Las

Był sobie las. A w tym lesie drewniana  chatka kryta strzechą. W chatce przy drewnianym stole na prostym drewnianym krześle siedziałam ja, gdy wszedł wysoki chudy strażnik w niebieskim mundurze. Na jego piersi lśniła odznaka.

- Ktoś porywa i zabija dzieci - oznajmił bez zbędnych wstępów. - Czasem znajdujemy nietutejsze, nie możemy ustalić, kim są rodzice. W tym lesie dzieją się dziwne rzeczy. Wygląda na to, że mamy do czynienia z niezłym psychopatą.

- Ten las jest przeklęty. To ten las zabija - powiedział gdzieś zza pleców strażnika jego partner.

- Przestań powtarzać te bajki, Tom - upomniał go surowo Edi.

Tom nie wszedł do mojej chatki. Głos miał pełen trwogi. Myślałam, że facet kpił z kolegi i chciałam się roześmiać. Wtedy Edi, pierwszy strażnik, podszedł do stołu. To mi pozwoliło zobaczyć twarz Toma. Wyglądał jakby miał za chwilę uciec stąd z krzykiem. Rozglądał się nerwowo i nieufnie. Chociaż stał za otwartymi drzwiami, czułam jego lęk. Podszedł do samochodu błyskającego kolorowymi światłami i oparł dłonie o maskę, blisko drzwi. Tak jakby chciał mieć namiastkę bezpieczeństwa, samochód oddzielający go od źródła lęku. Od lasu. Zapatrzył się w niego.

Edi kontrolował swój strach i nie okazywał go. Był zdenerwowany, dlatego że nie mógł znaleźć mordercy. Nie wierzył w moce nadprzyrodzone. Był pewien, że za zabójstwami stał człowiek lub cała sekta psychopatów.

Na zewnątrz rozległ się rozdzierający serce krzyk kobiety, od którego włosy stawały dęba na karku. Ciarki przeszły mi po plecach. Wybiegłam z chaty i pędem puściłam się w las. Strażnik pobiegł do jeepa, którym tu przyjechali. Ruszyli za mną.

Już przekraczając granicę lasu poczułam na sobie czyjś gniewny wzrok. Nie mogłam intuicyjnie określić źródła. Czułam się obserwowana z każdej możliwej strony. Bardzo nieprzyjemne uczucie.  

W lesie stał opuszczony drewniany dom. Wybite okna patrzyły posępnie wprost na mnie. Przegniłe deski sterczały na boki. Kiedyś zabito nimi drzwi, teraz drzwi nie było w ogóle. Dom nie był ogrodzony.

Mijając go, zobaczyłam kobietę z trójką dzieci. Zatrzymałam się i rozejrzałam, ale nikogo więcej nie wypatrzyłam. Kobieta rzewnie płakała. Mała dziewczynka trzymała się rąbka spódnicy i patrzyła na twarz mamy. Chłopiec też trzymał się blisko, ale on zdawał się rozumieć, że działo się coś złego. Swoim zachowaniem przypominał partnera Ediego, Toma.

Trzecie dziecko kobieta trzymała w dłoniach. Tuliła je do piersi osłaniając ze wszystkich stron ramionami. Nie widziałam go. Po prostu czułam, że trzymała dziecko.

Edi ostro zahamował koło mnie. Wzbił tuman kurzu, bo w leśnym prześwicie słońce wysuszyło ziemię na wiór. Wysiedli i poszli w stronę płaczącej kobiety.

Ja postanowiłam się rozejrzeć po okolicy. Obeszłam podwórze. Dookoła było pełno dużych dziur, jak po bombardowaniu z czasów wojny. Zaglądałam do nich i z ulgą odkrywałam, ze wszystkie były puste, jeśli nie liczyć pokrywającej je suchej trawy.

Za małą szopą z zawalonym dachem leżało oblepione muchami ciało małej dziewczynki w czerwonej sukience. Gardło mi się ścisnęło. Widziałam szeroko rozwarte puste oczy. Uchylone usta, wewnątrz których kłębiły się larwy. Rozrzucone na boki ręce z sińcami na nadgarstkach. Białe podarte rajsopki i czerwone buciki na nogach.

- Przewodniczko! - Zawołał mnie Edi. - Musisz to zobaczyć!

Nie ruszyłam się. Pod sosną, tuż koło szopy, wystawały z trawy nogi chłopca w jasnoniebieskich spodenkach. Trochę dalej kolejne ciało i jeszcze jedno. Poczułam strach.

- Strażniku! Chyba powinien pan tu przyjść! - Zawołałam.

