Why the majority is always wrong | Paul Rulkens | TEDxMaastricht

100%11
MrHyde

opublikował wideo w kategorii ciekawostki.

1 komentarz

 
  • MEM

    Gość ma i jednocześnie nie ma racji.  

    A w takim razie: nie ma racji. :)

    Ma rację, że myślenie człowieka jest zamknięte w pewnych ramach – w tym "pudełku", o którym mówi. I że wyjście z niego czasem przynosi rewolucyjne efekty (zresztą Ameryki tu nie odkrył). Tylko, że kluczem jest tu słówko: "czasem". Bo na ogół te wypracowane normy, które stanowią to "pudełkowe/tunelowe myślenie" są efektem wybrania najlepszej (a czasem jedynie słusznej) drogi do wyznaczonych celów. Tym samym ta większość niekoniecznie musi się mylić. Raczej jest tak, że myli się tylko w wyjątkowych przypadkach.

    No a jeśli reguła (ta, która mówi: "większość jest zawsze w błędzie" ) opiera się jedynie na wyjątkach jako swej podstawie, czyniąc z nich jakąś uniwersalną normę, to jest to guzik nie reguła.

  • MrHyde

    @MEM Bo to jest tylko catchy tytuł. Gdzieś w środku spiczu facet definiuje dokładniej, o jaką sytuację chodzi: Gdy celem jest osiągnięcie wyjątkowego wyniku, wtedy robienie tego co wszyscy zawodzi. Jak ma się inne cele, "pudełko" może być całkiem dobrą strategią. ;)

  • MEM

    @MrHyde "Bo to jest tylko catchy tytuł. Gdzieś w środku spiczu facet definiuje dokładniej, o jaką sytuację chodzi: Gdy celem jest osiągnięcie wyjątkowego wyniku, wtedy robienie tego co wszyscy zawodzi."

    Nadal nie ma racji. :) Ja siedzę..., no..., długo..., na giełdzie. I jeśli czegokolwiek się przy tym nauczyłam, to tego, że nigdy nie walczy się z trendem, i to pomimo tego, że popularne powiedzenie mawia: "kupuj, gdy leje się krew". Czyli jak trend jest spadkowy, to nie masz co liczyć na to, że osiągniesz cokolwiek innego niż stratę (nie mówiąc już nawet o "wyjątkowym wyniku" ), tylko na tej podstawie, że robisz inaczej niż inni, bo wyszedłeś poza to pudełkowe myślenie.

    I tego rodzaju zasada się zresztą tyczy wielu innych rzeczy. Nie budujesz samochodu z trzema kołami zamiast czterech tylko dlatego, że liczysz na to, że jak wykażesz się wyjściem poza tunelowe myślenie, to osiągniesz sukces. Auto ma cztery koła, bo to jest najbardziej optymalne rozwiązanie przynajmniej przy tym stanie rozwoju technologicznego, i na tym kropka, żadne "niestandardowe" myślenie tego nie zmieni. Do budowy fundamentów pod wieżowiec nie zastępujesz betonu innym znanym materiałem, licząc na to, że niestandardowe rozwiązanie da Ci ekstra korzyść, bo jedno, co się może stać, to katastrofa, za którą jeszcze dodatkowo bekniesz. Co najwyżej znów "laboratoryjnie" szuka się nowych rozwiązań technologicznych, ale to jest co innego niż "chodzenie pod prąd", o jakim facet w tym wystąpieniu mówił, bo tu działa, zresztą też z góry "tunelowo" założona, metoda prób i błędów (i tak dodatkowo ograniczana jeszcze tym, że jeśli znamy właściwości jakiegoś materiału i na tej podstawie czegoś się nie da zrobić przy jego zastosowaniu, to nie marnuje się czasu i środków na uparte przekonywanie się o tym jeszcze raz za pomocą kolejnej próby). I tak dalej.  

    "Jak ma się inne cele, "pudełko" może być całkiem dobrą strategią."

    Wcale nie tylko przy innych celach może być ono dobrą strategią. Pewna niestandardowość myślenia ma swoje plusy, ale, po pierwsze, nie da się nią wszystkiego zastąpić (w sensie takim, że to zastąpienie polega na tym, że odrzucamy gotowe rozwiązania, bo nam nasza psychika każe je z góry odrzucać, bo "my tylko nieszablonowo albo w ogóle" ), a po drugie, cel jest w zasadzie zawsze ten sam – być możliwie lepszymi od konkurencji. Właściwie w ogóle nie ma takiego czegoś jak jakiś wyjątkowy cel.  

