[Q&A - Niemcy] Czy Niemcy wrócą do energii atomowej? Czy zmieni się niemieckie podejście do Ukrainy?

1 komentarz

 
  • MrHyde

    Kim jest pani w pierwszej minucie - ta, co mówi o stosunku Urzędu kanclerskiego wobec polityki polskiej? Czy Urząd kiedykolwiek wypowiadał się o polskiej reakcji na napaść Rosji na Ukrainę, gdzie, kiedy, czy ta wypowiedź jest istotna i jaki ma związek z początkiem akapitu, tzn. o stanowisku prasy wobec wojny?  
    Czy może znowu słucham/czytam bez zrozumienia? Boże!

    Ale odpowiedź na klikbajtowe pytanie o "atom" całkiem rzeczowa. ;)

  • MEM

    @MrHyde "Kim jest pani w pierwszej minucie - ta, co mówi o stosunku Urzędu kanclerskiego wobec polityki polskiej?"

    Jak stoi napisane w 17 sekundzie: kierowniczką zespołu niemieckiego Ośrodka Studiów Wschodnich. :)

    I pytanie nie dotyczy jedynie samego kanclerza i podporządkowanego mu Urzędu, a ogólnie całej administracji w Niemczech.

    "Czy Urząd kiedykolwiek wypowiadał się o polskiej reakcji na napaść Rosji na Ukrainę, gdzie, kiedy, czy ta wypowiedź jest istotna i jaki ma związek z początkiem akapitu, tzn. o stanowisku prasy wobec wojny?"

    Nie wiem, czy Urząd Kanclerza się wypowiadał wprost na temat akurat polskiej polityki wobec tej wojny. To, co OSW przedstawiło, to jest przede wszystkim ogólna synteza tego, co w Niemczech mówi się w przestrzeni publicznej o wojnie, z zarysowanym podziałem na poszczególne "grupy interesów" (z braku lepszego określenia). I rzeczywiście wygląda na to, że wnioski z tej analizy OSW wyciąga słuszne – przecież nie tylko np. w krajach Środkowej i Wschodniej Europy są głosy (niemal jednomyślne), że Niemcy nie kwapią się z pomocą dla Ukrainy, ale nawet część polityków (w tym z rządzących RFN ugrupowań) i prasy twierdzi, że kanclerz celowo i z własnej inicjatywy wstrzymywał pomoc dla Ukrainy (przede wszystkim wojskową, np. dostawy tzw. ciężkiej broni). Ba, przyłapano parę razy kanclerza/rząd niemiecki na ewidentnych kłamstwach w sprawie udzielonej przez RFN pomocy Ukrainie, i to już nawet nie tylko prasa, a NATO i politycy poszczególnych krajów wchodzących w skład paktu to potwierdzali.

    Z tego zaś punktu widzenia, polskie stanowisko (ale nie tylko ono, w ogóle stanowisko całego regionu plus Anglosasi) w kwestii rosyjskiej agresji oraz tego, jak na nią Zachód powinien reagować, wykracza daleko poza niemieckie wyobrażenia na temat tego, jaka ta reakcja powinna być (i tak BTW, tylko częściowo wynika to z obaw o to, że konflikt się rozszerzy i że może nawet skutkować otwartą wojną między Rosją a NATO, bo Niemcy mają też wyraźny problem z rezygnacją ze swojej polityki wobec Rosji, której, obok dotychczasowych interesów konkretnych osób w niemieckich, szeroko rozumianych, elitach, korzenie sięgają Bismarcka, a do tego podsycone to jest obawami zarówno o nadchodzący okres zimowy, w którym może zabraknąć paliw kopalnych, jak i o przyszłość niemieckiej gospodarki totalnie uzależnionej od eksportu, który polegał na tanich surowcach – przede wszystkim energetycznych – głównie z Rosji; kwestię dominacji niemieckiej w Unii, po której, z powodu agresji rosyjskiej i niemieckiego blamażu przy reakcjach na tę agresję, Niemcom zostało wspomnienie, na razie już pomijając). Krytyki ze strony niemieckich polityków nie ma wprost, tym bardziej, że Niemcy w ostatnich miesiącach sporo oberwały wizerunkowo przez swoją politykę, ale władze niemieckie szczęśliwe z tego, co mówią i robią ich sojusznicy z UE i NATO, w tym Polska, ewidentnie – i od samego początku wojny – nie są, no bo po prostu nie zgadza się to z ich postrzeganiem sprawy.

    Natomiast stanowisko prasy w Niemczech jest tu istotne i to chyba nawet daleko bardziej niż ma to miejsce w przypadku relacji na linii: prasa-władza w innych krajach. Po pierwsze, dlatego, że wszędzie w demokratycznym świecie prasa stanowi element nacisku na władze. Po drugie, w Niemczech do tej pory "mainstreamowa" prasa przez całe dekady żyła dobrze z rządem. A teraz go dość mocno krytykuje za podejmowane decyzje w sprawie wojny rosyjsko-ukraińskiej i w dodatku staje tu po stronie państw przeciwnych dotychczasowej (do wybuchu wojny, a zwłaszcza po jej wybuchu) polityce niemieckiej. Dla elit politycznych, i przynajmniej części biznesowych, które nadal kurczowo trzymają się tej wizji polityki RFN sprzed rosyjskiej agresji, a do tego przywykły też pewnie do swego rodzaju komfortu ze strony prasy przysłowiowo poklepującej ich po plecach, musi być to trudne do przyjęcia i przełknięcia (tam gdzieś dalej w tym materiale OSW jest bodaj wspomniany jeden z doradców Scholza, który wbrew tej całej wewnętrznej i zewnętrznej krytyce np. ostatnio na bezczelnego twierdził, że należy myśleć o tym, jak będą wyglądały stosunki niemiecko-rosyjskie w przyszłości, co oznacza, że zwolennicy tego rodzaju poglądów obrali po prostu taktykę na przeczekanie i w miarę możliwości stopniowo będą podnosić łby w swych dążeniach do powrotu przez Niemcy do polityki sprzed wojny).

    "Ale odpowiedź na klikbajtowe pytanie o "atom" całkiem rzeczowa. ;)"

    Swoją drogą, nie rozumiem dlaczego oni, i to po tym wszystkim, nadal ślepo upierają się na odejściu od atomu (i dochodzę do wniosku, że "jeśli nie wiadomo, o co chodzi...). Odnawialne źródła energii nie tylko obecnie nie wystarczą i nie dadzą też bezpieczeństwa energetycznego, mogą tych rzeczy nie spełnić nigdy. Do tego wbrew pozorom, wcale nie są neutralne dla środowiska, a na dokładkę energia w ten sposób produkowana, w przeciwieństwie do atomu, jest droga.

