MEM

Marta Ewa M., 38 lat
Życie jest jak jajo – trzeba je znieść. ;)
razem:   525 35
  • MEM

    @MrHyde "To się nie zrozumieliśmy totalnie. Napiszmy to więc tak: Gdyby Szwajcaria była w systemie euro, to by nie wykupywała - nagle i po diable - niemieckiej i/lub francuskiej i/lub włoskiej waluty. Nie miałaby potrzeby ani możliwości. Tak jak nie miewają takich zapędów: Portugalia, Hiszpania, itd. idąc na wschód, Estonia i Finlandia."

    Ja wiem, że Ci o to chodziło. I właśnie dlatego Ci tłumaczyłam, że nie jest z tym tak, jak to sobie wyobrażasz. Rolę emitenta szwajcarskiej waluty zastąpiłby bowiem emitent euro. I musiałby robić dokładnie to samo, co obecnie robi emitent szwajcarskiej waluty, co by się dokładnie w ten sam sposób odbijało, tyle, że na całej strefie euro, w tym także na Szwajcarii, gdyby do niej należała. Innymi słowy, pod tym względem kompletnie nic by się nie zmieniło, co właśnie było do udowodnienia.

    Natomiast zmieniłoby się to, że Szwajcaria pozbawiłaby się narzędzia, jakim jest własna waluta, do wpływania na swoją gospodarkę (w formie stymulowania wzrostu gospodarczego lub unikania kryzysów), czyli postawiłaby się w sytuacji Grecji po przyjęciu przez nią euro, i teoretycznie w którymś momencie dokładnie tak samo mogłoby się to Szwajcarii skończyć.

    Ponownie. Euro jest walutą powołaną z przyczyn politycznych (a przyczyny polityczne na ogół nie są motywowane ekonomiczną kalkulacją – a przynajmniej nie taką, która miałaby się ziścić w jakimś sensownym odcinku czasu – a wręcz przeciwnie; przykład: ruska agresja na Ukrainę). Ma wiązać jeszcze mocniej i uzależniać od Unii kraje, które go wprowadziły, a przez to przyśpieszać tworzenie państwa europejskiego. Natomiast skutkiem ubocznym tego jest to, że sobie przeciętny mieszkaniec strefy euro może wygodnie zapłacić na terytorium tej strefy jedną walutą. I tylko tyle ma z tego – wygodę; tak jak wygodne są np. płatności bezgotówkowe. Cała reszta funkcjonowania waluty, którą się szary obywatel posługuje, pozostaje bez zmian (zarówno na poziomie instytucji finansowych, jak i na poziomie tego szarego Kowalskiego), z tym, że wraz z przyjęciem euro ten przeciętny Kowalski ma wyższe ryzyko tego, że państwo, w którym mieszka, pozbawione kontroli nad walutą, może stanąć w obliczu kryzysu (albo wolniej się rozwijać), i to on to na własnej skórze odczuje.

  • MEM

    @MrHyde "Kamulec"

    Też ładnie. ;) Ale skąd gwarancja, że się Unia nie doszuka (lub jacyś życzliwi jej nie doniosą), że skoro Piotra trzeba wykreślić z listy imion, to w takim razie i z greckim słowem "petros"/"petra", a co za tym idzie, z jego odpowiednikami w innych językach (w końcu zakaz mówienia np. "black" albo "nigger" obejmuje odpowiedniki we wszystkich językach, a więc precedens już mamy), trzeba zrobić porządek? :)

    "Abstrahując od tego, że całe to unijne ministerstwo równości jest zbędne i najlepsze, co może robić, to brać kasę i nic nie robić, to dowiedziałaś się z tego tekściku, o co miało chodzić z tymi imionami i nazwami świąt?"

    O to, że zidiociała unijna biurokracja uroiła sobie w swym zideologizowaniu, że rzekomo zastąpienie nazwy święta/imion (wybranej opcji religijnej; reszta religii Unii nie przeszkadza i ma ona w czterech literach jakieś myślenie o tym – ewentualnie system się im wiesza, no bo jak tu pogodzić bredzenie o multikulti czerpiącym z różnorodności religijnej i kulturowej oraz bredzenie o rasizmie białych wobec "kolorowych" na każdym kroku, z tym, że UE miałby tym "niebiałym" zabraniać ich imion i świąt – że równie dobrze ktoś inny może wychodzić z założenia, że z kolei to one go obrażają) doprowadzi do tego, że "nikt się nimi nie poczuje obrażony".

  • MEM

    @AnonimS "Po raz pierwszy zgadzam się z Tobą."

    Nie po raz pierwszy, bo bywało. Ale kto by to pamiętał. ;)

    "Moja siostra uczy w ogólniaku i wystarczy że uczeń złoży pisemnie informację że nie chce żeby go nazywać Grzesiek tylko Kamila i to wystarczy . Bez oficjalnej zgody rodziców ani bez zmiany w USC."

    W tym akurat nie ma nic złego. Jak ktoś sam chce, żeby go jakoś tam nazywać, to jest to całkowicie co innego, niż gdy ktoś ma narzucone z zewnątrz przez jakąś cenzurę to, jakich określeń może, lub nie może, używać, tylko dlatego, że się komuś z powodów ideologicznych te określenia podobają lub nie. A nikomu przecież nie przyniesie to szkody, jeśli na tego Grześka powie "Kamila". Tak samo jak ludzie mają różne ksywy, których przecież żaden USC nie rejestruje i problemu na ogół też z tym nie ma.