    I jeśli do tego wyznaczonego celu wiodą sprawdzone już i wypracowane, przez nieraz stulecia, drogi, które nie bez przyczyn uznane są za optymalne, to nie ma po co szukać innej, bo to naraża nas na stratę czasu, zasobów i, koniec końców, na porażkę. Dlatego dopóki można, to się idzie utartą ścieżką, bez względu na to, czy chce się "bezpiecznie przejść przez życie", czy mieć ponadprzeciętne efekty.

    Powiedzmy, że ktoś chce otworzyć jakiś biznes. Potrzebuje na to jednak kapitału. Skąd go pozyskuje? Ano z jedynych możliwych źródeł – z pracy (zakładając na potrzeby dyskusji, że nie jest szeroko rozumianym przestępcą; który zresztą też przecież "pracuje" ). A to jest przecież działanie utarte, pudełkowe, świadczące o tym "tunelowym myśleniu" (nawet jeśli pozyskamy ten kapitał z banku, funduszu, giełdy itp., to nadal jest to utarta "pudełkowa" droga). Ale jednocześnie też po prostu rzecz nie do przeskoczenia w żaden inny sposób, bez względu na to, jak by ktoś sobie "niestandardowo" myślał. Dopiero potem ten ktoś może sobie realizować te swoje ponadprzeciętne pomysły. A i to najczęściej nie od razu. Przecież wielkie firmy nie powstały dzięki zainwestowaniu w coś kompletnie nieznanego i innowacyjnego. Najczęściej inwestowały w sprawdzone rzeczy, a ewentualny zysk częściowo przeznaczały na swój innowacyjny rozwój. I dopiero to przynosiło – i to tylko czasem, bo też nie zawsze – ten "wyjątkowy sukces". Gość, który wynalazł recepturę Coca-Coli, zmarł w biedzie, a firma, która od niego kupiła patent jest dziś potentatem.

  • MrHyde

    @MEM "Przecież wielkie firmy nie powstały dzięki zainwestowaniu w coś kompletnie nieznanego i innowacyjnego. Najczęściej inwestowały w sprawdzone rzeczy, a ewentualny zysk częściowo przeznaczały na swój innowacyjny rozwój".
    To prawda. Do tego możesz dodać, że większość start-upów (innowacja pure) kończy plajtą, a nieliczne - te, które odnoszą sukces - wcześniej czy później są kupowane przez mogulów typu Google czy Samsung za niewiele więcej niż pierwotni inwestorzy włożyli w start firmy, często zanim firma zacznie przynosić zyski.
    Inny przykład: Gutenberg się nie dorobił na drukowaniu. Miał za to ciekawe życie - jeśli nie całe, to przynajmniej jeden epizod ;)

  • MEM

    @MrHyde "To prawda. Do tego możesz dodać, że większość start-upów (innowacja pure) kończy plajtą, a nieliczne - te, które odnoszą sukces - wcześniej czy później są kupowane przez mogulów typu Google czy Samsung za niewiele więcej niż pierwotni inwestorzy włożyli w start firmy, często zanim firma zacznie przynosić zyski."

    Tak. Zresztą takie np. Google wcale przecież pierwsze nie było, jeśli chodzi o stworzenie wyszukiwarki internetowej. Czyli w sumie przyszli na gotowe w przypadku samego pomysłu na biznes, choć oczywiście mieli swój wkład w rozwój samej technologii tego typu.

    "Inny przykład: Gutenberg się nie dorobił na drukowaniu."

    I zresztą także miał od czego zaczynać pracę nad swoim wynalazkiem – już wcześniej przecież tłoczono litery na np. oprawach książek, a jeszcze wcześniej byli Chińczycy ze swoimi wersjami ruchomych czcionek.  

    "Miał za to ciekawe życie - jeśli nie całe, to przynajmniej jeden epizod"

    A na myśli masz...? :)

  • MrHyde

    @MEM "A na myśli masz...?" No, drukowanie Biblii ;)