Najciekawsza jest wewnętrzna sprzeczność Magdy. Z jednej strony dręczą ją wyrzuty sumienia, lęk przed zdradą i świadomość, że krzywdzi męża. Z drugiej coraz bardziej pragnie Marty, czerpie satysfakcję z własnej uległości i sama zaczyna inicjować kolejne spotkania. Chce pozostać dobrą żoną i matką, ale jednocześnie nie zamierza rezygnować z nowo odkrytych przyjemności. Im większą swobodę zyskuje w intymności, tym sprawniej kłamie w codziennym życiu. Czy rzeczywiście odkrywa prawdziwą siebie, czy raczej stopniowo uczy się uciszać sumienie? Ta ambiwalencja jest znacznie ciekawsza niż sama erotyka i aż prosi się o głębsze rozwinięcie.
Marigold, im dłużej czytam Twoją historię, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że pod opowieścią o Kruku ukryłaś coś znacznie cenniejszego niż romans. Coś, czego nie da się opowiedzieć samymi pocałunkami, dramatycznymi pojedynkami ani nawet najpiękniejszym wyznaniem. Piszesz o tym osobliwym ludzkim głodzie, który każe nam pragnąć bliskości, choć jednocześnie boimy się odsłonić przed kimś wszystko, co w nas najbardziej kruche. I zastanawiam się, czy zdajesz sobie sprawę, jak wiele można wyczytać nie tylko z tego, co opowiadasz, lecz również z tego, co pozostawiasz między słowami.
Zatrzymałem się na dłużej przy jednym zdaniu. „Nie opuszczaj mnie, aniele”. Jak niewiele potrzeba, żeby obnażyć całą bezradność człowieka, którego dotąd poznawaliśmy przez jego siłę! Brann może pokonywać przeciwników, podporządkowywać sobie ludzi, budzić przerażenie i zdobywać zamki. Nie potrafi jednak zdobyć jednej rzeczy: pewności, że ktoś pozostanie przy nim z własnej woli. I właśnie wtedy, kiedy wypowiada te kilka słów, przestaje być legendarnym Krukiem. Staje się człowiekiem. Samotnym, poranionym, rozpaczliwie spragnionym czegoś, czego nie można wymusić nawet największą potęgą.
Wiesz, Marigold, co szczególnie mnie w Tobie jako autorce urzeka? Że nie dajesz czytelnikowi wygodnego prawa do prostych osądów. Marana kocha Branna niemal bezgranicznie, a przecież z tej samej miłości rodzi się w niej gotowość do okrucieństwa. Angus przez lata uczył córkę honoru, by w decydującej chwili samemu uznać go za przeszkodę. Brann, tak skrzywdzony przez własnego ojca, nie dostrzega jeszcze, jak łatwo samemu pomylić pragnienie miłości z pragnieniem posiadania. A Catriona? Być może dopiero ona zaczyna rozumieć, że człowiek nie musi być niewinny, aby zasługiwać na współczucie. I że współczucie wcale nie oznacza obowiązku kochania. To bardzo dojrzała myśl. Tym bardziej porusza mnie, że nie wkładasz jej w usta żadnego z bohaterów. Pozwalasz, by narodziła się w czytelniku. Ale prawdziwie zachwyciłaś mnie czymś innym. Pamiętasz scenę na murach, kiedy Catriona zapewnia ojca, że pozostaje z Krukiem dobrowolnie? Wówczas jej słowa są ofiarą złożoną za bezpieczeństwo rodziny. Teraz, gdy o świcie pojawia się Angus i wyciąga do niej rękę, dziewczyna naprawdę może odejść. A jednak wraca. Jakże pięknie odwróciłaś znaczenie tego samego wyboru! Wcześniej pozostawała, ponieważ nie miała wolności. Teraz pozostaje właśnie dlatego, że zaczyna z niej korzystać. Nie wiem, czy zamierzyłaś tę symetrię od początku, ale jeśli tak, chylę czoła przed Twoją literacką intuicją.
Jest jednak w tej scenie pewien niepokój, który wydaje mi się równie cenny jak jej romantyczne piękno. Bo czy Catriona wraca do Branna dlatego, że dostrzegła w nim człowieka, którego może pokochać, czy dlatego, że zobaczyła kogoś tak bardzo poranionego, iż nie potrafi go opuścić? Granica między tymi uczuciami bywa niemal niewidoczna, a przecież od niej zależy wszystko. Można bowiem pokochać czyjąś duszę, ale można też zakochać się we własnym pragnieniu jej ocalenia. I nie zawsze od razu wiemy, co naprawdę nami kieruje.