    "Ciekawe czemu nie zaproponowali jak zmieniać imiona religii islam.  Od razu by wydali fatwę"

    To nawet nie chodzi tylko o samą fatwę, a o to, że system by się lewicowym ideologom zawiesił. No bo jak tu promować multikulti i jednocześnie zabraniać czegoś tym przedstawicielom tego multikulti, co jest podstawową częścią ich kultury? :) Urzędas o tym pomyśli i mu z mety wywala w głowie "blue screen", ;) a póki się skupia tylko na chrześcijaństwie i na "rdzennych" Europejczykach, to problemu z tym "zawieszeniem się systemu" nie ma, to po co ma sobie komplikować życie.

  • MEM

    @MrHyde "wymieniłaś jakieś inne problemy, nie te co ja."  

    Komu kit chcesz wcisnąć... :lol2:

    Napisałeś: "Tak. I dlatego między Niemcami a Austrią, między Hiszpanią a Portugalią, między Litwą a Łotwą, itd. nie powstają problemy tego typu, z jakim musiał zawalczyć bank centralny Szwajcarii." A problemami, z którymi musiał "walczyć bank centralny Szwajcarii", było: "Gdyby Szwajcaria była w systemie euro, to akcja psucia własnej waluty przez bank centralny nie byłaby konieczna." (tak pisałeś, prawda?).  

    No a od kiedy to EBC ma w przypadku EUR inne zadania, niż Szwajcarski Bank Narodowy w przypadku franka szwajcarskiego?

    Co było do udowodnienia. :p

  • MEM

    @MrHyde "A co do szczegółów, bardzo mi się podobają."  

    Przejdzie Ci szybko, gdy się "postępowe" partie "europejskie" doszukają, że "Piotr" ma wybitnie biblijne/religijne znaczenie.  

    Ciekawe, jak Cię wtedy nazwą... (bo przecież wcale nie muszą jakoś ładnie) :D

  • MEM

    @MrHyde "Być może stwarza inne, ale na pewno nie te (słówko "ich" odnosi się do Twojego zdania "...problemów, o których mówisz", o których mówię, że im zapobiega."

    No przecież wymieniłam Ci, wtedy gdy to pisałeś o tym zapobieganiu, garść rzeczy, które tak samo dotyczą euro jak i tego przykładowego franka szwajcarskiego. To jakim cudem to nie są te same problemy? Każda waluta i bank będący jej emitentem stoi przed tymi samymi kwestiami.

  • MEM

    @MrHyde "Sąd sądem, a sprawiedliwość ma być po naszej stronie - czy jakoś tak to szło."  

    Taki jest po prostu świat. No co Ci na to poradzę... Prawo zawsze jest pisane przez silniejszych na własne, bieżące, potrzeby. Może to komediowo, albo groteskowo, wyglądać w przypadku Kargula i Pawlaka (lub podobnych im zwykłych ludzi), ale w przypadku władzy, państwa, paktów i organizacji to już nie jest śmieszne, a ma poważne i najczęściej tragiczne konsekwencje, i nie da się tej reguły zmienić/zlikwidować.

    Znasz to? "Inter arma enim silent leges".


    PS. Aha, przy okazji w ramach uzupełnienia poprzedniego komentarza. To określenie: "banda debili z jakiejś fundacji" niekoniecznie musi dotyczyć samej tej prawniczki z HFPC, która jest w tekście newsa wspomniana. Ona, jako najęta papuga, może być nawet i niegłupia, ale po prostu taką ma pracę i robi, co jej każą.

  • MEM

    @MrHyde "Wystarcza, że ich nie stwarza."  

    Oczywiście, że stwarza (tak samo jak każda inna waluta – z definicji). A ponadto stwarza dodatkowe – vide: choćby wspominany grecki kryzys, bo EUR było/jest dla Grecji za silne, a Grecja nie może go zdewaluować. W ogóle nadawanie jednej waluty dla rożnych gospodarek i systemów (podobnie jak wprowadzenie sztywnego kursu wobec wybranej waluty) to karkołomny i lubiący się mścić (choć ciężar tego na ogół spada na społeczeństwo, w końcu "rząd się sam wyżywi" ) wymysł.

    "100 walutek na zintegrowanym rynku też nie jest żadnym pacaneum.  

    Nie jest panaceum. Ale z drugiej strony, jest też – jak wszystko inne na świecie, a już zwłaszcza w ekonomii/gospodarce – odpowiedzią na ludzkie zapotrzebowanie. Nie powstały te waluty po to tylko, żeby powstać.  

    Zresztą, nawet samo EUR nie powstało dla samego swego powstania, tylko, w jego przypadku, do realizacji czyichś celów politycznych.

  • MEM

    "Śmierć dziecka po nielegalnym wypchnięciu rodziny uchodźców przez granicę."  

    No przecież obojętnie czy to wypchnięcie uznać za legalne czy nie, nikt po chorwackiej stronie nie odpowiada za to, że to dziecko samo wlazło pod pociąg. Chcącemu nie dzieje się krzywda, a od pilnowania dzieciaka to są rodzice i to ich powinno się w takim wypadku złapać za dupę (nawet są na to paragrafy).

