Zmiany w przyznawaniu Oscarów

Zmiany w przyznawaniu OscarówKolejna odsłona cyklu: "Socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju.".  

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej wprowadza nowe standardy kwalifikujące do rywalizacji o nagrodę Oscara. Na razie nowe przepisy będą dotyczyć jedynie kategorii Best Picture (najlepszy film). Zmiany będą wprowadzane stopniowo w latach 2022 i 2023, a od 2024 roku będą w całości obowiązywać.

Film będzie musiał spełnić przynajmniej dwa z czterech poniżej przedstawionych standardów.

Standard A: reprezentacja na ekranie (film musi spełnić minimum jeden z warunków):

– przynajmniej 30% aktorów drugoplanowych/epizodycznych musi reprezentować co najmniej dwie spośród grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby niepełnosprawne (fizycznie lub intelektualnie)  

– przynajmniej jeden z odtwórców głównych ról lub istotnych ról drugoplanowych musi pochodzić z niedostatecznie reprezentowanej grupy rasowej lub etnicznej  

– wątek fabularny (temat, narracja) musi być związany z co najmniej jedną spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.  

Standard B: zespoły kreatywne i szefowie działów (film musi spełnić przynajmniej jeden z warunków):

– co najmniej dwa z następujących stanowisk kierowniczych działów kreatywnych powinny być piastowane przez osoby z wspomnianych wyżej mniejszościowych grup: casting, zdjęcia, muzyka, kostiumy, reżyseria, montaż, fryzury, charakteryzacja, produkcja, scenografia, dźwięk, efekty specjalne, scenariusz  

– co najmniej jeden z powyższych działów powinien być kierowany przez osobę reprezentującą mniejszość rasową lub etniczną  

– co najmniej 30% całej ekipy filmowej powinny stanowić osoby z wspomnianych wyżej mniejszościowych grup.  

Standard C: płatne praktyki i staże, obecność w branży (film musi spełnić obydwa warunki):

– duże studia i dystrybutorzy muszą mieć stały program płatnych staży w różnych działach. Staże mają być skierowane do osób z tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, głuchonieme. Małe studia i niezależni dystrybutorzy muszą mieć co najmniej dwie osoby na płatnych stażach reprezentujące którąś z powyższych grup mniejszościowych  

– studia/dystrybutorzy/firmy finansujące produkcję filmów muszą oferować programy szkoleń i rozwoju umiejętności osobom reprezentującym jedną z powyższych grup mniejszościowych.  

Standard D: reprezentacja w marketingu, reklamie i dystrybucji:

– studio i/lub wytwórnia muszą mieć na kierowniczych stanowiskach zespołów zajmujących się reklamą/dystrybucją/PR–em co najmniej kilka osób pochodzących z niedostatecznie reprezentowanych grup.  

I w ten oto sposób nagroda za sztukę została sprowadzona do poziomu całkowitego absurdu w imię idiotycznie pojmowanej poprawności politycznej. Do tego jest to ewidentna ingerencja w, i wywieranie nacisku na, suwerenne decyzje prywatnych firm, kogo zatrudniać i na jakich stanowiskach – zupełnie jak w komunistycznej centralnie sterowanej gospodarce nakazowo-rozdzielczej – nie wspominając już o tym, że ciekawe jak otumanieni ideolodzy zamierzają przy tym rozwiązać taki mały problemik, jakim jest nieingerencja pracodawcy w sferę prywatną pracowników – np. w preferencje seksualne przyjmowanych do pracy osób, które teraz będą się z nich musiały tłumaczyć, by ekipy filmowe miały odpowiedni udział procentowy wszystkich rzeczywistych i urojonych mniejszości.  

Ostatnim takim głośnym debilizmem były parytety unijne dotyczące płci.

źródło: internet

MEM

znalazła niusa na internet. Tagi: #film #Oscary #absurd

3 komentarze

 
  • merlin

    Szkoda słów. Najlepszym komentarzem bedzie łacińska maksyma "asinus asinorum in saecula saeculorum" ;)

  • MEM

    @merlin "Najlepszym komentarzem bedzie łacińska maksyma "asinus asinorum in saecula saeculorum""

    ;)

  • VeryBadBoy

    Niedługo wszystkie filmy będą przypominać te rodem z Netflixa.

  • MEM

    @VeryBadBoy "Niedługo wszystkie filmy będą przypominać te rodem z Netflixa."

    Pewnie tak. "Masowa produkcja" skutkująca powtarzalnością schematów nie jest zresztą nowością w branży filmowo-serialowej. Ale jak do tego dojdzie wpychanie na siłę (dowolnej) ideologii, to to się niestrawne zrobi.

  • MrHyde

    Akademia obrazków ruchomych, sztuczek i nauczek...  
    To są takie reguły, żeby wilk nie zjadł i owca nie zachowała skóry. Ciekawe, czy zdarzają się zgłoszenia filmów niespełniających dwóch z czterech powyższych kryteriów. ;)

  • MEM

    @MrHyde "Ciekawe, czy zdarzają się zgłoszenia filmów niespełniających dwóch z czterech powyższych kryteriów."

    Kiedy to już nawet nie rzecz w tych przepisach. Rzecz w tym, że one w ogóle są wprowadzane. No bo co? Sztuka jest sztuką, dopóki jest politycznie poprawna? A z kolei kryterium tego, czy zasługuje na nagrodę (albo choćby na start w rywalizacji o nagrodę), jest to, czy spełnia jakieś ideologiczne kryteria poprawności politycznej. Nie zalatuje Ci to wprost socrealizmem (i w ogóle cenzurą)?

    A zapomniałeś świętego oburzenia po całym kraju (łącznie z Twoim) po tym, jak w radiowej Trójce zdjęto piosenkę Kazika? A czym to się różni?

    Tym bardziej, że małymi krokami te kryteria będą zaostrzane. Przejdzie jedno, to za jakiś czas pojawi się kolejne kryterium w imię czyichś urojeń ideologicznych.

  • MrHyde

    @MEM Socrealizmem mi to w ogóle nie zalatuje, bo Akademia ani nie promuje realizmu (tylko filmową fikcję), ani socjalizmu, ani nawet egalitaryzmu, będąc instytucją prywatną i elitarną (wstęp nie dla każdego). Cenzurą też specjalnie nie pachnie, bo filmy nadal każdy może robić. W każdym razie nie jest to cenzura państwowa i nie jest to cenzura informacji. Ot, pewien klub wzajemnej adoracji ustala reguły według własnego widzimisia i własnych urojeń ideologicznych. Dopóki do tego klubu nie należę, to nie moja sprawa. Nie mój cyrk, nie moje małpy.

  • MEM

    @MrHyde "Socrealizmem mi to w ogóle nie zalatuje, bo Akademia ani nie promuje realizmu (tylko filmową fikcję),"  

    Socrealizmem w tym sensie, że podobnie jak w nim, sztuka zostaje podporządkowana ideologii, mając, jak to ujmuje Wikipedia w przypadku socrealizmu, "oficjalny status podstawowej i jedynej metody twórczości artystycznej" a reszta to były według ideologii "wynaturzenia" (z tą różnicą, że ideologowie odpowiedzialni za wprowadzanie "kryteriów oscarowych" nie mają aż takich możliwości i narzędzi, jakie miała władza sowiecka; przynajmniej na razie nie mają).  

