Zatopiłem moje spojrzenie
W kryształowej szklance
Pełnej bursztynowego
Wyrzutu sumienia
Palącej moje gardło i umysł
Wyostrzyłem zmysły
Na zgniliznę która nas otacza
I nazywana jest życiem
Nie muszę niczego udawać
Znieczulony smakiem
Jej mocy która rozchodzi się
Po moich żyłach
Niczym ambrozja
Jestem teraz spokojny
Bo czuję że nie muszę udawać
Tego wszystkiego
Czym karmi nas codzienność
Nieszczerych rozmów
Cynicznych uśmiechów
To jest teraz za mną
Poczułem się wolny
Jak ptak wznoszący się ku niebu
Nareszcie mogę poczuć swobodę
Ogarnąć wszystko z góry
I tylko trochę mi szkoda
Że jutro przyniesie otrzeźwienie
Bez cienia możliwości
Naprawienia czegokolwiek
Ach życie
Czy warto?
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.