kaszmir

kaszmir z myśli nieodgadnionych i wspomnień w kolorze sepii
Podziwiam łososia, bo sam wiem jak to jest być gnanym przez siły, których inni nie widzą, nie czują ani nie słyszą, i czuć imperatyw obowiązku większego niż własne ja. Psychotyczna ryba. Po latach przyjemnego spędzania czasu w wielkim oceanie słyszy potężny rybi głos, rozbrzmiewający gdzieś w środku i rozkazujący wyruszyć w niesamowitą podróż po własną śmierć. ~ Katzenbach ,,Opowieść szaleńca"~ __________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ Kopiowanie i wykorzystanie tekstów z mojego profilu jest zabronione. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r.o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 1994r. Nr 24, poz. 83).
razem:   1 441 1 274 129 115
  • posenne przebudzenie

    kiedy o świcie przychodzi miłość wtedy najmocniej mnie kochasz sny jeszcze ciepłe zawstydzenie kryją w poszewce lampka nie świeci spaliła żarówkę na przedwiośniu miesiąc gasi latarnie ty rozpalasz we mnie ogień czas zatrzymuje wahadło a cisza skulona w wezgłowiu czeka na strun muzykę tętna połączone w rytmie dwubitnym pulsują spragnione usta łapią powietrze drżące d...

  • haiku jesienne

    szarość za oknem złote latawce klonu spływają z deszczem *** bezwietrzny wieczór trzask kolczugi kasztana przerywa ciszę *** szelest sitowia odlot żurawi zbiera jesienne zbiory *** poranek w słońcu ruda wiewiórka kradnie złoto spod drzewa *** zanim mróz zwarzy astry swoje czupryny grzeją do słońca...

  • Ciemne strony barmana cz.18

    Znowu zadzwonił telefon. — Halo — wydobyłem z siebie ledwo słyszalny głos. — Dzień dobry — dzwonię z wydawnictwa. Joanna Serwański — czy rozmawiam z panem Kolankowskim? — zapytała. — Tak, witam panią — odpowiedziałem. — Czy pan będzie tak miły i odwiedzi nas — powiedziała stanowczo. — Jesteśmy wciąż otwarci i gotowi do współpracy. — Bardzo mi przykro, ale w tej chwili nie mogę ni...

  • Oszukać umysł [2]

    Po śmierci Kaszmir, Jaśmina miała czas na pozbieranie myśli i odpoczynek. Spała bez przerwy trzy dni i trzy noce. Sen okazał się równie dobrym, jak narkotyk czy nikotyna – pozwalał odsunąć wszystkie wspomnienia. Problem stanowiła tylko nieuchronna konieczność przebudzenia. Jednak coś wytrąciło ją z głębokiego jak śmierć snu. Otworzyła oczy i gwałtownie wciągnęła w płuca powietrze; było...

  • Z pamiętnika młodej lekarki erotomanki [3]

    Tydzień później 09 listopada Znowu dyżur. Za oknem jesienna szaruga. Mimozami jesień się zaczyna... w radio śpiewał Niemen. Zasłuchanie się przerwał telefon: — Lila wpadnij na herbatę — usłyszałam głos mojego kolegi ze studiów. Witek wybrał specjalizację chirurgiczną. Wstałam z fotela i spojrzałam do lustra, rozpuszczone włosy upięłam w banana, musnęłam pudrem policzki i nos. Deli...

  • zgarbiony dom

    przy starej gruszy dębowa deska przyjaciółka wierna zawsze czeka wyheblowana człowieczym siedziskiem jedną stroną przyklękła stopy kąpie w rosie zebranej o świcie wykrzywione wrosły do ziemi wyschnięte spękane słoje nie znaczą już wieku w szczelinie uśpiony pająk czeka na łowy wspomnienia zapisane chwilą wiatrem muskane pomiędzy świerszcz zapisuje nuty jest myślą spiętą w pac...

