Niemieccy urzędnicy blokują sprzedaż Ursusa

Niemieccy urzędnicy blokują sprzedaż Ursusa"Dotychczas zdobywali egzotyczne rynki, teraz przyszła pora na rynki europejskie. Ursus zamierza przebojem wkroczyć na niemiecki rynek. Problem w tym, że nowych Ursusów w Niemczech kupić nie można. Ich sprzedaż skutecznie zablokowali niemieccy urzędnicy. Prezes Ursusa nie przebiera w słowach i obecną sytuację nazywa wojną gospodarczą.

Historyczna polska marka, choć kojarzona głównie z zamierzchłymi czasami, cieszy się w Niemczech sporą popularnością.

Do Niemiec mają teraz trafiać Ursusy C-380, które w Polsce cieszą się dużym zainteresowaniem. Posiadają europejską homologację, więc teoretycznie nie powinno być żadnych problemów z ich dystrybucją na terenie Unii Europejskiej.

Zgodnie z unijnymi przepisami sprzedaż maszyn rolniczych na terenie Unii Europejskiej uzależniona jest od posiadania homologacji. Jednak niektóre państwa unijne, dbając o rodzimy rynek, blokują zagraniczne firmy, wymagając od nich dodatkowych dokumentów. Celowo wydłużają procedury by w końcu i tak nie przyznać im pozwolenia – tak uważają przedstawiciele spółki Ursus.

- W Niemczech poszczególne landy wymagają od nas dodatkowych dokumentów, podobnie jest we Francji. Mamy przykład jednej z polskich firm, która uzupełnia dokumentację od kilku lat i wciąż nie może uzyskać pozwolenia – mówi nam rzecznik Ursusa, Mariusz Lewandowski.

Niemcy to dla producentów Ursusa bardzo obiecujący rynek. Polskie maszyny cieszą się tam wciąż dużą popularnością. Potwierdza nam to jeden z polskich rolników, który od kilkunastu lat mieszka po niemieckiej stronie, kilkanaście kilometrów od granicy w Kołbaskowie. Jak mówi, widok popularnej „sześćdziesiątki”, szczególnie we wschodnich landach, jest powszechny:

- Sprawują się dobrze, mimo że mają ponad 30 lat. To chyba dla nich najlepsza rekomendacja – mówi z uśmiechem Robert Pyrka.

Z podobnego założenia wychodzi coraz więcej Niemców, szczególnie tych, którzy są zainteresowani nowymi Ursusami. Za ich wyborem przemawia nie tylko sentyment, ale przede wszystkim cena, która od takich konkurentów jak Zetor, John Deere czy New Holland jest dużo niższa. Ursus, wobec problemów natury urzędniczej, zwrócił się z prośbą o interwencję do odpowiedniego polskiego resortu:

- Zgłosiliśmy już sprawę do ministerstwa transportu i liczymy na odpowiednią reakcję. Czekamy na rozwój sytuacji. Trzeba głośno mówić o tych kłopotach, bo to nie dotyczy tylko naszej branży – mówi Karol Zarajczyk, prezes spółki Ursus S.A..
Polak potrafi

Niemcy, szczególnie mieszkający w sąsiedztwie granicy z Polską, doskonale znają powiedzenie „Polak potrafi”. Przypominają im o tym także producenci Ursusa. Skoro nie można sprzedawać nowych ciągników, to już bez większych problemów można je sprzedać jako sprzęt używany z…. zerowym przebiegiem.

Problem, bynajmniej dla producentów Ursusa jest taki, że tzw. maszyna używana nie może być sprzedana po cenie nominalnej. Jej wartość jest dodatkowo obniżana. Na razie producenci Ursusa z niemieckimi urzędnikami wymieniają się korespondencją. Co będzie dalej, czas pokaże. Zachowaniem Niemców nie są zaskoczeni zarówno producenci maszyn rolniczych, jak i przedstawiciele innych branż.

