Julie

JulieSiedziała sama… znowu. Dochodziła 18:00, a Roberta nie widać. Kolejny raz w piątkowy (choć będzie i to sobotni, i zapewne też niedzielny wieczór) wolał pójść, nachlać się z kumplami, niż spędzić czas z nią. Nie przeszkadzało mu nawet, że dziś właśnie minął dokładnie rok, od kiedy są razem.  
Dwudziestosiedmioletnia, ciemnowłosa Julie tkwiła na beżowej kanapie, tępo gapiąc się w czarny ekran wyłączonego telewizora, w którym leciał właśnie niemy film o przygodach smutnej, egzystującej w bezruchu na skórzanym meblu, porzuconej dziewczyny.  Czekała nadal, bezsensownie łudząc się, że mimo wszystko zaraz się zjawi. Skończył pracę o piątej, czyli ma jeszcze czas, więc może jednak przyjdzie, zadzwoni: "będę za pięć minut”, zapuka…?  
Nadzieja okazała się jednak złudna. Wskazówki zegara przesuwały się z 18:02 na 18:08, 18:12, 18:44 i za nic w świecie nie chciały się zatrzymać, mknęły bezlitośnie, wypełniając ciszę coraz boleśniejszą i gęstszą pustką.  

Zadzwonił telefon, robiąc mały, nic nie znaczący przecinek w czeluści tej pustelniczej samotni.  
– Halo – wyszeptała cicho, jakby ta agonia wyssała z niej całą energię do życia i zdusiła wszystkie chcące wydobyć się z jej ust słowa.  
– Cześć. Coś taka bez życia?! Jest piątek! – poinformowała Sara, najlepsza kumpela brunetki, subtelnie wrzeszcząc w słuchawkę.  
– Nie mam nastroju. I nie krzycz.  
– Wyłaź i wpadaj do Billy’ego, napijemy się!  
– Nie mam ochoty.  
– Nie marudź, tylko wskakuj w buty i wymarsz! – zagrzmiała rówieśniczka dziewczyny.  
– Daj mi spokój, zamierzam się położyć.  
– Znowu go nie ma?!  
– To nieistotne.  
– To tym bardziej powinnaś wyjść i napić się ze mną wódki – zbulwersowana przyjaciółka nie brzmiała, jakby zamierzała odpuścić.  
– Nie.  
– Nie…? To zaraz zobaczymy! – zagroziła i się rozłączyła.  

