WIARA w BOGA lub jej brak. Zapraszam wszystkich do dyskusji.

Dodano na Hydepark przez AnonimS, 97 postów, ostatni post 31 lip 2019

  • AnonimS
    · 24 cze 2019

    Wstęp.
    Religia – system wierzeń i praktyk, określający relację między różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską a społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult, rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).
    Relacja jednostki do sacrum koncentruje się wokół poczucia świętości – chęci zbliżenia się do sacrum, poczucia lęku, czci czy dystansu wobec niego.

    Na świecie żyje około 7.6  miliardów ludzi . Z tego szacunkowo około   59% ludzi uważa się za osoby religijne, 23% nie, a 13% deklaruje ateizm , 5 % nie ma zdania.. Według różnych szacunków na świecie istnieje od 4200 do 10 00 religii.    

    Typologie religii:
    religie Wschodu (kosmocentryczne)
    religie Zachodu (teocentryczne)
    Religie dzieli się:
    ze względu na pochodzenie: naturalne, objawione i dharmiczne.
    ze względu na to, jak pojmują istotę boską: monoteizm, politeizm, henoteizm, deizm, panteizm, panenteizm, nonteizm.
    ze względu na zasięg oddziaływania religii: religie uniwersalistyczne, narodowe, plemienne.
    ze względu na punkt wyjścia: religie teocentryczne, religie kosmocentryczne.
    ze względu na wyznawanie: religie żywe i religie martwe.
    Największe religie świata     
    Na podstawie danych z 2010 r. procentowy udział kształtuje się następująco
    Chrześcijaństwo 33,43%
    Islam 24,35%
    Hinduizm 13,78%
    Buddyzm 7,13%
    Sikhizm 0,36%
    Judaizm 0,21%
    Bahaizm 0,11%
    bezwyznaniowi 9,42%

    Badaniem religii zajmują się:
    - religioznawstwo
    - teologia
    - filozofia religii
    - socjologia religii
    - psychologia religii
    Po tym przydługim wstępie chciałbym Was zaprosić do wyrażenia swojej opinii czy wierzycie czy nie . I co spowodowało Wasz taki wybór. Pozdrawiam  

  • kaszmir
    · 24 cze 2019

    Każdy wierzy i chce wierzyć w takiego Boga, jakiego sobie wyobraża i jakiego pragnie. Tożsamość Boga jest tak nieobjęta i niezrozumiała nawet dla wierzących.  
    Dlatego bardzo ważne jest, by przedstawiać Boga prawdziwego bez przemilczeń, bez kolorów i bez ubarwienia. Wizerunek Boga często schodzi do wyszukanych historii, które przesłaniają  jego ogrom. Jednak wiara jest chwiejna z mego punktu widzenia i ja sama często mam chwile zwątpienia. Kościół dla mnie nie jest już domem modlitwy, lecz instytucją, budynkiem gdzie załatwiamy sprawy urzędowe. Czy odczuwam poczucie świętości? Nie. Dlatego nie praktykuję. Sacrum i gdzieś w tle profanum się pojawia.  

    Dla podsumowania słowa tak bardzo metaforyczne ale czy sprawiedliwe?

    „Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze” (Łk 12,32-34).

  • agnes1709
    · 24 cze 2019

    Nie ma to jeszcze Alexa? :O No way...

  • MrHyde
    · 24 cze 2019

    Czekaj. Najpierw dwa sprostowania: 1. 13 % deklaruje ateizm (do tego 5% nie ma zdania)  i 9,42% to bezwyznaniowi. Jakim cudem ateistów jest półtora raza więcej niż bezwyznaniowych? Badaniem religii zajmuje się religioznawstwo, jak sama nazwa wskazuje, psychologia, socjologia i pokrewne dziedziny, ale nie teologia! Tak jak astrologia nie zajmuje się badaniem galaktyk - od tego jest, jak wiadomo, astronomia i astrofizyka.