Lubię myśleć, że prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba ratowania, naprawiania i zatrzymywania drugiego człowieka. Gdzie nie trzeba już zasługiwać na obecność ani płacić za nią własną wolnością. Gdzie czyjeś „zostaję” jest piękniejsze od tysiąca przysiąg właśnie dlatego, że mogłoby równie dobrze zabrzmieć „odchodzę”.
Dlatego nie jestem jeszcze pewien, czy Brann zasługuje na Catrionę. Jestem natomiast coraz bardziej ciekaw, czy zdoła stać się człowiekiem, przy którym ona nie będzie musiała wybierać między miłością a sobą. Bo być może najważniejszego zwycięstwa Kruk nie odniesie wtedy, gdy ktoś odda mu serce, lecz wtedy, gdy nauczy się obchodzić z nim delikatniej niż z własnymi ranami.
I tutaj dochodzę do czegoś, co chciałbym powiedzieć już nie o Twoich bohaterach, ale Tobie.
Masz, Marigold, szczególny rodzaj wrażliwości. Potrafisz dostrzec samotność tam, gdzie inni zobaczyliby jedynie okrucieństwo, tęsknotę ukrytą pod gniewem, delikatność pogrzebaną pod latami cierpienia. A jednocześnie Twoja opowieść przypomina, że nawet najbardziej przejmująca przeszłość nie daje nikomu prawa do ranienia drugiego człowieka. Bardzo cenię to napięcie. Sprawia, że Twoja historia nie jest zwykłą obietnicą romantycznego szczęścia, ale opowieścią o trudnej sztuce stawania się godnym czyjegoś zaufania.
I przyznam Ci się do czegoś. Czytając tę nocne czuwanie Catriony, znacznie mocniej niż jej fascynacja ciałem Branna poruszył mnie moment, w którym dostrzega jego blizny. Bo istnieje taki rodzaj bliskości, w którym najważniejsze nie jest to, co pragniemy w drugim człowieku zobaczyć, lecz to, przed czym nie odwracamy wzroku, kiedy już zobaczymy. To, co piękne, przyciąga naszą uwagę. To, co zranione, wystawia nasze uczucia na próbę. Ale dopiero czas pokazuje, czy potrafimy przyjąć jedno i drugie, nie tracąc przy tym samych siebie. Pięknie prowadzisz nas przez tę historię, Marigold
Przyznam, że naprawdę mnie wciągnęłaś! Masz świetny dar budowania napięcia i pobudzania wyobraźni. Szczególnie podobało mi się, jak jednym drobnym szczegółem — zgubionym kolczykiem — odwróciłaś całą sytuację. Przez chwilę byłem przekonany, że wszystko skończy się katastrofą, a Ty zgrabnie poprowadziłaś historię w zupełnie innym kierunku. Podoba mi się też, jak pokazujesz przemianę Gabrysi, jej niepewność, odwagę i odkrywanie samej siebie. Piszesz tak, że trudno pozostać obojętnym.
@Sapphire77 dziękuję Don Kichocie.. długi i piękny komentarz. Aluzja do Kieślowskiego to komplement. Jeszcze muzyka Zbigniewa Preisnera by się przydała… dziękuję
@Marigold dziękuję za długi i życzliwy komentarz. Staram się mocno skomplikować już skomplikowane relacje. Dziękuję Marigold bo widzę że chyba zyskałem w Tobie czytelniczkę.
Szybki Podryw II
Najciekawsza jest wewnętrzna sprzeczność Magdy. Z jednej strony dręczą ją wyrzuty sumienia, lęk przed zdradą i świadomość, że krzywdzi męża. Z drugiej coraz bardziej pragnie Marty, czerpie satysfakcję z własnej uległości i sama zaczyna inicjować kolejne spotkania. Chce pozostać dobrą żoną i matką, ale jednocześnie nie zamierza rezygnować z nowo odkrytych przyjemności. Im większą swobodę zyskuje w intymności, tym sprawniej kłamie w codziennym życiu. Czy rzeczywiście odkrywa prawdziwą siebie, czy raczej stopniowo uczy się uciszać sumienie? Ta ambiwalencja jest znacznie ciekawsza niż sama erotyka i aż prosi się o głębsze rozwinięcie.
Tam Gdzie Zostawiam Kurz II: Nowe Zapachy, Stare Sekrety
@iskra957 mieć więcej czasu na czytanie..? Poznać i przeżyć taką miłość jaką opisujesz.. pełna uczuć..