  • MrHyde

    @MEM "To, co OSW przedstawiło, to jest przede wszystkim ogólna synteza tego..."  
    To akurat widzę. Czepiam się tylko szczegółu z 1 minuty - pierwszej, więc najważniejszej. Z tego co rozumiem to nie był spontaniczny wywiad, tylko wszystkie odpowiedzi były przygotowane przed nagraniem, a sam filmik jest kompilacją nagranych wcześniej (z powtórkami?), przyciętych gdzie trzeba wypowiedzi. W takiej sytuacji można chyba oczekiwać czegoś więcej niż "prasa związana z [tu lista kilku partii] jest za [mowa o polityce Niemiec], a urząd kanclerski przeciw [mowa o Polsce]", choćby tego, żeby informacja była wewnętrznie kompletna. No ale skoro występuje szef instytucji naukowej, to składam niski pokłon i nie mam więcej pytań.

  • MrHyde

    @MEM "Swoją drogą, nie rozumiem dlaczego oni, i to po tym wszystkim, nadal ślepo upierają się na odejściu od atomu"

    Ja też. Myślę, że mechanizm jest podobny lub wręcz ten sam co w przypadku katolików upierających się przy niepokalanym zapłodnieniu.

  • MrHyde

    @MEM "Ba, przyłapano parę razy kanclerza/rząd niemiecki na ewidentnych kłamstwach w sprawie udzielonej przez RFN pomocy Ukrainie" i tak dalej

    Pani z pierwszej minuty twierdzi, że Urząd Kanclerski formuje politykę zagraniczną (cytuję z pamięci, więc niekoniecznie dosłownie, ale sens bliski). To nawet prawda, z grubsza. Urząd mocno macza w tym palce, to jest praktyka "epoki Merkel".  
    Ale od kolegów tej pani wypowiadających się po niej dowiadujemy się, że RFN ma jeszcze ministrę spraw zagranicznych [BTW, ciekawe formowaniem czego zajmuje się MZS], nota bene brylującą w rankingach poparcia. Scholz jest podobno dopiero trzeci.
    Mamy więc Urząd Kanclerski i Urząd Spraw Zagranicznych (MSZ). Czy to nie pachnie dwuwładzą i potencjalnym konfliktem/konkurencją?
    Skądinąd wiadomo, że Urząd kanclerski przez nominacje (nieodwoływalnych) urzędników za czasów Schrödera to bastion SPD. Do tego jest jeszcze prezydent (z SPD), który wtedy nominował tych urzędników. Prezydent skonfliktowany z ambasadorem Ukrainy nie od 24 lutego! Ten konflikt (gorący jak diabli) ciągnie się od tak zwanego zawsze i nie z winy Kułeby/Ukrainy, tylko przez prowokacje względnie wpadki/gafy/brak wyobraźni urzędników prezydenta. Jednym słowem duch Schrödera żywy i w pełnej krasie.
    A tuż obok w rządzie mamy "zieloną" Baerbock, co pozjadała wszystkie zdechłe żaby, jakie tylko były do przełknięcia w ideologii Zielonych (i SPD - te dwie partie czasami są identyczne programowo) odnośnie eksportu broni do państw w stanie wojny.  
    Mamy tarcia na górze, jeśli nie wojnę, i takie same tarcia w elektoracie, tylko trochę pudrowane i wmiatane pod dywan koalicji. Ale pudrowanie pudrowaniem, a konflikt widać jak na dłoni. Nie wiem, czy ten materiał OSW dostatecznie to wyeksploatował. A by wypadało, żeby jeśli nie zrozumieć, to przynajmniej opisać, co się dzieje w Berlinie.

    Dalej OSW wrzuciło rosyjskojęzycznych do jednego worka putinistów i wyborców AfD i Linke. A to nie tak. To środowisko w sprawie wojny jest - co zrozumiałe - bardziej podzielone niż ogół Niemców; podzielone a nie stojące po jednej stronie barykady. Podzielone tak samo jak reszta "świata języka rosyjskiego". Kto jak kto, ale Ośrodek Studiów WSCHODNICH powinien się na tym znać. ;)

    Poza tym wszystko super i sama prawda. ;)

  • MEM

    @MrHyde "To akurat widzę. Czepiam się tylko szczegółu z 1 minuty - pierwszej, więc najważniejszej. Z tego co rozumiem to nie był spontaniczny wywiad, tylko wszystkie odpowiedzi były przygotowane przed nagraniem, a sam filmik jest kompilacją nagranych wcześniej (z powtórkami?), przyciętych gdzie trzeba wypowiedzi. W takiej sytuacji można chyba oczekiwać czegoś więcej niż "prasa związana z [tu lista kilku partii] jest za [mowa o polityce Niemiec], a urząd kanclerski przeciw [mowa o Polsce]", choćby tego, żeby informacja była wewnętrznie kompletna. No ale skoro występuje szef instytucji naukowej, to składam niski pokłon i nie mam więcej pytań."

    To chyba nie jest kompilacja wcześniejszych wypowiedzi zrobiona na zasadzie "wytnij-wklej". One pewnie są podobne, albo nawet takie same, do wypowiedzi ludzi z OSW na taki temat pojawiających się w innym miejscu i czasie, no bo niewiele się w tych kwestiach zmienia, a więc i ocena ich pozostaje niezmieniona, ale raczej to jest materiał, który powstał nie z powycinanych fragmentów, a został nagrany jako odpowiedź na konkretne pytania wybrane z komentarzy pod filmikami OSW na Youtube. A więc faktycznie nie ma tu "spontanu".

    Zaś co do kwestii tego oczekiwania czegoś więcej. Zapewne można oczekiwać czegoś więcej, ale jest też tu kwestia tego, do kogo zostaje skierowany ten "Q&A" (tym bardziej, że to właśnie taki typowy Q&A). A tu odbiorcą jest przysłowiowy przeciętny Kowalski, który, po pierwsze, może mieć różny poziom znajomości niemieckiej, w tym wypadku, sceny politycznej, po drugie, chce możliwie krótkiej, zwięzłej odpowiedzi, a nie wielogodzinnego wykładu, w którym zostanie zasypany całą stertą nazwisk, czy jakichś niuansów wewnętrznej polityki RFN, z których większość może mu nic nie mówić. I to (prawdopodobnie) odpowiadających tu ogranicza (np. na kanale OSW na YT był niedawno Q&A na temat Mołdawii, i tam odpowiadający na pytania, oprócz samych odpowiedzi, odsyłał do bardziej szczegółowych opracowań dostępnych na stronie Ośrodka, no bo po prostu nie miał jak tego zmieścić w tym formacie programu). Być może nawet i za duże ograniczenie sobie narzucili, no ale na to ja już nic nie poradzę. ;)  

    "Ja też. Myślę, że mechanizm jest podobny lub wręcz ten sam co w przypadku katolików upierających się przy niepokalanym zapłodnieniu."

