panoptikum przemijania

pragniemy czas rozciągnąć
wiedząc że ziemia jest żarłoczna
każemy językowi tkwić za zębami
a jej czekać  
innych pozostawiamy na pożarcie  

ona zaś czyha nie pod a za życiem
wszechobecna pani
siedzi na peryferiach miasta na betonowych mostach  
na straganach warzywnych gdzie stare kobiety sprzedają orzechy  
całe i łuskane
a w pomarszczonych skorupach skrywają bezzębne uśmiechy  
siedzi w parkach tam liście pachną pokojami starych ludzi  
po sadach zbiera omszałe brzoskwinie
i wciska pomiędzy twarze kobiet uwięzionych za ślubnymi ramami

jasna jak wosk w kwitnących lipach
spada żółtym pyłem na chodniki
trupi cukier  
siedzi w zrolowanych płatkach piwoni
bezźrenicowe oczy przeszywają  
osamotnienie w krajobrazie

podpisuje akt dymisji ciała  
otwiera rachunek przemijania
przed którym nie ma ratunku

529 czyt.
100%103
kaszmir

opublikowała opowiadanie w kategorii poezja i obyczajowe, użyła 134 słów i 825 znaków, zaktualizowała 25 sie o 17:54.

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 24 sie 1:38

    Twoje klimaty.Myślałaś kiedyś ze Ona pewnie się sama tej roboty nie prosiła? I pewnie czasem albo zawsze jest  jej smutno? Jak chcesz znaleźć inny wizerunek Śmierci to poczytaj moje To co jest we krwi.Tylko tam to jest On. Bo pewnie tak jest ze to on a nie ona.Tak myślę. Chyba musisz obejrzeć jakaś dobra komedie.  

  • AnonimS

    AnonimS · 23 sie 10:08

    Bardzo poruszające.  Choć  ja jak zwykle wolę klimaty pogodne i optymistyczne. Ale nieraz śmierć jest jedynym wyzwolicielem. Pozdrawiam

  • Duygu

    Duygu · 23 sie 9:50

    Uwielbiam takie klimaty, gdzie wszystko jest bezbłędnie napisane    Ostatnia zwrotka spowodowała u mnie zimne dreszcze. Niesamowicie dobrze utrzymałaś ten mroczny klimat. Wspaniale