kaszmir

kaszmir z myśli nieodgadnionych i wspomnień w kolorze sepii
Podziwiam łososia, bo sam wiem jak to jest być gnanym przez siły, których inni nie widzą, nie czują ani nie słyszą, i czuć imperatyw obowiązku większego niż własne ja. Psychotyczna ryba. Po latach przyjemnego spędzania czasu w wielkim oceanie słyszy potężny rybi głos, rozbrzmiewający gdzieś w środku i rozkazujący wyruszyć w niesamowitą podróż po własną śmierć. ~ Katzenbach ,,Opowieść szaleńca"~ __________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ Kopiowanie i wykorzystanie tekstów z mojego profilu jest zabronione. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r.o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 1994r. Nr 24, poz. 83).
razem:   1 476 1 307 136 793
  • panoptikum przemijania

    pragniemy czas rozciągnąć wiedząc że ziemia jest żarłoczna każemy językowi tkwić za zębami a jej czekać innych pozostawiamy na pożarcie ona zaś czyha nie pod a za życiem wszechobecna pani siedzi na peryferiach miasta na betonowych mostach na straganach warzywnych gdzie stare kobiety sprzedają orzechy całe i łuskane a w pomarszczonych skorupach skrywają bezzębne uśmiechy ...

  • Buntowniczka

    Neonowe kryptonowe lub wypełnione toksycznymi gazami świetlówki. Pamiętam z fizyki, że natężenie światła mierzy się w luksach. Nawet wtedy kojarzyłam to z luksusem. Lustra obijają ściany, a nawet sufity i widać w nich strukturę małej blizny na ramieniu, po szczepieniu przeciwko gruźlicy z dzieciństwa. Cellulitis, zmarszczki lub uzasadnione wiekiem pajączki i przebarwienia powiększone d...

  • Sacrum i profanum

    Dzisiaj ścierałam kurz z jakiegoś dębowego blatu, bo wczoraj napisałam palcem moją samotność. Stoi tam ceramika ze świecznikiem z epoki renesansu. Taka piękna. Jednak nikt nie pieści jej słowem ani wzrokiem, bo sama jest w sobie opuszczona, by podziwiać w amoku codzienności. Widziałam kiedyś na obrazie szare pejzaże, które ktoś tworzył. Były jak na rozdrożu samotne świątki ...

  • Zielonookie Monstrum

    Uciekała przed nieznanym. Wilgotny, miękki mech był w sam raz na posłanie, a sterta liści służyła jej za kołdrę. Dzwonił znowu ten cholerny telefon. Już po raz drugi tej nocy przerywał sen. Do licha! Ktoś nie daje spać? Rosemary's Lullaby wwiercała się w umysł, budując suspens, a za chwilę usypiała – by po tym wszystkim znienacka zaatakować zmysły, katakumby ludzkiego umysłu. K...

  • Świat słodko-migdałowy

    Twarze blade, popielate i pomarszczone jak krepina, jak mumie już bez znaczenia. Stoją w kolejce po przemijanie. Równoważą je jasne bez zmęczenia oblicza. Kolorowe motyle. Na szali wciąż się ważą losy niedalekie. Czas dokłada i odejmuje odważniki, nie pytając o zgodę. Brzęczą miedziane miary. Kolorystyka w świecie popiołu spalonych dwojga oczu od nadmiaru łez słonych. Już nie pła...

  • Macierzanka i kadzidło

    Czas gwałtownie zatrzymuje swoje zegary. Z trudem łapię oddech. Jak w niemym kinie postać dyszy. Zatrzymany kadr, zbrodnia na umyśle dokonana. Czuję tylko odór martwych szczurów i smak kadzidła z wonnej macierzanki zebranej rękoma babki Anny. Wdziera się słodkawo do nozdrzy. Lato w tamtym lecie było gorące. Do niemoty dołącza dźwięk, nikły odgłos deszczu uderzającego o martwy umysł...