    No chyba nie bardzo. :) W końcu katolik-owieczka wierzy w dogmat, tak? A tu, w przypadku tej niemieckiej wizji energetyki przyszłości, nie chodzi o to, w co wierzy jakiś, dajmy na to, szeregowy wyznawca Greenpeace'u (czyli taki "ekologiczny" odpowiednik katolickiej owieczki) przez lata urabiany, że "Atom to zło. Tylko źródła odnawialne.", a o to, w co wierzą ludzie na kluczowych decyzyjnych stanowiskach nie tylko w polityce, ale przede wszystkim w niemieckim biznesie – no a kto jak kto, ale oni powinni myśleć pragmatycznie (i to pomimo tej wpadki z uzależnieniem się od ruskiego gazu), a przynajmniej: daleko bardziej pragmatycznie niż ta "greenpeace'owa owieczka".

  • MEM

    @MrHyde "Pani z pierwszej minuty twierdzi, że Urząd Kanclerski formuje politykę zagraniczną (cytuję z pamięci, więc niekoniecznie dosłownie, ale sens bliski). To nawet prawda, z grubsza. Urząd mocno macza w tym palce, to jest praktyka "epoki Merkel".

    Ale od kolegów tej pani wypowiadających się po niej dowiadujemy się, że RFN ma jeszcze ministrę spraw zagranicznych [BTW, ciekawe formowaniem czego zajmuje się MZS], nota bene brylującą w rankingach poparcia. Scholz jest podobno dopiero trzeci.  
    Mamy więc Urząd Kanclerski i Urząd Spraw Zagranicznych (MSZ). Czy to nie pachnie dwuwładzą i potencjalnym konfliktem/konkurencją?"  

    Tylko, że oprócz tego, że faktycznie istnieje (wszędzie na świecie zresztą) konkurencja jednego urzędu z innym urzędem, jednego polityka z drugim, jednej partii z inną, to istnieje też coś takiego, jak cele długofalowej polityki państwa/racja stanu. I ta, w szanujących się krajach, pomimo tej wewnętrznej konkurencji, nie zmienia się ot tak sobie. Dlatego, choć to SPD i Schröder rozpoczęli projekt położenia pierwszej rury z Rosji po dnie Bałtyku, to jednak to Merkel i CDU przez bite 16 lat kontynuowała i rozbudowała (o kolejną rurę) projekt i wychodziła z siebie, by wmawiać wszystkim dookoła, że "to projekt ściśle biznesowy". I Niemcy do dziś by chętnie to w tym wypadku robili, gdyby nie zszargana opinia z powodu ich postawy wobec konfliktu na Ukrainie i podejścia do Putina i do Ruskich, gdyby nie to, że przede wszystkim USA złapały ich za przysłowiowe jaja (przecież na kawał czasu przed wojną groziły nawet sankcjami na RFN), zmuszając do wypełniania sojuszniczych zobowiązań (które mimo to Niemcy nadal starają się "sabotować" ), i gdyby nie to, że do co niektórych w Berlinie zaczęło docierać –  a i to nie wiadomo w sumie, na ile wyraźnie i na jak długo docierać to będzie – ruskie zagrożenie szantażem energetycznym już bezpośrednio wobec Niemiec (bo resztę Unii, a już zwłaszcza to, co na wschód od Odry, Niemcy mają w dupie – wbrew wielodekadowemu głoszeniu głodnych kawałków o "solidarności europejskiej", to przede wszystkim oni zawsze stawiali własny interes ponad unijny). Dlatego też, choć to Zieloni mieli na sztandarach ekologię, w tym odejście od paliw kopalnych, to dziś są jednymi z najgłośniej optujących nie tylko za pozostawieniem na pewien czas obecnych źródeł zasilania, ale jeszcze dodatkowym powrotem do tych najbardziej kopcących. I dlatego też, choć to chadecja wozi się po Scholzu, za brak odpowiedniej pomocy Ukrainie, to na jego miejscu robiłaby dokładnie to samo (bo przecież robiła – to, w jakim stanie jest dziś Ukraina, to przecież w dużej mierze wina Merkel i CDU, które – żeby było śmieszniej – przecież uważają, że nie mają sobie nic do zarzucenia).

    Podsumowawszy: ta konkurencja między jedną opcją niemieckiej polityce a drugą nikomu w elitach niemieckich nie zasłania na tyle interesów Niemiec, żeby można było powiedzieć, że jest jakaś skrajna różnica między stanowiskami. Owszem pewne różnice są, ale część z nich to tylko teatr, na potrzeby utrzymania własnej pozycji na niemieckiej scenie politycznej, lub wywalczenia sobie jej lepszej. Tak samo jak  u nas np. Tusk/opozycja z oburzeniem wrzeszczy, że jest inflacja i to wina rządowego rozdawnictwa, a za chwilę domaga się kilkudziesięcioprocentowych podwyżek dla wybranej części urzędników państwowych, wrzeszczy, że paliwo drogie, a bywało, że mówił, że "teraz to benzyna może być po 7 zł", bo wybory wygrane, wrzeszczy, że NBP ma podnieść stopy, by zwalczać inflację, a za chwilę jest wrzask, że rata kredytu wysoka. I w przypadku Niemiec ten teatr na potrzeby "ludu" też trzeba oddzielić od tych żywotnych interesów państwa, które mogą być z różnymi drobnymi modyfikacjami dokonywanymi z punktu widzenia którejś z ekip rządzących, ale które co do całokształtu są bezwzględnie realizowane.

    "Dalej OSW wrzuciło rosyjskojęzycznych do jednego worka putinistów i wyborców AfD i Linke. A to nie tak. To środowisko w sprawie wojny jest - co zrozumiałe - bardziej podzielone niż ogół Niemców; podzielone a nie stojące po jednej stronie barykady. Podzielone tak samo jak reszta "świata języka rosyjskiego". Kto jak kto, ale Ośrodek Studiów WSCHODNICH powinien się na tym znać."

    Wiesz, gdyby przyjrzeć się nie tylko Niemcom ze skrajnych partii i "niemieckim Rosjanom", ale Rosjanom w samej Rosji, to by wyszło na to, że to społeczeństwo także jest podzielone w sprawie ruskiej agresji na Ukrainę (i w każdej innej też). Ale koniec końców, jak przychodzi do sondaży na ten temat, czy do jakichś działań przeciwko tej agresji, to się okazuje, że 70 czy 80% (tak z czapy) Rosjan popiera agresję i wodza. Tu jest podobnie, jak wcześniej w przypadku tej niemieckiej polityki i konkurencji wewnątrz niej. I podobnie jak wcześniej już była mowa – to jest Q&A skierowany do konkretnego odbiorcy. Choć oczywiście mógłby być tę np. minutę dłuższy i dorzucić coś do wypowiedzi na ten temat.