Miałam wrażenie, że wiatr nadal niósł przedśmiertne krzyki tych dzieci. Po plecach spływał mi zimny pot. Poczułam czyjąś obecność za plecami. Zdjęła mnie groza, bo nie słyszałam jak podszedł. Odwróciłam się błyskawicznie. Obok mnie stało przestraszone dziecko. Dziecko mojej koleżanki, które tak uwielbiałam. Mała, pięcioletnia Nikola. Przytuliła się do mnie i powiedziała, że się boi. Pogładziłam ją po ciemnych długich włosach. Nie powiedziałam nic. Ona też nic więcej nie mówiła, tylko przytuliła mocniej do piersi swoją lalkę. Lalka miała małe gumowe kończyny przyczepione do wypchanego watą płótna. Widocznie Nikola zgubiła gdzieś śpioszki swojej zabawki.

Wzięłam Nikolę za rączkę i poszłyśmy do kobiety i strażników. Dziecko, które matka tak szczelnie osłaniała, leżało teraz przed nią na ziemi, a ona sama klęczała obok niego. Było martwe. Wyglądało jakby ktoś je wrzucił do ogniska i długo tam trzymał. Spojrzałam na twarz kobiety. Miała w oczach pustkę.

- To nie ona je zabiła - powiedziałam cicho.

Nikola wyszarpnęła dłoń i schowała się za mną. Edi spojrzał na mnie.

- Przewodniczko, wszędzie leżą ciała martwych dzieci. To jedyna dorosła osoba, jaką spotkaliśmy w tym lesie od wielu dni. Jest naszym jedynym tropem!

- I nic nam nie powie. Jej oczy są martwe. Zobaczyła zbyt wiele i uciekła w głąb siebie.

Podeszłam do chłopca, który stał za nieobecną duchem matką. Czułam zaciśniętą na moim pasku do spodni dłoń Nikoli. Uśmiechnęłam się do niej ciepło. Wróciłam spojrzeniem do chłopca.

- Jak masz na imię?

- Mikael, proszę pani.

Zauważyłam, że dzieciak nie miał dolnego mleczaka, ale ta informacja nic nie wnosiła.

- Cześć Mikaelu. Widziałeś co tutaj się stało? - Zapytałam.

Chłopiec powoli i niepewnie pokiwał głową.

- Wiesz skąd się wzięły te dzieci?

- Nie, proszę pani - odparł lękliwie.

- W porządku, Mikaelu. Czy widziałeś, kto je skrzywdził? - Ciągnęłam, chociaż wolałabym nie zadawać takich pytań dziecku.

Chciał pokiwać głową, ale zrezygnował. Spojrzał na Ediego i się zarumienił.

- Edi, rozmawiałeś z chłopcem? - Zagadnęłam strażnika.

- Tak, Przewodniczko. Twierdzi, że to las ożył i zabił dzieci.

Chłopiec spuścił głowę i zaczerwienił się jeszcze bardziej.

- Wierzę ci Mikaelu - powiedziałam cicho. - Las teraz na nas patrzy, prawda?  

Zadałam to pytanie, bo faktycznie poczułam, jakby las zwrócił na nas swoje straszne oczy.

Krzyk. Krzyk Nikoli. Odwróciłam się. Nadal czułam zaciśniętą dłoń Nikoli, ale jej tam nie było. Pod pasek miałam wetkniętą szyszkę.

Puściłam się biegiem w kierunku szopy. Nieopodal zmasakrowanych dzieci stała kuchenka gazowa. Piekarnik był otwarty. Nikola stała przed nim i wrzeszczała. Gdy ją zobaczyłam, popędziłam pędem po sypkim piasku. Zajrzałam do środka. Włosy opadły mi na twarz, więc je odgarnęłam. Na ruszcie w ogniu leżała lalka Nikoli. Przebijał ją niebieski płomień. Gorąc bijący z piekarnika nienaturalnie nasilał się. Wydało mi się, że lalka poruszyła ręką. Zignorowałam to, plastik w ogniu wygina się w różne strony.

- Tam jest dziecko! Pali się! Małe dziecko się pali - krzyczała Nikola.

Chciała włożyć rączki do piekarnika, ale siłą ją odciągnęłam. Wierzgała i płakała, ale jej nie puściłam. Kucnęłam przed nią.

- Spójrz na mnie - poprosiłam.

Kiedy to w końcu zrobiła, ciągnęłam dalej.

- To tylko lalka - uspokajałam ją. - Kupię ci nową, obiecuję.

- To nie była lalka! - Zezłościła się. - To było prawdziwe dziecko, a ty pozwoliłaś mu je zabrać! - Wygarnęła mi.

- Kochanie, to była...

