Inspiracja

Dodano na Hydepark przez agnes1709, 14 postów, ostatni post 3 lutego

  • agnes1709
    · 1 lutego

    Czy coś Was zainspirowało do napisania pierwszej pracy? Jeśli tak, to co? Mnie osobiście wkręcił mój ulubiony film, a potem już samo poleciało:D Pozdrawiam.

  • Wielbiciel
    · 1 lutego

    Mnie zawsze sie podobały długie serie i w myślach sobie wyobrażałem jakąś historię i jej szczegoły

  • HeheheCO
    · 1 lutego

    Mnie zainspirowała moją głupota

  • Pani123
    · 1 lutego

    świadomość tego, że za brak pracy domowej dostanę pałę :D :p

  • MrHyde
    · 1 lutego

    agnes1709

    agnes1709: Czy coś Was zainspirowało do napisania pierwszej pracy? Jeśli tak, to co?.

    Tak. Życie. Wyszedł gniot. Od tamtej pory nie piszę prawdy ;)

  • MEM
    · 3 lutego

    agnes1709

    agnes1709: Czy coś Was zainspirowało do napisania pierwszej pracy? Jeśli tak, to co?

    Ale pierwszej tak ogólnie, czy pierwszej tutaj?

    Bo jeśli tak ogólnie, to w sumie nie przypominam sobie czegoś takiego. To znaczy, u mnie było tak, że jak pewnie u wszystkich, do szkoły trzeba było coś czasem napisać (i pisanie na zadany temat mi lepiej wychodziło, niż wymyślanie samodzielnie czegoś "od zera", choć zdarzało się w późnej podstawówce, że na polski było wypracowanie w formie takiej, że był podany temat i trzeba było napisać czysto fikcyjne opowiadanie na ten zadany temat, i to mi nawet na tyle dobrze wychodziło, że polonistka jedno czy dwa potem czytała klasie, ku mojej mieszance zażenowania i satysfakcji – fascynujące swoją drogą, z jednej strony człowiek się cieszył, z drugiej, jak bardzo się chciałam w takich momentach zapaść pod ziemię... ;)), ale też jakoś wewnętrznie mnie ciągnęło do tego, żeby coś próbować napisać, bez żadnej takiej świadomej inspiracji. Nie było inspiracji w takim sensie, że coś przeczytałam, lub obejrzałam, i sobie pomyślałam: "Napiszę ciąg dalszy tego...", tylko chciałam napisać w ogóle cokolwiek. A idąc wtedy po linii najmniejszego oporu, najczęściej zdarzało się wykorzystywać znane z TV/książek postacie albo fabułę, czyli powstawało koślawo mniej więcej coś, co w dobie internetu zaczęto nazywać powszechnie "fanfikami".

    Niestety, niewiele z tego wychodziło. Bo o ile trafiał się pomysł, o tyle jego rozwijanie – takie wypełnianie opowiadania treścią – było już mocno problematyczne. I takie jest zresztą do dziś. Pomysł do głowy przyjdzie, zapiszę sobie, żeby nie zapomnieć, wraz z tym co przyjdzie do głowy na jego rozwinięcie, ale poza tym mam pustkę w głowie, jeśli chodzi o właśnie takie wypełnianie treścią szkieletu opowiadania (tych punktów prowadzących od początku do zakończenia). I dopóki mnie nie przyciśnie, że siądę i zacznę pisać, to kompletnie nie mam pojęcia, co w ramach tego pomysłu napisać. Przez co z kolei odkładam to pisanie "na jutro", co na dobre warsztatowi (jak to dumnie brzmi... ;)) nie wychodzi.

    No ale próbowałam coś pisać, od czasu do czasu, jak mnie akurat naszło, od dziecka. Nawet jakieś krótkie komiksy rysować, choć rysować kompletnie nie umiem. Pałętało się to po zeszytach po chałupie nawet dość długo, ale przy któryś tam porządkach doszłam do wniosku, że wręcz wstyd takie wypociny pokazywać na światło dzienne i nie ma po co tego trzymać. No i poszło z dymem (dosłownie :)) jeszcze przed czasami, gdy internet trafił pod strzechę.