- Od razu przypominają mi się targi Grune Woche sprzed 2 lat. Przygotowaliśmy wspaniałe, ogromne stoisko z polskimi wędlinami. Wszyscy się zachwycali jakością, smakiem i ceną. Byliśmy i wciąż jesteśmy dużo lepsi od konkurentów. Dodam jednak, że na targach nikt nie podpisał z nami umowy – przecież taki dokument uderzałby w interes niemieckiej branży. Tak jest i teraz w przypadku Ursusa – mówi nam Janusz Rodziewicz, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.

Mimo problemów, prezes Ursusa nie załamuje rąk i wierzy w sukces na niemieckim rynku.

- Rynek niemiecki to dla nas taki Święty Graal. Zawsze się mówiło, że polski producent z polską marką nie jest w stanie tam zaistnieć – mówi Karol Zarajczyk i dodaje - My udowodnimy, że także i na tym rynku można sobie poradzić."

____________________
PS. Wspólny rynek... Swobodny przepływ towarów, usług i kapitału... Który to już nagłośniony przykład po gazetach, firmach transportowych, wódce i blokadzie unijnych dotacji na budowę gazoportu w Świnoujściu? Cacy Unia... Cacy...

PS2. Tak, MrHyde... Rzeczywiście to, że "Wielu dopatruje się przyczyn polskich bied i porażek za granicą. Że winna lub współwinna jest Unia Europejska, w szczególności Niemcy będące największym gospodarczo państwem EU. Pojawiają się głosy, że tzw. Zachód nie pozwala rozwijać się Polsce i innym krajom Europy wschodniej. Mowa jest nawet o neokolonialiźmie.", to "fałszywe tropy"...

źródło: farmer.pl

3 komentarze

 
  • MrHyde

    @MEM podałaś dwa przykłady: 1. Ursus i agencja promująca produkty mięsne.  ad 1: pada zarzut obstrukcji - przewlekłego postępowania niemieckich urzędów. Myślę, że adwokaci Ursusa wiedzą, co robić. Podpowiem. Jak urząd nie dotrzymuje ustawowych terminów, to się składa skargę. Brak reakcji przez dwa tygodnie (zgaduję, że 2 tygodnie. To typowy termin w sprawach administracyjnych) - kieruje się skargę do sądu. Adresy sądów administracyjnych nie są tajne. Zetor, John Deere czy New Holland też mają problemy z urzędami? Ad 2.: Spółdzielnia zebrała kasę od członków, akcją promocyjną niczego nie osiągnęła i tłumaczy się, że to nie jej wina. Dziecinada.
    Co do wcześniejszych dyskusji: Mówię: Polacy, organizujcie sobie kraj mądrze i wygodnie, skoro już kopnęło was takie szczęście, że możecie, róbcie to lepiej niż poprzednim razem, nie powtarzając karygodnych błędów, to ty o jakimś dobrym nacjonaliźmie. Mówię, inwestujcie w naukę, bo bez nauki skazujecie się na regres ekonomiczny, cywilizacyjny, każdy. (Inwestycje nawet ogromne oczywiście nie gwarantują żadnego postępu, ale ich brak gwarantuje upadek na pewno.), to mi wypominasz, że wychwalam Unię. Pytam, co chcecie zrobić, żeby sobie zapewnić opieke na starość. Odpowiadasz: nic nie da się zrobić. (W Niemczech na przykład jest ubezpieczenie opiekuńcze, około 3 % od zarobku brutto w zależności od tego, czy się ma dzieci. Jest dużo prywatnych i kościelnych domów opieki. Ale to może nie najlepszy przykład. Przecież to mózgi sprane socjalizmem.) Mówię: nie psujcie matury - matura niepotrzebna. O czymś zapomniałem?  
    Rynek prasy w Polsce: GW - wydawnictwo Agora S.A. - udziłaowcy OFE PZU, OFE ING, Media Development Investment Fund; RP - wydawnictwo Gremi Media S.A. - udziałowcy KCI S.A. i  
    NBM Poland LLC; Gazeta Polska - Niezależne Wydawnictwo  Polskie sp. z. o. o.,  Sieci - wydawnictwo Fratria. Faktycznie, za dużo tych Niemców. Neokolonializm, rzucanie kłód pod nogi i co tam jeszcze?

  • MEM

    @MrHyde "podałaś dwa przykłady: 1. Ursus i agencja promująca produkty mięsne."

    Wrong. To autor artykułu podał dwa przykłady, ja, w naszych dyskusjach, podałam, do tych dwóch, przynajmniej kilka innych. Summa summarum, wyłania się z tego ewidentny obraz, w którym Niemcy najwyraźniej, prowadzą wyłącznie nastawioną na własny interes politykę ekonomicznej dominacji i właśnie neokolonializmu. A oprócz tego (w tych samych celach) nie obce jest im oszukiwanie konsumentów – vide: afera z samochodami i wcześniejsza afera niemieckiego ADAC faworyzująca testy niemieckich samochodów, co przekładało się na popularność i sprzedaż, a więc dodatkowo było też jeszcze kolejnym przykładem nieuczciwej konkurencji i w zasadzie zmowy teoretycznie niezależnych od siebie firm, które, tak się dziwnie składa, były niemieckie... (A Ty mi mówisz o tym, że nacjonalizm to jest przeżytek, i w ogóle jest "be" i występuje jedynie po naszej stronie...) – tak jak nie obce im jest też łapówkarstwo – vide: remont argentyńskich okrętów podwodnych (Jeden z nich zatonął po tym remoncie. Z całą załogą.).

    "Myślę, że adwokaci Ursusa wiedzą, co robić. Podpowiem. Jak urząd nie dotrzymuje ustawowych terminów, to się składa skargę. Brak reakcji przez dwa tygodnie (zgaduję, że 2 tygodnie. To typowy termin w sprawach administracyjnych) - kieruje się skargę do sądu."

    Znów strugasz głupiego. A przecież choćby w tym artykule masz czarnymi bukwami na białym wyraźnie napisane, jak to się robi... – "niektóre państwa unijne, dbając o rodzimy rynek, blokują zagraniczne firmy, wymagając od nich dodatkowych dokumentów. Celowo wydłużają procedury by w końcu i tak nie przyznać im pozwolenia". Proste? Jak konstrukcja cepa.  

    Niemiecki urząd doskonale wie, że trzeba dotrzymać terminów, i nie chodzi o to, że nie dotrzymuje. Chodzi o to, że bawi się z petentem jak w filmiku, który na Youtube znajdziesz pod tytułem: "Świat według Kiepskich – Biurokracja". I wszystko jest w tzw. majestacie prawa.  

    Aż się prosi, żeby w Polsce taką "ścieżkę zdrowia" - dla choćby celów poglądowych – urządzić choćby tylko jednej firmie z RFN. Zobaczymy, jaki będzie wtedy piękny wrzask jacy to jesteśmy "nieeuropejscy" i jak bardzo "godzimy w wartości Unii" dotyczące swobody przepływu towarów usług i kapitału... Tyle, że nie ma komu tego zrobić, bo niestety, co najwyżej na jedyne jako tako sensowne, choć pożałowania godne, władze możemy liczyć w wykonaniu kogoś w rodzaju Tuska (gościa, który pierwszy poleciał z dotacjami dla Opla w Gliwicach, a przecież mamy wolny rynek i to normalne, że firmy bankrutują; poza tym Opla mogli sobie dotować Niemcy albo Amerykanie, bo to ich a nie nasze), którego nie na darmo Angela nagrodziła stołeczkiem w Brukseli, poklepując po plecach.

    "Zetor, John Deere czy New Holland też mają problemy z urzędami?"

    John Deere to firma amerykańska. Tam Niemcy nie tylko nie podskoczą ale jeszcze grzecznie podziękują.

    Podobnie New Holland – kapitał amerykańsko-włoski (w przypadku dodatkowo wzmocniony poprzez Fiata, który inwestuje nie tylko w tej firmie ale także przyczynił się do podratowania amerykańskiej motoryzacji).

    Zetor zaś współpracuje z Niemcami, m. in. z Deutzem, który dostarcza do czeskich ciągników silniki.

    "Spółdzielnia zebrała kasę od członków, akcją promocyjną niczego nie osiągnęła i tłumaczy się, że to nie jej wina. Dziecinada."

    Zapewne taka sama "dziecinad"a jak wspominany kiedyś przykład tego, jak to Brytyjczycy zakupili "Berliner Zeitung" i po tych "proeuropejskich i wolnorynkowych" Niemczech podniósł się wrzask, że się obca prasa po Niemczech panoszy. Tak samo Rupert Murdoch – facet który zbił fortunę na mediach na całym świecie – musiał się z Niemiec wynieść z miliardowymi stratami. Nadal nie rozumiesz? Oni nie chcą i nie będą podpisywać umów, jeśli na ich rynku jest rodzima firma robiąca to samo (nawet jeśli robi drożej czy gorszej jakości). I wsio w temacie.  

    A takie insynuacje, jak ta pod adresem "spółdzielni", która  rzekomo sprzeniewierzyła środki, są w zasadzie karalne. Chyba, że masz na to dowody.

  • MEM

    @MrHyde "Mówię: Polacy, organizujcie sobie kraj mądrze i wygodnie,"

    No OK. Tylko, że skoro mamy do czynienia z nieuczciwą konkurencją oraz z państwem stosującym w zasadzie wrogie nam chwyty w celu osiągnięcia, naszym kosztem i przeciwko nam, własnych korzyści, pomimo sojuszu i teoretycznie jazdy na wspólnym wózku, to co proponujesz? Mamy na to pozwalać dalej i jeszcze mówić, że się nic nie stało?  

    Wiesz, miałam w liceum nauczyciela od przysposobienia obronnego. Facet był starszej daty i na wojskowej emeryturze. Wydawał się OK. A potem dotarły do mnie historyjki, o nim, jak to w dawnych czasach, od których się po '89 odżegnywał, był gorliwszym zwolennikiem "wiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej" niż Breżniew z Jaruzelskim. Do tego stopnia, że gdy nastąpiła katastrofa elektrowni atomowej w Czarnobylu, facet robił z siebie dosłownie błazna, biegając wokół szkoły z licznikiem Geigera i "udowadniając wszystkim", że to "bzdury i nic nam nie grozi"... Tak mi się to jakoś kojarzy właśnie z tym mówieniem, że się nic nie stało i cacy RFN, a to nasza wina, bo "źle się organizujemy"...

    Może Tobie odpowiada życie w kolonii. Ale nie wszystkim odpowiada.

    "nie powtarzając karygodnych błędów,"

    Otóż to. A więc w tym celu należy pilnować własnej dupy i nie dać się kiwać. A nie włazić Niemcom i Francji w zad w podzięce, że robią nas w jajo. Wspólny rynek i swoboda w handlu? OK. Ale na równych zasadach. A jak nie, to adekwatna ścieżka zdrowia dla zachodnich firm.

    "to ty o jakimś dobrym nacjonaliźmie."

    A to co mówię, to jest "zły nacjonalizm"? Ciekawe, że Niemcy robią właśnie dokładnie to, o czym mówię i co uważam powinniśmy ze swej strony w takiej sytuacji robić, ucząc się m. in. od nich, i jakoś nie uważasz, że źle robią... Podwójny standard (znów) – niemiecki nacjonalizm jest cacy, tak? Tylko my jesteśmy tacy nieeuropejscy... :P  

    Wymiećmy z Polski np. zachodnie fabryki samochodów. Wskrześmy własne (wydatek w skali państwa niewielki 3-5 mld), które najpierw będą produkować na licencji (np. koreańskiej albo japońskiej) a potem już własne konstrukcje. Dajmy im ten polski rynek zbytu, który sięga 600 tys aut rocznie (licząc tylko nowe osobowe i lekkie dostawcze) na wyłączność, i zobaczymy, czy za 20 lat nie dorobimy się koncernu na miarę BMW (to powinniśmy zrobić w 1990 r.). Zakład, że taki by wtedy powstał? Ciekawe, czy by się wtedy w Niemczech ucieszyli z naszego sukcesu... A to jest tylko jedna branża. Jedna z dziesiątek, które straciliśmy po 90 roku, bezmyślnie oddając za bezcen nasz rynek i likwidując przemysł po części na widzimisię Zachodu. A myślisz, że co nam stoi na przeszkodzie do dogonienia poziomu krajów starej Unii, jak nie właśnie to? I kraje, takie jak Niemcy, pilnują, byśmy nie rozwijali się za szybko. Ja ich zresztą całkowicie tu rozumiem, to jest sensowne i racjonalne z ich perspektywy. Tylko, że to, że ich rozumiem, nie oznacza, że mi się to podoba. I jedynie to palcem pokazuję, mówiąc przy tym, że jeśli mamy się rządzić "mądrze i wygodnie", to przede wszystkim ten zachodni neokolonializm musimy w diabły pogonić. Bo to nie jest Unia oparta na zasadach, na jakich miała się opierać, tylko właśnie neokolonializm.

  • MEM

    @MrHyde "Mówię, inwestujcie w naukę, bo bez nauki skazujecie się na regres ekonomiczny, cywilizacyjny, każdy."

    Znów grasz głupiego (albo faktycznie nie rozumiesz).  

    Żeby "inwestować w naukę", po pierwsze, trzeba mieć środki. Po drugie, trzeba mieć odpowiednie zaplecze naukowe. Po trzecie, trzeba mieć przemysł, który będzie kupował opracowane w centrach badawczych rozwiązania i oprócz tego sam wykładał na własne badania. Po czwarte, trzeba mieć rynek zbytu. Po piąte, trzeba mieć odpowiednio zamożne społeczeństwo. To wszystko buduje się przez dekady. My nie licząc komunizmu (w czym Niemcy mieli wybitny udział), mamy dodatkowo 30 lat opóźnienia od '89 roku licząc.

    Pierwszego warunku nie spełniamy. Czemu? Po pierwsze, nie ma kto kłaść do budżetu, skoro większość przemysłu i usług zapewniają nam zagraniczne firmy, od 30 lat po prostu wywożące tanim kosztem stąd kapitał. Po drugie, szczytowe nasze władze są złożone z takich "Tusków" poklepywanych przez Angelę i usadawianych w nagrodę na ciepłych posadkach. Nie tylko nie potrafią rządzić, ale też i z rozmysłem rządzą na naszą szkodę.

    Drugi warunek też nie jest spełniony. Polskie uczelnie, po pierwsze, są za biedne. Po drugie, za system edukacji od 30 lat odpowiadają ludzie pokroju Gowina, Kaczyńskiego i Tuska.

    Trzeci warunek nie jest spełniony, bo nie licząc bankructwa PRL-u, Zachód zrobił wszystko, by nas tego przemysłu pozbawić. A to, co zostało, jest regularnie pacyfikowane przez duże kraje Unii kolejnymi dyrektywami (vide: ostatni boom w budowlance spowodował konieczność importu materiałów budowlanych. Czemu? Bo dowalono nam limity CO2 i nasze zakłady nie mogły produkować. Innym przykładem czegoś takiego jest zakaz dotowania polskich stoczni i nakaz zwrotu dotacji. W tym samym czasie Francja znacjonalizowała część przemysłu stoczniowego, ratując go przed bankructwem, a Niemcy dotowali swoje. Dwa razy.).