    A z tą filmową fikcją to nie tak prędko... Po pierwsze, truizmem jest, że jest ona narzędziem propagandowym od jej zarania (bo przecież wspomnianym ideologom nie chodzi tylko o to, że jakiś np. czarny nie może dostać pracy w Hollywood, a o rozszerzanie swojej ideologii na społeczeństwo), więc nawet jeśli to byłby i film S-F, to propaganda w nim zawarta i tak robi swoje, i to jest jej podstawowy cel, a sam film jest jedynie środkiem. (No bo zastanów się: skoro to filmowa fikcja, to skąd nacisk na wprowadzanie tych kryteriów? Przecież to tylko fikcja, a ta nie ma obowiązku być zgodna z czyimś widzimisię, nie?)

    Po drugie zaś, nie ma znaczenia, czy to film to fikcja czy nie, skoro ma ta fikcja bezpośrednie przełożenie na życie jednostki i społeczeństwa. Jak wynika z twierdzenia Thomasa: realne jest to, co ludzie uznają za realne. Czyli odnosząc to do "filmowej fikcji" – ludzie karmieni tą fikcją, często od dziecka, mają przez nią, częściowo, ukształtowaną mentalność (czerpią wzorce z ekranu), a to się potem odbija w ich zachowaniach w codziennym życiu. Jeśli będziesz ich karmił ideologiczną papką, to wychowasz społeczeństwo oderwane od rzeczywistości i nieumiejące samodzielnie myśleć. A ponieważ w zasadzie każda ideologia doprowadza do wypaczeń (dokładnie to zrobił komunizm z mentalnością ludzi, którzy w tym systemie musieli żyć), to potem żyjesz w takiej chorej rzeczywistości, jaką tworzą ludzie przy pomocy powyżej wspomnianego mechanizmu ukształtowani. I wtedy przestaje być zabawnie.

    "będąc instytucją prywatną i elitarną (wstęp nie dla każdego)."

    To nie ma znaczenia, czy to państwowa czy prywatna instytucja. Szkodliwość, jako taka, nadal występuje, różni się jedynie skala. Przy czym w przypadku Hollywood ta skala jest wyjątkowo duża, jak na prywatną instytucję.  

    "Cenzurą też specjalnie nie pachnie, bo filmy nadal każdy może robić."

    No dajże spokój... Nie wierzę, że nie łapiesz tego.

    Popatrz na to z tej strony. Kandydować do rządzonych przez PiS spółek skarbu państwa też każdy może, nie? A wygrywają "misiewicze"... Którzy z kolei "cudownie" przestaną wygrywać, gdy tylko władzę obejmie inna partia.  
    Ale kandydować Ci wolno...

    Albo inny przykład, na bazie wcześniej wspomnianej piosenki Kazika. Każdy może sobie napisać piosenkę. A to, że jej radio nie puści, to co z tego? Przecież ma prawo, nie? To skąd oburzenie (sam żeś tekst o tym tu na portalu umieszczał, prawda?)?

    Albo jeszcze inaczej. Masz prawo napisać felieton/opowiadanie, a admin LOL-a ma prawo go nie umieścić. Jak wyglądałaby strona, gdyby np. admin umieszczał teksty tylko tych, których lubi?
    I tak dalej...

    I co istotne. O ile w przypadku LOL-a, albo i nawet radiowej Trójki, to jeszcze świat się nie wali, bo od biedy zawsze można pójść gdzie indziej, albo, w przypadku amatorów, pisać do szuflady, o tyle w takim biznesie, jak kręcenie filmów w Hollywood, pójść się nigdzie indziej nie da... Bo ktoś musi wyłożyć nawet setki milionów baksów na produkcję i kolejne dziesiątki milionów na promocję filmu. A bez szans na – jeszcze jako tako uznawane za prestiżowe – nagrody (nawet na uczestnictwo) w postaci Oscarów, spadają drastycznie szanse na zarobek filmu (począwszy od zgody aktorów na wystąpienie w nim, przez jego promocję, a skończywszy na ilości umów z kinami na emisję). No i kto się wtedy wychyli i pójdzie pod prąd tych nowych kryteriów?

  • MEM

    @MrHyde Nie wiem, czy wiesz, ale w Stanach wielu ludzi z branż twórczych (filmowej pisarskiej, telewizyjnej) narzeka od dobrych 60 lat (!) na to, że kryteria w tym biznesie (nie tylko jakieś ideologiczne, ale też i rozmaite "biznesowe" ) zabijają kreatywność. I tak jest. Nie bez przyczyny masz np. pierdyliardową odsłonę Jamesa Bonda, czy tasiemcowe cykle książkowe, albo tzw. format w telewizji – to, co się sprawdziło, jest tłuczone dosłownie do porzygu odbiorcy. A potem? A potem odkłada się to na 5, 10, 20 lat na półkę, po czym robi się kolejną odsłonę "popłuczyn z popłuczyn po oryginale", i jeśli tylko to coś zarobi, to znów się to tłucze aż do porzygania się przez odbiorcę. I myślisz, że to dlatego, że nie ma już ludzi kreatywnych? Są. Tylko, mają szanse takie jak wygrana w totolotka, że ich dzieło w ogóle zostanie przyjęte (ba, nawet mają mniejsze szanse, niż jeszcze 20-30 lat temu, kiedy np. Hollywood przyjmowało scenariusze od ludzi czasami dosłownie wziętych z ulicy i nawet dawało im na ich podstawie stały angaż, bo dziś już tego tam nie ma, a niedługo trzeba będzie dodatkowo, jak w III Rzeszy, spełniać kryteria "rasowe" – już w samym tym ostatnim powinieneś dostrzegać niebezpieczeństwo). Większość się nie dopcha nawet do tego, żeby to, co stworzą, w wytwórni/wydawnictwie w ogóle poskładać, bo te wolą zarabiać na sprawdzonych tytułach (i np. znanych autorach firmujących nazwiskiem prace ghostwriterów). No a teraz oprócz tego "biznesowego" kryterium dojdzie jeszcze bardziej niż dotąd zaostrzone kryterium ideologiczne.
    Ale oczywiście filmy nadal każdy może robić. Ba, jest to dziś – jeśli chodzi o stronę czysto techniczną – łatwiejsze niż kiedykolwiek. Znam, z dalekiego widzenia, człowieka – fachowca w branży filmowej – który w warunkach domowych uparł się nakręcić pastisz "Gwiezdnych Wojen". I wolno mu... A że kręci to już dwie dekady...

    "W każdym razie nie jest to cenzura państwowa i nie jest to cenzura informacji."

    Nie do końca, zważywszy na to, o czym było powyżej. Hollywood, choć powoli aczkolwiek dość skutecznie, podgryzane przez resztę świata, ma nadal olbrzymi, ogólnoświatowy zasięg. Tym samym, zwłaszcza w USA, nie ma w zasadzie konkurencji. A jako tego typu monopolista, wprowadzając swoje reguły gry, praktycznie faktycznie cenzuruje informację. To tak, jakbyś miał stronę internetową i poszedł na wojnę z Google. Wolno Ci... Tylko jak długo ta strona pociągnie.

