Katar

wpadka : Katar
MrHyde

zamieścił fotkę , 616x960 - 30 kB w kategorii wypadki, wpadki i ciekawostki.

1 komentarz

 
  • MEM

    :rotfl:  

    To "fotoszop" czy prawdziwe? Bo jak zaglądałam tam przed chwilą, to ta podstrona z informacją o ilości zachorowań jest dostępna wyłącznie po polsku.

    PS. Mogło być jeszcze gorzej – mógł tłumacz jeszcze zamiast "Asia" napisać: "Joanna". ;)

  • MrHyde

    @MEM chyba ani jedno, ani drugie. To może być produkt automatycznego tłumaczenia strony wvw przez przeglądarkę. Nie wiem. Za to konkluzja w nagłówku jest wiecznie prawdziwa. Polski rząd i wszelkie władze w ogóle (przez wszystkie kadencje od 19??) permanentnie skąpi na tłumaczeniach.

  • MEM

    @MrHyde "chyba ani jedno, ani drugie. To może być produkt automatycznego tłumaczenia strony wvw przez przeglądarkę. Nie wiem."

    Domysł, że to automatyczne tłumaczenie, jest chyba najbardziej prawdopodobny.

    "Za to konkluzja w nagłówku jest wiecznie prawdziwa. Polski rząd i wszelkie władze w ogóle (przez wszystkie kadencje od 19??) permanentnie skąpi na tłumaczeniach."

    Nie wiem jak władze, ale to jest generalnie spora bolączka w ogóle w Polsce. W mediach, nawet w tłumaczeniach książek (choć tu rzadziej) masz to samo (choć już nie na taką skalę, jak kiedyś – wiem, że przynajmniej dawniej stacje telewizyjne, skąpiąc na wypłatach, do tłumaczenia brały np. studentów, nie patrząc na stopień znajomości języka, do tego miały zwyczaj dawania tekstu do tłumaczenia bez możliwości zobaczenia nagrania i wychodziły czasem takie cuda, że ludzie petycje o wywalenie tłumaczy do telewizji słali).

  • MrHyde

    @MEM "Nie wiem jak władze" - wystarczy spojrzeć na urzędowe stawki w sądach. ;)

  • MEM

    @MrHyde "wystarczy spojrzeć na urzędowe stawki w sądach."

    Też. :) Ale pieniądze to nie jedyny wyznacznik, w końcu w prywatnym sektorze wszyscy się nie zmieszczą, więc może się zdarzyć i tak, że ktoś ma umiejętności, a jednak zostaje mu "budżetówka" (jakieś wyjątki). No i do tego jest jeszcze kolesiostwo i upychanie rodziny na państwowych posadkach (Np. żona byłego szefa WSI była tłumaczką Tuska. Nie twierdzę, że akurat ona języka nie zna – nie wiem zresztą tego – ale nie wierzę w takie przypadki. A skoro działa to na najwyższych rządowych szczeblach, to tym bardziej gdzieś na urzędniczych dołach, i w dodatku pewnie też adekwatnie niższe są i umiejętności.).

  • MrHyde

    @MEM To nie ten przypadek. Chcesz status "przysięgłego", to masz (po zdadym egzaminie) i masz psi obowiązek służyć państwu na każde skinienie tego państwa za państwowe stawki. Jak nie posłużysz, to prokurator już czeka. Praktyka jest może trochę inna, ale litera prawa jest właśnie taka. Nie ceni państwo (jakie to państwo, skoro chłopski naród? Hih) swoich specjalistów.  No i ***. ;)

  • MEM

    @MrHyde "To nie ten przypadek."

    Jakoś wątpię.  

    Już choćby z tego powodu, że jak to taka "zła fucha", to przecież mając takie dobre chody we władzach państwa, można się od tego wykręcić i niech inny z łapanki odwala czarną robotę... A tu co? Ano odwrotnie... No to na jakąś katorgę, od której wszyscy uciekają, to mi to nie wygląda.

    Co więcej. Zerknęłam sobie, tak pobieżnie, na stawki tłumaczeń dla władz i te prywatne. I w przypadku co popularniejszych języków, jeśli chodzi o przysięgłych, to stawka w budżetówce jest niższa o jakieś 30% (okazuje się też, że tłumaczom podniesiono państwowe stawki w zeszłym roku) od "rynkowej" stawki za tłumaczenie przysięgłe i dorównuje z kolei rynkowym stawkom za zwykłe tłumaczenie.  

