@Historyczka Czy tak to było? — Nie mów mi, że znowu zapomniałaś o tym, że mamy dzisiaj posadzićte nowe sadzonki w ogrodzie — zaśmiał się Marek, wchodząc do kuchni bez pukania, jak to robił od dziecka.
Siedziałam przy stole z kubkiem wystygłej herbaty, patrząc na niego z lekkim rozbawieniem. Marek, mój chrześniak, wyrósł z chłopca w mężczyznę tak szybko, że czasem trudno było mi uwierzyć, że kiedyś biegał po tym samym domu w za dużych spodniach. Teraz był wysoki, o szerokich ramionach i tym specyficznym, pewnym siebie spojrzeniu, które sprawiało, że człowiek czuł się przy nim dziwnie mało znaczący. Przyjechał odwiedzić mnie na kilka dni, twierdząc, że potrzebuje spokoju od zgiełku miasta, ale w rzeczywistości wnosił ze sobą energię, która nie pozwalała domowi zachować ciszy.
Wspólne popołudnie w ogrodzie minęło pod znakiem pracy i rozmów, które powoli traciły swój rodzinny charakter. Kiedy słońce zaczęło chować się za horyzontem, a chłód wieczoru przenikał przez cienką tkaninę moich ubrań, wróciłam do sypialni, by przygotować się do snu. Miałam nadzieję na chwilę wytchnienia, ale to była złudna nadzieja. Usłyszałam kroki na korytarzu – ciężkie, zdecydowane, zbyt pewne siebie, by należały do kogoś, kto po prostu przechodzi obok.
Zanim zdążyłam zapytać, co robi w mojej sypialni, Marek był już przy łóżku. Nie wszedł z pytaniem, czy może zostać. Wszedł z pewnością, która sprawiła, że krew w moich żyłach zaczęła pulsować szybciej. Gdy usiadł na brzegu materaca, poczułam, ten ugina się pod ciężarem jego ciała. Patrzył na mnie wzrokiem, którego nie widziałam u niego nigdy wcześniej – to nie był wzrok siostrzeńca, lecz mężczyzny, który dokładnie wie, czego chce i nie zamierza prosić o pozwolenie. Po prostu to sobie weźmie.
— Marku, co ty robisz? — szepnęłam, próbując brzmieć stanowczo, ale mój głos zdradził mnie, drżąc z niepewności.
Nie odpowiedział słowami. Po prostu zignorował moje pytanie i lekkie próby odepchnięcia go. Jego dłonie, silne i szorstkie, objęły moje biodra i przyciągnęły mnie do jego muskularnego ciała. Próbowałam się bronić, kładąc dłonie na jego piersi, ale to była walka z góry przegrana. Jego siła była przytłaczająca, a determinacja, z jaką zaczął mnie zniewalać, pozbawiała mnie tchu. Kiedy jego usta odnalazły moją szyję, poczułam, jak opór w moich mięśniach powoli ustępuje miejsca gwałtownej, pierwotnej potrzebie.
Szybko pozbawił mnie bielizny, nie zostawiając miejsca na nieśmiałość. Jego fiut był twardy i gorący, gdy napierał na moją mokrą już cipkę. Nie było w tym delikatności, była za to żądza, która domagała się natychmiastowego zaspokojenia. Kiedy w końcu wbił się we mnie jednym, gwałtownym ruchem, jęknęłam z zaskoczenia i bólu, który natychmiast zmienił się w błogą przyjemność. To było posuwanie bez żadnych kompromisów – rytmiczne, mocne rżnięcie, które wstrząsało całym moim ciałem.
Każde kolejne pchnięcie było jak uderzenie młota, które rozbijało resztki mojego oporu. Marek nie dawał mi czasu na oddech, wbijając się w moją cipkę z brutalną precyzją, jakby chciał zaznaczyć swoim kutasem każdy milimetr wewnątrz mnie. Moje dłonie, które wcześniej próbowały go odepchnąć, teraz kurczowo wczepiały się w jego ramiona, szukając jakiegokolwiek punktu podparcia w tym chaosie doznań. Czułam, jak jego ciężar przygniata mnie do materaca, a każdy gwałtowny ruch sprawiał, że łóżko skrzypiało w rytm naszej wspólnej, zwierzęcej pasji.
