Lustro...

Staje przed lustrem i patrzy na nieznajome odbicie. Przygląda się, chcąc dotrzeć do tej czarnej duszy, która kryje się w tym drobnym ciele. Pragnie zrozumieć sens istnienia, oddychania codziennie tym samym, zanieczyszczonym powietrzem, niezmiennie tego samego miejsca…  


Patrzy na swoje potargane, jak zawsze źle ułożone ciemne włosy. Pięcioletnie oprawki okularów już dawno się jej znudziły, a każde trudne do przeczytania słowo znajdujące się zaledwie dwa metry przed nią, doprowadziły do szału i wściekłości. Pamiętając o tym, że ma krzywe zęby, woli się nie śmiać, gdy wydarzy się coś zabawnego. Samotnych łez spływających po bladym policzku z dnia na dzień było coraz więcej…


Chce wsłuchać się w głos swojego serca, lecz nie umie rozmawiać sama ze sobą. Potrafi tylko zdjąć koszulkę i patrzeć na nieidealne ciało. Wpatruje się w nie, z każdą kolejną sekundą widząc coraz to bardziej rozmazany przez łzy obraz. Nie ma siły, by walczyć ze swoimi słabościami. Nie potrafi zaakceptować tego, jaka jest. Nigdy jej się to nie uda. Czasem patrzy i zastanawia się, co Bóg miał na myśli, stwarzając ją właśnie taką… Na Swój obraz… Czy widzi go w tym lustrze? Gdzie ten wspaniały obraz? Co ma znaczyć to odbicie? Jest tak obce… A przecież jest w tym pomieszczeniu sama. Ta samotność zabija ją każdego dnia. Jego nigdy nie będzie. Nie było, nie ma i nie będzie. Nie potrafi się oszukiwać i codziennie budzi się z myślą, że do końca egzystencji całe łóżko będzie miała tylko dla siebie… Niektórzy by się ucieszyli. Ona- płacze w poduszkę.


Zawsze będzie mieszkać samotnie. Każde zwierze to duży obowiązek. Nie przepada za kotami. Już dziś wie, że nie będzie chciało jej się wstawać o godzinie 6:00, by wyjść z psem na spacer. Rybę już miała i wie, że długo nie żyje. Nudne, szare życie. Żałosna rutyna. Dobijająca rzeczywistość. Samotność podrzynająca gardło. Duszący tlen. Niedający spokoju, upływający czas, spędzony w czterech ścianach. Sama…


Chyba najwyższa pora się przyzwyczaić. Widząc te wszystkie niedoskonałości, trudno się dziwić. Kto by ją zechciał? Romeo? Chrystian?... Każda miłość była pomyłką. Jej ambicją była wtedy kolekcja nowych zabawek… Rzadko kiedy się uczyła, bo z nim pisała. Czyli… to nie była miłość.  


Nie zna jej i nigdy jej nie pozna. A niedawno napisała, że wszyscy ją kiedyś widzieliśmy i każdy ją napotkał w swoim życiu… Owszem. Ma wspaniałych rodziców i rodzeństwo. Jednak… czy człowiek chce zostać z nimi na zawsze? Pisklę nauczyło się latać i powinno powoli opuszczać rodzinne gniazdo… Tym czasem, coś ją tu trzyma. To właśnie miłość, którą ma od najbliższych.


Gdzie jej ukochany? Gdzie ktoś, do kogo mogłaby się przytulić i zapomnieć o wszystkich złych wydarzeniach? Gdzie jej spokój, ukojenie i radość? Teraz kocha tylko muzykę, za którą większość rodziny wsadziłaby ją do piekła. Gdyby ktoś dowiedział się o jej myślach, potępiłby ją. Jej gehenna jest już tutaj, na ziemi, wśród czterech błękitnych, przeklętych ścian szarego pokoju i w jej czarnym, krwawiącym sercu… Nie zniszczysz jej smutnej duszy, jej przerażających myśli oraz dziwnych przekonań.  


Po nauce, która jest dla niej ucieczką od patrzenia w lustro, przemyśleń na temat jej życia i jego sensu, gasi zbyt mocne światło, wkłada słuchawki i odpływa, pogłaśniając muzykę niebezpieczną dla jej myślenia, młodego organizmu i niepewnej przyszłości. Po chwili płyną pierwsze łzy. Niedługo potem zaczyna się lament. Płacze w ciszy, bo… nie ma Romea, który mógłby ją pocieszyć... Ba, gdyby był, nie wylewałaby łez. On nie istnieje. Nie istniał, nie istnieje i nie będzie istniał.  


