Bardzo przyjemny początek opowieści! Ciekawy pomysł z czwórką przyjaciół, którzy dopiero z czasem odkrywają, kogo naprawdę kochają. Szczególnie podoba mi się pokazanie, jak cienka potrafi być granica między przyjaźnią a miłością. Jest tu młodzieńcza spontaniczność, trochę bólu, ale też dużo ciepła i nadziei. Jestem ciekaw, czy te uczucia przetrwają pierwszą próbę czasu.
Bardzo ciekawy rozdział, szczególnie ze względu na postać Rozalindy. Z pozoru bezwzględna i groźna kobieta okazuje się kimś znacznie bardziej wrażliwym i poranionym przez życie. Podoba mi się to stopniowe odkrywanie jej prawdziwego oblicza. Zakończenie skłania też do refleksji, czy dobre intencje mogą usprawiedliwiać moralnie trudne wybory.
@Sapphire77 miałem na myśli jedzenie mięsa a nie krzywdzenie zwierząt. Dodatkowo albo to spojrzenie artystyczne albo wierzysz że zwierzęta mają samoświadomość, zdolność analizy i komunikowania się miedzygatunkami.
Poruszająca historia, która przypomina, że miarą człowieczeństwa jest również nasz stosunek do istot słabszych i całkowicie od nas zależnych. Szczególnie przejmujące jest spojrzenie na świat oczami psa, który mimo doznanych krzywd nie traci zdolności do zaufania i miłości. Pięknie wybrzmiewa też myśl, że dobroć nie zawsze objawia się w wielkich czynach, lecz często w zwykłym okazaniu serca. Opowiadanie smutne, ale pozostawiające nadzieję. I chyba właśnie dlatego warte przeczytania. No i ta perspektywa - inne niż nasze ludzkie spojrzenie. Chociaż autor zawarł w nim wiele swoich poglądów na świat.
To interesująca historia, szczególnie ze względu na psychologiczne konsekwencje odkrywania prawdy o własnej tożsamości. Motyw pamiętnika i podróży w czasie daje ogromne możliwości, ponieważ przeszłość przestaje być wspomnieniem, a zaczyna bezpośrednio wpływać na teraźniejszość.
Najbardziej zastanawia mnie przemiana relacji Lidki i Kornelii. Psychologicznie przecież nie sposób wymazać wieloletniej więzi matki i córki samym odkryciem braku pokrewieństwa. Tak głęboko zakorzenione role, przywiązanie i emocjonalne granice nie znikają w jednej chwili. Właśnie tutaj widzę największy potencjał opowieści.
Autorka ma wyobraźnię i potrafi budować atmosferę intymności. Chętnie zobaczyłbym jednak więcej wewnętrznych konfliktów, niedopowiedzeń i trudnych wyborów. Bo czasem największe emocje rodzą się nie z tego, co bohaterowie sobie dają, lecz z tego, czego mimo pragnień nie potrafią sobie ofiarować.
Ten rozdział „Deszczu” jest szczególnie interesujący psychologicznie, ponieważ pokazuje człowieka, który potrafi stawić czoła największym zagrożeniom, a jednocześnie pozostaje bezradny wobec własnych emocji.
Euri, mimo osłabienia, naraża siebie, aby ochronić Kamillę. W jego postępowaniu widać silną potrzebę opiekowania się innymi, ale również skłonność do przekraczania własnych granic. Największy dramat rozgrywa się jednak w rodzinie. Rozmowa z Dianą odsłania jego wewnętrzny konflikt między uczuciami, sumieniem i odpowiedzialnością ojca. To psychologicznie trudny temat, bo miłość i akceptacja nie zawsze oznaczają, że każde pragnienie powinno zostać spełnione. Szczególnie w relacji rodzica z dzieckiem granice mają fundamentalne znaczenie.
Niepokojące przeczucia Diany dotyczące Remiego wprowadzają kolejny wymiar opowieści: lęk przed tym, czego nie rozumiemy nawet u najbliższych.
Autor potrafi ciekawie łączyć sensację z psychologią i pytaniami o ludzką naturę. Podoba mi się, że nie ogranicza bohaterów do prostego podziału na dobrych i złych, lecz pokazuje ich słabości, sprzeczności i poszukiwanie własnej drogi. Widać w tym wyobraźnię oraz wrażliwość na emocjonalne zawiłości.