  • MrHyde

    @MEM "To chyba nie jest kompilacja wcześniejszych wypowiedzi"
    Nie to miałem na myśli. Tylko tyle, że jak jest wywiad, czy jakaś inna spontaniczna wypowiedź, to wiele "niedoróbek" można wybaczyć, a ten filmik to quasi oficjalny release poważnej instytucji i że wszystkie wypowiedzi były, przynajmniej w założeniu, przemyślane z wyprzedzeniem. Na piśmie taka wypowiedź jak w pierwszej minucie wyglądałaby jak bełkot (i byłaby nim w istocie), w wersji słuchowej tylko dźwięczy bełkotliwie. No ale ja się czepiam zupełnie bez potrzeby. Dobranoc! :)

  • MrHyde

    @MEM "a o to, w co wierzą ludzie na kluczowych decyzyjnych stanowiskach nie tylko w polityce, ale przede wszystkim w niemieckim biznesie"

    A, to co innego. A nawet dwie odrębne coinnoście - polityczna i biznesowa. W moim odczuciu odrębne, ale może się mylę.

  • MrHyde

    @MEM "Merkel i CDU przez bite 16 lat kontynuowała" - 16 lat w koalicji z kim? ;)

  • MrHyde

    @MEM "że do co niektórych w Berlinie zaczęło docierać –  a i to nie wiadomo w sumie, na ile wyraźnie i na jak długo docierać to będzie – ruskie zagrożenie szantażem energetycznym już bezpośrednio wobec Niemiec"

    To akurat dotarło dość skutecznie. Przy czym skuteczności nie mierzę gadkami do kamery tylko decyzjami. A te są takie, że "na gwałt" wprowadzono ustawowe minimalne progi wypełnienia magazynów gazu (reakcja na udaną specoperację Gazpromu/Kremla z jesieni ubiegłego roku) i zakup tez "na gwałt" gazoportów. Plus wstępne kroki do nacjonalizacji Gazprom-Germania.

  • MrHyde

    @MEM "Ale koniec końców, jak przychodzi do sondaży"

    Subtelna różnica między Niemcami a Rosją jest taka, że w państwie demokratycznym sondaże są, a w dyktaturze nie istnieją.

  • MrHyde

    @MEM "to jest Q&A skierowany do konkretnego odbiorcy. Choć oczywiście mógłby być tę np. minutę dłuższy "

    Nie dłuższy o minutę, a bardziej precyzyjny. Zresztą w tej konkretnej odpowiedzi połowę słów można by było spokojnie wykreślić - na przyklad tę wylicznkę partii z którymi jakoby związana jest ta część prasy, którą Sz. Pani szef instytucji miała na myśli. Wyszłoby i krócej, i prawdziwiej. A bełkot to bełkot. Nieważne, czy do nakarmienia omnibusa Iksińskiego czy analfabety Kowalskiego.

  • MEM

    @MrHyde "Nie to miałem na myśli. Tylko tyle, że jak jest wywiad, czy jakaś inna spontaniczna wypowiedź, to wiele "niedoróbek" można wybaczyć, a ten filmik to quasi oficjalny release poważnej instytucji i że wszystkie wypowiedzi były, przynajmniej w założeniu, przemyślane z wyprzedzeniem. Na piśmie taka wypowiedź jak w pierwszej minucie wyglądałaby jak bełkot (i byłaby nim w istocie), w wersji słuchowej tylko dźwięczy bełkotliwie. No ale ja się czepiam zupełnie bez potrzeby. Dobranoc! :)"

    "Przy tym pytaniu musimy oczywiście rozróżnić. To znaczy. Jest część, duża część, powiedziałabym nawet większość prasy niemieckiej, która się ustawia w jednej grupie z większością polityków Zielonych, częścią chadecji, częścią liberałów. I ta grupa uważa, że – to bardzo generalny podział, ale uznajmy, że taki może być – że Polska prawidłowo się zachowuje jakby w tym konflikcie, i że to Niemcy robią zbyt mało i za późno.  

    Natomiast jest grupa, niestety kluczowa, ponieważ na jej czele stoi Urząd Kanclerski i sam kanclerz, która kieruje polityką zagraniczną Niemiec, która uważa, że polityka polska jest polityką..., no, powiedziałabym, niebezpieczną."


    No więc masz na piśmie tę pierwszą minutę. :) I jako taka ogólna odpowiedź na zadane pytanie, to to wcale nie jest takie bełkotliwe. Co prawda, można by było pozbyć się fragmentów w stylu: "Jest część, duża część, powiedziałabym nawet większość" (ale z tej wypowiedzi tego się wyciąć nie da, musiano by ją specjalnie nagrywać od nowa wedle wcześniej ułożonego tekstu, którego odpowiadająca osoba musiałaby się trzymać) – i ciekawe, czy oni, ci, którzy się wypowiadają, faktycznie z góry znali pytania, bo forma odpowiedzi przypomina raczej odpowiedź udzielaną "na żywo", bez przygotowania; może pytania znał wcześniej tylko ten, który je powybierał? – ale cała reszta wypowiedzi ma jak najbardziej sens.

    Przecież faktycznie tak jest, że większość mediów i polityków niemieckich wini Scholza za niewystarczającą pomoc Ukrainie i za jej, przynajmniej w niektórych wypadkach, wstrzymywanie (i to pod kłamliwymi pretekstami). Ale jeśli, powiedzmy, znacznie śmielsze decyzje zapadłyby w Berlinie, na wzór polskich czy anglosaskich z początków wojny, i konsekwencją tego byłaby recesja w Niemczech, albo jeszcze gorzej – wybuch wojny z Rosją, to kogo te same media, biznes i politycy niemieccy obwinią? Kanclerza i rządzącą koalicję (przypomina to zachowanie naszej opozycji pod adresem Glapy i NBP za inflację ;)) i to rządowi spadną notowania.  

    I prawdą jest też, że Scholz z ramienia piastowanego urzędu i w imieniu rządu Niemiec (bo pomimo iż Niemcy mają MSZ, o którym wspomniałeś wcześniej, to jednak minister należy do rządu i podlega kanclerzowi – nie może sobie przecież kreować polityki zagranicznej, jak mu się podoba i wbrew "władzy zwierzchniej" ) często wypowiadał się właśnie w takim tonie, że nie można robić tego i tego przy udzielaniu Ukrainie pomocy, bo np. ryzykujemy eskalacją konfliktu z Rosją, aż po nuklearny włącznie. Tym samym ewidentnie kanclerz nie zgadza się z np. polskim stanowiskiem w tej sprawie (już pominąwszy to, że za tym zdaniem Scholza mogą też stać interesy Niemiec w Rosji i z Rosją, którym Niemcy nie chcieli zaszkodzić, a gadka o ryzyku eskalacji to tylko oficjalny argument).