    Co jednak istotne przy tym, teraz na rynku działają duże firmy, które zatrudniają tłumaczy. Innymi słowy, ta stawka rynkowa, to kasa wpływająca na rachunek firmy (do tego częste są rabaty dodatkowo obniżające cenę za tłumaczenie), tłumacz z tego ma po prostu dolę w postaci wypłaty minus podatek i składka. A za tłumaczenie "dla państwa" dostaje całość (minus podatki) kwoty ustalonej ustawowo. Chyba jednak jest różnica... :)

    No i tu dochodzi kolejna oczywista kwestia – nie każdy tłumacz działa na własną rękę. A skoro idzie pracować do cudzej firmy, to oznacza, że mu się to z różnych powodów bardziej opłaca. Jednym z nich może być po prostu trudność utrzymania się jako jednoosobowa firma, bo wtedy z tej rynkowej stawki (i w dodatku przy licznej konkurencji, zwłaszcza tej w popularnych językach) znaczna część przychodu idzie na koszty i może być trudno utrzymać się na powierzchni.  

    "jakie to państwo, skoro chłopski naród? Hih"

    Cóż..., nasi "drodzy" sąsiedzi o to zadbali rozmaitymi "Intelligenzaktion" na przestrzeni, plus minus, ostatnich 250 lat. Nie ma czemu się więc dziwić.

  • MrHyde

    @MEM No to jakie kokosy można zarobić tłumacząc dla policji? ;)

  • MEM

    @MrHyde "No to jakie kokosy można zarobić tłumacząc dla policji?"

    Nie wiem, jakie. Ale skoro, jak rozumiem, stawka jest ustawowa, to te 35-45 zł za raptem 1125 znaków (ze spacjami włącznie), czyli za mniej więcej pół strony A4, to nie jest to tak mało. Zwłaszcza, że mając zapewnioną stałą współpracę, ma się pewny i regularny dochód.

  • MrHyde

    @MEM dla porównania stawka niemiecka to 1.75 euro za 55 stuknięć  (160 zł za 1125 znaków). Możemy zrobić eksperyment? Ile czasu zajmie ci przetłumaczenie tego tekstu na dowolny język (z zachowaniem treści i stylu oryginału?) Powiedzmy, że to próbny dokument - niespecjalistyczny, słownictwo i treść tzw. ogólne. ;)

    "Siedziała na betonowej podłodze, z kolanami pod brodą, opierając się plecami o ścianę. Przepocona, brudna, cholernie śmierdząca, zmęczonym i zdołowanym wzrokiem wpatrywała się w przeciwległy kąt celi.
    Była skończona. Jak w banku dostanie dożywocie. O ile przeżyje tutejsze więzienie za nielegalne przekroczenie granicy. Jedyne, dlaczego nie skończyła jeszcze ze sobą, to dlatego, że w tej chwili nie miała jak.  
    Drugi dzień ją już trzymali tutaj. Na posterunku miejscowej policji, na który trafiła prosto z portu. Powinni już się dogadać z polską ambasadą, ale najwyraźniej nie spieszyło im się. Zresztą, co to za różnica... I tak było jej już wszystko jedno.
    Drzwi celi otwarły się i dwóch tajskich policjantów wyprowadziło ją z niej. Nie byli wobec niej w żaden sposób niemili czy agresywni. Po pierwsze, było nie było, była obcokrajowcem z europejskiego kraju, więc nie traktowali jej jak miejscowych. Po drugie, tutejsza policja przyzwyczajona była do osób "trzeciej płci", czyli, jak to tutaj określano: "kathoey". W przeciwieństwie do większości świata, w której najczęściej nie tolerowano takich jak ona, wielu Tajlandczyków miało do tej sprawy diametralnie inne podejście"

  • MEM

    @MrHyde "dla porównania stawka niemiecka to 1.75 euro za 55 stuknięć (160 zł za 1125 znaków)."

    Ale, po pierwsze: inny rynek. Tym samym, inne też koszty życia. Po drugie, u nich właśnie nie było rozmaitych "Intelligenzaktion" podpartych – też w konsekwencji – 50 latami komuny.  