Brunetka oglądając niemą produkcję, przysnęła w międzyczasie na kanapie. Z drzemki wyrwało ją pukanie. Nie miała zamiaru ani ochoty ruszać tyłka, zignorowała więc stojącego za drzwiami osobnika, lecz ten nie odpuszczał i z pełną sumiennością zaczął w nie bębnić.  
– Kurwa, pali się? – zmuszona do powstania Julie niechętnie wstała i ruszyła w stronę źródła wkurwiającego dźwięku.  
– No i co?! – rozradowała się z dumą stojąca w drzwiach Sara.  
– Nic – burknęła brunetka, gnuśnym krokiem wracając na swój skórzany azyl.  
– Wstawaj, do cholery, ile czasu będziesz tu spać?! – jasnowłosa dziewczyna pociągnęła ją za dłoń, wyrywając ze stawu rękę przyjaciółki.  
– Mówiłam ci, że nie chcę.  
– Gówno mnie to obchodzi! Za dziesięć minut widzę cię umalowaną, ubraną i gotową na podboje, w innym razie nie mamy o czym rozmawiać! – krzyczała zdeterminowana, gwałcąc koleżankę nakazującym spojrzeniem. – Ubieraj się!!!  
Julie domyśliwszy się, że uparciuch raczej nie da za wygraną, ciężko ruszyła się do łazienki. Makijaż oraz narzucenie na siebie ciemnoniebieskich biodrówek i czarnej, obcisłej koszulki trwało około kwadransa, po których brunetka stanęła przed koleżanką z miną mówiąca: "Już… lepiej?!”.  
– No, to rozumiem! Idziemy!  
Julie chwyciła torebkę i zaraz zamykała drzwi na klucz, nadal nie będąc zbyt chętną na imprezowanie.  
W niewielkim pubie "The Devil's Cave” były dwadzieścia minut później i jak zawsze usadowiły się przy barze, mając stamtąd najlepszy punkt obserwacyjny na cały lokal.  
– Witaj, sprawco mojego cosobotniego kaca! – rozdarła się Sara do stojącego za ladą, trzydziestoletniego, łysego kolesia imieniem Billy.  
Uśmiechnął się ciepło i za sekundę przed dziewczynami pojawiły się dwa kieliszki z wódką.  
– No to na zdrowie, smutasie! – rzuciła Sara i natychmiast opróżniła zawartość szkła, krzywiąc się na wszystkie strony świata.  
Brunetka wypiła, zgryzając orzeszkami i natychmiast na ladzie pojawiły się następne porcje, które zniknęły w podobnie szybki sposób.  
– Billy, daj całą butelkę – zarządziła wesoło blondynka – była dziś wyraźnie zadowolona z życia i ewidentnie zachwycona faktem, że ktoś gdzieś, kiedyś, wymyślił rzecz zwącą się "alkohol”.  
Po chwili w gardłach przyjaciółek zniknął trzeci, czwarty i piąty kieliszek, owocując coraz większym zadowoleniem i definitywną poprawą nastroju porzuconej , młodej kobiety, która od kilku chwil coraz to mocniej wierciła się na krześle.  
Trwało dobre kilka minut, w końcu się obejrzała i zdeterminowanym wzrokiem rozpoczęła poszukiwania wolnego stolika, gdyż od barowego siedziska zaczął już ją boleć tyłek. Niestety, wszystkie były zajęte – masa pijanych w sztok, weekendowych "turystów” porozsiadała się, gdzie tylko się dało.  
"I tak już są półprzytomni, więc mogliby zamienić się miejscami. W ich stanie i tak nie zrobi im raczej różnicy, gdzie siedzą i czy boli ich dupa. Poza tym nie boli, są znieczuleni” – burczała bezgłośnie.
– Nie szukaj, bo nie znajdziesz, przecież jest piątek – napomniała Sara.  
– Dupa już mnie boli, te krzesła są strasznie niewygodne – warknęła brunetka. – Billy, słyszysz?! Duuupaaa mnie boooli!!! – krzyknęła, kierując na siebie wzrok goszczących przy barze klientów, którzy siedzieli i gapili się na nią, operując zniesmaczonymi i zaskoczonymi minami,  zapewne uznali, że ma nierówno pod sufitem.  
– Czemu nie zainstalujesz tu czegoś bardziej miękkiego i większego?! Te krzesła są na tyłek dwunastolatka, nie na mój! – ironizowała do barmana, delikatnie już podpita.  
Chłopak się uśmiechnął, nie komentując tego jakże istotnego oświadczenia.  
– Ale lipę garniesz – szturchnęła ją kumpela, wskazując siedzące po ich prawej stronie dwie słodkie dziewuszki, które popijały piwo i gapiły się na Julie jak na kretynkę.  