    "A, to co innego. A nawet dwie odrębne coinnoście - polityczna i biznesowa. W moim odczuciu odrębne, ale może się mylę."

    Odrębne to to nigdy nie jest. :)

    Raz, z tego powodu, że jeśli biznes cienko przędzie, to i społeczeństwo ma pod górkę, a to się odbija na poparciu dla polityków.

    Dwa. Biznes ma powiązania finansowe (mniej lub bardziej oficjalne) z konkretnymi partiami i konkretnymi politykami.

    Trzy. Częścią biznesu są media, a te mają olbrzymią, i w zasadzie niekontrolowaną, władzę.

    Podsumowawszy. W krajach "demokracji zachodniej" – w odróżnieniu od np. Polski, niestety, gdzie władza na własne widzimisię potrafiła każdy biznes udupić, jeśli się tylko nie spodobał lub "wychylił"; i to sięga jeszcze sanacyjnych czasów, a głęboko w mentalności ugruntowała to komuna – tak naprawdę rządzi pieniądz (czyli biznes), a nie politycy. (I dlatego lepiej zostać potentatem niż politykiem. ;))

  • MEM

    @MrHyde "16 lat w koalicji z kim? ;)"  

    No dobrze, ale nadal kanclerz i CDU musiały się zgodzić na poparcie przez siebie kontynuowania takiej polityki energetycznej państwa. I nie bardzo widziały przeszkody mówiące, żeby się na to nie zgadzać. Na dobrą sprawę, nawet szantażować zerwaniem koalicji by się ich za bardzo nie dało, bo przecież władzę traci wtedy nie tylko kanclerz i CDU, ale także i koalicjant (na którego na dokładkę spadałaby przed elektoratem wina, że domagał się bezpośredniego zaszkodzenia niemieckim interesom, skutkiem czego pogorszyłaby się sytuacja gospodarcza państwa, a więc i życiowa elektoratu). Polityka zakupów tanich surowców w Rosji była podstawą wszystkich ekip rządzących RFN od ponad 50 lat. M. in. na tym Niemcy zbudowały swój dobrobyt i pozycję na świecie. Żaden polityk z czegoś takiego nie zrezygnuje, bez względu na to, czy akurat rządzi w koalicji czy samodzielnie.

    "To akurat dotarło dość skutecznie. Przy czym skuteczności nie mierzę gadkami do kamery tylko decyzjami."

    To nie w tym rzecz. :) To – oprócz tych oporów w Niemczech przed wspieraniem Ukrainy i narażaniem się przez to Ruskim – przede wszystkim problem tego, na jak długo te decyzje będą w stanie się utrzymać. Niestety, prędzej czy później coraz bardziej do głosu w RFN będą dochodzić tacy jak Jens Plötner, a wtedy te decyzje się, przynajmniej częściowo, zmienią.

    "A te są takie, że "na gwałt" wprowadzono ustawowe minimalne progi wypełnienia magazynów gazu (reakcja na udaną specoperację Gazpromu/Kremla z jesieni ubiegłego roku) i zakup tez "na gwałt" gazoportów. Plus wstępne kroki do nacjonalizacji Gazprom-Germania."

    Wypełnienie magazynów (w dodatku, póki co, w znacznej mierze rosyjskim gazem) to półśrodek – Niemcy zużywają znacznie więcej gazu, niż mogą go magazynować. Zapasów magazynowych starczy na x czasu, a potem co? Żadna ustawa nie uzupełni zużytego z magazynów gazu, jeśli nie będzie go skąd wziąć. A nawet jeśli będzie skąd go brać, to przynajmniej przez pewien czas jego cena będzie wysoka, a to oznacza droższą produkcję przemysłową, czyli spadek popytu na niemieckie towary przy gospodarce, której podstawą jest eksport (dodatkowo spadek popytu wzmocniony gospodarczymi problemami całego świata) i większe obciążenie społeczeństwa kosztami życia przy rosnących inflacji i bezrobociu.

    "Pływające gazoporty" i stałe gazoporty, które mają być zbudowane, są dobrym rozwiązaniem, podobnie jak zamiar nacjonalizacji przynajmniej tego kawałka NS, który przebiega przez terytorium Niemiec. Ale tu znów, przynajmniej w perspektywie najbliższych kilku-kilkunastu miesięcy, problemem jest pozyskanie surowca (nie mówiąc już o tym, by był on tani), a nie tylko sama infrastruktura pozwalająca go przeładować czy magazynować.

    Tak czy inaczej, pomimo słuszności decyzji, to są decyzje podjęte z przymusu, a nie dlatego, że Niemcom to odpowiada. Czyli należy się spodziewać, że gdyby nastał pokój z Rosją (i to tym chętniej, im szybciej by nastał), w Niemczech byłoby duże ciśnienie na powrót do "business as usual" (pod byle pretekstem i przy kompletnym olaniu tego, co Ruscy wyprawiali; BTW, tak samo, jak obecnie Niemcy – i zresztą nie tylko oni – nie mają jakiegoś większego problemu z interesami z Chinami, pomimo tego, że to jeszcze większe zagrożenie niż Rosja, pomimo tego, że Amerykanie zaczynają od dłuższego czasu nadawać "antychiński" kurs Zachodowi i pomimo tego, że Chińczycy od dawna łamią prawa człowieka i to w dodatku na wzór nazistowski) z Rosją, zamiast zerwania z nią raz na zawsze. A wtedy argumentacja będzie prosta: nie musimy się ponownie uzależniać od Rosji, biorąc od niej całość taniego gazu, ale możemy brać np. 30%. A potem ktoś powie coś w rodzaju: Dlaczego moja firma ma być poszkodowana i płacić drożej za gaz z innego źródła? Ja też chcę rosyjski. I szopka się zacznie na nowo. Stopniowo, powoli. A tym bardziej, jeśli przypadkiem w Rosji – o ile ona się nie rozpadnie, rozwiązując wiele problemów świata – nastanie władza, która, podobnie jak kiedyś Putin, zacznie udawać cywilizowaną. A za tym pójdzie "odwieczna" niemiecka polityka dotycząca wschodu. W tym i nas. Czyli dogadywanie się z Rosją ponad głową całego regionu i tylko we własnym, nawet jeśli na ograniczoną metę, interesie. Plus rozbudowa Bundeswehry.

    "Subtelna różnica między Niemcami a Rosją jest taka, że w państwie demokratycznym sondaże są, a w dyktaturze nie istnieją."