    Nieco bezsensowne jest takie porównywanie. Stawki w rozmaitych zawodach np. gdzieś bombardowanym od przypadku do przypadku trzecim świecie też są pewnie jeszcze inne, i czego to ma dowodzić? Tu do porównania bardziej przydatna jest siła nabywcza zarobionych pieniędzy i ogólnie warunki życia w danym kraju, a nie wyrwana z kontekstu kwota za to tłumaczenie – popatrz na to z tej strony: minimalna pensja w Niemczech jest trzy razy wyższa niż w Polsce, jak więc ma się niemiecka stawka za tłumaczenie do tego? Dajmy na to, tłumacz w Niemczech dostanie te 150+ zł za ten sam tekst, ale pójdzie choćby do dentysty, i ile da za plombę? Zresztą... Załóżmy, że na skutek różnicy w zarobkach tłumaczy w Polsce i w RFN, nasi się spakują i wyjadą do Niemiec. Co się wtedy stanie z cenami tłumaczeń przy dużym nadmiarze tłumaczy na niemieckim rynku (i czy w takiej sytuacji wszyscy znajdą w zawodzie pracę)? Ergo: jak na polskie warunki, tłumacz nie bardzo ma na co narzekać, chyba, że pracuje na gołym etacie w firmie działającej w tłumaczeniach. A to, że gdziekolwiek indziej na świecie warunki są inne, nie bardzo by to narzekanie usprawiedliwiało.  

    "Możemy zrobić eksperyment? Ile czasu zajmie ci przetłumaczenie tego tekstu na dowolny język (z zachowaniem treści i stylu oryginału?) Powiedzmy, że to próbny dokument - niespecjalistyczny, słownictwo i treść tzw. ogólne."

    Ale, ale... :) Raz, ja nie jestem biegłym tłumaczem. Dwa, stawki za tłumaczenie z obcego języka na polski są znacznie niższe niż stawki tłumaczenia z polskiego na ten sam obcy język. Trzy, godzina tłumaczenie ustnego kosztuje – według tego samego cennika, który za te pół strony A4 woła 35-45 zł – już nieco ponad 100 zł (plus transport, wyżywienie i nocleg). Prawdopodobnie więc ta stawka za godzinę ustnego tłumaczenia jest zbliżona do pracy tłumacza przy tłumaczeniu tekstu na piśmie przez godzinę w biurze. No to stówka brutto za godzinę, jak na przeciętne polskie warunki płacowe, to nie jest mało.

    A te pół strony zajęłoby może z pół godziny. Ułatwiając sobie sprawę translatorem, znacznie szybciej, bo tylko poprawki z "Kali jeść, Kali pić" ;) trzeba wnieść. Gorzej z tym, że ja mam drobną nerwicę natręctw i muszę sobie sprawdzić kilka razy napisany tekst dla świętego spokoju, ;) a to zabiera dodatkowo czas.

    PS. Czarne chmury dla tłumaczy nadejdą, gdy technologia pozwoli na dopracowanie do perfekcji elektronicznych tłumaczy.

  • MrHyde

    @MEM "ale pójdzie choćby do dentysty, i ile da za plombę?" zależy jaką. Od 0 do xxx ;)

  • MrHyde

    @MEM "Ale, po pierwsze: inny rynek" - dla pary PL-DE ten sam rynek. EU.

  • MrHyde

    @MEM "A te pół strony zajęłoby może z pół godziny. Ułatwiając sobie sprawę translatorem, znacznie szybciej, bo tylko poprawki z "Kali jeść, Kali pić" ;) trzeba wnieść. Gorzej z tym, że ja mam drobną nerwicę natręctw i muszę sobie sprawdzić kilka razy napisany tekst dla świętego spokoju, ;) a to zabiera dodatkowo czas" - genialna jesteś.

  • MrHyde

    @MEM "Czarne chmury dla tłumaczy nadejdą, gdy technologia pozwoli na dopracowanie do perfekcji elektronicznych tłumaczy" - pewnie tak. Tylko kiedy?

  • MrHyde

    @MEM "Po drugie, u nich właśnie nie było rozmaitych "Intelligenzaktion" podpartych – też w konsekwencji – 50 latami komuny" - Jakie to ma znaczenie? Wolimy usprawiedliwiać bylejakość historią, czy pluć na zaszłości dziejowe i mieć dobrą jakość, nie tylko tłumaczeń (np. dla sądów w sprawach karno-skarbowych czy karno-morderczych) ale też w szkołach, szpitalach, układaniu kostki chodnikowej, wszędzie tam, gdzie skąpimy publicznego grosza. Znasz wiejskie porzekadło, że skąpy dwa razy płaci? ;)

  • MEM

    @MrHyde "dla pary PL-DE ten sam rynek. EU."  