Te przemyślenia i retrospekcje pojawiają się, gdy widzi okropne odbicie. Zanim zaśnie zawsze dużo myśli. Rozmyśla godzinami na przeróżne tematy. Kiedyś pomyślała: „Po co wydawać tyle pieniędzy na kosmetyki? Po co chodzić do lekarza, który pomoże mi z moimi niedoskonałościami? Po co mi aparat na zęby? Dla kogo ja się staram? Dla siebie? Po co? Po to, żeby spojrzeć w lustro i uśmiechnąć się, czując satysfakcję? Z czego? Z tego, co mogłam mieć za darmo, od początku, ale Bóg chciał inaczej? To moja wina?”.  


Chcąc uciec od dobijającej samotności, niecałe dwa lata temu przyszła tutaj i napisała wymyśloną przez siebie historię. Zrobiła z siebie księżniczkę, która walczyła z wrogami, kobietę, która chciała tylko szczęścia ukochanego i jego bezpieczeństwa. Chciałaby mu to dać naprawdę, nie tylko w opowiadaniach. Niestety, nie będzie jej to dane.  


Możesz powiedzieć, że jest młoda i jeszcze wszystko się zmieni. Kogoś sobie znajdzie, spełni swoje marzenia i będzie szczęśliwa. Nic na to nie wskazuje. Zawsze ją wyśmiewali i omijali szerokim łukiem. Nigdy nie była piękna, ani nie miała czegoś ciekawego, czym ktokolwiek mógłby być zainteresowany. Ona nigdy nie chciała wiele. Nie prosiła o bogactwa, wspaniałą willę, najdroższy samochód i służbę, która robiłaby za nią wszystko i byłaby na jej najmniejsze skinięcie palca. Ona po prostu chciała poczuć, że żyje…



Poczułam. Po kilku latach męki w końcu poczułam, że żyję. Oddycham zdrowym powietrzem, pomimo tych samych miejsc, do których jestem zmuszona chodzić każdego dnia. Wiedz jednak, że przychodzę silniejsza, bez niepotrzebnych awantur w domu. „Nie chcę tam iść, bo mnie nienawidzą i nie mam, z kim porozmawiać, jestem sama, rozumiesz?!”. Teraz nie jestem, bo Ty jesteś ze mną.  

Kiedy patrzę na Twój idealny uśmiech, zapominam o wszystkim. Nieważne są wtedy dla mnie źle ułożone włosy, stare oprawki okularów i bardzo słaby wzrok, krzywe zęby, nieidealne ciało i specyficzność bycia. Samotność i myśli o tym, że jego nie będzie, ulatują w niepamięć, bo Ty obiecujesz być ze mną zawsze. Lęk przed tym, że ktoś znów mnie zrani, zdradzi i doprowadzi do strasznych myśli, ucieka, bo jesteś najwspanialszym człowiekiem, jakiego było dane mi poznać. Choć sądzisz inaczej, ja i tak wiem swoje. Dziękuję. Dziękuję za zbite lustro mojej niedoskonałości.  


~ Podziękowanie dla Przyjaciółki…  <3

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 1146 słów i 6366 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Somebody

    Been there  ;) A tak bardziej poważnie... To zawsze wraca, ale też zawsze znika. Dobrze, że masz kogoś, kto ci towarzyszy w drodze przez mękę  :)

  • Duygu

    @Somebody Hah, jak zawsze cieszy mnie Twoja obecność  <3 Mam ogromne wsparcie. W Niej, ale i w Was  <3

  • agnes1709

    Świetne! Lubię takie... na doła:D:bravo:

  • Duygu

    @agnes1709 Dziękuję  ;)  Troszkę tak. Mam nadzieję, że szybko minie  :lol2:

  • agnes1709

    @Duygu :D

  • AuRoRa

    Czytałam twoje opowiadanie o Duygu i księciu. Tam bohaterka radziła sobie pomimo przeciwności. Uważam, że skoro ktoś potrafi tak uczuciowo i obrazowo pisać, to ma być z czego dumny. Życie potrafi zaskakiwać, choć często sprawia wiele łez to i słońce wpuszcza. Warto łapać te promyki, choć znikają tak szybko. Warto poszukać wiary w siebie, chociaż może się wydawać, że nic nie znaczymy. Każdy jest wyjątkowy, tylko musi to w sobie odkryć, to jego historia, pisana dzień po dniu :) Pozdrawiam

  • Duygu

    @AuRoRa Cieszę się, że przeczytałaś to opowiadanie. W końcu to mój debiut i, jak napisałaś, wiele emocji. Naprawdę dziękuję za te piękne słowa. Wiele dla mnie znaczą  <3  Również pozdrawiam ciepło.

  • AlexAthame

    Czasem lustra kłamią. Wierzymy w co chcemy wierzyć. Pierwszą osobą, którą musimy pokochać, by nas kochano, jesteśmy my sami. Dobrze, że na końcu zaświeciło słoneczko. To się stanie, za (  ) lata. Wierz mi. :)

  • Duygu

    @AlexAthame Tylko czasem. Kiedy człowiek spojrzy głębiej, widzi prawdę. Masz rację, co do tej miłości. Dziękuję za przeczytanie  :przytul: