Moje

Zrodzeni w obliczu bólu. Prolog

Plusk… plusk… plusk. Woda pod mymi stopami pluskała z każdym następnym stąpnięciem, zaś ona dostawała się do butów, co powodowało niemiłosierny chłód. - Cholera! - pomyślałem głośno. Znajdowałem się w budynku, który przez dłuższy czas był cały zalany, jedynie od parteru wzwyż. Niższe piętra utrzymywały jeszcze swoją niezależność od dawno minionej powodzi. Korytarz, poprzez który biegłe...