Tam Gdzie Zostawiam Kurz II: Nowe Zapachy, Stare Sekrety
@iskra957
Tam Gdzie Zostawiam Kurz II: Nowe Zapachy, Stare Sekrety
@iskra957 chciałbym
Przeklęty: Brann. Część 1, rozdział 5
Marigold, im dłużej czytam Twoją historię, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że pod opowieścią o Kruku ukryłaś coś znacznie cenniejszego niż romans. Coś, czego nie da się opowiedzieć samymi pocałunkami, dramatycznymi pojedynkami ani nawet najpiękniejszym wyznaniem. Piszesz o tym osobliwym ludzkim głodzie, który każe nam pragnąć bliskości, choć jednocześnie boimy się odsłonić przed kimś wszystko, co w nas najbardziej kruche. I zastanawiam się, czy zdajesz sobie sprawę, jak wiele można wyczytać nie tylko z tego, co opowiadasz, lecz również z tego, co pozostawiasz między słowami.
Zatrzymałem się na dłużej przy jednym zdaniu. „Nie opuszczaj mnie, aniele”. Jak niewiele potrzeba, żeby obnażyć całą bezradność człowieka, którego dotąd poznawaliśmy przez jego siłę! Brann może pokonywać przeciwników, podporządkowywać sobie ludzi, budzić przerażenie i zdobywać zamki. Nie potrafi jednak zdobyć jednej rzeczy: pewności, że ktoś pozostanie przy nim z własnej woli. I właśnie wtedy, kiedy wypowiada te kilka słów, przestaje być legendarnym Krukiem. Staje się człowiekiem. Samotnym, poranionym, rozpaczliwie spragnionym czegoś, czego nie można wymusić nawet największą potęgą.
Wiesz, Marigold, co szczególnie mnie w Tobie jako autorce urzeka? Że nie dajesz czytelnikowi wygodnego prawa do prostych osądów. Marana kocha Branna niemal bezgranicznie, a przecież z tej samej miłości rodzi się w niej gotowość do okrucieństwa. Angus przez lata uczył córkę honoru, by w decydującej chwili samemu uznać go za przeszkodę. Brann, tak skrzywdzony przez własnego ojca, nie dostrzega jeszcze, jak łatwo samemu pomylić pragnienie miłości z pragnieniem posiadania. A Catriona? Być może dopiero ona zaczyna rozumieć, że człowiek nie musi być niewinny, aby zasługiwać na współczucie. I że współczucie wcale nie oznacza obowiązku kochania.
To bardzo dojrzała myśl. Tym bardziej porusza mnie, że nie wkładasz jej w usta żadnego z bohaterów. Pozwalasz, by narodziła się w czytelniku.
Ale prawdziwie zachwyciłaś mnie czymś innym. Pamiętasz scenę na murach, kiedy Catriona zapewnia ojca, że pozostaje z Krukiem dobrowolnie? Wówczas jej słowa są ofiarą złożoną za bezpieczeństwo rodziny. Teraz, gdy o świcie pojawia się Angus i wyciąga do niej rękę, dziewczyna naprawdę może odejść. A jednak wraca. Jakże pięknie odwróciłaś znaczenie tego samego wyboru! Wcześniej pozostawała, ponieważ nie miała wolności. Teraz pozostaje właśnie dlatego, że zaczyna z niej korzystać. Nie wiem, czy zamierzyłaś tę symetrię od początku, ale jeśli tak, chylę czoła przed Twoją literacką intuicją.
Jest jednak w tej scenie pewien niepokój, który wydaje mi się równie cenny jak jej romantyczne piękno. Bo czy Catriona wraca do Branna dlatego, że dostrzegła w nim człowieka, którego może pokochać, czy dlatego, że zobaczyła kogoś tak bardzo poranionego, iż nie potrafi go opuścić? Granica między tymi uczuciami bywa niemal niewidoczna, a przecież od niej zależy wszystko. Można bowiem pokochać czyjąś duszę, ale można też zakochać się we własnym pragnieniu jej ocalenia. I nie zawsze od razu wiemy, co naprawdę nami kieruje.
Lubię myśleć, że prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba ratowania, naprawiania i zatrzymywania drugiego człowieka. Gdzie nie trzeba już zasługiwać na obecność ani płacić za nią własną wolnością. Gdzie czyjeś „zostaję” jest piękniejsze od tysiąca przysiąg właśnie dlatego, że mogłoby równie dobrze zabrzmieć „odchodzę”.
Dlatego nie jestem jeszcze pewien, czy Brann zasługuje na Catrionę. Jestem natomiast coraz bardziej ciekaw, czy zdoła stać się człowiekiem, przy którym ona nie będzie musiała wybierać między miłością a sobą. Bo być może najważniejszego zwycięstwa Kruk nie odniesie wtedy, gdy ktoś odda mu serce, lecz wtedy, gdy nauczy się obchodzić z nim delikatniej niż z własnymi ranami.
