Poświęcenie

Otóż rozpoczęło się tragicznie, gdyż osoba na której mi zależało zapadła na jakąś chorobę serca (uratować mógł ja tylko przeszczep). W sumie z klasy tylko Ja ją odwiedzałem. Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem w tym łóżku szpitalnym, była całkowicie załamana perspektywą śmierci. Przez tydzień codziennie po szkole (3 gimnazjum) przychodziłem do niej i ją pocieszałem. W końcu postanowiłem pójść do lekarza i spytać się co trzeba zrobić, żeby sprawdzić czy moje serce by dla niej było odpowiednie. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że jestem odpowiednim dawcą. Postanowiłem więc oddać jej moje serce (moje życie dla mnie, nie miało znaczenia), gdy przekazałem jej wiadomość, że znalazł się dawca, mało się nie popłakała ze szczęścia (nie powiedziałem jej kto nim jest). Miała nadzieje, że gdy już ją wypuszczą ze szpitala, będę znów przy niej. Wyznała tez że mnie kocha (o ironio, przez 3 lata nie miałem odwagi jej poderwać, a teraz ona zrobiła to za mnie...). Niestety musiałem jej powiedzieć, że się wyprowadzam i najprawdopodobniej nie będzie mnie przy niej. Uznała mnie za tchórza, wielkiego tchórza który po prostu bał się, że operacja się nie powiedzie. Powiedziała żebym już więcej do niej nie przychodził, bolało mnie to i to bardzo, ale to była cena poświęcenia. O wszystkim napisałem jej w liście który miała dostać w dzień po 18 urodzinach. Kiedy już jechałem na salę operacyjną, pielęgniarki gratulowały mi poświęcenia. Jedyne co dobyło się z moich ust to: "Nie myślałem, że tak łatwo będzie umrzeć szczęśliwym". Wszyscy obecni na sali, byli związani tajemnicą lekarską, ale i tak poprosiłem żeby jej nic nie mówili. Jej rodzicom przekazałem list i wymusiłem na nich obietnice milczenia. Po tej całej operacji tak jakby obudziłem się w lesie przy ognisku, po drugiej jego stronie siedziała tajemnicza postać. Przytoczę dialog jaki z nią prowadziłem: [j]- Ja [tp]- tajemnicza postać :
[j]- gdzie ja jestem?
[tp] - Na rozdrożu świata żywych i umarłych
[j]- K...kim... ty jesteś?
[tp]- Twoim duchem opiekunem, dokonałeś szlachetnego czynu więc przysługuje ci nagroda. Możesz udać się na wieczny odpoczynek do raju, albo wrócić do świata żywych jako duch i znowu być przy niej, jako jej tymczasowy duch opiekun.
[j]- Czyli operacja się udała przeżyła?- spytałem uradowany.
[tp]- Tak udała się, dzięki twojemu poświęceniu przeżyje jeszcze wiele lat.
[j]- Uffff to dobrze- przepełniało mnie szczęście jakiego dawno nie zaznałem.
[tp]- No więc, jaka jest twoja decyzja?
[j]- Nie wiem muszę się zastanowić. Możesz mi wymienić skutki tych decyzji?
[tp]- Jeśli wybierzesz pierwszą propozycje czeka cię wieczny spokój w raju, a jeśli drugą czeka cię siedem lat samotni na świecie żywych jako duch.
[j]- Właściwie to po co mam wracać do świata żywych?
[tp] Gdy ona zajdzie w ciąże i zacznie rodzić, pojawią się komplikacje i będziesz mógł jej pomóc, inaczej ona umrze wraz z dzieckiem.
[j]-...Wybieram powrót do świata żywych jako jej opiekun.
[tp]- Jesteś pewien? Będziesz skazany na samotnie przez siedem lat, nikt cię nie będzie widzieć, nikt cię nie usłyszy ani nie poczuje. Czy tego chcesz?
[j]- Jeśli nawet wybrałbym wieczny spokój w raju, nie uzyskałbym go. Wiedza, że nie zrobiłem wszystkiego by ją uratować dręczyła by mnie przez całe wieki.
[tp]- A więc niech tak się stanie.- Krzyknęła gniewnie
Cała ta rozmowa trwała do momentu wybudzenia się jej z narkozy. Tak jak powiedziała ta postać, przeszczep się przyjął. Przez 2 i pół roku żyła w przekonaniu, że stchórzyłem. Dopiero dzień po osiemnastce dostała mój list, po przeczytaniu go płakał cały dzień i rzucała w powietrze prośby żebym jej wybaczył. Bolało mnie to bardziej niż ją. Nie mogłem się odezwać, żeby ja pocieszyć, nie mogłem jej dotknąć aby ukoić jej nerwy, mogłem tylko czekać. Tak minęło to 4, 5 roku w czasie których pomagałem jej w mniej istotnych sprawach typu znalezienie dobrej pracy itp. Nadszedł dzień porodu i coś szło nie tak, tak jak się spodziewałem. Szczerze nie wiem jak jej pomogłem, ale to zrobiłem i dzięki temu uratowałem dwa życia- jej i jej syna. Między nią a jej chłopakiem zrodziła się dyskusja o imię dziecka. O-ona JCH- jej chłopak
O- Już wiem jak go nazwiemy
JCH- Ja też i całkowicie się z tobą zgadzam
Tak nazwali syna moim imieniem. Emocje były tak silne, że nagle zorientowałem się, że stałem się dla nich widoczny. Stałem pośrodku sali, tak samo ubrany jak wtedy kiedy mnie ostatni raz widziała. Najpierw była zaskoczona, ale później zaskoczenie ustąpiło miejsca radości. Powiedziałem jej, że z własnej woli wybrałem taki los i jestem szczęśliwy z tego wyboru. Wtedy przybyła po mnie inna postać niż ta którą spotkałem przy ognisku. Pogratulowała mi altruizmu i powiedziała, że moje zadanie na tym świecie się skończyło, teraz muszę odejść do raju. Lecz zanim to zrobiłem, chciałem dokonać jednej rzeczy o której zawsze mogłem tylko pomarzyć. A mianowicie pierwszy i ostatni całus z ust ukochanej. Obudziłem się ze łzami w oczach.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii sen, użył 985 słów i 5298 znaków.

5 komentarzy

 
  • Lils

    Jeej.. Wspaniałego wykreowales bohatera.
    Podoba mi się ;)

  • Misia

    Piękne, ale nierealne gdyż nie jest możliwe wzięcie serca od żywego dawcy nawet jeśli ma życzenie umrzeć. :x

  • Gabi14

    Kocham to... Takie piękne.... Boskie <3 prawie się popłakałam xD

  • Ahrii

    <3 Piękne....

  • xxv

    dobre kierva