  • MrHyde
    · 24 cze 2019

    Nie wierzę. Bardzo trudno jest mi wyjaśnić, dlaczego nie wierzę i co spowodowało taki wybór. Najkrócej byłoby: "bo to się w pale nie mieści", ale taka odpowiedź ani nie zadowoli Twojej ciekawości, ani nie wniesie niczego ciekawego do dyskusji. Odpowiem Ci więc stopniowo, w miarę zwięzłymi wpisami.

  • AnonimS
    · 25 cze 2019

    MrHyde

    MrHyde:  Czekaj. Najpierw dwa sprostowania: 1. 13 % deklaruje ateizm (do tego 5% nie ma zdania)  i 9,42% to bezwyznaniowi. Jakim cudem ateistów jest półtora raza więcej niż bezwyznaniowych? Badaniem religii zajmuje się religioznawstwo, jak sama nazwa wskazuje, psychologia, socjologia i pokrewne dziedziny, ale nie teologia! Tak jak astrologia nie zajmuje się badaniem galaktyk - od tego jest, jak wiadomo, astronomia i astrofizyka.

    .  Żeby nie być posądzony o stronniczość dane do.wstępu wziąłem z wikipedii i stąd te procenty. Napisałem prawdopodobnie bo to dane szacunkowe. Przypuszczam,   że ten większy procent ateistów załatwiają trzy panstwa Chiny , Korea Północna i kraje dawnego.ZSRR, gdzie kilkadziesiąt lat indokrynacji zrobiło swoje. Poza tym wiele osób z tamtych krajów mogło ze strachu lub dla kariery podać informacje że są ateistami. W sumie to tylko mało dokladne zobrazowanie bez znaczenia dla przebiegu dyskusji.


  • AnonimS
    · 25 cze 2019

    Wikipedia podaje że od teologii zaczęły się nauki badające religie. "Religia od wieków była w centrum zainteresowania człowieka. Jednak do końca XIX wieku istniały w zasadzie tylko dwie nauki, które pozwalały na badawczą refleksję na ten temat. Pierwszą była teologia, czyli nauka o przedmiocie wiary stojąca na paradygmatycznym stanowisku prawdziwości danej wiary. Drugą była filozofia, zwłaszcza filozofia religii, która badała wierzenia z teoretycznego i metafizycznego wyłącznie  


    punktu widzenia, głównie w perspektywie ontologii, etyki, filozofii człowieka czy teorii poznania."

  • MrHyde
    · 25 cze 2019

    AnonimS

    AnonimS:  Wikipedia podaje że od teologii zaczęły się nauki badające religie. "Religia od wieków była w centrum zainteresowania człowieka. Jednak do końca XIX wieku istniały w zasadzie tylko dwie nauki, które pozwalały na badawczą refleksję na ten temat. Pierwszą była teologia, czyli nauka o przedmiocie wiary stojąca na paradygmatycznym stanowisku prawdziwości danej wiary. Drugą była filozofia, zwłaszcza filozofia religii, która badała wierzenia z teoretycznego i metafizycznego wyłącznie  
    punktu widzenia, głównie w perspektywie ontologii, etyki, filozofii człowieka czy teorii poznania."

    Kepler pełnił urząd cesarskiego astroLOGA... Stare dzieje. Dziś i astrologia, i teologia, i często - narażę  się wielu - filozofia to co najwyżej krasomówczy bełkot niemieszczący się w standardach nauki. Do wyliczanki dodajmy jeszcze literaturę. Wszak i ona zajmuje się religią. Takie Quo Vadis? na przykład. ;)

