Więzień uciekł z sądu... pytając strażnika o drogę

Więzień uciekł z sądu... pytając strażnika o drogę

Zapomnijcie o linie z prześcieradeł, czy podkopach. Pewien nowojorski więzień wymyślił o wiele prostszy sposób na ucieczkę: zapytać strażników o wyjście.
Ubrany w garnitur więzień szedł na rozprawę, podczas której miał odpowiadać na zarzuty włamań i napadów. Zamiast tego - donosi "New York Post" - po prostu wszedł przez otwarte drzwi na salę, jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Tam mundurowy ze straży sądowej - biorąc go za prawnika - spytał: "Co pan tu robi mecenasie?". Nie tracąc zimnej krwi 55-letni Ronald Tackman odpowiedział pytając o wyjście.


Niefortunny strażnik wskazał mu wyjście na korytarz, którym więzień wyszedł na wolność. Później - jak pisze z kolei "Daily News" - odwiedził swoją 81-letnią matkę, u której się przebrał. I zniknął - pisze "NY Post".

To nie pierwszy tego typu wyczyn "mistrza ucieczek" - jak pisze o nim "Daily News". Skazywany wcześniej wielokrotnie Tackman ma doświadczenie w przebieraniu się (włącznie z używaniem plastikowego nosa) i wykorzystywaniu różnych przedmiotów pozorujących pistolet.

W 1985 roku, podczas transportu do więzienia, wziął jednego ze strażników za zakładnika za pomocą mydła, które wyżłobił na kształt pistoletu.

Wcześniej udawała mu się ta sztuczka ("podrabianie" broni) m.in. przy pomocy zapalniczek, a nawet grzebienia.

źródło: gazeta.pl

1 653 czyt.
100%2
Tartola

znalazła niusa na gazeta.pl

Dodaj komentarz