— Patrz na mnie — grzmiał jego głos, teraz niski i zachrypnięty, zupełnie obcy, a jednak niesamowicie pociągający.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam w jego oczach coś na kształt triumfu. To nie była już tylko wizyta chrześniaka. To była całkowita dominacja. Jego kutas wypełniał mnie po brzegi, rozciągając ścianki pochwy do granic wytrzymałości, a ja, zamiast uciekać, zaczęłam instynktownie napierać na niego biodrami, prosząc w ten sposób o więcej. Ruchanie stało się bardziej intensywne, niemal desperackie. Marek przyspieszył, jego oddech stał się ciężki, a pot zaczął spływać po jego szerokim torsie, kapiąc na moją skórę.
W pewnym momencie poczułam, jak jego ruchy stają się bardziej nieregularne, a nacisk wewnątrz mnie rośnie. Wiedziałam, że koniec jest blisko. Moje ciało zaczęło drżeć, a w dole brzucha narastała fala elektrycznego napięcia, która nie pozwalała mi myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, by ten moment trwał wiecznie. Marek wydał z siebie stłumiony, gardłowy okrzyk, a jego ciało napięło się jak struna.
Wtedy to nastąpiło. Poczułam gwałtowny, gorący wytrysk, który wypełnił mnie całkowicie. Sperma wlewała się w głębię mojej cipki, a ja poczułam, jak moja własna fala orgazmu wybucha, spinając wszystkie moje mięśnie i sprawiając, że cały świat wokół mnie zniknął. Przez kilka sekund liczyliśmy oddech, spleceni, spoceni i całkowicie zjednoczeni w tej zakazanej, ale tak bardzo pożądanej relacji.
Cisza, która zapadła po tym wszystkim, nie była kojąca – była gęsta, niemal namacalna, wypełniona świadomością tego, co właśnie zrobiliśmy.
Wakacje u babci I
@Historyczka Czy tak to było?
— Nie mów mi, że znowu zapomniałaś o tym, że mamy dzisiaj posadzićte nowe sadzonki w ogrodzie — zaśmiał się Marek, wchodząc do kuchni bez pukania, jak to robił od dziecka.
Siedziałam przy stole z kubkiem wystygłej herbaty, patrząc na niego z lekkim rozbawieniem. Marek, mój chrześniak, wyrósł z chłopca w mężczyznę tak szybko, że czasem trudno było mi uwierzyć, że kiedyś biegał po tym samym domu w za dużych spodniach. Teraz był wysoki, o szerokich ramionach i tym specyficznym, pewnym siebie spojrzeniu, które sprawiało, że człowiek czuł się przy nim dziwnie mało znaczący. Przyjechał odwiedzić mnie na kilka dni, twierdząc, że potrzebuje spokoju od zgiełku miasta, ale w rzeczywistości wnosił ze sobą energię, która nie pozwalała domowi zachować ciszy.
Wspólne popołudnie w ogrodzie minęło pod znakiem pracy i rozmów, które powoli traciły swój rodzinny charakter. Kiedy słońce zaczęło chować się za horyzontem, a chłód wieczoru przenikał przez cienką tkaninę moich ubrań, wróciłam do sypialni, by przygotować się do snu. Miałam nadzieję na chwilę wytchnienia, ale to była złudna nadzieja. Usłyszałam kroki na korytarzu – ciężkie, zdecydowane, zbyt pewne siebie, by należały do kogoś, kto po prostu przechodzi obok.
Zanim zdążyłam zapytać, co robi w mojej sypialni, Marek był już przy łóżku. Nie wszedł z pytaniem, czy może zostać. Wszedł z pewnością, która sprawiła, że krew w moich żyłach zaczęła pulsować szybciej. Gdy usiadł na brzegu materaca, poczułam, ten ugina się pod ciężarem jego ciała. Patrzył na mnie wzrokiem, którego nie widziałam u niego nigdy wcześniej – to nie był wzrok siostrzeńca, lecz mężczyzny, który dokładnie wie, czego chce i nie zamierza prosić o pozwolenie. Po prostu to sobie weźmie.