    "Dopóki do tego klubu nie należę, to nie moja sprawa. Nie mój cyrk, nie moje małpy."

    Nie należysz do tych mających wstęp do tej "instytucji prywatnej i elitarnej", ale należysz zarówno do grona odbiorców tego, co Ci zdecydują się wcisnąć jak i przede wszystkim do "beneficjentów" realiów świata, jakie Ci za pomocą tego upichcą. Więc z tym stwierdzeniem, że nie Twój cyrk, to nie bądź taki pewien.

  • MrHyde

    @MEM "Albo jeszcze inaczej. Masz prawo napisać felieton/opowiadanie, a admin LOL-a ma prawo go nie umieścić. Jak wyglądałaby strona, gdyby np. admin umieszczał teksty tylko tych, których lubi?
    I tak dalej..."  Ta analogia jest na miejscu. W odróżnieniu od "Trójki" LOL jest przedsięwzięciem prywatnym. Nie mam w nim udziałów, a w "Trójce" i w firmach z udziałem Skarbu Państwa jakiś tam mam. Ergo, właściciel LOL-a może sobie rozbić z portalem, co im (kalka angielskiego genderowo porawnego "they" ) się żywnie podoba. Mogą przyjmować i odrzucać teksty według własnej filozofii, mogą publikować kumpli i rodzinę wbrew jakimkolwiek pryncypiom estetycznym, mogą zamknąć LOL-a w czortu, nie uprzedzając nikogo. Nie moje małpy. ;)

  • MrHyde

    @MEM Żeby się nie wozić z tematem za długo, oczywiście Akademia jest organizacją wpływową. Temu nie zaprzeczam. Ale znam inne organizacje równie albo i bardziej wpływające na obyczaje, poprawność polityczną, politykę społeczną, wojnę i pokój na świecie... Ot, pierwszy z brzega kościół mormońki albo rzymsko-katolicki. Też nie moje broszki (o ile nie żrą kasy z moich podatków ;) ).

  • MEM

    @MrHyde "Ta analogia jest na miejscu. W odróżnieniu od "Trójki" LOL jest przedsięwzięciem prywatnym."  

    Wszystkie są na miejscu. Bo nie ma znaczenia, czy podmiot jest prywatny czy nie – cenzura jest cenzurą. Tym bardziej, że istnieje różnica pomiędzy firmą "Zyzio-samozatrudnienie" (BTW, wiesz pewnie, że prawo m. in. nakazuje firmom sprzedaż produktu, lub wykonanie usługi, osobom, które w tym celu się do niej zwracają, bez względu na to, co sobie właściciel firmy o danym kliencie myśli, prawda?) a firmą o wielkości i zasięgu np. Facebooka. Jak to mawiał Konosuke Matsushita: "Firma jest podmiotem społecznym. Jej misją jest wniesienie wkładu do społeczeństwa. Firma musi egzystować w harmonii ze społecznością i środowiskiem." I to jest zdrowe podejście. Bo popatrz na to z tej strony: po co są choćby regulacje dotyczące praw pracowników? Przecież można by było powiedzieć – idąc Twoim tokiem rozumowania – że to "przedsięwzięcie prywatne" i że "nie Twój cyrk", więc jeśli małpy zgadzają się pracować w takich warunkach... A jednak odgórnie narzucone regulacje dla biznesu istnieją i nie bez przyczyny, bo nie działa on w oderwaniu od świata i społeczeństwa, a wpływ ma często kolosalny (i ten wpływ może być doby lub zły). I w tym wypadku jest/powinno być podobnie. Zwłaszcza ze względu na zasięg (wpływ na rzesze odbiorców) kina amerykańskiego. Swoboda przedsiębiorczości swobodą przedsiębiorczości, ale nie może być samowolek. Jak np. Polsat czy Cartoon Network będą puszczać w bloku dziecięcym filmy porno albo jakąś zoofilię czy coś, to też powiesz, że to nie Twój cyrk i prywatnej firmie wolno?

    "Ale znam inne organizacje równie albo i bardziej wpływające na obyczaje, poprawność polityczną, politykę społeczną, wojnę i pokój na świecie... Ot, pierwszy z brzega kościół mormońki albo rzymsko-katolicki. Też nie moje broszki (o ile nie żrą kasy z moich podatków)."

    Oczywiście, że jest wiele organizacji równie lub bardziej wpływowych. I one także są/powinny być ograniczone prawnie do pewnych reguł, by nie było samowolek. I bajki opowiadasz z tym, że to co kościół wyrabia, interesuje Cię tylko dlatego, że "żre kasę z Twoich podatków". Interesowałoby Cię tak samo, nawet gdyby ich nie żarł, a miał zachowane wszystkie swoje wpływy na rzeczywistość. :) Przecież, dajmy na to, gdy Cię oburzają przypadki tuszowania pedofilii w kościele, albo zaostrzania prawa antyaborcyjnego (czy czegokolwiek innego, gdzie zdanie kościoła wymusza na społeczeństwie jakieś rzeczy), to to nie jest uwarunkowane tym, skąd kościół czerpie kasę.  

    I nie jest też żadnym usprawiedliwieniem to, że skoro ktoś tam (inna organizacja) jest równie lub bardziej wpływowa, to "nam [Akademii] wolno". Nawet to, że te inne podmioty robiłyby coś złego, nie jest usprawiedliwieniem dla podobnego postępowania. Nie tłumaczysz się w sądzie, że np.: "sprzedawałem narkotyki, ale sąsiad też sprzedawał i nawet schodziło mu ich więcej".

  • MrHyde

    @MEM podejrzewam, że Akademia takim czy śmakim regulaminem konkursu nie łamie prawa kalifornijskiego. Napisałem tylko, jaki mam osobisty stosunek do praw własności. Dotyczy to w równej mierze Akademii, Facebooka, Lola, wydawcy "Strażnicy" i szkoły Rydzyka. Masz prawo do innych opinii. Tak, to jest cenzura, którą w pełni akceptuję, nawet jeśli to czy owo mi się ideologicznie, lub estetycznie, lub etycznie nie podoba. I wracając do pierwszego komentarza, nie polemizując z twoim oburzeniem ani trochę, odbieram te nowe regulacje jako przejaw dulszczyzny. Takie "chcemy być równościowi", ale nie dzisiaj i najlepiej na ćwierć gwizdka. W sumie zabawny kejs i bez większego  znaczenia. Traktuję to raczej jako ślad diagnostyczny, który mówi  co nieco o społeczeństwie, niż jako zagrożenie dyktaturą większości czy panaceum od wszelkiej dyskryminacji. Take it easy ;)

  • MrHyde

    @MEM "Przecież, dajmy na to, gdy Cię oburzają przypadki tuszowania pedofilii w kościele, albo zaostrzania prawa antyaborcyjnego (czy czegokolwiek innego, gdzie zdanie kościoła wymusza na społeczeństwie jakieś rzeczy), to to nie jest uwarunkowane tym, skąd kościół czerpie kasę" - dużo tematów w jednym zdaniu. Powiem tak, każda złotówka przyjęta od państwa daje tej ferajnie niezbywalne prawo milczeć na dowolny temat. I to prawo = obowiązek absolutny jak zero w skali Kelwina. ;)

  • MEM

    @MrHyde "podejrzewam, że Akademia takim czy śmakim regulaminem konkursu nie łamie prawa kalifornijskiego."  