– Mam je gdzieś. Szukaj stolika, mam dość siedzenia tu – rozkazała, po czym wstała i zniknęła za drzwiami łazienki.  
Procedura "siusiu” i mycie rąk zajęły dziewczynie tylko chwilę i gdy wróciła, ku swojemu wielkiemu zadowoleniu ujrzała, iż koleżance udało się przechwycić wolny stolik, przy którym zasiadła z gracją, otoczona toną butelek, szklanek i tworzącą w popielniczce imitacją Mount Everest, górą niedopałów.  
– Ale syf, nie mogłaś gdzieś indziej? – wyjechała od razu, odsuwając śmieci na bok.  
– Proszę bardzo, może sama poszukaj, skoroś taka mądra. I tak wywalczyłam to miejsce, bo te tam – wskazała laleczki – już zamierzały posadzić tu swoje kościste dupska – fuknęła, niezadowolona z jej niezadowolenia. – Olać ten burdel, pijmy, w końcu po to tu jesteśmy! – dodała, wstała i odniosła śmierdzącą popielniczkę na bar, biorąc nową.  
Kolejne kieliszki zniknęły w gardłach koleżanek i półlitrowa butelka zaczęła się powoli kończyć. Sara przypaliła papierosa i właśnie przy stoliku pojawił się barman z tacą i zaczął zbierać brudy.  
– No, w końcu! Już myślałam, że ten bajzel pochłonie nas wreszcie w otchłań piekielną nieporządku – warczała Julie, wyraźnie wkurzona towarzystwem pustych butelek.  
– Co jej dziś jest, ma okres? – zapytał w końcu Billy, znacznie wyginając usta.  
– Nie wiem, może za mało seksu – odparła Sara, zapraszając tym samym do siebie surowy wzrok przyjaciółki.  
Chłopak się zaśmiał, zebrał ostatnie opakowania, szklanki i ruszył za bar.  
– Billy, daj po drinku! – zdążyła jeszcze krzyknąć blondynka, zanim barman umknął na zaplecze.  
Bloody Mery dostały chwilę później, gdy butelka osiągnęła już dno. Jeden drink, drugi, po nim kolejny i koleżanki były już pijane. Zadzwonił telefon Sary, która wstała i się oddaliła, obierając kierunek "kibel". Wróciła po kilku minutach, wkurzona.  
– Znowu się pokłócili i jak zawsze jedzie do mnie. Muszę iść – poinformowała w kwestii osoby swojej młodszej siostry. – Jedziesz ze mną? Przenocujesz.  
– Nie, smakują mi te drinki – mruknęła Julie, która nie miała najmniejszej ochoty na wysłuchiwanie skarg i żali dwudziestoczteroletniej Pauli.  
– Na pewno? Już jedenasta, chcesz tu zostać sama?  
– Tak.  
– Dobra, ale jakbyś nie chciała jechać do tego drętwego, smutnego domu, dzwoń i przyjeżdżaj.  
– Ok.  
Sara się ulotniła, zostawiając koleżankę samą z jej myślami, rozczarowaniem i złością, którą to bardzo zgrabnie podkręcały kolejne, wypijane procenty.  
– Cześć – zawisł nad jej głową wysoki, pijany blondyn i po chwili bez: "czy można…?” lub innego, tego typu pytania, bezczelnie posadził dupę na krześle, patrząc na dziewczynę półprzytomnym wzrokiem. – Co tu robisz sama, maleńka? Może napijesz się ze mną? – bełkotał, z czego Julie mało co zrozumiała.  
– Odejdź – poprosiła, lecz mogła sobie prosić, typek kompletnie nie jarzył.  
– Ale zobacz, mam tu whiskey – wystawił przed siebie rękę z butelką, która już tak mocno machała się na wszystkie strony, że gdyby Julie nie wykazała się refleksem i nie odsunęła, miałaby na ciuchach pół jej zawartości.  
– Idź stąd! – rozkazała się i odwróciła w poszukiwaniu innego stolika, lecz te nadal były zajęte.  
– Ale mała, ja chciałem tylko pogadać – położył rękę na jej ramieniu, chuchając w dziewczynę całą gorzelnią, lecz nagle  
podniósł się z miejsca i objął brunetkę za ramiona, kiwając się na lewo i prawo.  
– Ładna jesteś, wiesz? Lubisz się zabawić? – wyjechał, ściskając dziewczynę jak pluszowego misia.  
– Puść mnie, kurwa, co ty sobie wyobrażasz! – huknęła dwudziestosiedmiolatka, wyrywając się z objęć, po chwili jednak znów opatulił ją swoim obleśnym cielskiem.  
– Coś taka niedostępna? – bełkotał, będąc coraz bardziej natarczywym.  
– Zostaw ją! – ktoś nagle szarpnął dziada za fraki i oderwał od dziewczyny. – Wypierdalaj! – wysoki, na oko czterdziestoletni szatyn mocno popchnął pijaka.  