Najbardziej intryguje mnie myśl, że Euri może uwolnić się od niebezpiecznej organizacji, ale znacznie trudniej będzie mu uwolnić się od własnych wewnętrznych konfliktów. I właśnie to sprawia, że chcę poznać dalsze losy bohatera.
To bardzo interesujący rozdział, szczególnie pod względem psychologicznym. Najbardziej porusza mnie nie sama intymność, lecz to, jak skomplikowane bywają ludzkie emocje, kiedy miłość, zazdrość, poczucie winy i potrzeba akceptacji zaczynają się ze sobą mieszać.
Spotkanie Jane i Tracy pokazuje, że można szczerze przebaczyć, a jednocześnie nosić w sobie uczucia, których jeszcze się nie rozumie. Jane próbuje odzyskać wewnętrzną równowagę, Tracy zaś pragnie akceptacji i uwolnienia się od poczucia winy. Najciekawsze jest to, że żadna nie zamierza skrzywdzić drugiej, a jednak obie cierpią. Dopiero łzy pozwalają im zobaczyć własną bezbronność i odnaleźć porozumienie.
Wątek Wiatru i Fali stanowi ciekawy kontrast. Młodzieńcza odwaga, odkrywanie własnych uczuć i przekonanie o niezwyciężoności pokazują, jak cienka bywa granica między spontanicznością a niebezpieczeństwem.
Autor ma niewątpliwie dar dostrzegania emocjonalnych sprzeczności ludzkiej natury. Nie przedstawia bohaterów jako idealnych, pozwala im błądzić, pragnąć, wątpić i cierpieć. Szczególnie cenię tę wrażliwość na ludzkie słabości oraz życzliwość, z jaką traktuje nawet ich niełatwe wybory.
Bo prawdziwy sztorm serca rozgrywa się nie między ludźmi, lecz przede wszystkim w ich wnętrzu. I właśnie umiejętność pokazania tego sprawia, że opowieść pozostaje w pamięci.
Podobnie jak poprzednicy, dałem się oczarować czułości i zmysłowości tej historii. Ale tym razem najbardziej urzekło mnie nie to, co wydarzyło się między Sylwią i Janą w sypialni, lecz to, co nastąpiło później. Wreszcie pojawiły się słowa, na które chyba od początku czekaliśmy. Bo choć dotyk potrafi powiedzieć bardzo wiele, czasem najtrudniej wypowiedzieć właśnie to, co naprawdę czujemy.
Pięknie pokazałaś tę niepewność, obawę przed zniszczeniem czegoś wyjątkowego przez próbę nadania temu nazwy. A potem tę cudowną ulgę, kiedy okazuje się, że druga osoba czuje podobnie.
I jakże lubię Twoje zakończenia! Te żarty, wspólne gotowanie, drobne przekomarzania. Właśnie w takich zwyczajnych chwilach bohaterki stają się najbardziej prawdziwe. Bo namiętność może rozpalić uczucie, ale to codzienna czułość pozwala mu naprawdę zamieszkać między dwojgiem ludzi.
Gosia pięknie wspomniała o kolacji i deserze. Ja dodam, że najpiękniejsze w tej historii jest to, że dziewczyny najwyraźniej nabrały ochoty, by odtąd codziennie siadać do wspólnego stołu.
Trudno nie zgodzić się z poprzednimi komentarzami — jest w tym opowiadaniu coś niezwykle ciepłego i poruszającego. Pięknie pokazałaś, jak z prostego gestu pocieszenia może narodzić się bliskość, której żadna z bohaterek się nie spodziewała. I chyba właśnie ta naturalność odkrywania uczuć urzekła mnie najbardziej. Erotyka nie przesłania tu czułości, przeciwnie, staje się jednym z jej języków.
Szczególnie podoba mi się zakończenie, choć widzę, że nie wszyscy je docenili. Te drobne żarty i przekomarzania nie odbierają niczego wcześniejszej magii. Sprawiają, że Sylwia i Jana stają się jeszcze bardziej prawdziwe i bliskie. Bo przecież miłość to nie tylko poetyckie uniesienia, ale też uśmiech, swoboda i umiejętność śmiania się razem.
Zostawiłaś mnie z bardzo przyjemnym uczuciem, że czasem coś naprawdę pięknego zaczyna się zupełnie niepozornie — od czyichś łez i ramienia, na którym można bezpiecznie oprzeć głowę. Dziękuję za tę ciepłą historię. ❤️
@Marigold dziękuję Ci za przemyślany komentarz. Takie jest niestety życie, coś co dla kogoś jest drobiazgiem może przewrócić innemu do góry nogami. Powiedział bym, bardzo kulturalny komentarz ale nie zaryzykuję.
