Porucznik

Do mojego domu wtargnęli żołnierze. Nikt się ze mną nie cackał. Siłą złapali mnie za włosy. Szarpali za ręce i skuli mi je kajdankami. Próbowałam się wyrwać, ktoś uderzył mnie w twarz, upadłam na ziemię. Rumor wywracanych mebli, ciętych tapicerek i rozbijanego szkła. Rozkazujące słowa w nieznanym mi języku, wykrzykiwane przez mężczyzn w mundurach w kolorze zgniłej zieleni. Niemieckie słowa. Demolowali moje mieszkanie, szukali nie wiadomo czego. Próbowałam uciec na czworaka. Dostałam czymś w głowę, świat się rozmazał i zgasł.

Kiedy się ocknęłam, nie byłam już skuta. Leżałam na betonowej posadzce. Potarłam dłonią spieczone usta. Podniosłam się do siadu i podciągnęłam nogi. Powietrze było zimne, wilgotne i stęchłe. Musiałam znajdować się w jakiejś piwnicy. Panował tu półmrok rozpraszany migotliwym światłem gołej żarówki. Zmarzłam na kość. Potarłam ramiona pokryte gęsią skórką. Opatuliłam nogi połami rozkloszowanej spódnicy. I zaczęłam cicho płakać. Kwestią czasu było, jak szybko rozpoczną się pytania i wyciąganie odpowiedzi.  

Drzwi się otwarły. Stanął w nich mężczyzna przed czterdziestką. Wysoki, szeroki w barkach i pewny siebie. Emanował siłą. Podszedł do mnie na wyciągnięcie ręki. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Spuściłam wzrok. Kucnął naprzeciwko mnie.

- Wiesz dlaczego tu jesteś? - zapytał.

Pokręciłam głową. Najlepiej było nic nie mówić.

- Myślę, że wiesz dlaczego. Wiesz, gdzie są pewni ludzie, pomagasz im. Nosisz im jedzenie i koce. Ktoś cię widział. Ktoś doniósł. Teraz będą wyciągać z ciebie prawdę. Wiesz dobrze jak. Nie zniesiesz dużo. I tak powiesz. Wszyscy się łamią, a ty nie musisz tego robić we własnej krwi i fekaliach. To jest twój wybór, nadążasz za mną, prawda?

Pokiwałam głową. Jego głos był rzeczowy. Nie było w nim nienawiści, ani złości. Równie dobrze mógłby teraz tłumaczyć zasady ruchu na jezdni. Ale w tym głosie było coś niebezpiecznego, co drażniło instynkt. Człowiek słuchał i czekał, kiedy padnie pierwszy cios.

Nadal milczałam. Nie patrzyłam na niego, nie chciałam, żeby z mojej twarzy wyczytał odpowiedzi na swoje pytania. Rude loki, które opadły mi na oczy, zasłaniały mi go.

- Najlepiej będzie jeśli powiesz wszystko od razu. Rozstrzelają cię, ale to będzie szybka śmierć. Nie łódź się, nie ma szans, że wyjdziesz stąd żywa. Nikt nie wychodzi. Zdobędę dla ciebie trochę czasu. Nie będzie go dużo. Zastanów się, dobrze?

Nie zareagowałam. Nie rozumiałam dlaczego tu przyszedł i dopatrywałam się w tym jakiegoś ukrytego chwytu psychologicznego. Żołnierz wstał i wyszedł. Drzwi trzasnęły, zachrobotał zamek. Oddalające się kroki twardych podeszew. I cisza. Cisza, którą nie cieszyłam się długo. Gdzieś z odległego piekła dobiegały krzyki, wrzaski i wycie, które mroziło mi krew w żyłach. Brzmiało nieludzko, ale wiedziałam, że należało do jakiegoś nieszczęsnego mężczyzny. Zakryłam dłońmi uszy i zwinęłam się w kłębek. Płakałam. Płakałam nad tym człowiekiem. Płakałam nad samą sobą.