– A odwal się, goś…  
– Wypierdalaj!!! – powtórzył wybawca, kolejny raz odepchnąwszy natręta, który pijany w sztok tym razem przewrócił się na ziemię. – Wyjazd stąd! – zagrzmiał, wskazując mu palcem kierunek przed sobą, po czym nachylił się nad brunetką, kładąc dłonie na stole. – W porządku?  
– Tak, dziękuję.  
– Czemu siedzisz tu sama? Widzisz przecież, co to za chlew.  
Spojrzała na niego, dość mocno już podpita – uśmiechał się szeroko, przypatrując jej się szarozielonymi oczyma.  
– Jakoś tak wyszło – odparła, nie mając zbytniej ochoty na zawieranie znajomości.  
– Mogę usiąść?  
Nie odpowiedziała, lecz wskazała mu ręka krzesło obok. Usiadł.  
– Co pijesz? Mogę postawić ci następnego?  
Najebany typ, mając spore problemy, dopiero podniósł się z podłogi, ale już nie podchodził do dziewczyny, tylko pokiwał się w stronę bliżej nieokreśloną.  
– To ja powinnam postawić ci drinka – oparła Julie i ruszyła tyłek. – Co pijesz?  
Nie protestował, tylko wymienił nazwę trunku. Lekko chwiejnym krokiem udała się do baru, przynosząc po chwili piwo i następną Mery.  
– Peter – wyciągnął dłoń.  
– Julie – uścisnęła ją – była nieco chłodna.  
– Chyba nie jesteś w nastroju, co?  
– Nie, facet mnie olał – odparła bez ceregieli.  
– To witaj w klubie. Ja narzeczoną zastałem dziś w łóżku z moim kumplem. Rano miała chandrę z powodu kłótni z matką i jak poszedłem do pracy, najwidoczniej dobroduszny skurwiel postanowił poprawić jej humor. Jak widzę chętnie skorzystała z pomocy. Tak go poprawiał, że nie zorientowali się nawet, która godzina i że zaraz będę w domu – zaśmiał się, nie mając żadnych oporów w kwestii szczerości.  
– Przykro mi – mruknęła brunetka, popijając czerwony płyn.  
– Byłaś tu z koleżanką. Dlaczego uciekła i zostawiła cię na pastwę takich kretynów? – wskazał głową kierunek, w którym poszedł natręt.  
– Ma jakieś sprawy.  
– Ale może to i dobrze, miałem okazję się przysiąść – zaśmiał się.  
Zerknęła na niego i wygięła w końcu usta, zmieniając nieco prezencję z opcji "grobowa” na "prawie normalna”.  
– Dziękuję za pomoc – rzekła, nieco zawstydzona. – Dlatego czasem nie znoszę takich miejsc, choć do Billy’ego przychodzić lubię. Czym się zajmujesz? – skrępowana niedawną sytuacją postanowiła zmienić temat.
– Wątpię, aby cię to zainteresowało, w mojej pracy nie ma nic ciekawego… no, tylko czasami, w zależności od tego, kogo wiozę – odparł wymijająco.  
Nie naciskała, aczkolwiek gapiła się na mężczyznę, wyczekując odpowiedzi.  
– Jestem kierowcą taksówki, ale dorabiam też na boku, jeśli mam okazję, z zarobków taksówkarza wyżyć się raczej nie da. A ty?  
– Pracuję w "UPS”, ale szczerze mówiąc, wkurza mnie już ta robota i szukam czegoś innego. Mam powyżej dziurek w nosie siedzenia całymi dniami przed komputerem, zwariować można.  
Peter się uśmiechnął.  
– Jeszcze jednego? – wskazał pustą literatkę dziewczyny.  
– Nie, wystarczy, pojadę już do domu – podniosła się z miejsca.  
– Mogę cię podrzucić.  
– Przecież piłeś.  
– Tylko dwa piwa.  
– Przyszedłeś do pubu i wypiłeś tylko dwa piwa? – spojrzała dziwnie, nie ukrywając zdziwienia.  
Jej wyraz twarzy był odrobinę zabawny, pokazując ewidentne zaskoczenie faktem, że nie wszyscy faceci są jednak pijakami, jakby było w tym coś dziwnego.  
Roześmiał się, zarażając swoim pozytywizmem Julie, która także szeroko się uśmiechnęła. Miał bardzo ciepły i miły wyraz twarzy, do tego był całkiem niezły... Nie, kurwa, był cholernie seksowny!
Już od kilku chwil po głowie dziewczyny krążyły nieracjonalne myśli, odpychała jej jednak od siebie, no przecież jak tak można? Tak nie wypada.  
Spojrzeli na siebie jednocześnie, kolejny raz wybuchając radością, brunetka, zagłębiając się w myślach bardzo zabawnie wyglądała, o czym sama doskonale wiedziała.  
