Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Cycuś Kinguś: Domowe wypieki

źródło: Twórczość Własna
Cześć, łakomczuchy!
Z tej strony wasza Cycuś-Kinguś. Dzisiaj opowiem wam o moim największym kulinarnym sekrecie. Opowiem wam o pączku. Ale nie takim zwykłym, smutnym i suchym z marketu. Mój idealny pączek jest wyuzdanie słodki i wymaga bardzo... specjalnego traktowania.
Zaczyna się od tego, że ciasto musi być idealnie rozgrzane. Leży sobie taki pulchniutki, bezbronny pączuszek na blacie. Jest miękki, elastyczny i tylko czeka, żeby go w końcu wypełnić.
Zwykle pączki nadziewa się z jednej strony, prawda? Troszkę dżemu z boku i koniec. Ale ja... och, ja uważam, że to zdecydowanie za mało. Mój pączek lubi być brany w obroty przez dwóch cukierników naraz. To wymaga nie lada wprawy i precyzji, żeby obsłużyć go z dwóch stron jednocześnie.
Wyobraźcie to sobie: nad blatem pojawiają się dwie grube, metalowe szpryce cukiernicze. Jedna wsuwa się powoli i bardzo stanowczo, prosto w to najsłodsze, urocze pęknięcie z jednej strony. Druga, w tym samym momencie, wciska się mocno z drugiej strony, wnikając głęboko w miękki środek.
Pączek aż napina się na tych dwóch grubych szprycach. Ciasto rozciąga się do granic wytrzymałości, posłusznie przyjmując podwójny nacisk. I wtedy, na wyraźny znak, obie dłonie zaciskają się na workach cukierniczych.
Zaczyna płynąć nadzienie. Gęsta, potwornie gorąca, słodka marmolada gwałtownie wtłacza się do samego środka. Czuję... to znaczy, widać to gołym okiem, jak pączek gwałtownie pęcznieje. Rozgrzewa się od środka, pulsując od ciśnienia tego gorącego dżemu. Dwaj mistrzowie pompują w niego słodycz bez litości, aż wewnątrz brakuje miejsca, a lepka, czerwona masa zaczyna bezwstydnie wyciekać wokół obu metalowych rurek, brudząc wszystko dookoła. Ciasto jest takie pełne, takie ciężkie...
Gdy szpryce wreszcie się wysuwają, zostawiając pączka rozciągniętego, oblepionego i zalanego do pełna owocowym nektarem, przychodzi czas na ostateczną dekorację. Pączek, wyczerpany tym intensywnym nadziewaniem, leży ciężko na blacie. Wtedy cukiernicy chwytają za miskę i grubą, gęstą, perłowobiałą strugą lukru oblewają jego sam czubek.
Ciepły, lepki lukier spływa powoli po krągłościach, brudząc każdą fałdkę, kapiąc na blat i mieszając się z tą odrobiną marmolady, która wcześniej wyciekła.
I taki właśnie jest pączek idealny. Taki lubię najbardziej. Pulchny, całkowicie wypełniony dwiema porcjami gorącej słodyczy i cały, ale to absolutnie cały brudny od lepkiego lukru. Aż palce lizać, prawda?
"Niniejszy rysunek wraz z postacią stanowią utwór chroniony przepisami ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie osobiste i majątkowe do powyższych elementów przysługują wyłącznie ich autorowi. Zabrania się jakiegokolwiek kopiowania, rozpowszechniania, przetwarzania lub wykorzystywania w całości lub w części bez uprzedniej, pisemnej zgody właściciela praw."
2 komentarze
Historyczka
Coś pięknego... z jaką pieczołowitością jest oddany wysiłek cukierników...
KasiaWK
Brawo 😁