Jurek

Jurek.

     Krótkie opowiadanie, które zamieszczam po przeczytaniu publikacji jednego z autorów na tej stronie. Co je łączy? Dziury w systemie prawnym i reakcje ludzi na krzywdę innych. To nie moja sprawa, ktoś inny się tym na pewno zajmie. Historia jest całkowicie prawdziwa.

     Jako dziecko spędzałem sporo czasu u mojej babci, matki ojca. Florentyna mieszkała z mężem Józefem w Brwinowie, miasteczku oddalonym około 22 kilometrów od stolicy. Jak to zwykle bywało i bywa, dzieci bawią się zwykle w swoich grupach wiekowych. To jest zupełnie zrozumiałe. Niestety jest jeszcze inna prawidłowość. Dzieci mają pewną wadę. Wyśmiewają niedoskonałości czy to fizyczne czy umysłowe. Jest to szczególne smutne z tego powodu, że nie wiedzą prawdziwego powodu takiej ułomności. Przynajmniej zdarza się to często. Bawiłem się z kilkoma dziećmi. Zosią, Urszulką, Grzesiem, Jurkiem i jego młodszą siostrą Ewą. Wszyscy mieszkaliśmy niedaleko siebie. Oczywiście tą czarną owieczką był Jurek. Powód? Jąkała. Nikt z nas nie wiedział, że ta wada nie była wrodzona tylko nabyta. Któregoś razu postanowiliśmy zobaczyć różnicę w budowie. W latach siedemdziesiątych nie było internetu i innych środków informacji i dzieci wiedziały, co mają w majtkach, ale swoich. To interesujące, że dzieci chcą wiedzieć, a nie zawsze wiedzą dlaczego. Ustaliliśmy, że pokazujemy. Oczywiście zbiorowość wybrała, że pierwszym ochotnikiem będzie Jurek. Ponieważ minęło sporo lat, nie pamiętam czy chłopiec się zawstydził, czy nie. Chyba nie. Miał może sześć lub siedem lat. Ewa, jego siostra, miała trzy. Zosia osiem, Urszulka siedem, tyle, co Grzesio i ja. Kiedy Jurek ściągnął spodenki i pokazał wcale niezłego członka, wszyscy go wyśmieli i nikt więcej nie ściągał majtek. Przynajmniej nie w tak licznym towarzystwie. Kilka dni później zrobiłem prywatną lekcję anatomii z Urszulką. Wszyscy go wyśmiewali, łącznie ze mną.  

     Nie wiadomo dlaczego Jurek uznał, że to na mnie trzeba się odegrać. Spotkał mnie na ulicy, gdzie mieszkaliśmy kilka dni potem i zaczął wyzywać. Sądził, że zdąży uciec za swój płot, zanim go dorwę. I zdążył. Zrobił tylko jeden błąd. Stał za siatką i sądził, że jest bezpieczny. Niestety miałem procę, taką na haczyki. Mam nadzieję, że czytający wiedzą co to takiego. Jako chłopiec nie zawsze myślałem, co zresztą mi pozostało do dzisiaj. Zacząłem strzelać do Jurka i wcale nie w nogi. Jurek się śmiał, a w pewnym momencie przestał. Trafiłem go w czoło, dwa centymetry od oka. Pobiegłem do domu i sądziłem, że mi się upiecze. Niestety za pół godziny przyszła mama Jurka i powiedziała dziadkowi i babci, co się stało. Karą było zabranie mi procy. Nie przejąłem się bardzo i zrobiłem sobie nową i to za godzinę. Mama Jurka była dobrą kobietą. Byłem dzieckiem, więc nie znałem się na ocenie ludzi. Wkrótce poznałem ojca Jurka. Nazywano go Doktorem. Okazało się, że doktorem nie był, a tylko prowadził samochód pogotowia ratunkowego.

     I teraz zaczyna się historia. Doktora uważano za dziwnego człowieka, ale nikt specjalnie nie miał mu nic do zarzucenia. A najbliżej mieszkający, wiedzieli. Doktor potrafił przyjść do sadu dziadka na truskawki. Pozrywał kilka, powiedział, że dobre i poszedł. Innym razem przyszedł, wziął drabinę, bo potrzebował. Chodziło o to, że nie pytał, czy może. Dziadek był starszym człowiekiem i raczej nie był zadziorny i nie dochodził swojego. Doktór miał wilczura i ten był zawsze na łańcuchu. Uważano go za złego psa. Potem okazało się, że stracił oko. Nikt nie doniósł, gdzie trzeba. Być może to był pierwszy moment, że ktoś powinien zwrócić uwagę na doktora, bo to on pobił tak swojego psa, że mu uszkodził trwale oko.
Minęło sporo czasu. Dokładnie dwanaście lat. I wówczas usłyszałem całą historię.
Dziadek i babcia nie mieli bieżącej wody, a nawet lodówki. Niektóre produkty trzymali pod podłogą w tak zwanej ziemiance. Ponieważ troszkę dalej mieszkali Włodkowscy dziadek i babcia ich znali i tamci ludzie użyczyli większej ziemianki. Po latach Włodkowscy się wyprowadzili a nowymi mieszkańcami zostali Jechnowie. Jechna był dziwny. Grał z dziadkiem w karty w tysiąca. Kiedy wygrał, przychodził następnego dnia znowu grać. Kiedy przegrał, był pogniewany na dziadka dwa tygodnie. Poznałem jego wnuczki i wnuczkę, ale nie aż tak bardzo blisko. Jechna był sąsiadem zza płotu z Doktorem. Po przeciwnej stronie ulicy (Nawet nie była brukowana albo piaszczysta tylko porastała ją trawa) mieszkał Łopatka. Cała rodzina Łopatków była pulchna. Ojciec, żona i trzy córki. Łopatka był miłym gościem i miał ładny ogród ogrodzony siatką z drutu, ale bez ostrych końców u góry.