    Zapewne tak. Tylko co to zmienia. Prawo czasami nie nadąża za zmianami zachodzącymi na świecie. A przecież nie zawsze to co dozwolone, faktycznie jest np. moralnie słuszne.

    "Napisałem tylko, jaki mam osobisty stosunek do praw własności. Dotyczy to w równej mierze Akademii, Facebooka, Lola, wydawcy "Strażnicy" i szkoły Rydzyka."

    To rozumiem, że niepomiernie oburza Cię niedawny wyrok sądu nakładający na szkołę Rydzyka obowiązek zapłacenia odszkodowania – za dyskryminację – niedoszłemu studentowi, który nie został do niej przyjęty, bo nie przyniósł zaświadczenia z opinią od proboszcza.

    W takim razie niecierpliwie czekam na Twój felieton pełen tegoż oburzenia... Albo może jakaś pikieta przed sądem, który ten wyrok wydał... :p  
    Go ahead, make my day...  :lol2:  

    "odbieram te nowe regulacje jako przejaw dulszczyzny. Takie "chcemy być równościowi", ale nie dzisiaj i najlepiej na ćwierć gwizdka."  

    No nie bardzo. Dulszczyzna to by była, gdyby robili jedno, a mówili drugie, tymczasem sam zauważyłeś w jednym z komentarzy, że tamtejsza współczesna kinematografia spełnia przynajmniej część tych kryteriów, które mają zostać wprowadzone.  

    Te przepisy to jest coś więcej, niż tylko wprowadzenie oficjalnej regulacji adekwatnej do stanu faktycznego, to "prawne" forsowanie ideologii (zawsze szkodliwe, bez względu na to, od kogo wychodzi, a już tym bardziej dla sztuki). Do tej pory, przynajmniej teoretycznie, mógł się pojawić film/reżyser/producent, który nie spełniłby tych wymogów, ale i tak mógłby wystawić film do konkursu i nawet ten konkurs wygrać samą swoją sztuką (pomimo całego upolitycznienia branży), teraz już nie. Stąd właśnie moje skojarzenie z socrealizmem, który działał na podobnej zasadzie – nikt nie bronił tworzenia sztuki nie będącej socrealistyczną, ale bez wsparcia, przy jej cenzurowaniu, oraz przy pomocy różnych nacisków, była ona w najlepszym razie marginalizowana. A tak czy inaczej, chyba podstawą wszystkiego w sztuce jest wolność jej twórców do jej tworzenia, i w to bezpośrednio uderzają tego typu regulacje w myśl czyichś poglądów politycznych.

    Tym bardziej, że zauważ jeszcze jedną rzecz. Pomimo braku tego typu regulacji do tej pory, Hollywood nie miało problemów z uwzględnianiem mniejszości w swych szeregach i w podejmowanych tematach. Ba "stare Hollywood" – to sprzed dekad, w czasach szczytu swej świetności – przez całe lata toczyło boje z władzami USA o to, by mniejszości były zauważalne na ekranie, i promowało to, co dziś uważa się za pewien standard w krajach demokratycznych, jeśli chodzi o mniejszości, krok po kroku zdobywając dla tych mniejszości coraz większe swobody. Samo z siebie, ba, czasem nawet wbrew swemu finansowemu interesowi w ujęciu krótkookresowym. I nie potrzebowało do tego regulacji prawnych cokolwiek wymuszających na twórcach w tych kwestiach. Czyli w zasadzie mniejszości od dawna mają to, co teraz niby chce im się zagwarantować, a więc to nie o te gwarancje chodzi. Raczej jest to podobne do narzucanych sztucznie parytetów unijnych w kwestiach zatrudnienia. A tak dokładnie działa socjalizm walczący z problemami nieznanymi innym ustrojom, i już to, jako takie, jest szkodliwe, bo przecież ten ustrój upadł z powodu narastania takich ideologicznie motywowanych absurdów, a skutki tego, jak był zdegenerowany, odczuwa się do dziś.

    "Powiem tak, każda złotówka przyjęta od państwa daje tej ferajnie niezbywalne prawo milczeć na dowolny temat. I to prawo = obowiązek absolutny jak zero w skali Kelwina."

    Czyli gdyby kasy nie brali od państwa, to by Ci ta tuszowana pedofilia i inne takie nie przeszkadzały?  

    Tylko dlaczego ja w to nie wierzę... :)

    Poza tym to broń obosieczna, więc sam sobie wykopujesz pod sobą w tym przypadku dół (i w niego wpadniesz... :)). Czemu? Z prostej przyczyny – jest cała armia rozmaitych organizacji i fundacji głoszących różne rzeczy, a biorących kasę na działalność m. in. od państwa (no i nie mniej ważna kwestia: jeśli taka organizacja finansowana jest z prywatnej kieszeni, to znaczy że może sobie głosić jakieś np. szkodliwe rzeczy i będzie Ci ten stan odpowiadał?). Rozumiem, że np. alarmujące przed wzrostem poziomu kaczego zamordyzmu rozmaite NGO-sy mają także "skorzystać z szansy, żeby siedzieć cicho"?

  • MrHyde

    @MEM "To rozumiem, że niepomiernie oburza Cię niedawny wyrok sądu nakładający na szkołę Rydzyka obowiązek zapłacenia odszkodowania – za dyskryminację – niedoszłemu studentowi, który nie został do niej przyjęty, bo nie przyniósł zaświadczenia z opinią od proboszcza." To mnie akurat śmieszy. Punkt za fantazję dla niedoszłego studenta. Trolling grzybka mu się udał. Zresztą w tle tej sprawy też chyba jest żarcie dotacji państwowych.  

    "Czyli gdyby kasy nie brali od państwa, to by Ci ta tuszowana pedofilia i inne takie nie przeszkadzały?" Ani trochę, pod warunkiem wszakże, że pedofilowaliby tylko nieprzysposobione potomstwo księży. ;)

    "Tylko dlaczego ja w to nie wierzę... :)" Ja też, ale psst, niech to zostanie między nami niewiarkami ;)

  • MrHyde

    @MEM "No nie bardzo. Dulszczyzna to by była, gdyby robili jedno, a mówili drugie, tymczasem sam zauważyłeś w jednym z komentarzy, że tamtejsza współczesna kinematografia spełnia przynajmniej część tych kryteriów, które mają zostać wprowadzone". To jest dulszczyzna level master+. Wmówić (skutecznie), że robimy wielkie zmiany, a tak na prawdę zostawić wszystko po staremu.  Gdzie by to znaleźć analogię? Wprowadźmy zasadę, że w konkursie piękności jakiejś tam może startować ktoś, kto spełnia co najmniej 2 z 4 kryteriów: (1) jest kobietą albo mężczyzną od urodzenia, (2) jest kobietą albo mężczyzną co najmniej od zakończenia terapii, (3) jest księdzem, zakonnicą, prostytutką, nauczycielem, osobą świecką, osobą pracującą na etat, osobą prowadzącą działalność gospodarczą, rezydent podatkowy Polski, rezydent podatkowy innego kraju - przy czym należy spełnić co najmniej 2 kryteria, (4) ma włosy koloru blond, czarnego, siwego, lub nie ma włosów. Drętwe, ale niech będzie. Pewnie jakaś niewielka część społeczeństwa się nie zmieści w tak ustawionych ramach (Akademia nie dopuści do konkursu filmu zrobionego przez 100% czarnych aktorów, czarnego producenta, czarnego inwestora, opowiadającego historię czarnej rodziny czarnym lądzie, żyjącej w społeczności (plemię) malującej paznokcie na czarno..., ale kto by się z takim filmem pchał po Oskara?) ;) ale będzie to bardzo mała część społeczeństwa.

