Moje

Pogaduchy zajechanej (3)

Prawie świtało, kiedy opuściłyśmy apartamenty Romana. Problem pojawił się przy windzie. Michalina odmówiła wejścia do niej. Więc z ciężką głową i walizką u boku ruszyłyśmy schodami do góry. Droga była wyboista i stroma. Dotarłyśmy przed trzecią pod drzwi mojej kawalerki. Rano jak najciszej zsunęłam się z łóżka, by nie budzić ciotki. Kiedy weszłam do kuchni i oniemiałam. Michalina świeża...

W biegu gubimy powroty

„Błogosławiony spokój jej zielonych traw, czerwonych pni, srebrnych czubów sosen, szanownych granic lasów, polan międzyleśnych, gdzie niezapomniane wzruszenia ogarniają na widok chodzących w czerwonym zachodzie Słońca saren” – autor nieznany. Z pierwszym krzykiem wszczepiono jej nowe życie, a zabrano inne. Odleciała na chwilę na tamtą stronę, by powrócić z kleszczy bezdechu. Była jak ...

Nic mu nie zrobiłem

Świat jest najzupełniej obcy; najzupełniej pasywny; żyje własnym obojętnym życiem. Chrobotliwy. Raczej cichy, czasem wietrzny, czasem katastroficzny, wtedy grzmiący. Łoskotliwy... Wodewil tworzymy my; sztuczność jest z korzenia słowa "sztuka" ~ Andrzej Żuławski ~ Nocnik. Wystroiłam się jak co dzień w jasne kolory, chociaż wiedziałam bardzo dobrze o tym, że robię to wbrew...

W owodni zamknięta nadzieja

Wróć do mnie we śnie, tam odpowiem ci tętnem na tętno i oddechem na oddech: nachyloną, szeptem ogrzeję. Jak kiedyś, najdroższa, choć to dawne dzieje ~ Christyna Rossetti ~ W ciągu minionego roku zacząłem postrzegać żal jako falę pływową. Wznosił się niespodziewanie w głębi mojego jestestwa. Zbierał i dźwigał ze sobą wszystkie zagarnięte po drodze odpadki. Czasem budziłem się zły...

Oczy które kłamią

Tego ranka pękło niebo i spadł "deszcz krwi". Ulice, chodniki, drzewa i krzewy, ogrodzenia, gzymsy pokryły się cienką warstwą czerwonego pyłu. Wyszłam na taras swojego pokoju i spojrzałam na jezioro... było karminowe. Słońce prześwitujące poprzez szare chmury malowało na jego powierzchni jaśniejsze refleksy. Tak jak wczoraj czułam jakby ktoś mnie obserwował. Dyskretnie spojrz...

Wzorowy obywatel

Boże jak ja ciebie nienawidzę, pomyślałam, biorąc garść ziemi do ręki. Rzuciłam na wieko trumny. Po raz ostatni pożegnałam ojca, człowieka, który tak boleśnie umeblował mi życie. Byłam wreszcie wolna, stałam z podniesioną głową. Nie uroniłam ani jednej łzy. Tato, tatuś, tatulek, tak bardzo zazdrościłam koleżankom tego jedynego słowa. Ja pragnęłam jego śmierci. Spojrzałam na matkę, strzęp...

Tajemnica z przeszłości

Miałam trzydzieści trzy lata, kiedy otrzymałam wiadomość o śmierci babci Walerii. — Niemożliwe — wyszeptałam i usiadłam na sofie. Przecież dwa dni temu byłam u niej po córkę, która spędzała na wsi wakacje. Zastałam staruszkę w kuchni przy robieniu przetworów w wyśmienitym nastroju i dobrej kondycji. Zdrowie jak powinno być u osiemdziesięcioczterolatki, czyli nieduże nadciśnienie, reuma...

Wszysko na przelew

Parę tysięcy litrów życia dostał przy pierwszym oddechu. Pił małymi łykami celebrując każdy ruch. Wieloletnia wyprawa nie pozwalała mu opróżnić więcej, niż chciał. Jego pragnienie życia w początkowej fazie przewyższało nad tym, co dostał. Długą chwilę zastanawiał się, dławiony spazmatyczną rozkoszą ostatnich kropel życiodajnego płynu. — Dlaczego Panie? — pytał. — Mam dopiero czterdzie...

Mozariada

Siedem smyczków gra. Wracam do domu przez zielone łąki, zwijam ciało w embrion, zasypiam i toczę się nieważki w nieznaną przyszłość. Codziennie ogrom ufności pokładamy żeby żyć dniem terażniejszym i nie stać się usuwiskiem znikającym pod hałdami czarnej ziemi. Zaufać grudzie błota wczepioną kurczowo w nasze buty, zwałom śniegu przyczepionym w urwisko nad naszymi głowami. Ufać obietn...

Powolne wygasanie

Pozostawiona w ciemnym pokoju, przez prześwit w drzwiach obserwowała co dzieje się za jedną z tych zasłon. Ciocia Zosia siedziała przy łóżku mamy i przesuwała w dłoniach paciorki różańca. Głośny turkot maszyny do szycia, starego singera zakłócał ciszę. Pod palcami babci czarny materiał uciekał spod stopki maszyny. Lubiła ten odgłos. Tylko dlaczego mama taka blada? Dlaczego ma zamknięte ...

Odnalezienie drogi

Dzwoniłam i dzwoniłam. Do jasnej cholery nikt nie otwiera. Niedziela i już minęła siedemnasta, a ja zawsze o tej porze odwiedzam swojego syna z rodziną. Dlaczego nie otwierają? O nie, tak łatwo się nie poddam, zawsze byłam konsekwentna. Przecież wiem, że oni tam są. Zobaczymy komu się znudzi? *** Stałam w oknie wychodzącym na ten sam krajobraz i myślałam sobie wtedy, że już nigdy teg...