  • MrHyde
    · 25 cze 2019

    Zacznę od tego, dlaczego mógłbym wierzyć - z racji miejsca urodzenia i otoczenia, w jakie zostałem wrodzony, w chrześcijańskie bóstwa (Jahve, diabły, anioły, dusze zmarłych itd. - panteon macie niczego sobie jak na wierzenie monoteistyczne).
    Otóż w wieku przedszkolnym nie wierzyłem lecz wiedziałem, że jest anioł stróż, diabeł kusiciel i święty Mikołaj. Anioł i diabeł siedzili ma na ramieniu - mama mówiła, że ich widziała, zwłaszcza diabełka, więc był tam na pewno. Próbowałem go sam zobaczyć, szybko obracając się tyłem do lustra ale nic z tego nie wyszło. Czułem tylko czasami, że mnie obserwuje. No i oczywiście Jezusek, który jest wszędzie i święty Mikołaj przyglądali mi się, czy czegoś nie przeskrobię. Zwłaszcza w kuchni. W kuchni czychało najwięcej pokus i diabeł miał największe pole do popisu.
    W szkole, w 1 i 2 klasie chłonąłem opowieści biblijne jak gąbka. Pewnie dlatego, że lekcje odrabiała ze mną mama, a materiał religii był naładowany treścią. Wbrew pozorom spamiętać tych wszystkich Hiobów i Abrahamów i przygody Jezusa podczas spaceru z krzyżem (kogoż on wtedy nie spotkał? I Szymona, i Weronikę, i ...) to nie lada wysiłek. Poza tym nauczanie religii (a raczej przyuczanie do religii, uwodzenie) było dostosowane do wieku. Kolorowanie obrazków, zbieranie obrazków sprawiało frajdę jak kolokcjonowanie plastikowych potworków z Lidla czy innego dyskontu. Potem przyszła kolej na spowiedź i pierwszą komunię - stres, szopka w kościele i zakrapiana imprezka w domu.  
    W rezultacie katechezy i tego, że większość autorytetów (babcia, dziadek, mama, przyjaciel - rówieśnik z bloku) dawała odpowiedni przykład, wierzyłem. Wierzyłem w piekło. Bałem się o tatę, bo wszystko wskazywało na to, że z nim nie spotkam się w niebie. Wiesz jakie to piekielne uczucie? I ta świadomość grzechu - grzechu bliskiej osoby, grzechu polegającym na niedostatecznej wierze: wiesz jakie to stygmatyzujące? Dowiadujesz się, że ojciec to grzesznik czyli zły człowiek. W moim wypadku wiara na tym etapie okazała się ważnym czynnikiem niszczącym rodzinę. W wieku lat 9-11 żyłem więc w stanie konfliktu religijnego - konfliktu rozgrywającego się we mnie. Z nikim o tych problemach nie rozmawiałem. No bo niby z kim? Piszę o tym teraz, bo wbrew pozorom ten lęk o ojca raczej nie osłabiał mojej wiary. Raczej ją wmacniał. Lęk sprzyja nieracjonalnym poglądom.
    Potem jeszcze liceum. Chodziłem wtedy co niedzielę na mszę. Wieczorem o 18. Nie otwierałem buzi do żadnej modlitwy. Klękałem tylko jak każdy i słuchałem kazania. Co mnie tam trzymało? Ciekawość i swego rodzaju poszukiwania. Do kościoła przyznawały się fajne dziewczyny - przez jedną flądrę trafiłem nawet na rekolekcje wielkopostne (Pewnie dlatego, że to były moje pierwsze rekolekcje po iluś latach przerwy, słuchałem księdza egzorcysty z otwartymi na oścież uszami i pamiętam co smaczniejsze kawałki do dziś). Myślałem sobie, że coś w tej religii musi być skoro tylu porządnych ludzi wierzy, modli się i działa (dwóch nauczycieli z mojego liceum grało na gitarze. Jeden z nich grał na mszy wieczornej, na którą chodziłem i był czymś w rodzaju lokalnego świętego. Dopiero w klasie maturalnej ciekawym splotem okoliczności dowiedziałem się jaki z niego kawał chujka). No i te dziewczyny...
    Dodam jeszcze, że w moim dorastaniu dużą pozytywną rolę odegrał pewien baptysta. Daleki krewny, który zresztą dołożył swoją cegiełkę do zaszczepienia baptyzmu w Polsce. Do wiary mnie nie przekonał, ale z członków rodziny był pierwszym, komu powiedziałem wprost o swoim ateiźmie. Lubiłem z nim rozmawiać o życiu, historii i oczywiście o Bogu.  
    Koniec na dziś. Pozdrawiam. ;)