    A poza tym EPCz może sobie wydawać wyroki do woli. Do Unii już dotarło (może za wyjątkiem polityków skrajnie zideologizowanej lewicy), przed jakim widmem katastrofy spowodowanej wpuszczaniem migrantów stoi, dlatego polityka UE się w tej kwestii (przyjmowania migrantów) zmieniła. A jak się zmienia polityka, to dane prawo może równie dobrze nie istnieć, bo w praktyce nikt na nie i tak nie będzie zwracał uwagi. Ba, może równie dobrze być tak, jak w przypadku hiszpańskim, że na granicach hiszpańskie służby na polecenie władz zrobią swoje a EPCz (czy inny trybunał), jak kaczy TK pod wodzą kuchty, przyklepie, że słusznie postąpiono.  

    "Prawniczka HFPC,"

    A propos Helsińskiej Fundacji wspomnianych praw... Tak ku refleksji na temat poziomu umysłowego tych, którzy tam urzędują.  

    "Ktoś mógłby powiedzieć, że Lenin nie żyje... No i miałby rację. Miałby rację. Ale jego idee są ciągle żywe, np. w Fundacji Helsińskiej. Nowy kodeks karny poszerza granice obrony koniecznej, czyli jak się wedrze do kogoś do domu np. złodziej, a napadnięty naruszy jego cielesność nietykalną, to już właściciel mieszkania czy domu nie będzie, jak dotychczas, karany. Przeciwko takim zmianom w kodeksie zaprotestował profesor Zbigniew H. z Fundacji Helsińskiej. "Powiem brutalnie – powiedział brutalnie profesor – te przepisy zachęcają, by bogaci bronili swojego mienia, zabijając biednych.". Z brutalnej wypowiedzi profesora wynika, że bogaty jest zły, bo broni mienia, a dobry jest złodziej, gdyż jest biedny, bo inaczej by nie kradł. No gdyby dobra były równo rozdzielone,* według potrzeb, to złodziej by nie kradł, a bogaty nie miałby czego bronić, bo by nie był bogaty. Widzicie, ktoś jednak nadal czyta dzieła Lenina. (...)"

    –  Felieton Tomasza Olbratowskiego, RMF FM
    Całość tu: youtube. com/watch?v=brVvF-yndWM

    Innymi słowy: bandą debili w jakiejś fundacji w zasadzie nie powinniśmy się przejmować, gdyby nie to, że – podobnie jak to ma miejsce np. w przypadku kaczej partii albo episkopatu – znajdują się licznie ci, którzy ich słuchają.

    ________
    *Gdyby rozum był równo rozdzielany... Ech... ;)

  • MEM

    ""Aby nie wskazywać na płeć, powinno się unikać zwrotów "pan" i"pani""  

    Oczywiście, że tak. Wszyscy będziemy do siebie peselem wołać (albo nam nadadzą inny numerek). :rotfl:

    "Przewodnik porusza także tematy wiary. Zalecono, aby nie używać słów "Boże narodzenie" i zastąpić je "okresem świątecznym". "

    Ciekawe, że pomysłodawcom się system nie wiesza, gdy zabraniają używania określeń dotyczącej jednej kultury i religii, a inne (np. muzułmańską) promują pod płaszczykiem "poszanowania różnorodności kulturowej", nie?

    A sama cenzura (zakaz używania różnych słów i określeń) w tym "wolnym i demokratycznym" unijnym świecie to najwyraźniej dla pomysłodawców norma. Ale, urr... durr..., to przecież tylko te wstrętne "nacki" (wiadomo, "faszyści" i "naziści" ;)) zamordyzm chcą wprowadzić... :rotfl:

    ______
    Ale tak właściwie to nie jest to wina Unii jako takiej (tak jak np. Polska, jako twór, nie jest winna temu, że kacza partia rządzi). To wina ludzi, że jak stado tępych baranów głosują za lewicowymi i komunistycznymi imbecylami. UE niech zostanie. To wspomnianych imbecyli trzeba na przysłowiowych taczkach wywieźć, i to nawet jeszcze przed Kaczyńskim.

  • MEM

    @MrHyde "Pewnie że nie prosto, ale przyznasz chyba, że dość wiernie streściłem semestr albo nawet dwa studiów ekonomicznych - blok o roli banków w generowaniu pieniądza. Czy nie?"

    No, niech będzie. ;)

    "słowa, słowa, słowa..."

    Jeszcze Ci to przypomnę, jak się będziesz na coś/kogoś kiedyś powoływał. ;)
      
    "Dokładnie jak gostek z kantora"  

    Oczywiście, że tak (Choć to także jest do pewnego stopnia. Nie od dziś tęgie głowy próbują rozkminić, co zrobić z rzeszami ludzi, którzy tracą, lub w niedalekiej przyszłości będą tracić, pracę z powodu odejścia do lamusa różnych zawodów oraz z powodu zastępowania pracy ludzi maszynami.). Ale o ile ubożsi bylibyśmy gospodarczo/finansowo i dodatkowo (w przypadku np. filmowców) duchowo, gdyby nie było wielu rzeczy, z których korzystamy (a skoro one są, to jest na nie potrzeba, a więc jest popyt).  

    A do tego musiałbyś latać po mieście w korkach, szukając ostatniego ocalałego kantoru. ;)

    "Zapomniałaś dodać coś o nagrodzie w niebie. Dziś mam płacić księdzu za kadzenie w sensie dosłownym i przenośnym, a potem, z tego co ksiądz wypracuje kadzeniem, będę pływać w dostatku w niebie."

