakby na marsa go brali. Małemu zatrzymała sie krew, wiec przez godzine krzyczałam za trzema dzwiami, aby mnie słyszał, w takim był szoku. Gdy krew puściła, zrobili coś, o czym nie chcieli mówić, ale takiego szoku na twarzy małego nigdy nie widziałam. Godzine jeszcze miał drgawki, po płaczu i calutki lodowaty. Pół godziny utrwało, zanim udało mi sie go ogrzać własnym ciałem.  Nie kazali mi go karmić piersią, ale nie słuchałam. I dopiero pół roku temu dowiedziałam sie, że moje mleko uratowało mu życie. A od trzech miesięcy wiem, że miał wtedy sepsę. Gdy poszłam do lekarza rodzinnego, on wrednie spytał,, A gdzie jest akt zgonu?" A on przeciez żył...

  • Ewelina31

    @AnonimS Od trzech lat, nie miesięcy

  • AnonimS

    @Ewelina31 ja bym ich podał do sądu. Nie odpuściłbym. Ale  domyślam się co przeszłaś bo ja 3 razy w życiu miałem podobne sytuacje. Zbyt osobiste to dla mnie żeby publicznie opisywac

  • Ewelina31

    @AnonimS Rozumiem. Teraz też tak myślę, ale wtedy... Nie miałam do tego głowy...