Marigold, jak zawsze potrafisz sprawić, że człowiek czyta z coraz większym napięciem, a potem dochodzi do ostatniego zdania i przez chwilę po prostu siedzi w ciszy.
Osobiście najbardziej poruszyła mnie w tej części samotność Parisy. Wróciła do domu, do ludzi, którzy ją kochają, a jednak nikt nie potrafi usłyszeć tego, co naprawdę próbuje im powiedzieć. Pięknie pokazałaś też Skorpiona — człowieka, który przez całe życie uczył się być bezwzględny, a dzięki miłości odkrył własną wrażliwość. Jego myśli podczas tortur są chyba bardziej bolesne niż same rany.
A zakończenie? Znakomite! Jednym zdaniem przewróciłaś cały świat bohaterów do góry nogami i nadałaś wcześniejszym wydarzeniom zupełnie nowe znaczenie. Aż trudno sobie wyobrazić, co teraz przeżyje Umar, kiedy dotrze do niego pełna prawda.
@abigail kobieta potrafi być dla drugiej wyjątkowo wredna... a tu ten "kolega" zniszczył przyszłość łóżkową koledze.. oby chciaż nieświadomie.. żartuję oczywiscie
Co powiecie o tym urokliwym gorseciku...?
pytanie jak się układa... bo to bywa różnie..
Sztorm serca cz. 1
Bardzo przyjemny początek opowieści! Ciekawy pomysł z czwórką przyjaciół, którzy dopiero z czasem odkrywają, kogo naprawdę kochają. Szczególnie podoba mi się pokazanie, jak cienka potrafi być granica między przyjaźnią a miłością. Jest tu młodzieńcza spontaniczność, trochę bólu, ale też dużo ciepła i nadziei. Jestem ciekaw, czy te uczucia przetrwają pierwszą próbę czasu.
Deszcz cz. 12
Bardzo ciekawy rozdział, szczególnie ze względu na postać Rozalindy. Z pozoru bezwzględna i groźna kobieta okazuje się kimś znacznie bardziej wrażliwym i poranionym przez życie. Podoba mi się to stopniowe odkrywanie jej prawdziwego oblicza. Zakończenie skłania też do refleksji, czy dobre intencje mogą usprawiedliwiać moralnie trudne wybory.
Do trzech razy sztuka.
@Sapphire77 miałem na myśli jedzenie mięsa a nie krzywdzenie zwierząt. Dodatkowo albo to spojrzenie artystyczne albo wierzysz że zwierzęta mają samoświadomość, zdolność analizy i komunikowania się miedzygatunkami.
Do trzech razy sztuka.
Poruszająca historia, która przypomina, że miarą człowieczeństwa jest również nasz stosunek do istot słabszych i całkowicie od nas zależnych. Szczególnie przejmujące jest spojrzenie na świat oczami psa, który mimo doznanych krzywd nie traci zdolności do zaufania i miłości. Pięknie wybrzmiewa też myśl, że dobroć nie zawsze objawia się w wielkich czynach, lecz często w zwykłym okazaniu serca. Opowiadanie smutne, ale pozostawiające nadzieję. I chyba właśnie dlatego warte przeczytania. No i ta perspektywa - inne niż nasze ludzkie spojrzenie. Chociaż autor zawarł w nim wiele swoich poglądów na świat.
Swalloween
@JorgDeJoong więcej komentarzy na pokatne
Pamiętnik Zapisany Od Nowa II: Powrót Do Teraźniejszości
To interesująca historia, szczególnie ze względu na psychologiczne konsekwencje odkrywania prawdy o własnej tożsamości. Motyw pamiętnika i podróży w czasie daje ogromne możliwości, ponieważ przeszłość przestaje być wspomnieniem, a zaczyna bezpośrednio wpływać na teraźniejszość.
Najbardziej zastanawia mnie przemiana relacji Lidki i Kornelii. Psychologicznie przecież nie sposób wymazać wieloletniej więzi matki i córki samym odkryciem braku pokrewieństwa. Tak głęboko zakorzenione role, przywiązanie i emocjonalne granice nie znikają w jednej chwili. Właśnie tutaj widzę największy potencjał opowieści.