    Nie do końca zapomniałam. :) To bowiem wchodzi w skład tego "pokarmu dla ducha", jaki religia oferuje człowiekowi – obietnica raju niesie przecież pocieszenie i psychiczne wsparcie dla człowieka w chwilach "mroku i słabości".  

    "Nie moja wina, że dali się zindoktrynować.  :devil: "

    Toteż nikt Cię o to nie obwiniał. :p ;)

    Ale fakt pozostaje faktem, sztuka – dowolna – ma przecież także inspirować. I o ile nie inspiruje do czynienia zła (jak rzeczy typu propagandówki nazistów), to cały świat czerpie z tego wielkie korzyści.  

    I w sumie jest to zresztą indoktrynacja. Tak samo jak wszystko inne, z czym człowiek się styka.

    "Tak. I dlatego między Niemcami a Austrią, między Hiszpanią a Portugalią, między Litwą a Łotwą, itd. nie powstają problemy tego typu, z jakim musiał zawalczyć bank centralny Szwajcarii. (trafiając przy okazji nas rykoszetem wkurwionych "frankowiczów", co dla Szwajcarii jest mniej niż nieistotne)"

    Niestety tak dobrze to nie jest. Euro wcale nie rozwiązuje tych problemów, o których mówisz. Każda waluta świata się z nimi styka i euro nie jest tu wyjątkiem. Zastąpisz jedną walutę drugą i nadal bank centralny emitujący tę nową walutę stanie przed tymi samymi zadaniami – utrzymaniem jej wartości, utrzymaniem niskiej inflacji, obroną waluty przed spekulacją, możliwie najniższymi stopami procentowymi, by kredyt nie był za drogi i nie dusił rozwoju gospodarczego itd. No a ponadto – tak odnośnie tych "wkurwionych frankowiczów" – posługiwanie się przez kraje Unii jedną walutą, czyli EUR, nie zabroni Ci wzięcia kredytu np. w amerykańskim dolarze, czy japońskim jenie. Czyli problem pojawi się znów ten sam, co w przypadku frankowiczów (w większości przypadków samych sobie winnych, a tylko – podobnie jak np. górnicze związki zawodowe – wykorzystujących to, że jest ich dużo, do wymuszenia na bankach kasy dla siebie), tyle, że będzie dotyczył innej waluty niż frank. Nic się nie zmieni. A już tym bardziej w obecnych czasach, gdy dla celów politycznych oraz po to, żeby jak najdłużej utrzymać dobrą koniunkturę, pieniądz się psuje, a gdy są na rynku możliwości alternatywnych "walut", które nie są emitowane przez banki centralne i, przynajmniej teoretycznie, są odporne na to psucie. Możesz wprowadzić nawet jedną jedyną walutę na świecie, a i tak to nic nie da. Bo jest np. bitcoin oraz inne kryptowaluty. A nawet jak ich zabronisz, ludzie znajdą sobie inny towar, który im je zastąpi jako "waluta" (pamiętasz, jak się przeliczało wszystko na cenę wódki w Pewexie? :)).

  • MEM

    @AlexAthame "Zastanawiające, że Ty ateista czy agnostyk, znasz Pismo."

    To akurat jest proste: "znaj swojego wroga". :lol2:

  • MEM

    "Być może komuś się nie podoba kategoria. Mógłbym napisać komediowe, gdyby to nie była prawda."  

    Mawiają, że komedia to tragedia plus czas. ;)

    "W sejmie obradowali nad ustawą czy za usunięcie ciąży karać jak za morderstwo. Czy można jeszcze coś dodać?"

    Pewnie, że można. A nawet należy. Można dodać, że jak świętoszkowaci i nawiedzeni pierdoleni debile karmiący się spiskami wszelakimi mają prawo głosu, to wybierają do parlamentu oszołomów, którzy potem np. chcą takie poronione prawo wprowadzać.

    "Lezba Lampart wygłasza, że żołnierze broniący granicy to pierdoleni mordercy w mundurach. Nie wiem czemu ma aparat do prostowania zębów. Do liznia cipy innej brzydkiej, grubej lezby nie trzeba mieć prostych."

    [tu powinna być rzygająca emotka]

    Ot, kolejny piękny przykład tego, jak to Alex kocha wszystkich ludzi, co tyle razy świętoszkowacie podkreślał...

    "Duda podobno powiedział w Belwederze pierwszego grudnia, że tu jest miejsce dla wszystki, że tu jest Polin. Hańba."

    Bo kurtuazyjnie użył nazwy: "Polska" w języku hebrajskim. Ty też mówisz np. "Niemcy" (albo, jeśli po angielsku, "Germany"/"Germans" ), a nie "Deutschland"/"Deutsche", i jakoś nikt się nie oburza.

    "Dla informacji lolków podaję, że antysemitą nie jestem."

    Antysemitą Alex nie jest, ale tych Żydów, takich owakich, to by chętnie... i masowo. :rotfl:

    "Oczywiście Ci co nam szkodzą nie są Żydami tylko Hazarami i są z pewnością plemieniem żmijowym i mają diabła za ojca. Prawdziwy Izrael jest drogocenny dla Pana i jest drogocenny dla mnie."