    Inny rynek wewnętrzny danego kraju (Polski i Niemiec). Nie żyjemy jeszcze w jednolitych gospodarczo "Stanach Zjednoczonych Europy". I zresztą nie wiadomo, czy w ogóle będziemy kiedykolwiek.

    "genialna jesteś."

    Dlaczego? Przecież to byłby tekst na poziomie przeciętnej znajomości języka obcego.  

    "pewnie tak. Tylko kiedy?"

    A tego tak dokładnie to nie wiem. :)  Ale nie zaskoczyłoby mnie, gdyby w ciągu jednej może dwóch dekad taki elektroniczny tłumacz powstał (w oparciu o rozwój sztucznej inteligencji).  

    "Jakie to ma znaczenie? Wolimy usprawiedliwiać bylejakość historią, czy pluć na zaszłości dziejowe i mieć dobrą jakość,"  

    Ma to kapitalne i olbrzymie znaczenie. I nie jest usprawiedliwieniem w sensie takim, jakie tu rozumiesz, a po prostu wyjaśnieniem przyczyny (czy też jednej z głównych przyczyn) obecnego stanu rzeczy.  

    Historia nie jest oderwana od współczesności. To wszystko, co było, rzutuje na dzisiejsze realia [Nie zastanawia Cię choćby to, dlaczego zaborcy a potem Niemcy podczas okupacji tak planowo i metodycznie zabrali się najpierw właśnie za inteligencję? Czemu nie za chłopów (no, tych też mordowano, ale "randomowo", a do tego stosowano w ich przypadku inne metody, takie jak np. wódka)? ]. Obecny stan państwa i warunki życia w nim to głównie skutek mentalności obywatela. Jeżeli wymordowano niemal całość inteligencji (i nie mówię tu jedynie elicie, a o całości inteligencji – od samej wierchuszki w dół aż po licealistów), to ludzie, którzy pozostali przy życiu, nie tylko stworzyli realia powojennej Polski (a do tego doszedł jeszcze komunizm przez dwa pokolenia, który swoje piętno na tej mentalności też odcisnął), ale wychowali kolejne pokolenia, wpajając im w przynajmniej znacznym – a czasami i całkowicie – stopniu mentalność, jaką wynieśli z przedwojennych czworaków i chałup z klepiskiem. Stąd masz różnicę pomiędzy Polską a Niemcami (czy ogólnie: Zachodem aż po USA a nami), pokutującą w jakimś tam (oczywiście systematycznie, aczkolwiek powoli, ten stan rzeczy się u nas poprawia) stopniu po dzień dzisiejszy.

    A dodawszy do tego zasoby finansowe i w wielu przypadkach państw zachodnich niezniszczoną wojną i komuną infrastrukturę, w porównaniu z naszą zrównaną z ziemią i zarządzaną z Moskwy na styl sowiecki przez ludzi o mentalności pańszczyźnianego chłopa, a często i o niewiele lepszej edukacji, masz już pełny opis stanu rzeczy. "Byt kształtuje świadomość", zapomniałeś?

    Zróbmy w Niemczech – kraju z olbrzymimi tradycjami przemysłowymi, kulturowymi i naukowymi i bardzo dużym kapitałem (oraz z wielowiekowymi często powiązaniami z resztą "pierwszego świata" ) na kontach po całym świecie – to samo, a w przeciągu jednego pokolenia, a nawet i szybciej, będziesz miał kraj na poziomie od biedy trzeciego świata, który z problemami przez to spowodowanymi będzie się borykał nawet przez setki lat i to przy sprzyjających wiatrach. Dopiero wtedy, jeśli oni z czegoś takiego wybrną lepiej od nas (albo np. od Ruskich po rewolucji, stalinizmie wojnie ojczyźnianej i całej reszcie komunizmu), będziemy mogli porównać, czy faktycznie rządzą się lepiej i czy to, o czym tu wyżej napisałam, jest wygodnym "usprawiedliwieniem".

