Kiszą kapustę w... betoniarce. A ty to jesz!

Kiszą kapustę w... betoniarce. A ty to jesz!Szokujące odkrycie inspektorów sanepidu w zakładzie spożywczym pod Lublinem! Półprodukty do przygotowania świątecznej kapusty z marchewką myte były w brudnej betoniarce i starych, przerdzewiałych wannach. Transportowano je na halę taczkami budowlanymi przy pomocy wideł do gnoju!

Zdjęcia, które zrobili inspektorzy z Powiatowej Stacji Sanitarno–Epidemiologicznej z Lublina jeżą włosy na głowie. Na fotografiach widać „wstępny proces technologiczny produkcji" kapusty kiszonej. Głównymi urządzeniami do obróbki jest stara betoniarka, brudne wanny, widły oraz taczka.

- To była rutynowa kontrola. Ale to co zastaliśmy na miejscu, przerosło nasze najgorsze podejrzenia. Jak można w takich warunkach przygotowywać żywność. Tak rażących zaniedbań dawno nie widzieliśmy - opowiada zszokowany Paweł Policzkiewicz, szef powiatowej stacji sanepidu.
A wszystko wyglądało tak. Najpierw marchew leżąca na betonowych płytach myta była w wannach. Potem pracownicy wrzucali ją widłami do betoniarki. Tam poddawano ją kolejnym "zabiegom czyszczącym". Nikomu nie przeszkadzało, że w urządzeniu budowlanym znajdowały się resztki zaschniętego cementu i kawałki gruzu.

Tak "oczyszczona" marchew była ładowana widłami, których na co dzień rolnicy używają w oborach. Pełna taczka jechała do hali, gdzie "czyściutka" marchewka była rozdrabniana i dodawana do beczek. Jak przygotowywana była sama kapusta, aż strach się domyślać.
- Właściciel firmy Tom-Pol z Jakubowic i większość pracowników uciekła przed nami. Dlatego nie wiemy, gdzie trafiła przygotowywana tutaj kapusta. Nie ustaliliśmy też na razie, czy zakład nie sprzedawał samej, przygotowanej właśnie w ten sposób marchwi - dodaje dyrektor Policzkiewicz.
A to już byłby całkowity skandal. Zdarza się przecież, że kupioną w sklepie czystą marchew jemy na surowo czy dodajemy do sałatek lub innych potraw. Nie mamy pojęcia, jakie świństwa może w sobie zawierać.

Firma Tom-Pol została zamknięta na cztery spusty. Jedyny pracownik, który nie zdążył uciec dostał 500-złotowy mandat. Właściciel, mimo że od kontroli minęło już kilka dni, nie pojawił się w sanepidzie.

źródło: fakt.pl

2 540 czyt.
100%1
vatox

znalazł niusa na fakt.pl.

Dodaj komentarz