    Ale od czasu do czasu męczyło, żeby coś napisać, tylko, że zniechęcała świadomość tego, że wiadomo, że to grafomania, że trudno mi się wymyśla treść itd. Aż pewnego razu męczyło na tyle, że sobie klapnęłam przed ekranem i musiałam sobie ulżyć w tej grafomańskiej potrzebie. I o dziwo, jakoś się udało coś sklecić na podstawie samego pomysłu, który akurat wpadł do głowy (czyli wymyślić tę cholerną fabułę ;)) i całkiem dobrze mi się to pisało – jakoś w miarę pisania, samo zaczęło do głowy przychodzić, co dalej napisać. No ale czym jest taka potrzeba bez publikacji... ;) I w ten sposób trafiłam tutaj. No a od jednego pomysłu przyszedł kolejny, a potem jeszcze inny (dodatkowo nazbierał mi się cały plik w OpenOffice różnych niezrealizowanych do tej pory pomysłów z racji tego, że właśnie trudno mi wymyślać taką szczegółową fabułę), i jakoś się to potoczyło, choć nadal jest to grafomania straszliwa.  

    A tak generalnie, to zawsze fascynowało mnie to, jak ludzie potrafią od zera – od pustej kartki – stworzyć cały, możliwie złożony i spójny, świat danego opowiadania, lub jeszcze lepiej, powieści albo całego cyklu. I to pewnie też miało jakiś tam wpływ na to, by spróbować cokolwiek napisać, bo a nuż się okaże, że też umiem... No ale nie umiem, i jakoś trzeba z tym żyć ;) (Choć tak czasem sobie myślę, że z "Sunbird", gdyby podrzucić zdolniejszym ode mnie scenarzystom do dopracowania, wraz z tymi częściami, co to jeszcze jako surowy pomysł odłogiem leżą, mogłoby wyjść jakieś "kino klasy Z", czy coś w tym stylu. W końcu jak Blanka Lipińska może, choć krytykują za grafomanię... Ale ja lubię swoją prywatność i na samą myśl o byciu rozpoznawaną, czy nie daj co, celebrytką, mnie po prostu dosłownie mierzi.). Więc się pogodziłam z losem, a jak mnie najdzie, to coś tam na klawiaturze wyklepię w ramach zaspokojenia grafomańskich potrzeb, i starcza. ;) Ale w sumie to chyba najbardziej w tym lubię, że jak mam pomysł i nie mam kompletnie pojęcia, jak ta cała treść będzie wyglądać po napisaniu, a zaczynam pisać i w pewnym momencie samo się jakoś zaczyna układać i w miarę pisania przychodzi do głowy ciąg dalszy, to z jednej strony nie wiem, gdzie mnie ta pisanina opowiadania zaprowadzi i jestem ciekawa, co z tego wyjdzie, z drugiej, jest jakaś satysfakcja, że pomimo że to grafomania, to właśnie coś powstało "od zera". Więc jeśli coś jest takim bodźcem do tego, żeby coś napisać, czy było na samym początku, to właśnie to.

    PS. No i wyszło wypracowanie... Widzisz? Ja muszę mieć zadany temat. :rotfl:

  • MEM
    · 3 lutego

    MrHyde

    MrHyde: Tak. Życie. Wyszedł gniot. Od tamtej pory nie piszę prawdy

    :rotfl:

  • MEM
    · 3 lutego

    HeheheCO

    HeheheCO: Mnie zainspirowała moją głupota

    I nie ma się czego wstydzić. Pewnie wiele całkiem pożytecznych rzeczy ludzie właśnie w podobny sposób zainspirowani wymyślili. Ot, ktoś tam z nudów i głupoty potarł dwa patyki i rozpalił ognisko, albo wepchnął drugiego do wody i ten, co do niej wpadł, jako pierwszy nauczył się pływać. ;)

  • HeheheCO
    · 3 lutego

    MEM

    MEM: HeheheCO: Mnie zainspirowała moją głupotaI nie ma się czego wstydzić. Pewnie wiele całkiem pożytecznych rzeczy ludzie właśnie w podobny sposób zainspirowani wymyślili. Ot, ktoś tam z nudów i głupoty potarł dwa patyki i rozpalił ognisko, albo wepchnął drugiego do wody i ten, co do niej wpadł, jako pierwszy nauczył się pływać.

    *moja
    Dzięki,  że mnie popierasz. Wiesz jak powstały klatki dla dzieci? Były dla ludzi, którzy mieszkali na wysokościach, żeby dzieci były na dworze. Klatkę przyczepiało się do okna i wkladano do niej dziecko. No więc no. XD

  • agnes1709
    · 3 lutego

    MEM

    MEM: Ale pierwszej tak ogólnie, czy pierwszej tutaj?  
      