    "Drogocenny"... No popatrz, jak to Ci się zmienia z dnia na dzień, w zależności od tego, czym Cię producenci teorii spiskowych nakarmią... :p Śpieszmy się kochać teorie spiskowe, tak szybko się zmieniają. :lol2:

    Ale zaraz Ci się odwidzi ta "drogocenność", bo nie odrobiłeś lekcji (albo w główce już nadmiar tych spisków pomieszanych z "Biblią" tak się wymieszał, że już sam tego, co pierdzielisz, nie ogarniasz) i dlatego nie wiesz, że Chazarowie judaizm przyjęli dopiero około IX wieku naszej ery. A przypomnisz może, kiedy to rzekomo padły słowa o "plemieniu żmijowym"? :D  

    Czyli wniosek z tego, że to określenie: "plemię żmijowe", dotyczyło nie Chazarów, a tych Twoich "drogocennych" Izraelitów... :p

    "Zobaczymy co zgotuje mafia drani i demonów z Wiejskiej na Boże Narodzenie. Czy tzw. prezydent Polski wygłosi mowę do Polakow, czy raczej jeden z jego demonów, Niedzielski dokręci śrubę i stwierdzi, że na łamaniu opłatka może być tylko jedna osoba, w rękawiczkach i w masce."

    Co się nami przejmujesz? Dupę trzymasz za oceanem, pilnuj Kanady (czy tam putinowskiego raju; bo kto to wie), skoro tak sobie wybrałeś.

    "Otoż mniej więcej w tym samym czasie mayor Chicago, czarnóskora Lori Lightfoot ogłosiła, że policja w Chicago zanim aresztuje przestępcę musi go zapytać czy może to zrobić."  

    Bzdura. Znów albo łżesz, albo nie chciało Ci się minutę wysilić, żeby sprawdzić, zanim napiszesz (ale marnowania czasu na pieprzenie takich bzdetów to Ci dziwnym trafem nie szkoda...).

    checkyourfact. com/2021/05/27/fact-check-chicago-police-officers-ask-consent-before-arrest/  

    "Spodziewam się, że jutro przekroczone zostaną granice kretyństwem"

    A co? Znów felieton będziesz pisał? :D

    "Pani ta stwierdziła, MY obserwujemy i badamy. My nie ja. Widzimy gwałtowny wzrost poważnych chorób i raka u osób zaszczepionych. To wartość 5 do 20 razy większa w stosunku do nie zaszczepionych. I kobieta ta powiedziała jedno najważniejsze zdanie. Zaczynamy szukać z KIM walczymy. Nie powiedziała z czym, bo jest na tyle mądra, że wie, że covid nie jest problemem."

    Wiedząc, jakie brednie ciągle wypisujesz, to idę o zakład, że użyła słów "my" i "kim", odnosząc się – w przypadku "my" – do swojego środowiska zawodowego, i – w przypadku "kim" – do chorób/wirusa. No ale podobnie jak w przypadku tego "Polin", każdy słyszy to, co chce usłyszeć.

    "Jebią was na każdym kroku, a wy nadal nie chcecie zobaczyć, że to nie Putin jest waszym wrogiem."

    No tak... Musiało się skończyć na tym, że Putin jest cacy... :rotfl: I od razu wiadomo, że albo to pranie mózgu "spiskami" tak daleko u Ciebie zaszło, albo z jakiegoś "Olgino" nadajesz. Tak czy inaczej, naprawdę myślisz, że to całe gówno, które w takich wypadkach wypisujesz, ktoś kupi?

  • MEM

    @MrHyde "Kto bezpośrednio czerpie korzyści z religii (komu religia jest najbardziej potrzebna)? Księża."

    Nawet to nie jest do końca prawdą. Ludzie (wierni) czerpią z religii rzeczy, które leżą  w sferze duchowej i, co za tym idzie, psychicznej człowieka. Ponadto masz w wielu religiach pewnego rodzaju kodeksy moralnego postępowania (nie zawsze i nie w całości złe), na których w zasadzie po dziś dzień opiera się całość ludzkiej cywilizacji. Takim zwolennikiem przestrzegania prawa jesteś, a zapominasz, że ono się wywodzi z nakazów religijnych, czyli że to właśnie religii prawo zawdzięczasz?

    Ergo: wiara w zmyślone czy niezmyślone "Mzimu" – ma to pewne plusy.

    "Kto bezpośrednio czerpie korzyści z nauki? Naukowcy."

    Czyżby? Jeśli jakiś gość wynalazł, dajmy na to, sposób przeprowadzenia operacji wycięcia wyrostka robaczkowego, to bezpośrednio skorzystał na tym wyłącznie on, czy ja (i miliony podobnych osób), gdy dzięki tej operacji nie zeżarły mnie przedwcześnie robaki?  

    "Komu najbardziej potrzebne są kina? Filmowcom."