    Czwarty warunek jest co najmniej bardzo kłopotliwy do realizacji, bo oddaliśmy zachodnim firmom własny wewnętrzny rynek zbytu. A z niektórych zewnętrznych wycofaliśmy się na skutek doprowadzenia do upadku polskiego przemysłu. Odbudowa zajmie dekady. W dodatku pełne kłód pod nogami ze strony naszych "sojuszników" (nie tylko Niemiec).

    Piątego warunku nie spełniamy. To skutek tego, że są u nas przysłowiowe montownie i przeciętny Kowalski zarabia grosze.

    Tak więc widzisz. Recepta o inwestowaniu w naukę jest znana.To żadne odkrycie. I co z tego?

    "Mówię, inwestujcie w naukę, (...) to mi wypominasz, że wychwalam Unię."

    Jeśli mamy rozmawiać na poziomie, to daruj sobie takie żałosne odwracanie kota ogonem w żywe oczy. Ja Ci w odpowiedzi na Twoje "inwestujcie w naukę" nie powiedziałam, że "wychwalasz Unię". Ja Ci podałam przyczyny stanu rzeczy. A Ty zaś ze swej strony wcale nie pisałeś o "inwestowaniu w naukę". Tylko pod artykułem, który umieściłeś, na temat nakładów naukowych, zostawiłeś komentarz, który zacytowałam w "PS-ie". A on nie odnosił się do "nakładów na naukę" i "wychwalania Unii", tylko mówił o "dopatrywaniu się przyczyn polskich bied i porażek za granicą",  obarczaniu współwiną UE oraz o neokolonializmie. I doskonale o tym wiesz, więc po co udajesz głupiego?

    "Pytam, co chcecie zrobić, żeby sobie zapewnić opieke na starość. Odpowiadasz: nic nie da się zrobić."

    Bo taka jest prawda. Nic nie da się zrobić, jeśli chodzi o rozwiązania socjalne dziś stosowane (czy to w Polsce czy na Zachodzie).

  • MEM

    @MrHyde "W Niemczech na przykład jest ubezpieczenie opiekuńcze, około 3 % od zarobku brutto"

    1. Niemcy jeszcze na to stać. Oni się intensywnie rozwijali gospodarczo (i kradli przy okazji wojen, niszcząc kraje ościenne pod każdym względem, zwłaszcza zaś najważniejszym – kapitału ludzkiego) przez 200 lat. Dziś to tylko przejadają. Stan ten nie będzie trwał wiecznie. Tym bardziej, że demografia także i im – i właściwie całej Unii i nie tylko Unii – gotuje ten sam los (nie licząc tego, że jedyne co im rośnie – w kwestii demografii – to liczba muzułmanów).

    2. Niemcy, przy PKB rzędu 3,7 biliona USD, mają budżet wynoszący blisko 1,7 biliona USD. My mamy PKB na poziomie 525 miliardów USD, ale nasz roczny budżet wraz z dziurą budżetową wynosi 109 mld USD. Zauważ, że do niemieckiego budżetu wpada 45% PKB a do naszego (odliczywszy deficyt) nieco ponad 19% PKB. Z czego o wynika? To wynika właśnie z tego, że oddaliśmy nasz rynek wewnętrzny, zlikwidowaliśmy przemysł, duszą nas regulacje unijne pisane pod francusko-niemieckie dyktando, a do tego mamy wiernych Angeli "Tusków", a cholernie złą alternatywą dla takich jest Kaczyński. Skutkiem tego, nie ma więc kto w Polsce płacić podatków nie mówiąc już o takiej ich wysokości jak w RFN.

    3. Niemcy po części stać na te ubezpieczenia, bo pół Europy od dłuższego czasu pracuje na nich. Nieco podobnie jak w ZSRR było względnie dostatnio, gdy Ruscy doili kraje RWPG. Wot, taki jest niemiecki cud gospodarczy... I on się zresztą kiedyś też skończy, bo wiecznie z kupki brać się nie da (a buntują się już niemal wszyscy, ostatnio Włosi - było nie było, państwo z G7). A socjalistyczne wymysły też obciążają ich gospodarkę. Poza tym w Azji rośnie im konkurencja, która, w stosunkowo krótkim czasie, może ich (jak i resztę Europy) sprowadzić do przysłowiowego parteru. W skrajnym przypadku na poziom Bangladeszu. Zobaczysz, jakie wtedy będą mieli "cuda socjalu"...