  • MEM

    @MrHyde "To mnie akurat śmieszy. Punkt za fantazję dla niedoszłego studenta. Trolling grzybka mu się udał."

    Fakt. :) Jednak trolling trollingiem, ale zasady przecież obowiązują wszystkich, nie? A grzyb ma, było nie było, szkołę pry-wat-ną. I nawet gdyby nie brała dotacji państwowej (a pewnie jakieś bierze), to sąd i tak pewnie musiałby taki wyrok zasądzić.  

    A Ty się wykręcasz od piwa, którego sam żeś sobie nawarzył. :)

    To kiedy zaczynasz te protesty w obronie grzybka? Bo na dysku sobie chcę uwiecznić, jak w TV pokażą to wiekopomne wydarzenie i w kalendarzu datę zaznaczyć, coby obchodzić każdą tego rocznicę. ;) A wiesz, jaką gwiazdą TVP byś został? Sam Kurski na kolanach by przyszedł po wywiad. ;)

    "Ani trochę, pod warunkiem wszakże, że pedofilowaliby tylko nieprzysposobione potomstwo księży."

    Sadysta. :P A przecież dzieci nie mogą być karane za grzechy rodziców, inaczej np., idąc tym tokiem rozumowania i za radą Winstona Churchilla, bombardowalibyśmy Niemcy profilaktycznie i bez podania przyczyny co ileś tam lat (on chciał co 50, ale to za długi okres czasu). ;)

    "Ja też, ale psst, niech to zostanie między nami niewiarkami"

    :rotfl:  
      
    "To jest dulszczyzna level master+. Wmówić (skutecznie), że robimy wielkie zmiany, a tak na prawdę zostawić wszystko po staremu."  

    No jak "po staremu", jak teraz faktycznie "zgodnie z prawem" jakaś część twórców będzie odrzucana, a wcześniej, mimo wszystko, być nie mogła. Bo owszem, może ktoś tam sobie uzna, że jego w "100% czarny film" ;) nie ma po co pchać się do konkursu,  ale ktoś tam inny może – podobnie jak niedoszły student Rydzyka, tyle, że już nie trollingiem – mieć ochotę swój film wystawić albo choćby mieć za co go wyprodukować, a sponsorzy/producenci pokażą mu drzwi przez z góry narzucony cudzym widzimisię brak możliwości startu o nagrody.

    Poza tym naprawdę chciałabym zobaczyć samozaoranie się ideologów (i te tłumy z pochodniami i widłami maszerujące na Hollywood), gdyby ten "100% czarny film" na podstawie tego swojego nowego regulaminu odrzucili... ;) Widziałeś, co się działo w Stanach po tym morderstwie czarnoskórego przez białego policjanta, nie? Dopiero by były jasełka...

  • MEM

    @MrHyde  "ale będzie to bardzo mała część społeczeństwa."

    Ale wiesz, że takie podejście uderza w zasady demokratycznego państwa/społeczeństwa?  

    Idąc tym tokiem rozumowania, PiS się tłumaczył po ostatnich wyborach, że ci Polacy, którym z powodu problemów wynikłych z pandemii nie udało się zagłosować w ostatnich wyborach, to "bardzo mała część społeczeństwa"...

    Traktowanie w ten sposób jakiejkolwiek grupy (bez względu na jej wielkość) także niesie za sobą niebezpieczeństwa znane z systemów totalitarnych.

  • MrHyde

    @MEM "Traktowanie w ten sposób jakiejkolwiek grupy (bez względu na jej wielkość) także niesie za sobą niebezpieczeństwa znane z systemów totalitarnych". Ano niesie.

    "dąc tym tokiem rozumowania, PiS się tłumaczył po ostatnich wyborach, że ci Polacy, którym z powodu problemów wynikłych z pandemii nie udało się zagłosować w ostatnich wyborach, to "bardzo mała część społeczeństwa"..." To kiepsko tłumaczy. Ale czy ktoś ich jeszcze słucha? Wyborcy PiS chyba już dawno nie, bo gdyby słuchali, to by może co setnemu włos albo ząb wypadł ze zdumienia, a o niczym takim nie słychać.

  • MrHyde

    @MEM z Onetu: "Niedoszły student nie zgadzał się z tą decyzją, bo kierunek, na którym chciał studiować, był dotowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej kwotą 140 tys. Jego zdaniem na studiach finansowanych z publicznych środków nie powinno dochodzić do segregacji religijnej. Dlatego skierował sprawę do sądu, najpierw administracyjnego, gdzie przegrał w obu instancjach. Złożył też skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, która nie została jeszcze rozpatrzona".
    "Co więcej, rację Joppowi przyznano również za granicą w bardzo podobnej sprawie. W ubiegłym roku Komisja Europejska stwierdziła, że szkoła redemptorystów dopuściła się "pośredniej dyskryminacji" ze względu na wyznawaną religię, wymagając zaświadczenia od proboszcza na inny kierunek, który był dotowany ze środków europejskich. Chodziło o informatykę medialną".
    Gdzie płaci diabeł, zasada "bogu świeczkę, a diabłu ogarek" nie działa. Ta o cięciu cesarskim: "cesarzowi cesarskie, bogu boskie" też nie... A Akademia jest prywatna ;)

  • MrHyde

    @MEM pora na Margot zgłosić się na studia na wydziale teologicznym. ;)

  • MEM

    @MrHyde "To kiepsko tłumaczy. Ale czy ktoś ich jeszcze słucha? Wyborcy PiS chyba już dawno nie"  

    Wyborcy PiS pewnie słuchają, tylko jak zwykle bez zrozumienia.

    Ale, ale... Skoro oni tłumaczą się kiepsko, a Ty posługując się tą samą retoryką, to o czym to świadczy, jeśli chodzi o taki argument, jaki przytaczałeś (że "będzie to bardzo mała część społeczeństwa" )? :p

    "Gdzie płaci diabeł, zasada "bogu świeczkę, a diabłu ogarek" nie działa. Ta o cięciu cesarskim: "cesarzowi cesarskie, bogu boskie" też nie... A Akademia jest prywatna"

    Podejrzewam, że sąd by wydał podobny wyrok bez względu na to czy rydzykowa szkółczyna (albo inna uczelnia) dostała publiczną kasę czy nie, tylko akurat tak się złożyło, że "trollujący" niedoszły student po prostu mógł kwestię dotacji wykorzystać jako dodatkowy argument.  