    Też nie. W ostateczności, filmowiec musiałby sobie znaleźć inne zajęcie i krzywdy by nie miał – nadal miałby dach nad głową i co do gara wrzucić (Harrison Ford, zanim mu się kariera rozkręciła, był bodaj stolarzem czy cieślą). Ale tu, podobnie jak z książkami czy religią, to odbiorca filmu korzysta na "strawie duchowej", której bez kina (Tak samo, jak bez wynalezienia druku. I co? Na druku skorzystał tylko Gutenberg? ;)), by nie miał. Mało tego. Jest np. cała masa naukowców, z których pracy w ten czy inny sposób korzystamy wszyscy, którzy twierdzą, że do zainteresowania się nauką przyczynił się serial telewizyjny o nazwie "Star Trek", a więc rzecz, którą zarówno pomysłodawca, aktorzy jak i studio filmowe zrobili dla – o zgrozo – zysku i po jak najmniejszej linii oporu i kosztach. :p

    "Takie są grupy interesów. I chyba dobrze pamiętać, kto za jakim interesem stoi. Bo jak się nie pamięta, to się łatwo utopić w uwznioślonym patriotycznie sosie."

    Zaczynasz wszędzie widzieć spiski jak Alex. ;)
    ________
    PS. Kiedyś już cytowałam, ale przypomnę: ;) "Nieprzerwana ekspansja stanowi fundamentalną zasadę ekonomii, a więc jest także jednym z podstawowych nakazów samego wszechświata. Ponieważ wszystko jest ekonomią… Fizyka to ekonomia kosmiczna, biologia — ekonomia komórkowa, nauki humanistyczne są ekonomią społeczną, psychologia — ekonomią psychiki i tak dalej." – Kim Stanley Robinson, "Zielony Mars".

  • MEM

    @MrHyde "Brzmisz jak populistka"  

    To by był chyba pierwszy w historii populizm, który by bronił "banksterki", bo to na ogół to "lud" jest przez populistów "broniony" przed banksterami i inszymi burżujami. :)

    "Bank mi nic nie daje."  

    No populizm pełną gębą – roszczeniowa postawa: mają dać. ;) :lol2:

    "Kredytu udziela, produkując przy okazji pieniądz."

    No..., to nie jest tak prosto, że sobie dowolny bank kasę druknie w takiej ilości, na jaką ma kaprys. :) Poza tym to jest potrzebne. Dzięki temu masz poziom dobrobytu taki, jaki masz.  

    "Odsetki od lokaty wypłaca i słusznie czyni, ale wypłaca (płaci za użytkowanie mojej własności, którą obraca i z której korzysta - dzięki moim wkładom może wykładać kredyty) nie tę kasę, którą zgarnął na spreadzie. Jedno ma się nijak do drugiego."

    Aha. Jak bank kasę płaci, to jest "cacy", w innych przypadkach jest "be". :lol2:

    Ciekawe też, że jak bank płaci odsetki, to dobrze, bo przecież "Twoją kasą obraca", ale jak Ty korzystasz z usług banku, to już się kasa za usługę nie należy, tak?

    Poza tym czy bank Cię zmuszał, żebyś mu kasę na lokatę (czy w ogóle na konto) przyniósł, albo kredyty brał? Możesz przecież nie korzystać i trzymać kasę w skarpecie, ciułać ze dwa pokolenia na kupno pierwszego lepszego dachu nad głową, a przelewy może jakimś gołębiem pocztowym robić, albo co... ;)

    "Nie, bo przewartościowanie szwajcarskiego euro i niedowartościowanie europejskiego euro by w ogóle nie nastąpiło."

    Ale przecież nie ma  czegoś takiego jak szwajcarskie/włoskie/niemieckie/jakieś tam euro. Jest wszędzie takie samo. Czyli jeśli franka szwajcarskiego nie ma, bo w Szwajcarii byłoby zamiast niego euro, to kredyty zamiast w CHF byłyby w EUR (takim samym EUR, jakie jest w reszcie Unii). Tym samym EBC musiałoby wypuścić odpowiednią ilość euro, co z kolei zdeprecjonowałoby tę walutę. A jeśliby tego nie zrobiło, to popyt na nią na tyle przerósłby podaż, że kurs euro poszedłby do góry (tak samo, jak w realu do góry poszedł frank) i eksporterzy w całej Europie dostaliby kociokwiku.

    Natomiast gdyby istniało jakieś osobne szwajcarskie EUR i osobne unijne (europejskie) EUR, to przecież nie byłoby żadnej różnicy pomiędzy tym, a tym co jest dziś, gdy masz CHF i EUR. Jedyna różnica byłaby taka, że waluta szwajcarska zamiast: "frank szwajcarski", nazywałaby się: "euro szwajcarskie".

    "O, a to dopiero populizm!"

    To nie jest populizm. To działanie prospołeczne. :)

    Populizm odwołuje się do mitycznej "woli ludu" i konieczności jego "obrony" (przez np. kogoś takiego jak kaczor) przed jakimś tam wrogiem (na ogół urojonym). A jego celem jest najczęściej władza i korzyści z niej płynące dla samego populisty.

    Ekonomia zaś jest prospołeczna, bo ona faktycznie ma na celu poprawę bytu ludzkiego i, jako nauka (tak samo jak wszystkie inne nauki), nie czerpie z tego żadnych korzyści.

    "Nie robić Wielkiej Wojny? Tym się zajmuje? A, to popieram."

    No widzisz, jak Ci się odwidziało... :)

    Ale tak idealnie, różowo, to niestety nie jest. Rzeczywiście jednym z celów jest zapobieganie wszelakiego rodzaju kryzysom (w tym wojnom), wynikającym z biedy. Ale na ogół każde państwo, albo organizacja iluś tam państw, dba przede wszystkim o swój interes i dobrobyt własnych obywateli kosztem reszty. To znaczy, że jeśli korzyści z np. lokalnej wojny przewyższą straty (a to też jakiś tam ekonomiczny rachunek), to i do tej wojny dojdzie.  