– Długo jesteś z chłopakiem? – zapytał łagodnie, swoim przepięknym uśmiechem coraz bardziej wykręcając libido dziewczyny.  
– Dziś mija rok – mruknęła gardłowo, walcząc ze znajomym uczuciem bezlitośnie atakującym miejsca wiadome.
– I tak cię po prostu zignorował? Szczerze powiem, że to jakiś idiota – stwierdził dość sugestywnie, posyłając jej swój kolejny, szeroki uśmiech.  
– Jebać go – mruknęła. – Pójdę już – wstała chcąc jak najszybciej stamtąd wyjść, gdyż sprośnie myśli zaczynały się robić coraz bardziej natarczywe, a jego ciepły, przyjacielski głos coraz bardziej jednoznacznie zaczął działać na brunetkę.  
– Choć, podrzucę cię. Gdzie mieszkasz?  
– Na London Place.  
– Chodź – objął ją w pasie, zmuszając do pójścia z nim.  
Otworzył dziewczynie drzwi i kilka sekund później siedzieli w wielkim, czarnym Mercedesie klasy "S”.  
– Świetne auto – pochwaliła z uśmiechem.  
– Niestety, jeszcze nie do końca moje, mam jeszcze sporo do spłacenia – odwzajemnił wyraz twarzy.  
Przekręcił kluczyk – silnik zaśpiewał cicho i subtelnie. Ruszył spokojnie, lecz gdy tylko wyjechał na gładką, pustą drogę, docisnął agresywnie. Auto wręcz płynęło po asfalcie, umilając podróż lecącą w radiu, rockową piosenką.  
Julie uważnie obserwowała milczącego kierowcę, z chwili na chwilę robiąc to coraz bardziej natarczywie i teraz już wręcz wypalała go swoimi brązowymi oczyma. Mężczyzna bardzo dobrze o tym wiedział, o czym świadczył pokaźny uśmiech, figurujący na jego ustach.  
Miejsce zamieszkania dziewczyny znajdowało się w samym centrum, dlatego dojechali tam już po kilku minutach. Alkohol przyjemnie kręcił nastrojem pasażerki i już kompletnie olała Roberta, mając w tej chwili do niego osoby bardzo niemiłe ustosunkowanie.  
– Jesteśmy na miejscu – Peter zatrzymał wóz.  
– Wejdziesz?  
– Już dość późno, nie jesteś zmęczona?  
– Wysiadaj, napijemy się piwa – nakazała twardo, opuszczając pojazd, więc mężczyzna także wysiadł.  
Po chwili byli już w budynku, a minutę później w niewielkim mieszkaniu na drugim piętrze.  
– Chodź do kuchni – poprosiła. – Wolisz Bud czy Millera? – zapytała, otwierając lodówkę.  
– Bez różnicy.  
Dostał to pierwsze i natychmiast otworzył, lecz zdążył zrobić tylko łyk, gdyż dziewczyna znienacka odebrała mu butelkę, którą odstawiła na stół, przycisnęła mężczyznę do ściany i bez zbędnych ceremonii przywarła ustami do jego warg, zakładając mu ręce na szyję.  
Totalnie go zaskoczyła, jednakże odwzajemnił czułości, natychmiast kierując dłonie na jej pośladki. Mocniej przysunął ją do siebie, sumiennie ściskając jej tyłek i napierając biodrami na jej kruche ciało.  
Po kilku dość głębszych pocałunkach zdjęła mu koszulkę i wolniutko, wręcz rytualnie ruszyła w dół. Muskała go delikatnie i przechodząc przez szyję, klatkę piersiową oraz brzuch, pozbyła się jego szarych jeansów, rzucając je niechlujnie na podłogę. Powróciła do pępka i kontynuując powolną, pieszczotliwą wędrówkę dotarła w końcu do organu mężczyzny, który w okamgnieniu zniknął w jej dłoniach, a następnie w ustach.  
Westchnął przyjemnie.  
Ssała go wolno, językiem zataczając kółeczka, lecz z każdą sekundą przyśpieszała, liżąc go w tej chwili już ze wszystkich stron i zachłannie wpychając coraz głębiej. Peter zaczął cicho jęczeć i w pozycji "na klęczkach” brunetka za moment została pozbawiona bluzki, która trafiła w sąsiedztwo spodni.  
Zaczęła bawić się z coraz ostrzej, pochłaniając go już z pełną zaborczości pasją, jakby chciała wręcz wciągnąć go do środka – zachowała się w tej chwili jak pozbawiona wszelkichk hamulców napalona, niewyżyta erotomanka.  
Mężczyzna już nie jęczał, tylko ciężko sapał, a targana pożądaniem i alkoholem Julie zasysała go coraz szybciej i mocniej, z bezczelną prowokacją patrząc w oczy podnieconemu go granic szatynowi. Błyszczały słodkim zniecierpliwieniem i nieograniczonym pożądaniem.  