    A to dlatego tak podejrzewam, że przecież obowiązuje, wspominane już wcześniej, prawo, które nakazuje prywatnym podmiotom gospodarczym (a tym jest też i prywatna placówka edukacyjna) sprzedaż towaru lub usługi. Myk tylko w tym, że pewnie większość, o ile nie wszystkie pozostałe, uczelni/szkół prywatnych nie robi problemu chętnym do nauki u nich na podstawie jakiegoś kryterium rasowego, religijnego czy innego podobnego, stąd nie ma kogo do sądu oddawać i brak takich przypadków. Oczywiście w sądzie argumentacją nie mogłaby być wtedy dotacja, ale cała reszta pozostaje taka sama, a w miejsce dotacji wskakuje właśnie przepis o obowiązku sprzedaży.

    "pora na Margot zgłosić się na studia na wydziale teologicznym."

    Kij ma dwa końce – a jak przyjmą i przerobią na "moherowy beret"? Dopiero będzie szok dla wojujących LGBT, jak będzie na pielgrzymki z grzybkiem zapierdzielać. ;)

  • MrHyde

    @MEM "A to dlatego tak podejrzewam, że przecież obowiązuje, wspominane już wcześniej, prawo, które nakazuje prywatnym podmiotom gospodarczym (a tym jest też i prywatna placówka edukacyjna) sprzedaż towaru lub usługi..." Myślę, że całkiem dobrze podejrzewasz.

    "Kij ma dwa końce – a jak przyjmą i przerobią na "moherowy beret"? Dopiero będzie szok dla wojujących LGBT, jak będzie na pielgrzymki z grzybkiem zapierdzielać". Kościół do inkluzywnych instytucji raczej nie należy, żeby tak przyjmować i przerabiać na swoje berety, więc to scenariusz mało prawdopodobny - tym bardziej ciekawy ;) Może by poskutkował coming outem Dziwisza i tego drugiego arcydepa krakowskiego od kroniki Kpinomira ;)

  • MEM

    @MrHyde "Myślę, że całkiem dobrze podejrzewasz."

    Znaczy się my się w czymś ze sobą zgadzamy?  
    Rzadkość... ;)

    "Kościół do inkluzywnych instytucji raczej nie należy, żeby tak przyjmować i przerabiać na swoje berety, więc to scenariusz mało prawdopodobny - tym bardziej ciekawy"  

    A zapomniałeś, że zbłąkana owieczka milsza niż reszta stada? ;)

    Poza tym oni przecież po to chrzczą niemowlaki i wciskają religię nawet do przedszkola, by "przerabiać na swoje berety". Nie jest więc to im obce.

    Zresztą, może w tym tkwi błąd kościoła* – nie stawia na dialog z mniejszościami (lub choćby na próby "prania mózgu" przedstawicielom tych mniejszości, tak by znalazły jakiś rozsądek leżący gdzieś po środku i zaprzestały swego skrajnego radykalizmu), tylko nimi straszy swoje owieczki (podobnie jak PiS wyborców – cel ten sam: władza). Tu aż się prosi o "okrągły stół". A ponieważ go nie ma, to wniosek nasuwa się sam – decydentom po jednej i po drugiej stronie na tym nie zależy, a przeciwnie: zależy im na tym, żeby to, ta "wojna", się jeszcze bardziej rozkręcało. Bo zarówno kościół jak i lewica wykorzystują takie zideologizowane bojówki jako swoje mięso armatnie (na tej samej zasadzie, o jakiej mówił Henry Kissinger, gdy twierdził, że "Military men are just dumb, stupid animals to be used as pawns in foreign policy.". ). To po prostu wykorzystywane środki do celu, a tym celem nie jest jakaś równość (w przypadku lewicy) czy obrona kościoła i jego wartości (w przypadku kościoła), tylko władza, koryto i wpływy. Z tej perspektywy zaś, Margot, i jemu podobni, to pożyteczny idiota na równi z przeciętnym przygłupim bojówkarzem ONR-u. I w zasadzie przydałoby mu się tak z rok odosobnienia w klasztorze (lub niekoniecznie w klasztorze, ale gdzieś na jakimś odludziu przy fizycznej pracy i umysłowych ćwiczeniach), spędzony na poznaniu czegoś innego niż manifesty feministyczne/LGBT/itp. oraz na kontemplacji nad tym, czy stosowane metody są faktycznie słuszne i czy czasem jego ideolodzy nie robią go w bambuko na równi z tym, jak w wała robi Rydzyk swą trzódkę.


    *Choć nie tylko jego, to w sumie też i błąd drugiej strony – jak dla mnie idiotyzmem jest u skrajnych aktywistów LGBT stawianie sobie za cel, albo za środek, w tej swojej krucjacie, atakowanie i obrażanie katolickich uczuć religijnych (bo raczej innych nie ruszają, co też zresztą pokazuje ślepotę ideologiczną – w przypadku np. sprowadzanych do Europy muzułmanów, środowiska lewicowe, w których skład wchodzą skrajni aktywiści feministyczni oraz mniejszości seksualnych, to: "urr durr, musimy szanować cudzą kulturę, wprowadzać "multikulti" itd.", mowy nie ma o np. spaleniu przez takich Koranu, ale w przypadku chrześcijaństwa, a przede wszystkim katolicyzmu, to już wolna amerykanka), a to zdarza im się robić, czym tylko dolewają oliwy do ognia ale też sprawiają, że niezrozumiałe jest dla chyba większości społeczeństwa, czemu akurat tak postępują w rozmaitych happeningach. I nie mam na myśli tego, że jakiś pomnik owinięto flagą, ale rzeczy tego rodzaju jak np. to, że na jednej paradzie równości jakiś aktywista udawał, w przebraniu, księdza odprawiającego mszę, gdzieś na Woodstocku spalono Biblię, a z kolei w Argentynie raz jakaś grupa feministek próbowała podpalić katedrę. To jest fanatyczne oszołomstwo na równi z np. nazistowskimi rytuałami palenia książek na mitingach NSDAP (i tak samo groźne). Po pierwsze, jest więc jakieś, z gruntu złe, przyzwolenie wśród tego środowiska na tego typu zachowania. Po drugie, oni też mogliby się nauczyć czegoś od kościoła (rozumianego nie tylko jako jego funkcjonariusze) – a w tym wypadku z zamierzchłej przeszłości chrześcijaństwa – i zwrócić uwagę na to, że pierwotne chrześcijaństwo przyciągało ludzi do siebie "dobrą reklamą", jaką były głoszone zasady tej religii, a nie bezpardonowe ataki na innych.  

    "Może by poskutkował coming outem Dziwisza i tego drugiego arcydepa krakowskiego od kroniki Kpinomira"  

    :rotfl:

  • MrHyde

    @MEM częściowo się zgadzam, częściowo nie. Trochę jedziesz po bandzie zwłaszcza w drugiej połowie komentarza, cytując bez zadyszki kłamastwa i mity prawicowej ekstremy, tak jakby ich obraz świata odpowiadał rzeczywistości.