Autorka ma wyobraźnię i potrafi budować atmosferę intymności. Chętnie zobaczyłbym jednak więcej wewnętrznych konfliktów, niedopowiedzeń i trudnych wyborów. Bo czasem największe emocje rodzą się nie z tego, co bohaterowie sobie dają, lecz z tego, czego mimo pragnień nie potrafią sobie ofiarować.
Deszcz cz. 11
Ten rozdział „Deszczu” jest szczególnie interesujący psychologicznie, ponieważ pokazuje człowieka, który potrafi stawić czoła największym zagrożeniom, a jednocześnie pozostaje bezradny wobec własnych emocji.
Euri, mimo osłabienia, naraża siebie, aby ochronić Kamillę. W jego postępowaniu widać silną potrzebę opiekowania się innymi, ale również skłonność do przekraczania własnych granic. Największy dramat rozgrywa się jednak w rodzinie. Rozmowa z Dianą odsłania jego wewnętrzny konflikt między uczuciami, sumieniem i odpowiedzialnością ojca. To psychologicznie trudny temat, bo miłość i akceptacja nie zawsze oznaczają, że każde pragnienie powinno zostać spełnione. Szczególnie w relacji rodzica z dzieckiem granice mają fundamentalne znaczenie.
Niepokojące przeczucia Diany dotyczące Remiego wprowadzają kolejny wymiar opowieści: lęk przed tym, czego nie rozumiemy nawet u najbliższych.
Autor potrafi ciekawie łączyć sensację z psychologią i pytaniami o ludzką naturę. Podoba mi się, że nie ogranicza bohaterów do prostego podziału na dobrych i złych, lecz pokazuje ich słabości, sprzeczności i poszukiwanie własnej drogi. Widać w tym wyobraźnię oraz wrażliwość na emocjonalne zawiłości.
Najbardziej intryguje mnie myśl, że Euri może uwolnić się od niebezpiecznej organizacji, ale znacznie trudniej będzie mu uwolnić się od własnych wewnętrznych konfliktów. I właśnie to sprawia, że chcę poznać dalsze losy bohatera.
Sztorm serca cz. 5
To bardzo interesujący rozdział, szczególnie pod względem psychologicznym. Najbardziej porusza mnie nie sama intymność, lecz to, jak skomplikowane bywają ludzkie emocje, kiedy miłość, zazdrość, poczucie winy i potrzeba akceptacji zaczynają się ze sobą mieszać.
Spotkanie Jane i Tracy pokazuje, że można szczerze przebaczyć, a jednocześnie nosić w sobie uczucia, których jeszcze się nie rozumie. Jane próbuje odzyskać wewnętrzną równowagę, Tracy zaś pragnie akceptacji i uwolnienia się od poczucia winy. Najciekawsze jest to, że żadna nie zamierza skrzywdzić drugiej, a jednak obie cierpią. Dopiero łzy pozwalają im zobaczyć własną bezbronność i odnaleźć porozumienie.
Wątek Wiatru i Fali stanowi ciekawy kontrast. Młodzieńcza odwaga, odkrywanie własnych uczuć i przekonanie o niezwyciężoności pokazują, jak cienka bywa granica między spontanicznością a niebezpieczeństwem.
Autor ma niewątpliwie dar dostrzegania emocjonalnych sprzeczności ludzkiej natury. Nie przedstawia bohaterów jako idealnych, pozwala im błądzić, pragnąć, wątpić i cierpieć. Szczególnie cenię tę wrażliwość na ludzkie słabości oraz życzliwość, z jaką traktuje nawet ich niełatwe wybory.
Bo prawdziwy sztorm serca rozgrywa się nie między ludźmi, lecz przede wszystkim w ich wnętrzu. I właśnie umiejętność pokazania tego sprawia, że opowieść pozostaje w pamięci.
Czy byłabym dobrą mniszką?
@Historyczka wszystko na co masz ochotę
Czy byłabym dobrą mniszką?
Może to jest jakieś rozwiązanie dla Ciebie Marto…
Współlokatorka: A może ktoś więcej?
Podobnie jak poprzednicy, dałem się oczarować czułości i zmysłowości tej historii. Ale tym razem najbardziej urzekło mnie nie to, co wydarzyło się między Sylwią i Janą w sypialni, lecz to, co nastąpiło później. Wreszcie pojawiły się słowa, na które chyba od początku czekaliśmy. Bo choć dotyk potrafi powiedzieć bardzo wiele, czasem najtrudniej wypowiedzieć właśnie to, co naprawdę czujemy.