— Marku, co ty robisz? — szepnęłam, próbując brzmieć stanowczo, ale mój głos zdradził mnie, drżąc z niepewności.
Nie odpowiedział słowami. Po prostu zignorował moje pytanie i lekkie próby odepchnięcia go. Jego dłonie, silne i szorstkie, objęły moje biodra i przyciągnęły mnie do jego muskularnego ciała. Próbowałam się bronić, kładąc dłonie na jego piersi, ale to była walka z góry przegrana. Jego siła była przytłaczająca, a determinacja, z jaką zaczął mnie zniewalać, pozbawiała mnie tchu. Kiedy jego usta odnalazły moją szyję, poczułam, jak opór w moich mięśniach powoli ustępuje miejsca gwałtownej, pierwotnej potrzebie.
Szybko pozbawił mnie bielizny, nie zostawiając miejsca na nieśmiałość. Jego fiut był twardy i gorący, gdy napierał na moją mokrą już cipkę. Nie było w tym delikatności, była za to żądza, która domagała się natychmiastowego zaspokojenia. Kiedy w końcu wbił się we mnie jednym, gwałtownym ruchem, jęknęłam z zaskoczenia i bólu, który natychmiast zmienił się w błogą przyjemność. To było posuwanie bez żadnych kompromisów – rytmiczne, mocne rżnięcie, które wstrząsało całym moim ciałem.
Każde kolejne pchnięcie było jak uderzenie młota, które rozbijało resztki mojego oporu. Marek nie dawał mi czasu na oddech, wbijając się w moją cipkę z brutalną precyzją, jakby chciał zaznaczyć swoim kutasem każdy milimetr wewnątrz mnie. Moje dłonie, które wcześniej próbowały go odepchnąć, teraz kurczowo wczepiały się w jego ramiona, szukając jakiegokolwiek punktu podparcia w tym chaosie doznań. Czułam, jak jego ciężar przygniata mnie do materaca, a każdy gwałtowny ruch sprawiał, że łóżko skrzypiało w rytm naszej wspólnej, zwierzęcej pasji.
— Patrz na mnie — grzmiał jego głos, teraz niski i zachrypnięty, zupełnie obcy, a jednak niesamowicie pociągający.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam w jego oczach coś na kształt triumfu. To nie była już tylko wizyta chrześniaka. To była całkowita dominacja. Jego kutas wypełniał mnie po brzegi, rozciągając ścianki pochwy do granic wytrzymałości, a ja, zamiast uciekać, zaczęłam instynktownie napierać na niego biodrami, prosząc w ten sposób o więcej. Ruchanie stało się bardziej intensywne, niemal desperackie. Marek przyspieszył, jego oddech stał się ciężki, a pot zaczął spływać po jego szerokim torsie, kapiąc na moją skórę.
W pewnym momencie poczułam, jak jego ruchy stają się bardziej nieregularne, a nacisk wewnątrz mnie rośnie. Wiedziałam, że koniec jest blisko. Moje ciało zaczęło drżeć, a w dole brzucha narastała fala elektrycznego napięcia, która nie pozwalała mi myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, by ten moment trwał wiecznie. Marek wydał z siebie stłumiony, gardłowy okrzyk, a jego ciało napięło się jak struna.
Wtedy to nastąpiło. Poczułam gwałtowny, gorący wytrysk, który wypełnił mnie całkowicie. Sperma wlewała się w głębię mojej cipki, a ja poczułam, jak moja własna fala orgazmu wybucha, spinając wszystkie moje mięśnie i sprawiając, że cały świat wokół mnie zniknął. Przez kilka sekund liczyliśmy oddech, spleceni, spoceni i całkowicie zjednoczeni w tej zakazanej, ale tak bardzo pożądanej relacji.
Cisza, która zapadła po tym wszystkim, nie była kojąca – była gęsta, niemal namacalna, wypełniona świadomością tego, co właśnie zrobiliśmy.