  • Wczorajsze powidoki

    Najdoskonalsze obrazy widzieliśmy, gdzie drzewa nad wodą i pusto. Zadziwieni i nadzy biegliśmy nad wodę, jak w raju wdychaliśmy powietrze takie jasne. Nasze oczy łączyły horyzont szmaragdowych odcieni. Zupełnie unicestwieni i przepadli, jak w duecie kolorów współgraliśmy z naturą. Widzieliśmy parę białych czapli niczym wysztychowane przez Audubona dzieło. Gracja i wdzięk, harmonia ruc...

  • Taniec był jej miłością

    Mury szczelnie zamknięte. Wachy strzeżone. Pustka dokoła. Brak zieleni. Brak drzew i kwiatów. Zatrzaśnięty dopływ życia. Umieralnia dla ludzi znajduje się poniżej. Bliżej nieba tylko ptaki się duszą. Tam im dużo lżej. Z widmami trzeba umieć walczyć i umieć kochać, umieć zatańczyć. Umiała. W miętowym szlafroku zwężonym agrafkami prowadziła mnie przez szpitalny korytarz. Ubrany b...

  • Zamknięte skrzynie prędzej czy później się otworzą

    "Moje ciało to komnata tortur. To pierdolone miejsce zbrodni. Wydarzyły się tutaj potworne rzeczy. Nie warto o tym mówić, nie warto tego komentować, nie na głos. Nigdy”. Adam Smith Ciemność i ta dyndająca żarówka na wykrzywionym drucie, ledwo charczy czterdziestowatowym światłem. Kładzie po ścianie cienie. Sen, ciągły sen. Linia rozwieszona pomiędzy kolejnymi dniami osusza łz...

  • Drabble — Oliwna rozkosz

    Biłam mocno i rytmicznie, raz z jednej, a raz z drugiej strony. Za każdym uderzeniem zwiększał swoją średnicę. Natomiast w oczach niknęła jego grubość. Uderzałam i widziałam, jak mięknie w moich dłoniach. Roztrzepałam dwa jajka, posoliłam, dopieprzyłam i wrzuciłam go do tego złocistego sosu. Macerował się przez chwilę, aż stał się zupełnie śliski. A kiedy z obu stron oprószyłam go delik...

  • Trzynaście biedronek

    Po trochę powietrza i trochę ulicznego teatru przesiadywała często na parapecie. Czerwone biedronki też odpoczywały na piaskowej framudze, chowając skrzydełka. Rozmawiała z nimi. Spoglądała na zmęczony bruk. Na postój dorożek, na konie siwe i kare, różne; parskały chrapami na przechodniów. Woźnica trwał w posągowej formie, w oczekiwaniu na grosz. Gwarne kawiarnie, stoliki na chodnika...

  • głód umiera pierwszy

    gdybyś zerwał ze mnie smutek z wiatrem zaniósł na liliowe polany gdzie wrzosy martwe z rosy krwi zakwitają w ciemnościach budzą demony zamierzchłych czasów zimno mamo wahadło zabija czas co minutę głód kurczy wnętrze dziecka pustka tam nic nie ma tylko ciche westchnienie spokojnie niknie w ramionach Ziemi już nie czuje łaknienia śmierć utkwiła w oczy niezachwiane sp...

  • Klątwa - mały geniusz (2)

    Byłem zrobiony na porządną mendlową modłę – dominantą prostym. Mogę mieć pięćdziesiąt procent genów wspólnych, tylko ten jeden był mój i nie dzieliłem go z żadnym z rodziców. Nie mógłbym od nich pochodzić bez mutacji? To było moje zadanie – rozważyć wszelkie zawirowania. Pojutrze miałem wylot do Australii na pustynię Simpsona. Tam, właśnie tam, gdzie musiałem odnaleźć odpowiedzi i odkr...

  • Szalik

    Zapominała o oddychaniu, o całym świecie. Tak. Nawet kilka razy. Obydwoje mieli po osiemnaście lat i zrobili to pierwszy raz w ciasnej altance ogrodowej jego babci. Uciekli z dwóch ostatnich lekcji, by chociaż chwilę pobyć ze sobą sam na sam. Ona. Miała dwa grube warkocze. Rozpuszczała powoli, a on ją rozbierał. Wstydliwie długimi włosami zakrywała krągłe piersi. Potem już rozchyli...