    "Polacy i Żydzi: Curie, Skłodowska, Einstein..."

    Którzy mogli robić to, czym się zajmowali, bo ktoś im zapewnił warunki do tego. Darmo przecież z nieba nie spadło.

    "Popatrz z drugiej strony, od frontu a nie od tyłu: Kto bezpośrednio czerpie korzyści z wielości walut (komu ta wielość jest najbardziej potrzebna)? Bankierzy."

    I tu wracamy do tej wyliczanki zaczynającej się od zdania: "W te ręce bankujące to ta kasa przechodzi tylko chwilowo."... :)  

    A to, że bankier ma za swoją pracę wypłatę/zysk, to przecież nie zbrodnia. Firmy też odsądzisz od czci i wiary za to, że ten "wstrętny przedsiębiorca" czerpie korzyści z firmy, którą założył i prowadzi wykładając na to kapitał, pomyślunek, pracę i ponosząc ryzyko? No co następne, Hyde? Rozstrzeliwanie kułaków? Przecież doskonale wiesz, jak to się skończyło i jak na tym wszyscy wyszli.

    I przy okazji tej poprzedniej wyliczanki. Zapomniałam o jeszcze jednym. Emeryturę miał będziesz z tego, co te banki i fundusze inwestycyjne/emerytalne wypracują, czyli m. in. ze wzrostu wartości akcji tych banków oraz wypłacanej przez nie dywidendy. To jak się czujesz w roli bankstera (bezpośrednio czerpiącego korzyści)? :rotfl:

  • MEM

    Kiedyś, wieki temu, w TV był wywiad z jakimś gościem i on wspominał w nim, jak w latach 80-tych wyjechał na Zachód w poszukiwaniu pracy. A tam mieszkał "na kupie" z ludźmi, którzy tak jak on byli tam w tym samym celu. I jeden z jego ówczesnych współlokatorów pracował na, jak sam to nazywał, "makulaturze", a z tej makulatury korzystał sobie w ten sposób, że przynosił do pokoju, w którym mieszkali, całe sterty fotek z różnymi, mniej lub bardziej ubranymi, paniami, którymi literalnie wytapetował cały pokój, łącznie z sufitem. Oni nawet nie zdzierali tych zdjęć, gdy im się widok którejś z dziewczyn znudził, tylko po prostu naklejali na nią inną fotkę. :)

    I tak sobie czasem wyobrażam – bez urazy, bo to tylko żartem – patrząc po ilości tych wrzucanych zdjęć, że gdyby nie internet, w którym to wszystko jest dostępne do woli, to mieszkanie/dom/pokój Enklawy chyba by tak właśnie wyglądało, że nie byłoby na ścianach i suficie nawet centymetra wolnej przestrzeni, tylko wszędzie same dziewczyny. ;)

  • MEM

    @MrHyde "Oczywiście, że nie przeszkadza. Jej koszt (kantory, spready w bankomacie, ubezpieczenia ryzyka walutowego) to ułamek procenta pkb przechodzący z rąk pracujących w ręce bankujące."

    Zaczynasz brzmieć jak populista. ;)

    W te ręce bankujące to ta kasa przechodzi tylko chwilowo. Po pierwsze, z tego bank Ci wypłaca odsetki z lokaty (a te przecież chcesz dostawać, nie? :)). Po drugie, z tego bank daje Ci kredyt na dom, samochód, start biznesu, a to napędza gospodarkę, więc dzięki temu masz z kolei pracę. Po trzecie, z tego bank płaci podatki. Po czwarte, z tego też inwestuje, co też przyczynia się do tego, że masz pracę. I po piąte, z tego kasę dostają "ręce pracujące w banku" (od sprzątaczek, przez ochronę i panią w okienku, a skończywszy na samej wierchuszce) i oni wszyscy, tak samo jak my, wydają te pieniądze na konsumpcję, biznes, inne rzeczy, co też pośrednio daje Ci pracę.

    Popatrz zresztą na to z tej strony. Kto sfinansował Zachodniej Europie całość jej rozwoju i dobrobytu (łącznie z wyprawami odkrywającymi świat i podbojem tego Nowego Świata), z czego czerpie ona korzyści do dziś? Wymyślone po to banki, instytucje finansowe, a nawet prywatna, wątpliwa moralnie, lichwa. Bez tego to wszystko nie miałoby miejsca.

    Kiedyś w internecie była fajna reklamówka którejś z "traderskich" instytucji:
    youtube. com/watch?v=MwKYjZ_8EcE

    I ona jest w sumie prawdziwa.

    "Co do zdania w nawiasie: nadzieja jest matką i ma wiele dzieci."

    No ale przecież wszystkie kocha. ;)

    "Czyli się zgadzamy? To nie waluta ich zgubiła (to za mocne słowo, ale niech będzie), ewentualnie to nie grecka waluta kazała Niemcom płacić Grekom kontrybucję jak Rosja Czeczenii, tylko własna "suwerenna" wybrana przez suwerena ichnia kacza władza. Sami się urządzili."