  • AnonimS
    · 25 cze 2019

    Mógłbym powiedzieć że moje dzieciństwo pod kątem wiary było podobne do mr Hyde. Też zacząłem od lekcji religii i nauki katechizmu.  Chodziłem na mszę do kościoła. Różnica polegała na tym że ministrantem byłem do końca szkoły podstawowej. Parafia była prężna i oprócz służenia do mszy św. Księża którzy opiekowali się ministrantami organizowali wycieczki . Piesze, rowerowe a także pociągami.
    Ponieważ były to lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, ubierali się po cywilnemu i mówiło się do nich wujku albo panie  wychowawco ponieważ funkcjonariusze milicji zatrzymywali takie grupy i zatrzymywali księży do wyjaśnienia i wzywali rodziców po odbiór dzieci z komisariatów. Pamiętam dwa zdarzenia z tamtych lat. Nauczycielka przyrody gorliwą członkini PZPR zorganizowała nam w czwartek  w dzień Bożego Ciała całodzienną wycieczkę za miasto. Ja oczywiście zostałem w domu bo bym nie zdążył na procesję. Następnego dnia wszyscy nieobecni na wycieczce dostali dwóje. Ojciec poszedł do szkoły  i na podstawie konstytucji z 1952 roku a konkretnie Art. 70.

     1. Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewnia obywatelom wolność sumienia i wyznania. Kościół i inne związki wyznaniowe mogą swobodnie wypełniać swoje funkcje religijne. Nie wolno zmuszać obywateli do niebrania udziału w czynnościach lub obrzędach religijnych. Nie wolno też nikogo zmuszać do udziału w czynnościach lub obrzędach religijnych. 

    Zrobił w szkole awanturę. Zagroził skargą do komitetu centralnego PZPR. Ocena została anulowana ale tylko mnie. Dzieciom,których rodzice nie interweniowali ocen niedostatecznych nie anulowano.  
    Drugim wrażeniem była procesja wielkanocna w czasie której ktoś w tłumie użył gazu łzawiącego . Miał szczęście że go nie złapano bo tłum by go na pewno by dokonał samosądu. Młodym ludziom wyjaśniam , że w owym czasie dostęp do tego typu środków chemicznych mieli tylko funkcjonariusze milicji obywatelskiej i służby bezpieczeństwa.​ Resztę dokończę w kolejnych postach. Pozdrawiam

  • Margerita
    · 25 cze 2019

    Wierzę w Boga...

  • MrHyde
    · 25 cze 2019

    AlexAthame

    AlexAthame:  Czytałem szerszą wypowiedź mr Hyde i pana Anonim S.Co skłoniło mr Hyde do ateizmu? Czyżby szukał dowodów i nie znalazł?

    Mniej więcej tak. Argumenty za wiarą, które przywołałem - wcale nie byle jakie, w końcu chodzi o przykład i świadectwo osób najbliższych i trochę dalszych ale cenionych jak też o informację w dzieciństwie czyli w okresie, kiedy całą wiedzę przyjmuje się na wiarę - okazały się niewystarczające.

  • MrHyde
    · 25 cze 2019

    AlexAthame

    AlexAthame: Wierz mi, doktryny KK nie pochodzą od Boga  

    Nie wierzę. Ja to wiem. ;)

  • AnonimS
    · 26 cze 2019

    MrHyde podzielisz się informacją w jaki sposób straciłeś wiarę w Boga?

  • AnonimS
    · 26 cze 2019

    MrHyde stwierdził że nie wierzy w Boga. Szanuję to bo to jego wybór. Czy będę próbował go nawracać ? Nie! Najwyżej mogę się pomodlić o łaskę nawrócenia.:)