    "pierwotne chrześcijaństwo przyciągało ludzi do siebie "dobrą reklamą", jaką były głoszone zasady tej religii, a nie bezpardonowe ataki na innych" - Well, well... oddajmy głos specjaliście:

    "On a special day they gather for a feast with all their children, sisters, mothers – all sexes and ages.  There, flushed with the banquet after such feasting and drinking, they begin to burn with incestuous passions.  They provoke a dog tied to the lampstand to leap and bound towards a scrap of food which they have tossed outside the reach of his chain.  By this means the light is overturned and extinguished, and with it common knowledge of their actions; in the shameless dark with unspeakable lust they copulate in random unions, all equally being guilty of incest, some by deed, but everyone by complicity".

    "They recognize each other by secret marks and signs; hardly have they met when they love each other, throughout the world uniting in the practice of a veritable religion of lusts.  Indiscriminately they call each other brother and sister, thus turning even ordinary fornication into incest".

    "The notoriety of the stories told of the initiation of new recruits is matched by their ghastly horror.  A young babe is covered over with flour, the object being to deceive the unwary.  It is then served before the person to be admitted into their rites.  The recruit is urged to inflict blows onto it – they appear to be harmless because of the covering of flour.  Thus the baby is killed with wounds that remain unseen and concealed.  It is the blood of this infant – I shudder to mention it – it is this blood that they lick with thirsty lips; these are the limbs they distribute eagerly; this is the victim by which they seal their covenant; it is by complicity in this crime that they are pledged to mutual silence; these are their rites, more foul than all sacrileges combined".  

    Cytaty z "Octavius" Minucius'a Felix'a, II poł. II w.  

    Orgie, incest, maca z krwią niemowlęcia - czy takich dobrych praktyk mają się nauczyć ekstremiści lgbt od pierwotnego kościoła?   :rotfl:

  • MEM

    @MrHyde "Trochę jedziesz po bandzie zwłaszcza w drugiej połowie komentarza, cytując bez zadyszki kłamastwa i mity prawicowej ekstremy, tak jakby ich obraz świata odpowiadał rzeczywistości."

    Masz na myśli to o tych atakach na katolików/chrześcijan ze strony lewicowych ugrupowań feministek i LGBT? To popatrz:
      
    youtube. com/watch?v=fOCD_T9Qqpc&feature=emb_title

    Przecież ci atakujący, tam na tym nagraniu, to po prostu bydło. Takie samo jak bojówkarze nazistowscy, neonazistowscy czy nasze rodzime faszyzujące w skrajnie prawicowych organizacjach. Różni ich ideologia, ale sposób "myślenia", wynikające z nich zachowania i poziom zezwierzęcenia ten sam. Daj im tylko władzę dyktatorską, a urządzą Ci "powtórkę z III Rzeszy".

    Niczyj obraz świata nie odpowiada w 100% rzeczywistości – oczywiście, że jest on obarczony marginesem błędu w zależności od poglądów którejś ze stron. Ale przysłowiowy rozsądek leży gdzieś pośrodku, a zachowania skrajne (a takimi cechuje się także środowisko wojującej LGBT, czy feministyczne, albo ogólnie mówiąc lewicowe typu Antifa) – z dowolnej strony – daleko bardziej odbiegają od tej rzeczywistości niż umiarkowane.

    "Orgie, incest, maca z krwią niemowlęcia - czy takich dobrych praktyk mają się nauczyć ekstremiści lgbt od pierwotnego kościoła?"

    Przecież wiesz, że nie o to chodziło, a o to co oficjalnie głosiła ta religia (Rozmawialiśmy kiedyś o tym, prawda? O tutaj: lol24. com/wideo/muzyka/lec-na-skrzydlach-wiatru-16124). Chrześcijaństwo głoszonymi przez siebie (niech nawet będzie, że głodnymi ;)) kawałkami przyciągało ludzi. Ruchy takie jak LGBT mogłyby skorzystać z tego doświadczenia i zamiast ekstremizmu, ataków na kogokolwiek itp. po prostu zachowywać się przyzwoicie jak ludzie, pozbyć się ideologizowania, otwartością i przysłowiowym dobrym słowem próbując docierać do reszty społeczeństwa. Tymczasem są – przynajmniej ci "wojujący" – agresywni i zaślepieni ideologią na równi ze skrajną prawicą, a to zraża do nich przeciętnego Kowalskiego a z kolei skrajną prawicę jeszcze bardziej nakręca, a dodatkowo daje wodę na młyn dla propagandy straszącej nimi społeczeństwo.

  • MrHyde

    @MEM "a o to co oficjalnie głosiła ta religia" - właśnie do tego "oficjalnego" przekazu w I/II wieku nie jestem przekonany.

  • MEM

    @MrHyde "właśnie do tego "oficjalnego" przekazu w I/II wieku nie jestem przekonany."  

    No ale zaraz. Co jest faktycznie tym "oficjalnym" przekazem? Rzeczy zawarte w Dekalogu albo w Biblii, czy zachowania wybranej grupy osób stojące z tym w sprzeczności? Przecież wiesz, jak to jest nawet i współcześnie, gdy "zwykli" ludzie uznają się za chrześcijan i jakoś tam starają się przestrzegać tego systemu wartości, jakiego naucza religia, i przy tym daleko im do postępowania czy pochwalania urzędników kościoła, który z kolei przekaz ze strony tych urzędników można by też uznawać za "oficjalny", nawet jeśli stoi on w sprzeczności z tym, co dana religia głosi.

  • MrHyde

    @MEM Jeżeli brać przykład z chrześcijan, to stare pomniki trzeba po prostu roztrzaskać o bruk a złote kieliszki przetopić razem z kapłanami, a nie wieszać wstążeczki i szlochać, że mainstream nas nie rozumie. ;)

    A co do "oficjalnego" przekazu. To, że kościół coś twierdzi o sobie, nie znaczy automatycznie, że kościół taki jest, ani że był kiedykolwiek, ani nawet że kiedyś mówił o sobie to samo, co teraz mówi. Dekalogiem i bajką o Samarytaninie namalujesz jeden "oficjalny" obraz dla PR-u, Objawieniem Jana i triumfalnym wjazdem Jezusa-króla do Jerozolimy namalujesz inny "oficjalny" obraz, a opowieściami o pojedynkach na cuda (Szymon Piotr versus Szymon Magik) jeszcze inny. Który z tych obrazów naprawdę mógł przemawiać do wyobraźni w I/II/III w na tyle, żeby ludzi "konwertować"? Obraz zdruzgotanej kobiety klęczącej pod krzyżem, na którym wisi jej ukochany syn-bandyta?  ;)

  • MEM

    @MrHyde "Jeżeli brać przykład z chrześcijan, to stare pomniki trzeba po prostu roztrzaskać o bruk a złote kieliszki przetopić razem z kapłanami, a nie wieszać wstążeczki i szlochać, że mainstream nas nie rozumie."