    "Jest dużo prywatnych i kościelnych domów opieki. Ale to może nie najlepszy przykład. Przecież to mózgi sprane socjalizmem."

    A kogo będzie na to stać, gdy ze 75% (albo więcej) populacji tam trafi? Ty nadal nie ogarniasz skali tego wszystkiego. Dziś, gdy w tych domach opieki jest, w porównaniu z dziesiątkami milionów, garstka, jest już powoli zauważany problem. Co będzie, gdy tych ludzi trafi do tych domów kilkadziesiąt razy tyle a nikt ich na rynku nie zastąpi? Ilu to uchodźców przyjęły w 2015 Niemcy? Milion? I mieli duży kłopot w zapewnieniu im bytu. A ile to jest 75% z 80 milionów (przy drastycznie obniżonych przychodach z gospodarki i wzroście obciążeń dla pozostałych jeszcze pracujących)?

    To nie jest kwestia "mózgów spranych socjalizmem" (choć i w tym jest tu pewien udział). To kwestia skali i związanych z tym kosztów, których nie będzie miał kto pokryć.

    "Mówię: nie psujcie matury - matura niepotrzebna"

    Oczywiście, że jest niepotrzebna. Matura jako egzamin jest zupełnie zbędna, liczy się system edukacji, czyli to, co i jak uczą w szkołach, a nie to, że został relikt z bardzo dawnej epoki i się go trzyma. Człowiek podchodzący do matury, ma już pewne etapy edukacji ( lub nawet całą) za sobą. Bez względu na jej wynik, jest za późno by go edukować od nowa. Więc co ta matura daje, poza samym wydatkiem na jej organizację oraz zamknięciem części ludzi drogi do dalszej edukacji tylko dlatego, że wolą np. rzeźbić lub malować zamiast klepać bezmyślnie z pamięci budowę pantofelka albo pocić się przy rozwiązywaniu zadań z wyższej matematyki?  

    Przez cztery lata tłuczono na matematyce w moim liceum tematy obejmujące granice (limes). Wiesz, ile razy z tego korzystałam w życiu? Nigdy. A wiesz, co z tego pamiętam (od momentu wyjścia ze szkoły średniej)? Nic poza horrorem przed klasówkami i 90% klasy spisującej zadania domowe z matematyki na przerwach przed lekcją. A na studiach ekonomicznych miałam matematykę (przez rok) i wiele przedmiotów, w których robiło się obliczenia. Ale to były rzeczy praktyczne i nie wymagały znajomości i zajmowania się jakimiś teoriami matematycznymi (ba, nawet na kalkulatorach wolno było liczyć, bo po co sobie życie utrudniać, po to to liczydło wymyślono), tylko podstawienia do wzoru i podstawowych działań, których mnie nauczono do 4 lasy podstawówki. A tymczasem co? Ano nic, uwalmy co roku kilkadziesiąt procent osób, bo ktoś wymyślił zbędny egzamin, zablokujmy im tym samym możliwość kształcenia się, a potem narzekajmy na to, że mamy durne społeczeństwo i "nie inwestujemy w naukę"...
    Egzaminy są potrzebne. Ale te, które mają sens.

  • MEM

    @MrHyde "Rynek prasy w Polsce (...) Faktycznie, za dużo tych Niemców."

    Już na bezczelnego odwracasz kota ogonem, wiesz?

    Ja nie mówiłam, że jedynie Niemcy są na naszym rynku. Ja się odniosłam do Twoich – kolejnych już z rzędu – insynuacji, jakoby umieszczony powyżej artykuł był jedynie "komunikatem mającym wywrzeć presję na [niemieckie] urzędy". Stąd pytanie o to, czy artykuły niemieckiej prasy w Polsce też tak postrzegasz (bo wiem, że nie).  

