Aktorzyn(k)a

Aktorzyn(k)a„Światła! Kamera! Akcja!” – szanowny panie reżyserze, pańskie wołanie jest zbędne, w niczym mi nie pomaga, a tylko przyprawia o dreszcze, bom w głębokim transie. Odczuwam mękę, żyjąc tu, na ziemi, więc uciekam myślami w cukierkowe chmurki. Trochę miodu, cukru, naturalnych słodzików dla słodyczy w spierzchniętych od pańskiego mrozu ustach. Dla krótkotrwałego szczęścia gotowa jestem zginąć od blasku reflektorów. Jednakże pragnę prosić: nie prześladujcie mnie, słodcy, nienasyceni absurdami, dziennikarze. Nie biegajcie za mną rozwścieczone tłumy piskliwych dzieciaczków (są one jak pisklaki wołające o robala z mamusinego gardła). Nie przejadły się wam jeszcze skandale, żurnalisto? Ja, biedne dziewczę, słyszę jedynie francuskie, gustowne, pełne wyemancypowanej elegancji, galanteryjne „Je ne sais pas” – tylko tyle rzuca pan reporter, tak na odchodne. Kolejny już raz ktoś mnie zostawia – tak po prostu.  
     Potrzebuję pana, panie aktorzyno. Potrzebuję kogoś, kto zrozumie moją grę. Pan reżyser tylko z litości patrzy jeszcze na moje wybryki, z dużym przymrużeniem oka, oddając się powoli Morfeuszowi w ramiona. Zasypia audytorium, zasypia scenarzysta, gasną światła, opada zasłona milczenia na to wszystko, na te nieśmiałe brawa, na ten cyrk i… cisza. Brak mi pana w tej chwili ciszy.
     Aktorzyno, mój ukochany cyniku. Nie myśl, żem głupia, tudzież, iż zwariowałam. Ja zwyczajnie potrzebuję chwilki atencji, więdnąc i cichnąc. Łapię się ostatniej tratwy, unoszona przez szaleńcze fale coraz to nowszych wirusów odrętwienia, żenady, bezguścia. Potrzebuję pańskiej silnej dłoni do życiowego tańca (pani terapeutka powiedziała, że nie muszę z tego tytułu odczuwać wstydu). Zaciskając sznur na własnej szyi, podcinając sobie żyły tępym narzędziem, topiąc się we własnych łzach, rzucając się pod stary, zabytkowy pociąg, potrzebuję pańskiej dłoni.  
     Aktorzyno, zagraj, jakobyś mnie kochał i pozwól mi odejść, a potem mnie zostaw- zziębniętą. Aktorzyno, graj, jakobym była tylko pacynką, nie płacz za swoją zepsutą pozytywką, gdyż najszczersze złoto na moich palcach zardzewiało wraz z tą miłością. Kochałeś moje pieniądze, nie mnie. Kochałeś swędzący zapach gumy do żucia w moich ustach, nie mój świeży oddech. Kochałeś moje słone łzy, nie rozumiejąc zarazem mojego płaczącego serca. Och, graj, aktorzyno, graj jakobyś mnie kochał!  
     „Światła! Kamera! Akcja!”- szanowny panie reżyserze, pragnę, aby pańskie słowa zakończyły pogrzebową uroczystość. Zatańczcie na moim grobie i bawcie się dobrze, wąchając sztuczne kwiaty za 2 złote. Och, grajcie, aktorzyno, grajcie! Och, graj, panie! Zatańczcie, weźcie się w obroty, do roboty. Wyszywajcie najprzedniejsze hafty drżącymi od niepewności dłońmi. Udekorujcie załamane schody, tak, by przypominały nowoczesną windę i ulepszały bezdennie głupią oraz nudną podróż w górę, hen, daleko, ponad granice mojej śpiącej cierpliwości. Niech rozbłysną świetliste gwiazdy na roziskrzonym niebie. Teraz wszystkim będzie łatwiej. Och, grajże, aktorzyno! Och, graj, no, mój aktorze! Pańskie „Kocham cię” mnie nie wskrzesi (ach, jaka ja byłam naiwna!).
     Zardzewiałe dzwony, nieprzygotowane, spóźnione, pożegnajcie mnie.
Aktorzyno, lepiej pan grał ode mnie sceny egzystencjalne (za nie dostał pan oklaski, pocałunki, bukiety, czekoladki), dlatego też pan pozostaje przy życiu – beze mnie. Słodka śmierć. Moje „Być albo nie być” pożegnane wścibskimi spojrzeniami żurnalistów, scenarzysty, reżysera, audytorium.  
Aktorzyno, lepiej pan grał ode mnie sceny egzystencjalne…
…dlatego też pan pozostaje przy życiu – beze mnie.

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i dramaty, użyła 622 słów i 3813 znaków.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Świetny tekst, moim zdaniem.  :bravo:  <3

  • Duygu

    @AlexAthame Dziękuję  :redface:  ;)

  • agnes1709

    :bravo:

  • Duygu

    @agnes1709 Dziękuję za te gromkie brawa  :D