  • AnonimS
    · 26 cze 2019

    Z Alexem Althame sprawa jest bardziej skomplikowana . Wierzy w Boga podobnie jak ja. Mimo to uważa że moja nterpretacja Boga i wiary jest błędna jak i cała doktryna KK. To samo mówi o innych odmianach chrześcijaństwa. "Kiedys gościliśmy na wigili znajomych.Ja opowiadałem jak z kolega z pracy rozmawialiśmy kto jest Ojcem Boga.I on stwierdził że św Mikołaj. To był chyba żart bo był grekiem z ortodoksyjnygo kosciola. Żona znajomego, katoliczką , bardzo się obruszyla i powiedziala: Jak Bóg może mieć ojca? Więc ja zapytalem : Jak może mieć matkę. Obraziła się solidnie. Oczywiscie nie będę pisał że opis Boga przez kościół katolicki jest bardziej nieprawdziwy niż opis przez inne kościoły bo tak nie jest. Według mnie doktryny KK sa w jawnej sprzeczności z Biblia."
    Zapytam perfidnie. Ilu ludzi których znasz osobiście wierzy w taki sam sposób jak Ty.? Czy ten sposób w jaki wierzysz ma jakąś nazwę? Można coś o nim poczytać w necie ? Bo ja nie wiem jak Ty interpretujesz Boga , chciałbym o tym poczytać, zapytać może Twoich współwyznawców. Reasumując. Czy zamierzam próbować przekonać Alexa o tym że nie ma racji ? NIE! powód bardzo prosty. Bo nie wiem jak on wierzy. Poza tym powtarzam to co przy  mrHyde. Alex Althame jak każdy z nas ma prawo wietrzyć lub nie, zgodnie z własnym sumieniem. Natomiast mogę podyskutować nad fragmentami pisma świętego.  
    Prośba do czytających. Włącznie się do tej dyskusji. Pozdrawiam serdecznie

  • MrHyde
    · 26 cze 2019

    AnonimS

    AnonimS:  MrHyde podzielisz się informacją w jaki sposób straciłeś wiarę w Boga?

    Zmieniłeś pytanie z pytania z głębią, wymagającego namysłu, na pytanie z tezą, na które odpowiedź jest banalna. Nie można stracić czegoś, czego się nie ma. Nie urodziłem się  z wiarą w Boga i ta wiarą się  nie wykształciła pomimo czynników,  które wyszczególniłem wyżej - autorytety rodzinne, katecheza, płomienne kazania w kościele.  
    Do powyższej wyliczanki czynników sprzyjających wierze trzeba jeszcze dodać asocjację wierzący=dobry i niewierzący=zły. Bezbożnik to inwektywa. Kiedy od małego słyszysz takie określenia, siła rzeczy skłaniasz się ku wierzę. Do głowy nie przyjdzie Ci nie wierzyć. W moim wypadku ten straszak najwyraźniej nie zadziałał wystarczająco skutecznie. Widocznie dobrze się czułem w domu i wśród  rówieśników. Nie czułem się  niedowartościowany. Dzięki temu nie bałem się myśleć nieprawidłowo. Nie bałem się  ostracyzmu.