I tutaj dochodzę do czegoś, co chciałbym powiedzieć już nie o Twoich bohaterach, ale Tobie.
Masz, Marigold, szczególny rodzaj wrażliwości. Potrafisz dostrzec samotność tam, gdzie inni zobaczyliby jedynie okrucieństwo, tęsknotę ukrytą pod gniewem, delikatność pogrzebaną pod latami cierpienia. A jednocześnie Twoja opowieść przypomina, że nawet najbardziej przejmująca przeszłość nie daje nikomu prawa do ranienia drugiego człowieka. Bardzo cenię to napięcie. Sprawia, że Twoja historia nie jest zwykłą obietnicą romantycznego szczęścia, ale opowieścią o trudnej sztuce stawania się godnym czyjegoś zaufania.
I przyznam Ci się do czegoś. Czytając tę nocne czuwanie Catriony, znacznie mocniej niż jej fascynacja ciałem Branna poruszył mnie moment, w którym dostrzega jego blizny. Bo istnieje taki rodzaj bliskości, w którym najważniejsze nie jest to, co pragniemy w drugim człowieku zobaczyć, lecz to, przed czym nie odwracamy wzroku, kiedy już zobaczymy. To, co piękne, przyciąga naszą uwagę. To, co zranione, wystawia nasze uczucia na próbę. Ale dopiero czas pokazuje, czy potrafimy przyjąć jedno i drugie, nie tracąc przy tym samych siebie.
Pięknie prowadzisz nas przez tę historię, Marigold
Tam Gdzie Zostawiam Kurz II: Nowe Zapachy, Stare Sekrety
@iskra957 no i oczywiście przepięknie opisane uczucia.. ale to Twój znak rozpoznawczy
Wszystko czego mi nie powiedziałeś. Osiem niedziel.
@Pumciak życie to skomplikowana gra i wiele lat uczymy się jej zasad a i tak umieramy głupi.
Wszystko czego mi nie powiedziałeś. Osiem niedziel.
@JorgDeJoong ale to tylko w literaturze, broń Boże w życiu….
Tam Gdzie Zostawiam Kurz II: Nowe Zapachy, Stare Sekrety
Przyznam, że naprawdę mnie wciągnęłaś! Masz świetny dar budowania napięcia i pobudzania wyobraźni. Szczególnie podobało mi się, jak jednym drobnym szczegółem — zgubionym kolczykiem — odwróciłaś całą sytuację. Przez chwilę byłem przekonany, że wszystko skończy się katastrofą, a Ty zgrabnie poprowadziłaś historię w zupełnie innym kierunku. Podoba mi się też, jak pokazujesz przemianę Gabrysi, jej niepewność, odwagę i odkrywanie samej siebie. Piszesz tak, że trudno pozostać obojętnym.
Nie odwracaj oczu. O jeden krok za blisko.
@Sapphire77 uwielbiam okudżawę, długo by pisać.. dziękuję
Gdzie jest lamborghini ?
I ten klimat… urocze vintage..
Przeklęty: Brann. Część 1, rozdział 4
@Marigold za to dobrze opisanych marzeń…
Bardzo porządni ludzie. Wszyscy wiedzieli.
@Sapphire77 dziękuję Don Kichocie.. długi i piękny komentarz. Aluzja do Kieślowskiego to komplement. Jeszcze muzyka Zbigniewa Preisnera by się przydała… dziękuję
Bardzo porządni ludzie. Wszyscy wiedzieli.
@Czytelnik3 mocne wspomnienie o Kitty Genovese.. nie znałem tej historii. Ciesze sie, ze historia porusza te struny… dziękuję
Przeklęty: Brann. Część 1, rozdział 4
@Marigold potrzebujesz jednego po co Ci więcej
Bardzo porządni ludzie. Wszyscy wiedzieli.
@Marigold aż mi się zrobiło gorąco..
Przeklęty: Brann. Część 1, rozdział 4
@Marigold a skąd wiesz?
Przeklęty: Brann. Część 1, rozdział 3
@Marigold emocje są niczym sól, bez nich jest mdło i nijako…
Bardzo porządni ludzie. Wszyscy wiedzieli.
@Marigold dziękuję za długi i życzliwy komentarz. Staram się mocno skomplikować już skomplikowane relacje. Dziękuję Marigold bo widzę że chyba zyskałem w Tobie czytelniczkę.
Zakazane Pragnienia V: Morze Wolności
@iskra957 ale gdzie.. nie widzę nic więcej.. eh