    Tak. Tylko mimo tych nieistniejących sondaży w Rosji, mówiących o poparciu dla reżimu, mało kto wyszedł na ulicę przeciwko temu, co robi (zresztą od lat, przecież poziom życia Rosjan systematycznie obniża się od dawna, a zwłaszcza od pierwszych zachodnich sankcji za aneksję Krymu) władza. I to nie tylko z powodu strachu przed konsekwencjami ze strony tej władzy.

  • MEM

    @MrHyde "Nie dłuższy o minutę, a bardziej precyzyjny."

    Ale czego by miała dotyczyć ta precyzja? Konkretnie.  

    Pytanie było o to, jak w Niemczech oceniana jest polska polityka w kwestii wojny na Ukrainie, i baba dość konkretnie, choć ogólnikowo, na to odpowiedziała – że ci i ci jej przyklaskują, a z kolei ci i ci są jej przeciwni. Co miała jeszcze tu dodać?  

    "Zresztą w tej konkretnej odpowiedzi połowę słów można by było spokojnie wykreślić - na przyklad tę wylicznkę partii z którymi jakoby związana jest ta część prasy, którą Sz. Pani szef instytucji miała na myśli."

    To byś się przyczepił, że nie wymieniła konkretnie, która partia jest za, a która przeciw, czyli niedostatecznie temat "wyeksploatował(a). A by wypadało". ;)  

    "na przyklad tę wylicznkę partii z którymi jakoby związana jest ta część prasy, którą Sz. Pani szef instytucji miała na myśli. Wyszłoby i krócej, i prawdziwiej."  

    Naprawdę nadal wierzysz, że istnieją "niezależne media"? :) I to po tym wszystkim, co się działo w ostatnich latach, a o czym zdarzało się nam tu dyskutować?

    Za Wikipedią, żeby daleko nie szukać.

    Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ) – niemiecki wysokonakładowy liberalno-konserwatywny [No to kogo będzie popierał? - przyp.] dziennik wydawany od 1949 roku we Frankfurcie nad Menem.

    Die Welt – wysokonakładowy niemiecki dziennik założony w 1946 w Hamburgu przez stacjonujących tam brytyjskich aliantów. Obecnie redakcja główna znajduje się w Berlinie, a właścicielem praw do gazety jest Axel Springer SE.  
    Dziennik określa się sam jako liberalno-kosmopolityczny, ale uważany jest powszechnie za konserwatywny i prawicowy.

    Süddeutsche Zeitung – największy dziennik formatu broadsheet w Niemczech, wydawany w Monachium od 1945 roku. Ma charakter liberalny i centrolewicowy.

    Berliner Zeitung – centrolewicowy dziennik założony w Berlinie w 1945 roku.
      

    I tak dalej...

    Do tego jakiś czas temu AfD chciała też sobie otworzyć (nie wiem, czy jej się to udało i na jaką skalę) studio telewizyjne w Berlinie, bo uważała, że mainstreamowe media ją ignorują i produkują na jej temat nieprzychylne opinie oraz fake newsy, i że oprócz tego jest cenzurowana przez władze za wypowiedzi jej polityków umieszczone w internecie.

  • MrHyde

    @MEM "musiano by ją specjalnie nagrywać od nowa wedle wcześniej ułożonego tekstu, którego odpowiadająca osoba musiałaby się trzymać"

    Oczywiście że tak. Należało napisać sobie pięć zdań na kartce i trzymać się treści co do przecinka, a jak się bełkotnie, powtórzyć. Czas nie naglił. To nie był wywiad, którego nie wypada post-montować ani konferencja prasowa.

  • MrHyde

    @MEM "Przecież faktycznie tak jest, że większość mediów..."  

    Jest tak faktycznie. A wiesz do kogo należy większość mediów z wyjątkiem gazet, czyli radio i telewizja? Do państwa, to media publiczne a nie partyjne. A jeśli partyjne, to jakie partie mają/miałyby na nie wpływ. No chyba nie opozycyje? Więc czy naprawdę na pierwszym miejscu Zieloni - obecni w rządzie federalnym po xxxL-letniej przerwie? A nie SPD rządząca nieprzerwanie od - aż głowa boli od liczenia? ;) Wiesz, państwowym thinktankom radziłbym więcej patrzyć na fakty, a mniej się zajmować mitologią. To takie ogólne chciejstewko bez związku z tematem. :)

  • MrHyde

    @MEM "Ale czego by miała dotyczyć ta precyzja? Konkretnie."
    Jak zaczynamy od prasy idącej z "większością polityków Zielonych, częścią chadecji, częścią liberałów",to wypada po przecinku powiedzieć o reszcie prasy, domniemywam, że w większości SPD-, Linke-, i AfD- owskiej. Jak mowa o rządzie federalnym, czy ogólnie o rządach, to nie mieszać w to prasy.  
    Mówić prosto i logicznie. Czy to za dużo?

  • MrHyde

    @MEM  "Naprawdę nadal wierzysz, że istnieją "niezależne media"? :) I to po tym wszystkim, co się działo w ostatnich latach, a o czym zdarzało się nam tu dyskutować?

    Za Wikipedią, żeby daleko nie szukać.

    Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ) – niemiecki wysokonakładowy liberalno-konserwatywny [No to kogo będzie popierał? - przyp.] dziennik wydawany od 1949 roku we Frankfurcie nad Menem.

    Die Welt – wysokonakładowy niemiecki dziennik założony w 1946 w Hamburgu przez stacjonujących tam brytyjskich aliantów. Obecnie redakcja główna znajduje się w Berlinie, a właścicielem praw do gazety jest Axel Springer SE.  
    Dziennik określa się sam jako liberalno-kosmopolityczny, ale uważany jest powszechnie za konserwatywny i prawicowy.

    Süddeutsche Zeitung – największy dziennik formatu broadsheet w Niemczech, wydawany w Monachium od 1945 roku. Ma charakter liberalny i centrolewicowy.

    Berliner Zeitung – centrolewicowy dziennik założony w Berlinie w 1945 roku.  

    I tak dalej... "

    Liberalne, konserwatywne, kosmopolityczne, centrolewicowe - a ja odniosłem wrażenie, że większość jest zielona. Ach, ta przeklęta klątwa pierwszej minuty! ;)

  • MrHyde

    @MEM "AfD chciała też sobie otworzyć (nie wiem, czy jej się to udało i na jaką skalę) studio telewizyjne w Berlinie"
    Na skalę YouTube'a. ;) Nie no, jest taka tv w landzie Berlin. (Koncesje na tv są prerogatywą landów)
    w ww .tvb. de/nachrichten/rubrik/91/Tichys_Ausblick.h tml

  • MEM

    @MrHyde "Oczywiście że tak. Należało napisać sobie pięć zdań na kartce i trzymać się treści co do przecinka, a jak się bełkotnie, powtórzyć. Czas nie naglił. To nie był wywiad, którego nie wypada post-montować ani konferencja prasowa."  