Obudził mnie chrobot otwieranych drzwi. Uniosłam się do siadu, podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam się o ścianę. Przyszedł ten sam żołnierz, co wcześniej. Stał i patrzył na mnie, aż drzwi za nim zamknęły się. Wyjął coś z kieszeni i podał mi na wyciągniętej dłoni. Patrząc z dołu nie byłam pewna co trzymał.

- Weź - rozkazał.

Popatrzyłam na niego podejrzliwie. Westchnął. Podszedł do ściany obok mnie, oparł się o nią otwartą dłonią i spuścił na chwilę głowę. Później przyległ do gładkiej powierzchni ściany plecami i zsunął się na betonową podłogę. Jedną nogę zostawił podciągniętą, drugą wyprostował. Nie musiałam już zadzierać nosa, żeby na niego spojrzeć. Na twarzy miał jednodniowy zarost. Nie patrzył na mnie. Podał mi to, co miałam od niego wziąć. To była gruba piętka chleba. Byłam głodna, więc wzięłam i zaczęłam jeść. Długo siedzieliśmy w ciszy.

- Chciałem być stolarzem - powiedział nagle. - Mój ojciec robił piękne meble, ja też chciałem. Chciałem mieć piękną żonę i dużo dzieci. Mieszkalibyśmy w domu nad jeziorem. Łowiłbym ryby, karmiłbym z dziećmi kaczki. Wieczorami pływalibyśmy drewnianą łódką, a noce spędzałbym obok żony.

Później znów umilkł na chwilę.

- Kiedy brali mnie do wojska, ojciec powiedział, że na froncie zostanę mężczyzną i bohaterem. Nie chciałem być bohaterem, ale to było lepsze niż więzienie lub śmierć. Nie miałem wyboru. Na wojnie nikt nie jest bohaterem. Każą ci salutować - salutujesz. Każą ci wysadzić - wysadzasz. Każą ci strzelać - strzelasz. I tak w kółko. Jesteś marionetką uwięzioną w trybach, które cokolwiek zrobisz, miażdżą cię jeszcze bardziej. Widziałem się ostatnio z ojcem. Powiedział mi, że jest ze mnie dumny, że tak daleko zaszedłem.

Spojrzał na mnie. Uśmiechnął się.

- Rozumiesz to? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. - Mój ojciec jest ze mnie dumny, bo zabijam ludzi, zabijam mężczyzn, zabijam starców, zabijam kobiety, zabijam dzieci. Patrzę na ich cierpienie, zadaję im pytania, powtarzam te pytania w kółko. Słucham obojętnie ich krzyków, gdy kat wyciąga z nich prawdę. I nie umiem im pomóc. Prawie nikt nie chce dobrowolnie mówić, a później ja muszę wyciągać informacje w bardzo brzydki sposób.

Znów się zamyślił.

- Moja żona mnie zostawiła. Nigdy jej nie powiedziałem, czym naprawdę się zajmuję. Kochałem ją i nasze dzieci. Nie miałem dla nich czasu, bo musiałem tkwić tu. Żona odeszła i wyszła ponownie za mąż. Mam nadzieję, że teraz jest szczęśliwa.

Westchnął i ukrył twarz w dłoniach. Nie płakał.

- Nadal chcę być stolarzem, wiesz? Chcę i nie mogę, bo stąd nie ma wyjścia. Zabiliby mnie.

Podniósł się, otrzepał i poprawił mundur. Uderzył pięścią w drzwi, ani lekko ani mocno.

- Przesłuchanie skończone - oznajmił rzeczowo.

Drzwi otwarły się z chrobotem. Strażnik spojrzał na mnie, a później na żołnierza.

- Nikogo nie wpuszczaj pod moją nieobecność - rozkazał.

- Tak, jest! - padło w odpowiedzi.