    W tym, że "sami się tak urządzili", się zgadzamy. Ale nie w tym, że waluta ich nie zgubiła. Bo zgubiła, czy też może trafniej: euro ich dobiło. Mieliby drachmę i dużo mniej boleśnie odczuliby problem. O ile w ogóle by go odczuli. A przecież rzecz w tym, by możliwie jak najbardziej chronić społeczeństwo (często przed nim samym). A do tego potrzeba po prostu narzędzi.

  • MEM

    @MrHyde "Wszystkie potraciły mniej więcej tyle samo, więc kursy wymiany jednaj waluty na drugą w jakiś cudowny sposób są mniej więcej stałe."

    Powiedz to "frankowiczom". ;)

    "Wahania rzędu 10% rozciągnięte na wiele lat to nie są takie zmiany o jakich wcześniej pisałaś na przykładzie Grecji."

    No właśnie. Inflacja jest rzeczą w sumie nieuniknioną i do pewnego stopnia nawet pożądaną, ale, jak wszystko, ma swoje plusy i minusy. I minus jest taki, że inflacja jest swego rodzaju podatkiem, jaki rząd nakłada na ludzi, gdy źle rządził i potrzeba mu więcej kasy na pokrycie skutków tego rządzenia. Dewaluacja waluty także. Tyle, że jak te rzeczy są niewielkie i rozłożone w czasie, to przeciętny człowiek tego nie odczuwa tak bardzo, jak wtedy, gdy nagle władza mu chce zabrać kilkadziesiąt procent pensji. Strefa euro inflację miała niską, ale Grecji z jej kłopotami, gdy już była pod ścianą, i bez możliwości wpływu na kurs waluty, zostało tylko zabrać ludziom z dnia na dzień kasę i przywileje.

    "Na pewno coś przegapiłem, ale znam tylko jeden taki przypadek: Szwajcarię. Gdyby Szwajcaria była w systemie euro, to akcja psucia własnej waluty przez bank centralny nie byłaby konieczna. Więc nie wiem, czy to najlepszy kejs dla "suwerenności walutowej"."

    Tylko, że wtedy to, co jest pożyczone we franku szwajcarskim, byłoby pożyczone np. w euro. Czyli to z kolei EBC musiałby dodrukować kasy (i mieć kłopot z inflacją) i walczyć z nadmierną aprecjacją waluty (uderzając tym we własny – europejski – eksport) i tkwiąca w strefie euro Szwajcaria dostałaby rykoszetem i tak, z racji samej przynależności do tej strefy. Właśnie w tym myk, że zastąpienie jednej waluty drugą nie zmienia reguł gry (czy masz franka, czy USD, czy złotówkę, czy euro, nadal wszystkie mechanizmy zostają te same, kto inny tylko o tym decyduje – np. zamiast NBP, byłby to EBC). Rezygnacja z własnej waluty zabiera tylko konkretnemu rządowi narzędzia służące do robienia polityki gospodarczej państwa (a te są niezbędne, bo – podobnie jak w greckim przypadku – nadal, pomimo tak dużego stopnia integracji, jakim jest wspólna waluta, nie można liczyć na to, że UE się przejmie losem obywateli któregoś z mniej znaczących w Unii krajów).  

    "Tego z grzeczności nie chciałem mówić."

    Bo ekonomia jest lepsza od matematyki, w końcu to matematyka jej służy, a nie odwrotnie. ;)

    Ale faktycznie, ekonomia różni się od nauk ścisłych. W niej tylko niektóre prawa są niezmienne, cała reszta jest nastawiona na to, żeby służyć społeczeństwu. Stąd kombinowanie, jak, np., maksymalnie wydłużyć dobrą koniunkturę, żeby nie było kolejnego Wielkiego Kryzysu prowadzącego do np. kolejnej wojny. A tego Ci żadna nauka ścisła nie da, bo one mają sztywne prawa.

    "No ale mogła sobie nie grabić. Albo rozwijać bardziej dochodowy przemysł, niż rozwinęła, albo nie żyć na kredyt. I żyć sobie szczęśliwie, czy to z drachmą czy z euro. Czy nie mogła?"  

    Mogła (Choć w przypadku "przemysłu" to ona się w sumie nastawiła na bardzo dochodowe gałęzie gospodarki, ale nie był to przemysł, a sektor usługowy, głównie oparty na turystyce. Ale że nic nie jest idealne, to gdy świat nawiedził kryzys, to i dochody z turystyki mocno spadły. Tym samem momentalnie całość greckiej gospodarki dostała po czterech literach. Podobnie było z np. Estonią, gdzie było tylko kilka dużych przedsiębiorstw, to jak z powodu światowego kryzysu nawet tylko część zaczęła mieć kłopoty, to natychmiast pociągnęła w dół całą, niewielką przecież, gospodarkę. Niektórych rzeczy nie da się czasem uniknąć – choć trzeba próbować – prędzej czy później pojawi się coś, co zaszkodzi gospodarce i społeczeństwu. ot, choćby epidemia – znów sektor turystyczny, który jest kołem zamachowym wielu gospodarek, stanął przed widmem masowego bankructwa.), ale to wymagałoby od Greków i ich rządów rozsądku. A ludzie reagują jak diabeł na święconą wodę, gdy się od nich rozsądku wymaga. Prościej jest nie myśleć, załatwiać  problemy doraźnie, i liczyć, że jakoś tam będzie.

    Natomiast nadal łatwiej jej by było się rozwijać i sobie nie grabić, mając kontrolę nad własną walutą.