    Faktycznie wcześniej przygotowana odpowiedź ma swoje zalety. Czemu, jak się wydaje, OSW tego w tym wypadku nie robi – nie wiem. Może to oszczędność czasu – analityk zna temat, więc nie musi się jakoś ekstra do niego przygotowywać, dukać z kartki, albo uczyć się na pamięć treści wystąpienia, tylko po prostu siada i mówi. Wadą jest oczywiście to, że musi to w krótkiej formie zrozumiałej dla odbiorcy przedstawić, a człowiek nie komputer, więc mu się zdarzają różne fragmenty, które można by wyciąć.

    "Jest tak faktycznie. A wiesz do kogo należy większość mediów z wyjątkiem gazet, czyli radio i telewizja? Do państwa, to media publiczne a nie partyjne. A jeśli partyjne, to jakie partie mają/miałyby na nie wpływ. No chyba nie opozycyje?"

    No dobrze, tylko to właśnie tzw. opiniotwórcza prasa (w tym opozycyjna, która patrzy rządowi na ręce, w nadziei, że znajdzie punkt zaczepienia, który zmieni preferencje wyborcze części elektoratu; z kolei – tak BTW – prasa "prorządowa" do pewnego stopnia pilnuje, by rząd nie odstawiał samowolki, a realizował program i obietnice) ma tu dużo do powiedzenia na temat postępowania władzy. A druga kwestia jest taka, że nawet jeśli w RFN ta większość mediów radiowo-telewizyjnych należy do państwa, nawet jeśli media przywykły do dobrego życia z władzą, to przecież nie wygląda to tak skrajnie, jak dzisiejsze TVP. Tym bardziej, że owszem, np. CDU straciła ostatnio władzę na szczeblu rządowym, ale przecież nie przestała istnieć i działać w polityce (na wszystkich jej szczeblach). Sam zresztą wspomniałeś wcześniej, że np. w Urzędzie Kanclerskim są urzędnicy, którzy są "nieodwoływalni", nie?

    "Wiesz, państwowym thinktankom radziłbym więcej patrzyć na fakty, a mniej się zajmować mitologią."  

    Co rozumiesz przez mitologię?

    "Jak zaczynamy od prasy idącej z "większością polityków Zielonych, częścią chadecji, częścią liberałów",to wypada po przecinku powiedzieć o reszcie prasy, domniemywam, że w większości SPD-, Linke-, i AfD- owskiej."

    Ja wyszłam w tym wypadku z założenia, że skoro ta analityk stwierdziła, że większość tej prasy krytykuje rząd, to, w domyśle, reszta stoi – przynajmniej mniej więcej – na przeciwnym stanowisku.

    "Jak mowa o rządzie federalnym, czy ogólnie o rządach, to nie mieszać w to prasy.
    Mówić prosto i logicznie. Czy to za dużo?"  

    A nie da się. :) I to już nawet nie dlatego, że pytanie brzmiało: Jak urzędnicy i prasa niemiecka..., ale przede wszystkim dlatego, że media mają duży wpływ na politykę. Przecież, tak trzymając się tego samego przykładu, Scholz swego postępowania w sprawie rosyjskiej agresji nie zmienił jedynie pod wpływem nacisku sojuszników, ale też, a może nawet przede wszystkim, pod wpływem nacisku niemieckiej opinii publicznej, a więc także i tej, za której poglądami stała opiniotwórcza prasa. Nie ma na świecie polityka – w choć jako tako demokratycznych państwach – którego decyzje byłyby całkowicie oderwane od wpływu mediów. Prasa jest więc tu wmieszana, czy chce tego czy nie, i wmieszana jest od zawsze.

    Logika wypowiedzi jest więc w tym wypadku zachowana.

    "Liberalne, konserwatywne, kosmopolityczne, centrolewicowe - a ja odniosłem wrażenie, że większość jest zielona."

    Bo wspólny interes jednoczy. ;) I nie ma co zwalać tego na "pierwszą minutę".  

    Zresztą, program/ideologia Zielonych, którą przecież uważa się za lewicową, więc pasuje przynajmniej do części tytułów ze wspomnianej wcześniej prasy, wcale nie odbiega tak bardzo od linii przyjętej przez władze w Niemczech sprawowane, na przestrzeni lat, przez SPD i CDU. Są przeciwni nacjonalistom, są za, ogólnie mówiąc, ekologią, są przeciwko energii atomowej, od której Niemcy od lat chcą odejść, są za coraz większym zjednoczeniem państw Unii, co polityce niemieckiej było/jest bardzo na rękę, bo się dominować nad Europą dwa razy podbojem nie udało, więc może uda się "pokojowo", i tak dalej... A że ostatnio o nich jest głośniej, to i są wymieniani.

    "Na skalę YouTube'a. ;) Nie no, jest taka tv w landzie Berlin. (Koncesje na tv są prerogatywą landów)"  

    Nie chodzi mi tylko o to, że jest taka. Chodzi też o to, że w tych zarzutach/motywacji AfD do stworzenia własnych mediów może być ziarno prawdy w kwestii podejścia do AfD przez pozostałe niemieckie media. A to z kolei potwierdzałoby, że te oskarżane media mają swoje powiązania "ideologiczno-biznesowe" z niemieckimi partiami stanowiącymi dla AfD konkurencję, czyli, że ta wyliczanka "partii z którymi jakoby związana jest ta część prasy" wcale nie jest bezsensowna.

  • MrHyde

    @MEM "Faktycznie wcześniej przygotowana odpowiedź ma swoje zalety. Czemu, jak się wydaje, OSW tego w tym wypadku nie robi – nie wiem"

    Może jest coś w tym, że szefowej się nie poprawia. Włożyliby ten kawałek gdzieś w środek, i by się nie rzucało w uszy. A tak, otwierasz filmik z tytułem o energetyce jądrowej, a słyszysz coś o opiniach Niemiec o stanowisku Polski, w dodatku bałaganiarski cosik. No to się pytasz, a o co biega.

  • MrHyde

    @MEM "A nie da się. :) I to już nawet nie dlatego, że pytanie brzmiało: Jak urzędnicy i prasa niemiecka...,"

    Nie wiń pytania za odpowiedź. To pani analityk pisze swoją wypowiedź, nie autor pytania.

  • MrHyde

    @MEM "Chodzi też o to, że w tych zarzutach/motywacji AfD do stworzenia własnych mediów może być ziarno prawdy w kwestii podejścia do AfD przez pozostałe niemieckie media."