Drzwi zamknęły się ponownie. Tym razem długo cieszyłam się ciszą.

Jakieś krzyki, odgłosy szamotaniny, głośne kroki wielu stóp. Drzwi otwarły się z hukiem, prawdopodobnie jeden z żołnierzy otwarł je kopnięciem. Do celi weszli we czterech. Dwóch kopało mnie twardymi butami.

- Dość - rozkazał piaty, który został w drzwiach.

Spojrzałam na niego jednym okiem, drugie nie chciało się otworzyć. Był podekscytowany i uśmiechnięty. O bogowie, służbista - pomyślałam z lękiem.

- Zabierzcie to ścierwo do sali przesłuchań dokończył.

Ujęli mnie pod ramiona i zawlekli do innej sali. Siłą rozkrzyżowali mnie na stole. Szarpałam się i krzyczałam. Ktoś strzelił mnie w pysk. Nadgarstki i kostki stóp zostały przypięte skórzanymi pasami do drewnianego blatu. Kiedy spojrzałam w bok, zapłakałam. Noże, igły, dziwne kleszcze i szpikulce spoczywały na wielkim stole. Zrobiło mi się słabo.

- No dalej dziwko! Teraz nam powiesz, gdzie się schowali twoi przyjaciele.

Na moje stopy wylano wrzątek. Z piersi wyrwał mi się rozdzierający krzyk bólu. Błagałam żołnierza, żeby kazał przestać mnie dręczyć. Z dłońmi zrobiono mi to samo, co ze stopami. Co chwilę kat polewał mi te miejsca wrzątkiem. Widziałam, jak pojawiały się na nich pęcherze, skóra pękała i lała się krew. Skamlałam, jak pies o litość, bo tylko tyle mogłam zrobić.

- No dalej suko! Mów, bo...

Służbista nie dokończył swojej myśli, bo do sali wpadła chmara żołnierzy. Wywiązała się krótka walka. Do sali wpadł też w naprędce ubranym i nierówno zapiętym mundurze żołnierz, który wieki temu przyniósł mi kawałek chleba.

- Zabierzcie ich na górę i wszyscy wyjdźcie - rozkazał.

Kat, który zadawał mi ból, został na miejscu.

- A co z nią, Poruczniku?

- WSZYSCY WYPIERDALAĆ! - ryknął Porucznik.

Oprawca wyszedł natychmiast zamykając za sobą drzwi. Porucznik podszedł do mnie. Zgarnął mi delikatnie włosy z twarzy. Były przyklejone do skóry zakrzepłą krwią. Pogładził mnie po policzku. A później odszedł.

- Dlaczego mi wtedy to wszystko powiedziałeś? - wychrypiałam zbolałym od krzyku gardłem, za nim wyszedł z sali.

Popatrzył na mnie przez ramię.

- A komu miałem powiedzieć? - zdziwił się.

Spojrzał przed siebie, widziałam tylko tył jego głowy.

- Nikt inny nie zrozumiałby - uściślił.

Po tych słowach wyszedł. Po chwili przyszło dwóch żołnierzy i wynieśli mnie z tego pomieszczenia. Nie cackali się ze mną, ale nie byli też brutalni, jak ci poprzedni. Wykonywali rutynowy rozkaz.

Oślepiło mnie popołudniowe światło. Położyli mnie na placu wyłożonym betonowymi płytami. Przede mną i za mną stało wielu żołnierzy w równiutkich szeregach. Panowała cisza. Porucznik podszedł do mnie i wyciągnął pistolet. Bawił się nim przez chwilę, obracając go w dłoniach. Jęknęłam, gdy wsunął go za ramiączko mojej sukienki. Zimny metal przyległ do łopatki.

- Miał pan ją przesłuchać, Poruczniku, a nie zrobił pan nic! Kapitan już wie o wszystkim i tu jedzie. Zobaczymy, który z nas jest bardziej w dupie! - rzucił wyzywająco służbista.