  • MrHyde
    · 26 cze 2019

    Wyjaśniam dalej, że nie jestem wielbłądem. Wystarczy raz usłyszeć, że Boga wymyślili ludzie, żeby się zacząć zastanawiać i sprawdzać, kto ma rację. Nie wiem, kiedy ja coś takiego usłyszałem, ale że mogłem usłyszeć wcześnie, nie ulega wątpliwości. Od małego wiedziałem przecież, że mój rodzony ojciec nie wierzy. Nie afiszował się z tą niewiarą, ale jej nie taił. Czasem zakpił z tego czy owego, podrażnił teściową. Poza tym jego pozycję określiłbym jako wycofaną, pogodzoną z tym, że w sprawach kościoła i wiary nie ma nic do powiedzenia. Taki agnostyk akceptujący władzę (duchową) kościoła. Wiele lat później w sporze ze mną bronił kościoła, twierdząc, że mniej więcej tyle, że ludzie są potworni i ktoś ich musi trzymać za pysk - kościół, księża, wiara w życie pozagrobowe.  
    Próbuję sobie przypomnieć najwcześniejsze moje własne wątpliwości co do prawd głoszonych przez księży i powtarzanych przez babcię, dziadka i spółkę. Przychodzi mi cofnąć się do katechezy przed pierwszą komunią. Opowieść o Jezusie, który uciekł rodzicom i został w kościele (Świątynię jerozolimską wyobrażałem sobie oczywiście jako coś, co znam - kościół w mojej miejscowości; nie miałem pojęcia, jakie rozmiary miała ta świątynia i jaką pełniła rolę w życiu Judei) co najmniej mnie dziwiła. Ten dobry Jezus zrobił coś głupiego. Nie docierało do mnie, że dorośli to pochwalają. Podobnie zdanie "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" (zapewne cytat z Biblii) zapadło mi w pamięć  jako coś sprzecznego z tym, co mi wpajano w domu, mianowicie, żeby nie ufać obcym. "Nie mów nikomu, co się dzieje w domu".  
    Jeszcze dwa przykłady zdarzeń w kościele, które czasem pół żartem pół serio nazywam źródłem mojego ateizmu: 1. Słowo "materia" poznałem z jakiegoś programu popularno-naukowego. Na marginesie, mój ojciec nazywał telewizor złodziejem czasu, ale robił z tego pudła odpowiedni użytek. To on oglądał wtedy telewizję w łóżku, a ja sobie leżałem obok i się przysłuchiwałem. Program dotyczył atmosfery ziemskiej, wiartu słonecznego i Bóg wie czego jeszcze. Słowo "materia" padło może tylko jeden raz, ale było dla mnie nowe. Zapamiętałem. Jakiś niedługi czas potem ksiądz grzmiał zza ołtarza coś o materialiźmie. Jaki on straszny ten materializm. A ja już znałem słowo "materia" i wiedziałem, że to nic groźnego. Ksiądz mnie nie przestraszył. 2. W innym kazaniu ksiądz opowiedział o eksperymentach naukowców. Że mężczynie wszczepiono narządy kobiece, żeby zamiast kobiety nosił ciążę. Coś takiego. Nie mam pojęcia z jakiej żółtej gazety proboszcz wytrzasnął wtedy tego niusa. Jak tylko się zainteresowałem, bo to przecież fascynujący pomysł, żeby mężczyźni mogli rodzić dzieci, ksiądz walnął coś, żę to niemoralne. Może i niemoralne, ale jakże ciekawe!
    Ostatecznie, jeżeli pytasz, dlaczego wybrałem ateizm a nie jakiś kompromis z tezami wypunktowanym w modlitwie Credo, przeprowadziłem następujące rozumowanie: Skąd wiem o Bogu? Od ludzi. Od babci. Skąd ona wie? Od swojej babci. Czy Bóg mojej babci i Bóg mojej praprababci jest taki sam? Nie, bo wiem, że moja babcia powtarza niektóre "prawdy wiary" po księżach - to co usłyszała na jakichś katechezach zaraz po wojnie, na naukach ślubnych i na katechezie swoich dzieci. Praprababci żaden ksiądz religii nie uczył. Poza tym w międzyczasie zmieniło się nauczanie kościoła. Tak czy siak praprababcia dowiedziała się o Bogu od jeszcze kogoś innego i znów odbyło się to ze zniekształceniami. Wracając do księży, ci uczą się religii w seminariach od starszych kolegów. Ale czy któryś z nich, z tych starszych kolegów z papieżem włącznie widział tego Boga, spotkał go, słyszał? Nie! Wniosek: każdy, kto uczy o Bogu - i babcia i papież - opowiadają o czymś, o czym nie mają pojęcia. W związku z tym nie warto im wierzyć i nie warto sobie tym ich Bogiem lub Bogami zawracać głowy.

  • AnonimS
    · 27 cze 2019

    Wyjaśnienie zrozumiałem. Opierasz sie na rozumie i logice. Argumentowi że babcia i prababcia nie wiedzą o czym mówią trudno z logicznego punktu widzenia oprzeć. "Wiara – nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy. " to definicja ogólna. 2. "Wiara religijna – różnie definiowana postawa osobowa. Pod wpływem intelektualizmu platońskiego, rozróżniającego między mniemaniem (gr. doxa) a wiedzą (gr. episteme), w myśli europejskiej uważano nieraz wiarę za niepełne poznanie i wstęp do intelektualnego oglądu. Wśród postaw wiary rozróżnia się jednak postawę „wierzę, że”, która jest pewnym przypuszczeniem, oraz „wierzę w”, która odnosi się do Absolutu i jest mocnym przekonaniem o jego istnieniu jako prawdy absolutnej." Czyli że logika nic nie ma do tego pojęcia.