Wsunęła ręce pod jego pośladki i oblizując narząd od góry do dołu, przechodziła z jednej strony na drugą, nie ośmielając się pominąć chociażby kawałeczka.  
Peter dyszał już jak stara lokomotywa i dziewczyna zapewne doprowadziłaby go swoją nadgorliwością, przerwał jej jednak i poniósł do pionu, aby szybkim, precyzyjnym ruchem pozbyć się jej stanika, przydusić brunetkę do ściany i fanatycznie zaatakować wargami jej szyję.  
Pieścił skórę pożądliwie i dokładnie, kawałek po kawałeczku, głaszcząc dłonią jej pierś, gdy w tym czasie druga zabrała się za rozpinanie rozporka. Zaczął ściągać jej spodnie, w czym w okamgnieniu mu pomogła, unosząc po kolei obie nogi.  
Wznowił pocałunki, rozpoczynając podobną wędrówkę, co Julie i poczynając od ust, a następnie przechodząc przez szyję, piersi, wcięcie w tali i brzuch, zatrzymał się na wzgórku łonowym, wsuwając palec w ciepłą, śliską szparkę. Założył nogę kochanki na swój bark i wbił się ustami w jej najczulszy punkt.  
Jęknęła gorączkowo, przyjmując bliżej nieokreśloną pozę. Uśmiechnął się.  
Cmoktał ją i wciągał delikatnie, liżąc z pełną sumiennością każdą jej fałdkę i zakątek, raz po raz zagłębiając język w ociekającej sokami dziurce.  
Zaczęła wić się i wyginać pod ścianą, ściskając jego brązowe włosy i wydając z siebie coraz głośniejsze i dziksze dźwięki, które pożądliwym, euforycznym echem odbijały się od wszystkich kuchennych zakamarków.  
Po kilkuminutowych wariacjach ust i języka wstał, uniósł dziewczynę za pośladki i wszedł w nią ostrożnie, przyklejając się do jej gorących już jak piec warg. Cała się napięła i mocno wypchnęła biodra, nadziewając się zachłannie na mężczyznę.  
Rozpoczął powoli, lecz już po chwili mocno ściskając jej tyłek, coraz drapieżniej nabijał na siebie dziewczynę, wchodząc w nią już aż po same jądra. Ściśle objęła go nogami i jęcząc głośno, obsesyjnie zaczęła ruszać się na jego twardej pale, napierając na nią z całą siłą i łapczywie całując przy tym usta, szyję i bark kochanka.  
Kilkanaście jęków później oderwał brunetkę od ściany, zaniósł ją do stołu i ułożył na brzuchu. Zarzucił jej nogę na blat i na powrót zagłębił w niej swojego przyjaciela, łapiąc ją za ręce i kładąc je nad jej głową. Krzyknęła zdławionym euforią odgłosem i jak akrobatka wygięła się w łuk, podwijając kończynę niemalże pod samą brodę.  
– Szybciej – wystękała rozpaczliwie, miotając się na stole w napadzie erotycznego szału. – Głębiej, mocniej…  
Uszanował jej wolę i zaczął rżnąć wręcz jak dziwkę, wbijając się w nią z pełnym zaangażowaniem i siłą, i wyciskając przy okazji z dziewczyny dzikie, przepełnione euforyczną pasją krzyki. Posuwał ją obsesyjnie i bez wytchnienia, po jakimś czasie jednak zaprotestowała, pchnęła go, wskazując podłogę i gdy grzecznie sprowadził swoje ciało do pozycji leżącej, wtargnęła na niego i agresywnie, wręcz paranoicznie zaczęła się kiwać i skakać, wydając z siebie szaleńcze wrzaski na całe pomieszczenie.  
Nie trwało to długo, kilkanaście ruchów i wściekłych jęków później Julie z głośnym, drżącym okrzykiem przekroczyła metę, wbijając paznokcie w kochanka i mocno wyginając się do tyłu.  
Trzęsła się cała w napadzie potężnego orgazmu i gdy konwulsje ustały, szybko zeszła z mężczyzny, ponownie chwyciła penisa ustami i zaczęła mocno ssać, ażeby po chwili uwolnić z niego całą zawartość i artystycznie ozdobić nią całą swoją twarz.
Wydał jednoznaczny, ciężki wydech, naprężając się mocno, po czym padł jak kłoda, z trudem łapiąc resztki uciekającego powietrza. Serce waliło jak szalone.  
Uśmiechnięta Julie wstała, umyła się i przyjemnie zmęczona przylgnęła do kochanka, zadowolona, zaspokojona i bezmiernie szczęśliwa. Objął ją mocno i namiętnie ucałował, tuląc do siebie jej miękkie, wilgotne ciało.  
– Zostań dzisiaj u mnie – mruknęła.  
– W porządku.  