Miał rozciętą brew, z lewej dziurki nosa kapała mu krew. Porucznik podszedł do niego i zerwał mu belki z ramion. Rzucił je na ziemię i podeptał.

- Jesteś zdegradowany - oznajmił.

W oczach służbisty pojawiły się łzy. Porucznik przywołał dwóch żołnierzy do siebie.

- Kto tu dowodzi pod nieobecność Kapitana? - zapytał chłopaków.

- Pan, Poruczniku! - odpowiedzieli obaj.

- Zatem zastrzelicie tego żołnierza - wskazał głową służbistę - jeżeli w ciągu pięciu minut nie wykona mojego rozkazu.

- Tak, jest! - odkrzyknęli obaj.

Porucznik podszedł do mnie. Nachylił się.

- Nie bój się. Będzie bolało tylko przez chwilkę, a później odzyskamy spokój - szepnął.

Pokiwałam głową. Z oczu poleciały mi łzy. A więc tak zakończy się moje życie, zrozumiałam. Ukląkł i przyciągnął mnie do siebie. Nie protestowałam. Porucznik uniósł głowę i spojrzał na służbistę.

- Żołnierzu! Lubisz patrzeć, jak się męczy jeńców, co? To teraz sam zobaczysz, jak to jest pozbawić kogoś życia. Teraz tu podejdziesz, weźmiesz mój pistolet i zastrzelisz z bliska najpierw jeńca, a później mnie. Jeśli tego nie zrobisz w ciągu pięciu minut, zabiją cię twoi koledzy.

Służbista roześmiał się. Dwóch wyznaczonych żołnierzy wycelowało do niego ze swoich pistoletów. Zrozumiał, że to nie żarty. Na jego twarzy malowało się przerażenie człowieka, który nigdy wcześniej nikogo nie zabił.

1 201 czyt.
100%124
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii sen i dramaty, użyła 1998 słów i 10949 znaków, zaktualizowała 30 sie 2017.

4 komentarze

 
  • mariplosa

    mariplosa 1 kwi 2018

    Mocny i dobry tekst. Znakomicie rozłożone emocje

  • Petrix

    Petrix 31 sie 2017

    Mocne, klimatyczne, mroczne, ale i tak fajne. Wojna to nie moje klimaty, ale miło czasem coś takiego przeczytać, zwłaszcza jak kunszt dopisał.
    Czuć, że to jest bardzo zakręcony sen, a w sumie jakby fragmenty pewnych wydarzeń poskładanych w kupkę.
    Jeżeli chodzi o sny to też miewam tematy wojny.
    W sumie tak na prawdę to chyba tylko niespokojne sny mam chyba, że ktoś lubi sny o zombi, skakaniu po dachach, czy o agresywnych kosmitach
    Co śmieszne nigdy się nie budzę w ich trakcie, a po nich jestem całkowicie wypoczęty i zrelaksowany jak po każdym iinym śnie
    Chyba coś ze mną nie tak xD

  • Malolata1

    Malolata1 30 sie 2017

    Gratuluję dobrego tekstu, brawo. Wkradły się tam tylko jakieś małe literówki

  • rosee00

    rosee00 29 sie 2017

    Już nie raz miałam sen dotyczący wojny ,w której ja biorę udział...najczęściej żołnierze chcą zrobić krzywdę moim bliskim a ja robię wszystko by to się nie stało...nie dbam wtedy o swoje życie ,tylko o nich...jest to jeden z rodzajów snów ,których nigdy się nie zapomina (przynajmniej ja tak mam)...zawszę budzę się z płaczem...twoje teksty są świetne i nie rozumiem dlaczego te osoby ,które je czytają nie chcą zostawić "głupiej" łapki by dać motywacje albo wskazówki co poprawić...strasznie mnie to wpienia bo tyle się staramy...