Bogactwo leży na tajlandzkich plażach...

Bogactwo leży na tajlandzkich plażach...... I obdarowuje sobą biednych rybaków.

Na początku stycznia tego roku, młody tajlandzki rybak, Chalermchai Mahapan, wrócił na wybrzeże z nieudanego przez złą pogodę połowu. Gdy ciągnął swą łódź po plaży Samila w południowotajlandzkiej miejscowości Songkhla, zauważył dużą żółtawą bryłę "czegoś", co było popychane przez fale po piasku plaży. Po zabraniu znaleziska do domu i przyjrzeniu mu się, a potem potwierdzeniu domysłów laboratoryjnym badaniem próbki, "coś" okazało się wydzieliną z przewodu pokarmowego wieloryba, jaka pojawia się u tego zwierzęcia na skutek zaparcia lub niestrawności. Czyli Mahapan znalazł "wymiociny" kaszalota.  

Bardzo cenne wymiociny... W kwietniu 2016 roku za wykorzystywaną w przemyśle perfumeryjnym, ambrę o wadze 1,57 kg zapłacono 50 tysięcy funtów szterlingów. Bryła, którą zaś znalazł tajlandzki rybak, ważyła siedem kilo. I została wyceniona na 210 tysięcy funtów, czyli, w zaokrągleniu, na milion siedemdziesiąt trzy tysiące złotych.

I wspomniany rybak wcale nie jest tu rekordzistą. Niemal równo miesiąc wcześniej inny tajlandzki rybak – 60-letni Naris Suwannasang, ledwo wiążący ze swą rodziną koniec z końcem za równowartość niecałych 700 dolarów USA miesięcznie – spacerował po innej plaży w południowej Tajlandii, leżącej niedaleko miejscowości Nakhon Si Thammarat, gdzie natknął się na kilka takich brył ambry o łącznej wadze około 100 kilogramów. Niedługo po odkryciu, zaoferowano mu za nie 2,4 miliona funtów, czyli około 12,26 miliona złotych.

Minął około miesiąc od znalezienia 7-kilogramowej bryły "wymiocin" kaszalota, a na tajskich plażach pojawiło się kolejne znalezisko.  

Pod koniec stycznia bieżącego roku, Hatchai Niyomdecha wybrał się wraz ze swoim bratem na spacer po plaży znajdującej się również w prowincji Nakhon Si Thammarat. I co ciekawe – i brzmiące jak bajka – nie wybrał się tam przypadkowo.  

Otóż na kilka dni przed rzeczonym spacerkiem, Hatchai Niyomdecha miał dziwny sen. Przyśnił mu się stary człowiek w bieli z długimi wąsami, który powiedział mu, żeby przyszedł na plażę, aby otrzymać podarunek.

I Hatchai na plażę poszedł, jak wspomniano, w towarzystwie brata. Tam znaleźli wyrzuconą na brzeg boję, do której przyczepione było kilka skorupiaków. Zebrali je z zamiarem późniejszej konsumpcji i zanieśli do domu, gdzie ich ojciec zajął się czyszczeniem przyniesionych owoców morza. A w trakcie ich czyszczenia odkrył w jednym z nich perłę o niezwykle rzadkiej pomarańczowej barwie.
  
Jest to tzw. perła melo, czyli perła, która powstaje w organizmie jednego z dużych ślimaków morskich z rodziny Volutidae zwanych właśnie melo (lub melo melo) zamieszkujących Morze Południowochińskie. Perły pochodzące od tych ślimaków mają barwę od jasnopomarańczowej do brązowej i są bardzo rzadkim zjawiskiem. Szanse na to, że wśród znalezionych ślimaków znajdzie się akurat taki, który zawierał będzie perłę, wynoszą jeden do kilkunastu tysięcy, choć perły te powstają podobnie jak wszystkie inne, czyli wokół drażniącego dany organizm ciała obcego, które przypadkiem wniknęło do mięczaka, który żeby ochronić się przed dyskomfortem przez kilka lat obudowuje je warstwami masy perłowej. Od XIII wieku ludzie hodują perły, umieszczając ciało obce w muszlach małży. Jednak hodowla pereł w ślimakach morskich do tej pory nie zakończyła się powodzeniem, co tym bardziej podnosi ich wartość komercyjną z uwagi na to, że nie da się ich wytworzyć w hodowli na skalę przemysłową.

Perła jest średnicy dziesięciopensowej monety i waży 7,68 grama. Hatchai Niyomdecha już odrzucił kilka ofert jej kupna i, jak wieść niesie, negocjuje z potencjalnym kupcem z Chin, który oferuje za nią 250 tysięcy funtów szterlingów (około 930 tysięcy zł). Rybak ma nadzieję, że zarobione w ten sposób pieniądze zmienią na lepsze życie całej jego rodziny.

Przypadek znalezienia tej pomarańczowej perły brzmi jak bajka, choć jest prawdziwy, i udowadnia, po raz kolejny zresztą, że życie pisze najciekawsze scenariusze, o których się nam nawet nie śniło.

PS. A jeśli zamierzacie wybrać się do Tajlandii, żeby zostać rybakami, to pamiętajcie o tym, że należy próbkę substancji podejrzewanej o bycie ambrą położyć np. na kawałku metalowej blaszki i podgrzać blaszkę od spodu zapalniczką. Bryłka powinna się topić jak wosk i wydzielać piżmowy zapach.

Zdjęcia, od góry:

- bryła ambry znaleziona na plaży Samila przez Chalermchai Mahapana
- Naris Suwannasang i znalezione przez niego bryły
- pomarańczowa perła znaleziona przez Hatchai Niyomdecha

źródło: internet

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Jakie ładne to to jest. To tak, jakby rzygać teczą, hehe. I czemu ludzkie tak nie wygląda? :lol2:

  • MEM

    @agnes1709 "Jakie ładne to to jest. To tak, jakby rzygać teczą, hehe. I czemu ludzkie tak nie wygląda?"

    Może gdybyśmy dziennie filtrowali przez zęby tak z 5 ton planktonu wydobytego z morskiej wody, też byśmy takimi cudami rzygali. ;) Ale co to za dieta... ;)