    Bo jeśli tak ogólnie, to w sumie nie przypominam sobie czegoś takiego. To znaczy, u mnie było tak, że jak pewnie u wszystkich, do szkoły trzeba było coś czasem napisać (i pisanie na zadany temat mi lepiej wychodziło, niż wymyślanie samodzielnie czegoś "od zera", choć zdarzało się w późnej podstawówce, że na polski było wypracowanie w formie takiej, że był podany temat i trzeba było napisać czysto fikcyjne opowiadanie na ten zadany temat, i to mi nawet na tyle dobrze wychodziło, że polonistka jedno czy dwa potem czytała klasie, ku mojej mieszance zażenowania i satysfakcji – fascynujące swoją drogą, z jednej strony człowiek się cieszył, z drugiej, jak bardzo się chciałam w takich momentach zapaść pod ziemię... ), ale też jakoś wewnętrznie mnie ciągnęło do tego, żeby coś próbować napisać, bez żadnej takiej świadomej inspiracji. Nie było inspiracji w takim sensie, że coś przeczytałam, lub obejrzałam, i sobie pomyślałam: "Napiszę ciąg dalszy tego...", tylko chciałam napisać w ogóle cokolwiek. A idąc wtedy po linii najmniejszego oporu, najczęściej zdarzało się wykorzystywać znane z TV/książek postacie albo fabułę, czyli powstawało koślawo mniej więcej coś, co w dobie internetu zaczęto nazywać powszechnie "fanfikami".  
      
    Niestety, niewiele z tego wychodziło. Bo o ile trafiał się pomysł, o tyle jego rozwijanie – takie wypełnianie opowiadania treścią – było już mocno problematyczne. I takie jest zresztą do dziś. Pomysł do głowy przyjdzie, zapiszę sobie, żeby nie zapomnieć, wraz z tym co przyjdzie do głowy na jego rozwinięcie, ale poza tym mam pustkę w głowie, jeśli chodzi o właśnie takie wypełnianie treścią szkieletu opowiadania (tych punktów prowadzących od początku do zakończenia). I dopóki mnie nie przyciśnie, że siądę i zacznę pisać, to kompletnie nie mam pojęcia, co w ramach tego pomysłu napisać. Przez co z kolei odkładam to pisanie "na jutro", co na dobre warsztatowi (jak to dumnie brzmi... ) nie wychodzi.  
      
    No ale próbowałam coś pisać, od czasu do czasu, jak mnie akurat naszło, od dziecka. Nawet jakieś krótkie komiksy rysować, choć rysować kompletnie nie umiem. Pałętało się to po zeszytach po chałupie nawet dość długo, ale przy któryś tam porządkach doszłam do wniosku, że wręcz wstyd takie wypociny pokazywać na światło dzienne i nie ma po co tego trzymać. No i poszło z dymem (dosłownie ) jeszcze przed czasami, gdy internet trafił pod strzechę.  
      
    Ale od czasu do czasu męczyło, żeby coś napisać, tylko, że zniechęcała świadomość tego, że wiadomo, że to grafomania, że trudno mi się wymyśla treść itd. Aż pewnego razu męczyło na tyle, że sobie klapnęłam przed ekranem i musiałam sobie ulżyć w tej grafomańskiej potrzebie. I o dziwo, jakoś się udało coś sklecić na podstawie samego pomysłu, który akurat wpadł do głowy (czyli wymyślić tę cholerną fabułę ) i całkiem dobrze mi się to pisało – jakoś w miarę pisania, samo zaczęło do głowy przychodzić, co dalej napisać. No ale czym jest taka potrzeba bez publikacji...  I w ten sposób trafiłam tutaj. No a od jednego pomysłu przyszedł kolejny, a potem jeszcze inny (dodatkowo nazbierał mi się cały plik w OpenOffice różnych niezrealizowanych do tej pory pomysłów z racji tego, że właśnie trudno mi wymyślać taką szczegółową fabułę), i jakoś się to potoczyło, choć nadal jest to grafomania straszliwa.  
      