Urwałam. Kuchenka gazowa za plecami Nikoli zamieniła się w ułamku sekundy w ogromne drzewo. Drzewo kurczyło się w sobie, a z jego wnętrza dobiegało przeraźliwe kwilenie niemowlęcia. Z hukiem leciały w dół wewnętrzne słoje drzewa, a ono samo zwężało się co raz bardziej. Drzewo znikło pod ziemią, a kwilenie niemowlęcia ustało.

- To nie była lalka - powtórzyła Nikola. - Wróżka zmieniła niemowlę w lalkę! Miałam je ukryć przed lasem! Zawiodłam wróżkę!

Miała rację. To było magicznie ukryte dziecko, a ja pozwoliłam, by las je zabrał. Zebrało mi się na łzy.

Z lasu wybiegł Pogromca z obnażonym mieczem w dłoni. Rozejrzał się dookoła.  

- Zabierzcie stąd dzieci, On tu jest - wydyszał.  

Strażnicy popatrzyli po sobie. W głosie Pogromcy było coś, co nie pozwoliło im się sprzeciwić. Siłą wepchnęli pozbawioną zmysłów kobietę do jeepa, dzieci same podążyły za matką. Tylko Nikola uparła się zostać. Strażnicy ją zostawili. Nie było czasu, żeby szarpać się z dzieckiem. Samochód się kopał wzbijając mnóstwo pyłu. W końcu ruszył i zniknął na drodze między drzewami. Miałam nadzieję, że uda im się uciec.

Nikola znikła w kurzawie. Spojrzałam w miejsce, gdzie stała jeszcze sekundę temu i podążyłam wzrokiem, za jej śladami. W lesie mignęła mi jej fioletowa sukienka. Dziecko zagłębiało się w las.

- Strój! - Wrzasnęłam i puściłam się za nią pędem.

- Nikola, zatrzymaj się! - Błagałam.

Czułam, że zaraz stanie się jej coś złego. Bardzo złego. Gałęzie biły mnie po twarzy, ciągnęły za włosy i kaleczyły ciało. Jeżyny plątały i cięły nogi. Biegłam jakby mnie goniła sama śmierć. Nie mogłam pozwolić Mu, żeby zabrał Nikolę. Nie ją.

- Tam jest stromy brzeg i rzeka! - Ostrzegł Pogromca.

- Nikola!!! - Wrzasnęłam przerażona.

Miałam nadzieję, że chociaż na chwilę się odwróci, że da mi czas, na dogonienie jej. Dziecko się jednak nawet nie obejrzało. Wkrótce runęło w dół zbocza z całym pędem, jakiego nabrało jej małe ciałko. Znikło mi z oczu.

- Nikola!!! - Wrzasnęłam rozpaczliwie drugi raz, jakby to mogło jeszcze zatrzymać czarny scenariusz.

Dobiegłam do urwiska i zatrzymałam się ciężko sapiąc na stromym brzegu. Nikola gramoliła się w wodzie sięgającej jej kolan. Udało się jej stanąć na nogach. Ściągnęła chudymi rączkami ociekające wodą włosy z twarzy. Spojrzała na mnie zdezorientowana.

- Stój w miejscu - poprosiłam wstrzymując szloch.

Kiwnęła mi głową. Spojrzałam pod nogi, żeby ocenić jak mogę zejść do niej najszybciej. Gdy przeniosłam na nią oczy, jej już nie było. Tylko okrągłe fale rozbijały się o brzeg.  

- Nikola, nie!!! - Wrzasnęłam po raz kolejny.

Nie bacząc na nic, zaczęłam zbiegać po przekątnej z urwiska. W dole popędziłam do miejsca, gdzie widziałam ją po raz ostatni. Pogromca tez już tu był. Przeczesywaliśmy wodę rękoma i nogami. W końcu ją wyczułam.

Wyciągnęłam z wody nieprzytomne posiniaczone ciałko dziewczynki. Nie ruszała się.

- Musisz ją reanimować - natychmiast rzucił Pogromca. Widocznie wyczuł ogarniającą mnie panikę i ją powstrzymał.

Ułożyłam dziewczynkę na brzegu, zatkałam jej nos i wdmuchnęłam w usta powietrze.  Ocknęła się niemal od razu. Zaniosła się kaszlem.

- Chcę do mamy - rozpłakała się. - Zabierz mnie do mamy! - Prosiła.

Przytuliłam ją. Od mamy dzieliły ją dwa oceany.

---------
To mój drugi autentyczny sen Miewacie równie dziwne sny?

1 089 czyt.
100%81
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii sen i fantasy, użyła 2081 słów i 11064 znaków.

1 komentarz

 
  • rosee00

    rosee00 · 27 sie 2017

    Serio to ci się śniło?...woooww