
Piszę, bo chcę, bo lubię, bo tak. Co oczywiście nie oznacza, że potrafię.
***
Wbrew jednoznacznie erotycznemu charakterowi własnej twórczości wolę wchodzić bohaterom raczej do głów niż łóżek, uwielbiając się przy tym nurzać w przesadnych stylizacjach, nadmiarowych epitetach, przydługich opisach, a przede wszystkim zdaniach równie wielokrotnie, co całkowicie zbędnie złożonych, zmierzających niebezpiecznie ku grafomaństwu oraz przyprawiających o ból pewnych części ciała redaktorów, korektorów i oczywiście Czytelników. Względnie Czytelniczki.
***
Spodobało Ci się opowiadanie? Kliknij łapkę w górę, skomentuj oraz oczywiście odwiedź, polub i obserwuj stronę autorską na Facebooku!
razem:
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 1 - Epilog)
@Max - schabowy, ziemniaczki i mizeria, a co? Ale mogę zmienić na mielonego
La Belle Époque, czyli biseksualnej awanturniczki rok z życia i spraw (część 24)
@NickyBeata mnie też nie. A nawet jeszcze bardziej nie
La Belle Époque, czyli biseksualnej awanturniczki rok z życia i spraw (część 23)
@NickyBeata obiecuję następnym razem zrobić jeszcze kolejnych dziesięć rozdziałów. Albo i dwadzieścia, tyle mam czasu!
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 15 i ostatnia)
@Pumciak nie ja ustalam znaczenie pojęć typu "zdrada kontrolowana". I nawet jeśli prywatnie oceniam takie zachowania mocno krytycznie, to jednak fikcja literacka rządzi się swoimi prawami i warto o tym pamiętać.
Fin de siècle, czyli miało być tak pięknie… (część 1)
@Nadalia dziękuję za uznanie. Lol ma niestety raczej ubogie możliwości "upiększania" tekstu, a poza tym nie przepadam za robieniem rewolucji względem oryginału, bo zwykle kończy się to wysypaniem całości.
PS Zerknij proszę do pw
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 1 - Epilog)
@Pumciak sniadanie jest oznaczone jako "Epilog" i zostalo opublikowane na początku, czyli... powyżej. Chociaż w zasadzie to jest scena przed śniadaniem, a nie śniadanie jako takie, więc konsumpcji w zasadzie nie ma. Znaczy jest, ale małżeńska 😁
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 11)
@Kotek3 dziękować, dziękować
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 10)
@Koń oj tam oj tam, może jakiś mój szanowny antyfan ma wobec mnie taką urazę, że jednym kontem nie daje rady upuścić frustracji? Kto wie? Ludzie mają różne zboczenia
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 10)
@Heniek kolejarz bo jest. Nawet się podśmiechujkuję z własnej pisaniny słowami bohaterki, że nie ma w tym ani początku, ani końca, ani sensu. Cały ten "cykl w cyklu" to jest tak naprawdę wersja robocza, której duuużo brakuje do takiej, jaka miała w zalożeniach być - albo są seksy dla seksów (fragmenty z Ellą), albo erotyki nie ma w zasadzie wcale (Danika), albo wątki są zupełnie pourywane, albo co chcesz.
Z drugiej strony niektórym komentatorom (nie na Lol) bardziej podobała się ta poboczna historia, a nie główna, więc co kto woli.
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 10)
@Heniek kolejarz potwierdzam - jest źle, będzie gorzej
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 4)
@WOczekiwaniu miło mi, że ktoś docenia takie szczegóły, które w zasadzie piszę bardziej dla siebie i gdyby ich nie było, fabuła by na tym nie ucierpiała, a może nawet przeciwnie

To jest akurat, jak nietrudno zauważyć, moje całkowicie prywatne i jeszcze bardziej subiektywne darcie łacha ze wszystkich tych "nieodkrytych artystów", których "niezrozumiane przez ciemne masy wiekopomne dzieła" nie mają absolutnie niczego do zaoferowania poza ową "niezależnością". A potem zbierze się jeden z drugim i dziesiątym, zorganizują jakiś wernisaż, konkurs czy wręcz festiwal w jakiejś zabitej dechami piwnicy, wręczą sobie wzajemnie statuetki z kartofla i będą się mieli za lepszych od innych. A już na pewno od tych, którzy "się sprzedali". Kto miał kiedykolwiek styczność że środowiskiem artystycznym, ten wie. A to jest i tak tylko subtelna szpileczka z mojej strony
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 6)
@Pumciak nie, wszystko się zgadza. Pod koniec rozdziału 5 Iwona siada przed komputerem i klika (dosłownie ostatnie zdanie to "I kliknęłam"
w niedokończone opowiadanie, jakie kiedyś pisała. I rozdziały 6-10 będą zawierały te fragmenty, oderwane od głównej linii fabularnej Iwona-Iwo-Wiktoria, co zaznaczam we wstępie.