  • MrHyde
    · 27 cze 2019

    Okej, więc nadaję małe prawdopodobieństwo prawdziwości twierdzenia, że Bóg opisany w Pięcioksięgu,  Ewangeliach kanonicznych i apokryficznych, i w Koranie istniał, działał i egzystuje wszędzie/"na niebiesiech" (wybierz właściwe). Wierzę niektórym osobom - z zastrzeżeniami wynikającymi z wiedzy ogólnej i praw logiki, wierzę w wiele rzeczy - wskazania termometru na Czomolugmie, wartość stałej Plancka - których  własnoręcznie nie sprawdziłem, wierzę (naiwnie, bo chcę wierzyć) w dobrą wolę, mądrość  i świetlną przyszłość, wyznaję ideały Oświecenia i Humanizmu, ale za cholerę nie potrafię uwierzyć w byty nadprzyrodzone. Taki niedorozwój  że mnie. :)

  • AnonimS
    · 27 cze 2019

    MrHyde czemu niedorozwój? Po prostu to jest Twoje postrzeganie świata i twoje zdanie. Szanuję je i choć nie podzielam.  Ja miałem czasowe zachwiania wiary. Pierwszy raz w średniej szkole . W internecie był zakaz wychodzenia do kościoła. Pozwolenie dostałem dopiero po kolejnej interwencji Ojca ale nie zawsze mi się chciało iść na mszę. Fajniej było mieć próby muzyczne czy pograć z chłopakami w piłkę. Potem już w życiu dorosłym. Nie wszystko mi się w KK podoba ale wolę działać na rzecz oczyszczenia i odnowy niż go opuszczać. Ja dla odmiany wierzę w siłę sprawczą a teorię o wybuchu za niewiarygodną. I tu przychodzi mi na pomoc logika. Żaden z zarejestrowanych i oglądanych wybuchów czy to naturalnych ( wulkany) czy wywołanych przez człowieka,nie ułożył się tak równomiernie jak wszechświat. Posłużę się tu cytatem z wywiadu z polskim kosmonautą Mirosławem Hermaszewskim "Kosmos to unikatowe przeżycie. Patrzy się stamtąd na naszą ziemię z dystansu. Dotychczas wydawała się nam ona ogromna, a naprawdę jest taka niewielka, że można ją okrążyć w 90 minut. I wszystko jest tak fantastycznie kolorowe, że zapada w pamięć na całe życie. A ty, zawieszony gdzieś w przestrzeni, patrzysz z góry na te 6 mld ludzi, których nawet nie widać. Myślisz: co ty, człowieku, tutaj robisz? Kim jesteś w tym bezmiarze przestrzeni ze swoimi dokonaniami, problemami, marzeniami i dążeniami? A potem patrzysz dalej, w głąb kosmosu, który trochę rozumiesz, bo przeczytałeś kilka książek o astronomii. Błyszczą tam miliony gwiazd. Widzisz kolejne galaktyki i zastanawiasz się, czy te trudne do objęcia umysłem doskonałości powstały samoistnie, czy była jakaś siła sprawcza. Kto ten Wszechświat stworzył, kto wprawił go w ruch i kto nim kieruje?
    Bóg?
    Zawsze o nim myślałem. Podobnie myśleli też inni kosmonauci. Bardzo wielu niewierzących powróciło z kosmosu jako ludzie odmienieni duchowo.
    Nawet ludzie radzieccy, wychowywani na ateistów?
    Rosjanie też to czuli i przeżywali. Publicznie o tym nie mówili z wiadomych względów. Teraz jest inaczej. Wybudowali w Gwiezdnym Miasteczku przepiękną cerkiew z dziewięcioma niebieskimi kopułami i gdy lecą w kosmos, zabierają ze sobą drobne elementy kultu religijnego. W kosmos latali buddyści, żydzi, niewierzący i poganie. Każdy wracał troszeczkę odmieniony."

Zaloguj się aby dodać post. Nie masz konta? Załóż darmowe konto