Pół godziny później, około północy, gdy wykąpani leżeli już w łóżku, rozległo się pukanie.  
– Idź, otwórz i powiedz, że nie chcę go widzieć.  
Piter usłuchał i bezzwłocznie wstał.  
– I zrób to tak – dodała z ironicznym uśmiechem, wskazując głową jego nagie ciało.  
Mężczyzna poszedł, otworzył drzwi, rzucił szybkie: "Nie masz już tu czego szukać”, po czym zatrzasnął je Robertowi przed nosem. Wrócił do dziewczyny, która nadal się szeroko się uśmiechała i mocno ją objął, wtulając twarz w jej pachnące włosy.  
Zasnęli.  


Minął równiutko rok.  
Julie, leżąc jeszcze z zamkniętymi oczyma w aksamitnej pościeli najpierw poczuła miły zapach kawy, a następnie ciepłego całusa w policzek. Uniosła powieki – przed jej nosem widniała krwistoczerwona róża.  
– Kotku, wstawaj, dość już tego spania, dzisiaj nasza impreza – rzekł Peter, gładząc jej policzek, za chwilę ponownie czule ucałował jej usta i gdy uznał, że powitał się już godnie, bez słowa wstał i opuścił sypialnię…

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 4005 słów i 23642 znaków, zaktualizowała 8 wrz 2019.