    Może być nawet wiele ziaren. A to że "linke Medien", a to że "Lügenpresse". A może nie być. W końcu gdyby do TV nie zapraszano gości z AfD, kiedy ta była planktonowym marginesem, gdyby nie komentowano, z oburzeniem albo siląc się na obiektywizm, wybryków liderów AfD, nie epatowano wynikami sondaży/głosowań - że olaboga 5 czy 15% dla AfD, to by tej partii było dużo ciężej. Więc może te rządowe media wylansowały AfD? Może być takie ziarnko prawdy? ;)

  • MrHyde

    @MEM "Co rozumiesz przez mitologię?"

    Bazowanie na starej, niedostatecznue sprawdzonej wiedzy.

  • MEM

    @MrHyde "Może jest coś w tym, że szefowej się nie poprawia. Włożyliby ten kawałek gdzieś w środek, i by się nie rzucało w uszy. A tak, otwierasz filmik z tytułem o energetyce jądrowej, a słyszysz coś o opiniach Niemiec o stanowisku Polski, w dodatku bałaganiarski cosik. No to się pytasz, a o co biega."  

    A to już naginasz rzeczywistość pod swoją tezę. Po pierwsze, w tytule masz wyraźnie zaznaczone, że to Q&A, i jak to na YT jest w zwyczaju, umieszczone w tytule tylko jedno, dwa pytania, które w programie padną. Po drugie, oprócz samego tytułu masz też opis tego, o czym ten materiał mówi. I stoi tam tak:

    "W nowym Q&A eksperci OSW odpowiadają na pytania o Niemcy. Elektrownie atomowe, Niemcy inflacja, relacje Niemcy-Rosja, Niemcy-Ukraina, reakcje Niemców na inflację, ocena rządów Angeli Merkel, polityczna przyszłość Zielonych, rosyjska mniejszość w Niemczech, obecna sytuacja AfD i Die Linkę(...)
    Polecamy również analizy i raporty dotyczące Niemiec, pojawiające się regularnie na stronie OSW:  (...)"


    Czyli to wcale nie jest tak, że miało być tylko o atomie. I co więcej, dodano dla zainteresowanych bardziej rozbudowane materiały (tak a propos tego, że zbyt ogólnie, mało precyzyjnie itd. ;)).

    "Nie wiń pytania za odpowiedź. To pani analityk pisze swoją wypowiedź, nie autor pytania."  

    Nie winię. Pytanie mówi m. in. o prasie niemieckiej, to i w odpowiedzi jest o prasie niemieckiej. To w czym rzecz? :) Przecież nie ma być o niebieskich migdałach, tylko o prasie, nie?

    "Może być nawet wiele ziaren. A to że "linke Medien", a to że "Lügenpresse". A może nie być. W końcu gdyby do TV nie zapraszano gości z AfD, kiedy ta była planktonowym marginesem, gdyby nie komentowano, z oburzeniem albo siląc się na obiektywizm, wybryków liderów AfD, nie epatowano wynikami sondaży/głosowań - że olaboga 5 czy 15% dla AfD, to by tej partii było dużo ciężej. Więc może te rządowe media wylansowały AfD? Może być takie ziarnko prawdy?"

    Nie może. ;) A to dlatego, że AfD najpierw sobie sama uzbierała te "5 czy 15%", co wcale nie jest łatwe, zwłaszcza w krajach, w których scena polityczna od dekad jest podzielona i ustabilizowana. Czyli to nie media ją wylansowały. Natomiast – abstrahując od tego, czy zasłużenie czy nie – media tzw. "mainstreamowe" stosowały wobec niej "czarny PR", o którym sam właśnie tu wspominasz, a o który z kolei AfD miała pretensje, stąd wspomniane wcześniej jej usprawiedliwianie konieczności stworzenia jej własnych mediów. I tak koło się zamyka w kwestii wpływu mediów/prasy na politykę.

    Oczywiście to, że głośniej było o AfD niż o innych skrajnych partiach, powoduje, że ta partia istnieje w takiej ogólnej świadomości elektoratu, ale niekoniecznie to się przekłada na poparcie, czy na wzrost poparcia, dla niej.

    "Bazowanie na starej, niedostatecznue sprawdzonej wiedzy."  

    Dalej ogólnik... A mi chodzi o konkret. O przykład takiej starej, niesprawdzonej wiedzy w tym, co w materiale OSW powiedziano. Inaczej trudno się do tego odnieść.

  • MrHyde

    @MEM "W nowym Q&A eksperci OSW odpowiadają na pytania o Niemcy. Elektrownie atomowe, Niemcy inflacja, relacje Niemcy-Rosja, Niemcy-Ukraina, reakcje Niemców na inflację, ocena rządów Angeli Merkel, polityczna przyszłość Zielonych, rosyjska mniejszość w Niemczech, obecna sytuacja AfD i Die Linkę(...)
    Polecamy również analizy i raporty dotyczące Niemiec, pojawiające się regularnie na stronie OSW:  (...)"


    Tego nie widziałem. "Q@A" to dla mnie znaczki bez znaczenia. Znaczenie miały: "MEM" i tytuł wybity gigantycznymi bukwami: "Czy Niemcy wrócą do atomu".
    Swoją drogą w opisie nie pada słowo Polska, a w pierwszym temacie-odpowiedzi i owszem. Więc to jakaś podpucha i gadka nie na temat.

  • MEM

    @MrHyde "Tego nie widziałem."

    A bo nie zrobiłam kopiuj-wklej opisu z Youtuba. :) Myślałam, że sam tytuł filmiku wystarczy.

    "Q@A" to dla mnie znaczki bez znaczenia."

    A to błąd, :) bo one mają tu największe znaczenie.  

    "Znaczenie miały: "MEM""

    Och, czymże sobie zasłużyłam... ;) :lol2:

    "i tytuł wybity gigantycznymi bukwami: "Czy Niemcy wrócą do atomu"."

    To pewnie trochę clickbait. Częstą metodą w przypadku youtube'owych Q&A dla zwiększenia zasięgu materiału jest wybranie najbardziej budzących zainteresowanie pytań.

    "Swoją drogą w opisie nie pada słowo Polska, a w pierwszym temacie-odpowiedzi i owszem. Więc to jakaś podpucha i gadka nie na temat."

    Podwójny fakt. ;) 1. Że nie pada. 2. Że się czepiasz. ;)

  • MrHyde

    @MEM Podwójny fakt. ;) 1. Że nie pada. 2. Że się czepiasz. ;)

    i że OSW to nie jakiś tam youtuber. ;)

  • MEM

    @MrHyde "i że OSW to nie jakiś tam youtuber. ;)"

    Ale prawa marketingu zawsze te same dla wszystkich. ;)

  • MrHyde

    @MEM No właśnie. ;)