    Tak po prostu jest. Nie chodzi o to, by każdą rzecz wygodnie usprawiedliwiać sobie złą historią, chodzi o to, że przez złą historię pewnych rzeczy się nie przeskoczy.

    "Znasz wiejskie porzekadło, że skąpy dwa razy płaci?"

    Znam. :) Tylko ponownie: mentalność, realia, i możliwości. To nie jest odkrycie, że trzeba dbać o dobrą edukację, czy o poprawę warunków życia (pracy i płacy). Ale to kosztuje, a z pustego to i Salomon nie naleje, zaś przeciętna mentalność jednostki jest taka, jaka jest, przez to, o czym było wyżej, i skutkuje np. tym, że w parlamencie siedzą ludzie pokroju Kaczyńskiego, Ziobry, Bosaka albo w najlepszym przypadku kombinatorzy-aferzyści pokroju Nowaka, których Platforma będzie, jak to Neumann mówił działaczom, bronić do upadłego, pod warunkiem, że są z PO. I nie przeskoczysz tego ot, tak. Na to potrzeba pokoleń i to pokoleń żyjących w sprzyjających do prawidłowego rozwoju warunkach. To się łatwo z boku śmiać i podawać – i tak powszechnie przecież znaną – receptę. Ale weź to, co u nas jest, zmień w warunkach, jakie są. Masz przecież takie samo pole do popisu, jak wszyscy. A wtedy nagle okazuje się, że – też przysłowiowo – "i Herkules dupa...". I właśnie po to rzeczy typu "Intelligenzaktion" były robione, to z tego wynika przepaść między nami a Zachodem.

  • MrHyde

    @MEM to z tego wynika przepaść między nami a Zachodem - obojętnie z czego by wynikała, wolę ją zasypywać a nie pogłębiać. Problemem jest brak ludzi mądrych - elity, inteligencji, etc. - to w interesie "mas" jest zachęcać do mądrości, problemem jest brak kapitału, to w interesie "mas" jest zachęcać do wypracowywania i przywożenia kapitału (razem z kapitalistami), problemem jest brak tradycji... ot, cała filozofia. ;)

  • MEM

    @MrHyde "obojętnie z czego by wynikała, wolę ją zasypywać a nie pogłębiać."

    Toteż jest ona zasypywana (porównaj sobie Polskę z 1990 roku a obecną), ale takie procesy są bardzo powolne. Tego się nie da przyspieszyć. To nie jest tak, że np. przywieziesz tu wagon kasy i dzięki temu nagle od razu będzie wszystko cudownie.

    "Problemem jest brak ludzi mądrych - elity, inteligencji, etc. - to w interesie "mas" jest zachęcać do mądrości, problemem jest brak kapitału, to w interesie "mas" jest zachęcać do wypracowywania i przywożenia kapitału (razem z kapitalistami),"

    Ale rzecz właśnie w tym, że masa w swej masie ;) tego nie rozumie. A nie rozumie z uwagi właśnie na mentalność. I w ten sposób koło się zamyka. Dlatego procesy zmian są bardzo powolne i wymagają dodatkowo odpowiedniego otoczenia (które zresztą nigdy nie jest idealne, bo świat nie jest idealny, i to także wpływa na spowolnienie procesów – nawet nasi sojusznicy (wszyscy) będą nam rzucać przysłowiowe kłody pod nogi, jeśli tylko ich dobrze zrozumiany interes będzie tego wymagał, i to też nie jest usprawiedliwieniem tylko po prostu faktem).

    Taki przykład: tzw. "nowy Ruski" ma kasę, nieraz wielką w przypadku tamtejszych oligarchów, w różny sposób zarobioną po upadku i rozpadzie ZSRR, prawda? A "burakiem" jest dalej... Mentalność. I to samo masz wszędzie indziej, gdzie z różnych przyczyn społeczeństwo zostało zniszczone i zdegenerowane. I tym jaskrawiej to widać, im bardziej te szkody zostały wyrządzone. Tak jest w państwach byłego ZSRR, tak jest we Wschodniej Europie, tak jest w byłych europejskich koloniach, tak jest nawet w bogatych Stanach Zjednoczonych w przypadku żyjącej w rezerwatach mniejszości indiańskiej. Nie da się w takiej sytuacji "pstryknąć palcami" i od razu mieć efekty. Ba w niesprzyjających okolicznościach może nigdy nie udać się proces tej "regeneracji" społeczeństwa.