    Oj, ale przecież dyskutowaliśmy już kiedyś o tym – chrześcijaństwo wcale nie zaczęło się od rzeczy, na które mogło sobie pozwolić (a pozwoliło sobie dzięki "grupie trzymającej władzę" i jej skrzywieniom, z których wynikały podejmowane decyzje, a nie było oddolnym wymysłem szeregowych owieczek), stając się dominującą religią.

    "To, że kościół coś twierdzi o sobie, nie znaczy automatycznie, że kościół taki jest, ani że był kiedykolwiek, ani nawet że kiedyś mówił o sobie to samo, co teraz mówi. Dekalogiem i bajką o Samarytaninie namalujesz jeden "oficjalny" obraz dla PR-u, Objawieniem Jana i triumfalnym wjazdem Jezusa-króla do Jerozolimy namalujesz inny "oficjalny" obraz,"  

    Owszem, lecz to nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że do żadnej religii (tej jeszcze nie dominującej/ nieobowiązkowej) nie przekonywano siłą czy "PR-em jej funkcjonariuszy", przekonywali do tego zwykli szarzy ludzie, którzy wierzyli w to, co np. Dekalog nakazywał albo jakaś biblijna przypowieść przedstawiała, i mniej więcej żyli według takich reguł (w końcu to nie np. jakiś trzymający się władzy w swoim zborze szef Świadków Jehowy, a krążące po domach z "dobrą nowiną" owieczki powodują "przyrost trzódki", nie?).

    I w tym wypadku jest to samo. "Wojujące" LGBT/feministki/itp., w formie Margot czy w formie przedstawionej na zalinkowanym filmiku dotyczącym wydarzeń z Argentyny, robi niedźwiedzią przysługę samym mniejszościom. Nie w oczach jakiegoś tam decydenta (bo on to ma głęboko gdzieś, jego interesują słupki sondaży), tylko w oczach przeciętnego Kowalskiego. A zatem logiczne jest chyba, że skoro taka strategia nie działa, to należy ją zmienić na coś przeciwnego. Tym bardziej, że ta wojująca część, to tylko jakiś procent tych mniejszości, a wypowiada się w imieniu ich wszystkich (lub, jak wolisz, najbardziej ich słychać, więc potem cała reszta jest wrzucana do jednego wora – jest kim straszyć i na kogo szczuć). A niechby podeszli do strony przeciwnej, jak do drugiego człowieka, i pokazali się z innej strony niż np. profanowanie cudzej religii. To jest jedyna metoda, by faktycznie znaleźć jakiś wspólny język i przysłowiowo pokazać, że nie taki diabeł straszny, wytrącając przy tym jednocześnie z ręki politykom obu stron (stąd właśnie brak zainteresowania zrobieniem czegoś takiego) "argument LGBT" wykorzystywany do ich własnych politycznych i osobistych celów. Poza samym walorem czysto "ludzkim", dochodzi też długofalowa korzyść polityczna – tylko w samej Polsce wojna ideologii prawicowo-kościelnej z lewicowo-LGBT-owską kosztowała choćby ostatnie przegrane przez opozycję wybory, a kosztować będzie daleko więcej, gdy PiS dopnie swego i faktycznie nam wprowadzi powtórkę z III Rzeszy.

  • MrHyde

    @MEM "przekonywali do tego zwykli szarzy ludzie, którzy wierzyli w to, co np. Dekalog nakazywał albo jakaś biblijna przypowieść przedstawiała, i mniej więcej żyli według takich reguł" - być może. Chodzi o wybór tych przypowieści i ich interpretację. O nic więcej. Religia chrześcijan w, powiedzmy, II wieku (albo religie ?) miała się nijak do tego, jakim jest i/lub chce się widzieć ten czy inny idealista chrześcijański w XXI wieku.

  • MrHyde

    @MEM "A niechby podeszli do strony przeciwnej, jak do drugiego człowieka" - no, przecież podchodzą. Ci w Argentynie trochę bardziej, ci w Polsce trochę mniej. Bardzo po ludzku ;)

  • MEM

    @MrHyde "Religia chrześcijan w, powiedzmy, II wieku (albo religie ?) miała się nijak do tego, jakim jest i/lub chce się widzieć ten czy inny idealista chrześcijański w XXI wieku."

    Wiele rzeczy, które sobie ludzie wyobrażają na temat przeszłości, miało się nijak do tamtejszej rzeczywistości. :) Trochę się jednak czepiasz na siłę. Bo nawet jeśli założyć, że coś tam z przypowieści można rozmaicie interpretować (bo oczywiście można), ba, wiele rzeczy mogło być dla przeciętnego szaraka nawet kompletnie niezrozumiałe, to są też i rzeczy, których nie da się dwuznacznie interpretować – typu "nie kradnij". Generalnie, ten podstawowy przekaz ze strony nauk religii chrześcijańskiej był dzięki temu pozytywny. Nawet jeśli przeciętny chrześcijanin nie dawał rady żyć w 100% zgodnie z naukami swojej religii, to jeśli choć w większości przypadków zachowywał się, jak to dziś mówimy, "po chrześcijańsku", to musiało to (wraz z obietnicami raju ;)) punktować. Kropla drąży skałę.  

    "no, przecież podchodzą. Ci w Argentynie trochę bardziej, ci w Polsce trochę mniej. Bardzo po ludzku"

    Taaaak... Patrząc na takie rzeczy: człowiek to brzmi dumnie, nie? ;)

  • MrHyde

    @MEM nie kradnij - ale to nie jest chrześcijańskie! I śmiem twierdzić, nie stało w centrum "nauki" tej sekty, nie było reklamą przyciągającą nowych adeptów nowej (tajnej) wiary.

  • MrHyde

    @MEM "Taaaak... Patrząc na takie rzeczy: człowiek to brzmi dumnie, nie? " odpowiem cytatem-zagadką: Gdyby kosmita zapytał o książkę możliwie zwięźle i wyczerpująco wyjaśniającą, jaki jest  człowiek, to którą książkę możnaby polecić? Odpowiedź: kodeks karny ;)

  • MEM

    @MrHyde "nie kradnij - ale to nie jest chrześcijańskie!"

    Ale przecież ja nie twierdzę, że chrześcijaństwo miało na takie przykazania, jak to przykładowo podane, monopol. :)

    "I śmiem twierdzić, nie stało w centrum "nauki" tej sekty, nie było reklamą przyciągającą nowych adeptów nowej (tajnej) wiary."  

    Wydaje mi się, że jednak tego typu rzeczy właśnie były zachętą (zanim zaczęto, dominujące już wtedy, chrześcijaństwo narzucać siłą oraz przy pomocy polityki). Ot, chrześcijanin mieszkał koło "innowierców" i dawał przykład. To jest typowe przejmowanie kultury – na tej samej zasadzie my mamy knajpy McDonald's, albo KFC, i chodzimy w jeansach, a nie w jakiejś płóciennej sukmanie, oglądając wytwory amerykańskiej kinematografii, czy słuchając tamtejszej muzyki.

    "odpowiem cytatem-zagadką: Gdyby kosmita zapytał o książkę możliwie zwięźle i wyczerpująco wyjaśniającą, jaki jest człowiek, to którą książkę możnaby polecić? Odpowiedź: kodeks karny"

    Smutna prawda.