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 4)
@Pumciak coś w tym jest
Owszem, zarówno Ewa jak i Iwona spotykają na swojej drodze młodsze kobiety i wchodzą z nimi w dość... skomplikowane relację, jednak wiecej jest między nimi różnic niż podobieństw.
to na pewno uważni czytelnicy to zauważą. Choć niczego na ten moment nie obiecuję.
A jeśli kiedykolwiek pojawi sie u mnie jeszcze jakiekolwiek odniesienie do Ewy, Adama lub kogokolwiek z ich uniwersum
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 3)
@Pumciak zaznaczam za każdym razem liczbę rozdziałów zaraz przed właściwym tekstem. Ten jest 3/15, więc 15.
Matka, żona i kochanka, czyli nie tylko miłość bywa ślepa (część 3)
@Pumciak polecam przeczytać do końca, bo możesz się jeszcze zdziwić
A co do stosunków męsko-męskich, to nie od dziś kusi mnie opowiadanie gejowskie. Ale nie czuję się dobrze w takich klimatach, więc raczej nigdy się one u mnie nie pojawią.
Spalam się (wersja końcowa)
Żeś się uparł na publikację w całości! 😄
M jak miłowanie, czyli opowieść o krągłości
@Ask bo śmiech to zdrowie (póki żona o kochance się nie dowie :P )!
Sto lat młodej parze, czyli nigdy nie tańcz z topielicą! (część 9 i ostatnia)
@Ask ależ mi się trafił nowy czytelnik
Tak naprawdę, to do dziś nie wiem, w jaki sposób mam traktować ten tekst, bo został on napisany pod dość konkretne wytyczne, nie do końca zgodne z moim własnym gustem i stylem. Natomiast z perspektywy czasu oceniam go bardziej jako ambitną porażkę niż chociaż połowiczny sukces, bo w założeniach miało być takim trochę urban fantasy z elementami grozy (czyli klimatem, jaki często pojawia się na przykład u Pilipiuka), a skręcił w stronę nieco pretensjonalnego chaosu.
A czy bohaterka jest nieco przerysowana? Zapewne tak. I to mimo oparcia o obserwację prawdziwych osób, które swoją bezczelnością i wulgarnością jednocześnie próbują nadrabiać problemy z samoakceptacją. No ale cała historia taka jest, więc i jej uczestnicy mają do tego prawo.
Gdzie drwa rąbią, tam pierwsze razy się zdarzają, czyli tak wiele dzieje się przypadkiem!
@Ask dziękuję za kolejny komentarz i konstruktywne uwagi.
Ale z drugiej strony twórcy kryminałów sami nie mordują i nie zakopują swoich ofiar, a science-fiction nie latają w kosmos, więc...
Jeśli chodzi o formę, to to opowiadanie miało być słownym opisem filmowej sceny, w której narrator siedzi naprzeciwko słuchacza i opowiada mu historię, ale nie wiemy do końca czy odbiorcą jesteśmy my jako widzowie, czy jeszcze inna postać. Mam nadzieję, że się to udało, nawet jeśli podział tekstu na "zwyczajny" i kursywę może nie być jakoś wybitnie przyjemny w czytaniu.
Co się tyczy "wczucia" w nastolatka, to moim (nie)skromnym zdaniem autor powinien takie rzeczy potrafić. Po prostu. Oczywiście zgodność płci, wieku, cech charakteru, poglądów, preferencji seksualnych itp. między autorem a postacią jest sporym ułatwieniem - i np. nastoletniej progresywnej lesbijce z zasady będzie łatwiej napisać o progresywnej nastoletniej lesbijce niż konserwatywnym panu w średnim wieku
Natomiast sama bohaterka miała być pomyślana jako bardziej kobieta, która w pewnym momencie życia zeszła na mało chwalebną drogę, ale wciąż nie stoczyła się na samo dno. Czy lepiej radzi sobie z przeciwnościami, czy gorzej, to inna sprawa, niemniej ciężko ją nazwać marginesem społecznym. I m.in. dlatego opisy zarówno jej, jak i tego, co robi, są może nieco naturalistyczne, ale nie wulgarne.
Tak czy inaczej dziękuję za przypomnienie tej historii o rąbaniu drewna :P Tym bardziej że najzwyczajniej ją lubię i uważam za naprawdę udaną. Tak, może i opartą o mocno wyświechtany pomysł "młody chłopak spotyka dojrzałą kobietę", lecz mimo wszystko ograną możliwie oryginalnie.
Fin de siècle, czyli miało być tak pięknie… (część 6 i ostatnia)
@Ask dziękuję bardzo za uznanie. Przy czym pamiętaj, że biorąc pod uwagę całokształt (stylistykę, warsztat, bohaterów, fabułę, tło i całą resztę przy zachowaniu sensownej długości) jest to najprawdopodobniej mój najlepszy tekst. I inne wcale nie muszą utrzymać równie dobrego wrażenia, bo będą zbyt długie, przegadane, eksperymentalne, wulgarne, cokolwiek. Niemniej zachęcam do lektury