11 komentarze

 
  • AnonimS

    Dobrze napisane. Prosto ale konkretnie. Pozdrawiam

  • agnes1709

    @AnonimS :kiss:

  • Margerita

    łapka w górę faceci to niestety taki gatunek, którzy wolą spędzać czas z kumplami w barze

  • agnes1709

    @Margerita Mar w erotyce?:eek: Dzięki:kiss:

  • iamnaughty1990

    Wymiata, poezja z dobrym smakiem :jupi:

  • agnes1709

    @iamnaughty1990 Dziękuję;)

  • Lisek

    Mega Nic dodac nic ujac :P

  • agnes1709

    @Lisek Dziękuję;)

  • pieszczoch45

    Świetne i bardzo inspirujące (czyt. podniecająco:))

  • agnes1709

    @pieszczoch45 Dziękuję;)

  • pieszczoch45

    @agnes1709 nie ma za co ja tylko napisałem o swoich subiektywnych odczuciach

  • Robert72

    Mi się podobało.!

  • agnes1709

    @Robert72 :D

  • Mlody1

    zanim przeczytałem drugą połowę wiedziałem już jakie będzie zakończenie. Ale nie mówię, że jest źle. BO jest dobrze!! Może ja za dużo naczytałem się podobnych opowiadań. Sam nwm.  
    Wkurza mnie jedna rzecz ciągle te brunetki i brunetki...  
    Łapka w górę i do przodu ;)

  • agnes1709

    @Mlody1 Dobrze, w następnym (o ile będzie) opowiadanie będzie laska o włosach w ŁYSYM kolorze, będziesz wtedy Happy? :lol2: Dzięki za koment.
    p.s. Wiedziałeś, jakie będzie zakończenie? SAMO zakończenie? Bujda! :kiss:

  • baba

    I wiesz co? Nawet te wulgaryzmy nie przeszkadzają, a tych akurat bardzo nie lubię! Jeszcze raz- udało Ci się!

  • agnes1709

    @baba A ileż ich tu jest? Jak na lekarstwo. Więc jeszcze raz  - dzięki;)

  • baba

    @agnes1709 i tu Cię mam! Wiesz, że można powiedzieć, napisąć wszystko. Sztuką jest to zrobić tak, żeby nie urazić czy wzbudzić niesmak. Ty tę sztukę masz w koniuszkach palców, więc masz wyczucie. Trzymaj się tego, proszę. Pozdrawiam

  • agnes1709

    @baba  Taaak? Poczytaj "Szare...", szybko zmienisz zdanie, tam sami szwecy:lmao: Wyczucie uleciało w siną dal, hehe. Ale trzeba się poświęcić dla potrzeb opowiadani, nieprawdaż?) Dzięki za miłe komentarze, fajnacko przeczytać takowe.

  • agnes1709

    @baba Również pozdrawiam :exclaim:

  • baba

    No dobre!!!! Fajne zakończenie - ta róża i kotku - fajny jest ten szacunek dla drugiej połówki. DOBRE i więcej takich!!!!!!!

  • agnes1709

    @baba Dzięki;)

  • aKubek

    No od tej strony nie znałem Cie moja Piękna;) pierwsze takie ...hmm...mmmrrrr

  • agnes1709

    @aKubek :kiss: Dużo o mnie nie wiesz :P

  • aKubek

    @agnes1709  kusicielka  :spanki:

  • agnes1709

    @aKubek Gwałcicielka!

  • aKubek

    @agnes1709  uuuuu
    Uważaj bo się na ciebie rzuci chmara spragnionych,a ja są im nie dam rady ich odpędzić  ;)

  • agnes1709

    @aKubek To ja jestem gwałcicielka i tylko ja mogę atakować, więc spokojnie;)

  • aKubek

    @agnes1709 to ty chłopów nie znasz???:o

  • agnes1709

    @aKubek a oni mnie:rotfl:

  • aKubek

    @agnes1709  hahaha i weź tu taką przegadaj  :cmoczek:

  • agnes1709

    @aKubek :P

  • aKubek

    @agnes1709  taka...też Cię  lubię. :D:*

  • agnes1709

    @aKubek :P:P:P:P:P:P:P:P I mój jęzor? Jego? Emota?

  • aKubek

    @agnes1709  no ba :D wiesz co można z nim zrobić i na ile sposobów  :danss:

  • agnes1709

    @aKubek Mam tego jakąś tam świadomość, ale ja, takie rzeczy...? No nie wiem...:D

  • aKubek

    @agnes1709  Słonko ty moje...  
    :cmoczek:

  • agnes1709

    @aKubek Ale spam walimy, bez skrupułów i po całości. Kończmy już, gwiazdeczko moja:kiss:

  • aKubek

    @agnes1709  Jak  Królowa  sobie  życzy  ;) :*

  • agnes1709

    @aKubek Czemu mam łapki we wszystkich odp? Czy to Twoja sprawka? Bo jeszcze pomyślą, że jestem "samowystarczalna", czyt. "samołapkująca", jak jeden za znanych nam TWÓRCÓW bestsellerów! :lmao:

  • aKubek

    @agnes1709  a co nie można?/ :P

  • agnes1709

    @aKubek Można, mężu:kiss:

  • aKubek

    @agnes1709  ;)

  • MrHyde

    Co za brunetka! Częstuje siuśkami z lodówki i nie daje się chłopu normalnie napić, tylko rzuca się łapami za szyję. A do tego całuje pijaną buzią. Fuj! ;)

  • agnes1709

    @MrHyde Oj, gęba prosi się kułaka za mędrkowanie:spanki: ;)