Pięknie pokazałaś tę niepewność, obawę przed zniszczeniem czegoś wyjątkowego przez próbę nadania temu nazwy. A potem tę cudowną ulgę, kiedy okazuje się, że druga osoba czuje podobnie.
I jakże lubię Twoje zakończenia! Te żarty, wspólne gotowanie, drobne przekomarzania. Właśnie w takich zwyczajnych chwilach bohaterki stają się najbardziej prawdziwe. Bo namiętność może rozpalić uczucie, ale to codzienna czułość pozwala mu naprawdę zamieszkać między dwojgiem ludzi.
Gosia pięknie wspomniała o kolacji i deserze. Ja dodam, że najpiękniejsze w tej historii jest to, że dziewczyny najwyraźniej nabrały ochoty, by odtąd codziennie siadać do wspólnego stołu.
Współlokatorka: Pocieszanie
Trudno nie zgodzić się z poprzednimi komentarzami — jest w tym opowiadaniu coś niezwykle ciepłego i poruszającego. Pięknie pokazałaś, jak z prostego gestu pocieszenia może narodzić się bliskość, której żadna z bohaterek się nie spodziewała. I chyba właśnie ta naturalność odkrywania uczuć urzekła mnie najbardziej. Erotyka nie przesłania tu czułości, przeciwnie, staje się jednym z jej języków.
Szczególnie podoba mi się zakończenie, choć widzę, że nie wszyscy je docenili. Te drobne żarty i przekomarzania nie odbierają niczego wcześniejszej magii. Sprawiają, że Sylwia i Jana stają się jeszcze bardziej prawdziwe i bliskie. Bo przecież miłość to nie tylko poetyckie uniesienia, ale też uśmiech, swoboda i umiejętność śmiania się razem.
Zostawiłaś mnie z bardzo przyjemnym uczuciem, że czasem coś naprawdę pięknego zaczyna się zupełnie niepozornie — od czyichś łez i ramienia, na którym można bezpiecznie oprzeć głowę. Dziękuję za tę ciepłą historię. ❤️
Zjadłbyś?
podobno koty czują się, że są nad ludźmi i nie mają oporów przed jedzeniem "byle czego"
Życie którego mi odmówiłeś. Zanim przestałam być sobą.
@Sapphire77 dziękuję, że znalazłeś czas, przyczytałeś i skomentowałeś tą historię.
Życie którego mi odmówiłeś. Zanim przestałam być sobą.
@Marigold dziękuję Ci za przemyślany komentarz. Takie jest niestety życie, coś co dla kogoś jest drobiazgiem może przewrócić innemu do góry nogami. Powiedział bym, bardzo kulturalny komentarz ale nie zaryzykuję.
Aqrab/Skorpion. Cz. 13
Marigold, jak zawsze potrafisz sprawić, że człowiek czyta z coraz większym napięciem, a potem dochodzi do ostatniego zdania i przez chwilę po prostu siedzi w ciszy.
Osobiście najbardziej poruszyła mnie w tej części samotność Parisy. Wróciła do domu, do ludzi, którzy ją kochają, a jednak nikt nie potrafi usłyszeć tego, co naprawdę próbuje im powiedzieć. Pięknie pokazałaś też Skorpiona — człowieka, który przez całe życie uczył się być bezwzględny, a dzięki miłości odkrył własną wrażliwość. Jego myśli podczas tortur są chyba bardziej bolesne niż same rany.
A zakończenie? Znakomite! Jednym zdaniem przewróciłaś cały świat bohaterów do góry nogami i nadałaś wcześniejszym wydarzeniom zupełnie nowe znaczenie. Aż trudno sobie wyobrazić, co teraz przeżyje Umar, kiedy dotrze do niego pełna prawda.
Życie którego mi odmówiłeś. Zanim przestałam być sobą.
@JorgDeJoong dziękuję za ten komentarz. Oczywiście masz rację. Ale czy tak jest jak być powinno..? bywa różnie.
faceci :D :D
@abigail z perspektywy kobiety? Wielkie otwarcie oczu
faceci :D :D
@abigail kobieta potrafi być dla drugiej wyjątkowo wredna... a tu ten "kolega" zniszczył przyszłość łóżkową koledze.. oby chciaż nieświadomie..
żartuję oczywiscie