    A tak generalnie, to zawsze fascynowało mnie to, jak ludzie potrafią od zera – od pustej kartki – stworzyć cały, możliwie złożony i spójny, świat danego opowiadania, lub jeszcze lepiej, powieści albo całego cyklu. I to pewnie też miało jakiś tam wpływ na to, by spróbować cokolwiek napisać, bo a nuż się okaże, że też umiem... No ale nie umiem, i jakoś trzeba z tym żyć  (Choć tak czasem sobie myślę, że z "Sunbird", gdyby podrzucić zdolniejszym ode mnie scenarzystom do dopracowania, wraz z tymi częściami, co to jeszcze jako surowy pomysł odłogiem leżą, mogłoby wyjść jakieś "kino klasy Z", czy coś w tym stylu. W końcu jak Blanka Lipińska może, choć krytykują za grafomanię... Ale ja lubię swoją prywatność i na samą myśl o byciu rozpoznawaną, czy nie daj co, celebrytką, mnie po prostu dosłownie mierzi.). Więc się pogodziłam z losem, a jak mnie najdzie, to coś tam na klawiaturze wyklepię w ramach zaspokojenia grafomańskich potrzeb, i starcza.  Ale w sumie to chyba najbardziej w tym lubię, że jak mam pomysł i nie mam kompletnie pojęcia, jak ta cała treść będzie wyglądać po napisaniu, a zaczynam pisać i w pewnym momencie samo się jakoś zaczyna układać i w miarę pisania przychodzi do głowy ciąg dalszy, to z jednej strony nie wiem, gdzie mnie ta pisanina opowiadania zaprowadzi i jestem ciekawa, co z tego wyjdzie, z drugiej, jest jakaś satysfakcja, że pomimo że to grafomania, to właśnie coś powstało "od zera". Więc jeśli coś jest takim bodźcem do tego, żeby coś napisać, czy było na samym początku, to właśnie to.  
      
    PS. No i wyszło wypracowanie... Widzisz? Ja muszę mieć zadany temat.

    Godne podziwu, ja na zadany temat nie potrafię nic (prócz kaczki) :lol2:A co do pisania na spontan to tak jest, wymyślona fabuła i tak nigdy nie trzyma się głowy i wychodzi całkiem co innego. A co do grafomanstwa nie masz sobie nic do zarzucenia, poczytaj zalegające z w poczekalni, tam się dzieją cuda. Sama jak zerkne w swoje, napisane w 2012, to mi niedobrze, a poprawiać się nie chce. Leń może kiedy to zrobi. P.s. Nadal chcesz Kaczuszki? Ale mogą wyjść tak głupie, jak oryginał :lol2:

  • MrHyde
    · 3 lutego

    MEM

    MEM:  Ja muszę mieć zadany temat.

    To napisz powiastkę na temat "Hypathia i parabolanie świętego Cyryla" ;)

  • MEM
    · 3 lutego

    agnes1709

    agnes1709: A co do grafomanstwa nie masz sobie nic do zarzucenia,

    To, że to jest w miarę poprawnie językowo napisane, nie czyni z tego jeszcze "niegrafomanii". ;) Ale dzięki.  

    agnes1709

    agnes1709: Sama jak zerkne w swoje, napisane w 2012, to mi niedobrze, a poprawiać się nie chce.

    Ale to tak często jest, że się coś napisze i się cieszy, że fajne, a potem się to czyta już na drugi dzień (a co dopiero po latach) i się patrzeć na to nie może (Dlatego zresztą staram się tego nie robić. Już wystarczającą katorgą jest czytanie po raz któryś, żeby literówki wyłapać. ;)). To chyba naturalne. Kiedyś słyszałam nawet jakąś wypowiedź jakiegoś "zawodowca", który twierdził, że jak właśnie przy czytaniu "na drugi dzień" to jest nadal znośne w odbiorze autora, to znaczy, że jest dobre.  

    agnes1709

    agnes1709: P.s. Nadal chcesz Kaczuszki?

    Jak masz, to pewnie. :) Dobrego humoru nigdy za wiele. ;)

  • MEM
    · 3 lutego

    MrHyde

    MrHyde: To napisz powiastkę na temat "Hypathia i parabolanie świętego Cyryla"

    Sadysta. :p A jak ja to wymyślę... :) (tym bardziej, że o Hypathii słyszałam tyle o ile)
    Choć na siłę pewnie by się dało coś wypocić i na taki temat.

  • MrHyde
    · 3 lutego

    MEM

    MEM: tym bardziej, że o Hypathii słyszałam tyle o ile.

    Ja nie mam nic, ty nie masz nic, i ty nie masz nic. Więc mamy dokładnie tyle, żeby postawić nową fabrykę!  
    "tyle o ile" to idealny stan wiedzy. Jak sie nie wie nic, wyjdzie nic - wiadomo. Jak się wie wszystko, to się już niczego więcej nie wymyśli. A tyle o ile jest w sam raz. Więc?
    :rotfl:

  • MEM
    · 3 lutego

    MrHyde

    MrHyde: Więc?

    Więc jak będę miała pomysł na napisanie czegoś takiego, to napiszę. :) Na razie muszę się uporać z tym, na czym utknęłam.

Zaloguj się aby dodać post. Nie masz konta? Załóż darmowe konto