     Pewnego dnia Łopatka odwiedził Jechnę i powiedział, że ktoś w nocy mu kradnie buraki z ogrodu. Tej samej nocy czekali z Jechną na złodzieja. Dwie godziny po zmroku dostrzegli, że ktoś przechodzi przez płot, a potem ten ktoś zaczął wygrzebywać buraki. Doktor. Dziwne, bo miał swój ogród.

     – Mam cię złodzieju – krzyknął Łopatka.

     Jechna uderzył Doktora w twarz. Jak się później okazało, był to jego życiowy błąd.
Doktor nie oddał, wykazał skruchę, obiecał zapłacić za szkody, tylko żeby nie zawiadamiać milicji. Wówczas była Milicja Obywatelska. Łopatka to uhonorował, dostał zapłatę i sprawa się skończyła. Doktor nie szukał zemsty na Łopatce.
Dwa dni później Jechnę obudziło gdakanie kur. Wyszedł zobaczyć czy to może lis się zakradł do kurnika. To nie był lis. To był Putin. Żartuję. Doktor. Wcale nie przyszedł kraść jajek. Kiedy Jechna wszedł do kurnika, Doktor zaświecił mu prosto w oczy latarką, a potem go uderzył. Latarką, która miała z 30 centymetrów i trochę ważyła. Jechna padł na ziemię, ale był przytomny. Doktor wrócił do domu a Jechna miał szramę na twarzy, ale nie długo. Nie zawiadomił milicji. Dlaczego, nie wiem. Jechana miał około siedemdziesiątki, Doktor dwadzieścia lat mniej. Niestety to nie wystarczyło Doktorowi. Jak się potem okazało, był prawdopodobnie psychopatą, mściwym człowiekiem, moim zdaniem demonem w ludzkiej skórze. Dwa tygodnie później Doktor spotkał Jechnę na polu.

     – Tu twoja mogiła – powiedział do Jechny.

     Pobił go tak mocno, że starszy człowiek zmarł po trzech dniach. Co dziwne NIKT nie oskarżył ani oczywiście nie skazał Doktora. Tylko chyba w Polsce to mogło zaistnieć. Minęło jeszcze kilka lat. Któregoś dnia osiemnastoletni Jerzy Wnuk, bo Doktor miał tak na nazwisko, nie wytrzymał. Ojciec przez lata znęcała się fizycznie nad nim, stąd dziecko się jąkało, to uraz po wielokrotnym uderzeniu w głowę. Znęcał się nad żoną i córką i jak wspomniałem, wybił swojemu psu oko. Jerzy wziął siekierę i zabił ojca. Niestety sąd nie dał Jerzemu medalu i nagrody, tylko skazał go na 25 lat więzienia. Nie wiem, czy mu ten wyrok złagodzono. Mam nadzieję, że Doktor będzie się smażył w piekle, a Jerzy trafi do nieba. Co prawda nie wierzę w piekło, ale może dobry Bóg zrobi kilka wyjątków dla gwałcicieli dzieci i takich typów jak doktor, rachunek od bramy, długopis, pinokio, miłośnik kotów i tak dalej. Moim zdaniem zawinił system bardziej niż sąsiedzi. Nie wiem, jak się to stało, że dopiero po śmierci potwora wszystkie jego grzeszki wyszły na światło dzienne.  

     Na marginesie tej historii przytoczę inny przykład. Oglądałem kilka lat temu filmik o artystach, którzy się nimi stali w więzieniu. Był wywiad z rzeźbiarzem. Reporter zapytał człowieka, za co odbywa karę 25 lat więzienia. Człowiek opowiedział

     – Dwóch ludzi w wieku dwadzieścia jeden lat zgwałciło moją sześcioletnią córkę. Dostali po trzy lata i wyszli za dobre sprawowanie po półtora roku. Czekałem na nich. Zabiłem ich jednego, a za kilka godzin drugiego.
Skomentowałem, film pisząc, że powinien dostać medal. Żaden kraj. A dokładniej system karny tego kraju, nie toleruje samosądu. Gdyby system sprawiedliwości działał sprawnie i prawidłowo takich wypadków by było znacznie mniej, nie twierdzę, że wcale. Bo ludzie są różni. Ponieważ wpis nie jest z gatunku porno, pewnie mało ludków przeczyta i nie będzie komentarzy. Dwie łapki w górę i jedna w dół. Od tego lolka co nie lubi przemocy i zgadza się z twierdzeniem, że mowa nienawiści to ciężkie przestępstwo. To tyle.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii horror i obyczajowe, użył 1500 słów i 8599 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.