  • scodziennieje i wzbudzi niepokój

    rzeka i rzeka kąsając brzeg zmieniała łożysko po wielokroć mały chłopiec tam chodził by obcować z wielkością taki mały wobec czegoś tak ogromnego niesamowite wyobrażenie wokół dolina wciąż młoda wykarmiła pół świata kiedy mile kwadratowe urodzaju pszennego kładły kłosy pod kosy srebrzyste kęsy białego chleba najsmakowitsze złociły uśmiech na dziecięcych twarzyczkach rado...

  • Krzywa łódź

    Stanąć w kałużach słonej wody. Patrzeć po gniewnej otchłani i srogim obrazie, mrugać powiekami pod wiatr, pod ołowiany blask morza. Tam przed horyzontem krzywy kształt łodzi i garby towarzyszy zgięte nad patykami wioseł, umierają bez namaszczenia. Morze łuszczy się jak druciana kolczuga, martwe i puste. Czasem ptak zaleci nagle, a i z daleka zasnuje się dym parowca. Jest też wodne życ...

  • panoptikum przemijania

    pragniemy czas rozciągnąć wiedząc że ziemia jest żarłoczna każemy językowi tkwić za zębami a jej czekać innych pozostawiamy na pożarcie ona zaś czyha nie pod a za życiem wszechobecna pani siedzi na peryferiach miasta na betonowych mostach na straganach warzywnych gdzie stare kobiety sprzedają orzechy całe i łuskane a w pomarszczonych skorupach skrywają bezzębne uśmiechy ...

  • Buntowniczka

    Neonowe kryptonowe lub wypełnione toksycznymi gazami świetlówki. Pamiętam z fizyki, że natężenie światła mierzy się w luksach. Nawet wtedy kojarzyłam to z luksusem. Lustra obijają ściany, a nawet sufity i widać w nich strukturę małej blizny na ramieniu, po szczepieniu przeciwko gruźlicy z dzieciństwa. Cellulitis, zmarszczki lub uzasadnione wiekiem pajączki i przebarwienia powiększone d...

  • Sacrum i profanum

    Dzisiaj ścierałam kurz z jakiegoś dębowego blatu, bo wczoraj napisałam palcem moją samotność. Stoi tam ceramika ze świecznikiem z epoki renesansu. Taka piękna. Jednak nikt nie pieści jej słowem ani wzrokiem, bo sama jest w sobie opuszczona, by podziwiać w amoku codzienności. Widziałam kiedyś na obrazie szare pejzaże, które ktoś tworzył. Były jak na rozdrożu samotne świątki ...

  • Zielonookie Monstrum

    Uciekała przed nieznanym. Wilgotny, miękki mech był w sam raz na posłanie, a sterta liści służyła jej za kołdrę. Dzwonił znowu ten cholerny telefon. Już po raz drugi tej nocy przerywał sen. Do licha! Ktoś nie daje spać? Rosemary's Lullaby wwiercała się w umysł, budując suspens, a za chwilę usypiała – by po tym wszystkim znienacka zaatakować zmysły, katakumby ludzkiego umysłu. K...

  • Świat słodko-migdałowy

    Twarze blade, popielate i pomarszczone jak krepina, jak mumie już bez znaczenia. Stoją w kolejce po przemijanie. Równoważą je jasne bez zmęczenia oblicza. Kolorowe motyle. Na szali wciąż się ważą losy niedalekie. Czas dokłada i odejmuje odważniki, nie pytając o zgodę. Brzęczą miedziane miary. Kolorystyka w świecie popiołu spalonych dwojga oczu od nadmiaru łez słonych. Już nie pła...

  • Macierzanka i kadzidło

    Czas gwałtownie zatrzymuje swoje zegary. Z trudem łapię oddech. Jak w niemym kinie postać dyszy. Zatrzymany kadr, zbrodnia na umyśle dokonana. Czuję tylko odór martwych szczurów i smak kadzidła z wonnej macierzanki zebranej rękoma babki Anny. Wdziera się słodkawo do nozdrzy. Lato w tamtym lecie było gorące. Do niemoty dołącza dźwięk, nikły odgłos deszczu uderzającego o martwy umysł...