    I dobrze o tym wiesz, ale na bezczelnego po prostu rżniesz głupa.

    A ponad to, przydałaby się choć odrobina obiektywizmu. Wiem, że trudna w takiej sytuacji, ale wtedy przynajmniej moglibyśmy rozmawiać na poziomie. Dobrze wiesz bowiem, że nieważne, ile jest polskich mediów, ważne jaki zasięg te media mają.  

    Ot, taki tego przykład. Polskie radio TOK FM, VOX, Polskie Radio Trójka i Dwójka mają łącznie (dane z 2016 r,) 13,9% udziałów w rynku radiowym w Polsce. Należący do Niemiec RMF FM 25% (a z RMF Classic 26,1%).  

    To samo jest z internetem. Należąca do niemieckiego kapitału Interia jest trzecim największym portalem w Polsce. Na drugim miejscu jest niemiecko-szwajcarski Onet, na piątym również niemiecka Grupa Polska Press. Łącznie liczba internetowych odwiedzin na portalach tych trzech firm sięga 41,7 mln. Podczas gdy największa ósemka w branży w Polsce (licząc te trzy niemieckie) ma łącznie 97,2 mln wejść. Czyli Niemcy z tego tortu mają niemal 43 %. Warto dodać, że w tej ósemce są dwie firmy amerykańskie. Czyli łącznie mamy mniejszościowy udział we własnym rynku.

    Na rynku prasy dominuje w przypadku gazet codziennych niemiecki Fakt. W przypadku tygodników, również niemiecki, Newsweek. Na 19 koncernów prasowych w Polsce, 9 jest zagranicznych, przy czym ta zagraniczna 9-tka kontroluje 76% rynku prasy. A największymi z nich są Bauer Media Group, Ringier Axel Springer, Polska Press, Burda International, Phoenix Media. Wszystkie 5 z RFN. Porównaj to sobie z niemieckim wrzaskiem przy sprzedaży "Berliner Zeitung" i bojkotem jego nowych właścicieli...A potem mi pierdziel jakieś głodne kawałki za uszami.

  • MrHyde

    @MEM "A myślisz, że co nam stoi na przeszkodzie do dogonienia poziomu krajów starej Unii" - jakość edukacji zwłaszcza wyższej, niedostateczne nakłady na naukę, zła infrastruktura, przesadna religijność, wiara w cuda, odrażający nacjonalizm.

  • MrHyde

    @MEM komunikatem mającym wywrzeć presję na [niemieckie] urzędy": na polski urząd!

  • MrHyde

    @MEM A potem mi pierdziel jakieś głodne kawałki za uszami: mam jeszcze inne zajęcia. Pa.

  • MEM

    @MrHyde "jakość edukacji zwłaszcza wyższej, niedostateczne nakłady na naukę, zła infrastruktura, przesadna religijność, wiara w cuda, odrażający nacjonalizm."

    Tylko tyle...? :) Jak by to było tylko tyle, to ten kraj by mlekiem i miodem płynął. Bo nawet ta edukacja – choć przedstawia wiele do życzenia – nie jest na takim złym poziomie jak się wydaje. Przeciętny mieszkaniec krajów Zachodu ma kłopot pokazać cokolwiek na mapie, a co niektórych trzeba edukować w tak podstawowych kwestiach jak to, że żywność nie powstaje w sklepach, tylko, ogólnie mówiąc, w sektorze rolniczym. Z Polski na Zachód jeszcze w czasach PRL-u wyjeżdżały tysiące fachowców. Znam przykłady z autopsji, gdzie chętnie zatrudniano w Niemczech polskich elektryków i elektromonterów, bo potrafili robić wszystko w swoich branżach, podczas gdy absolwenci niemieckich szkół posiadali wąską specjalizację w branży a poza tym ani przysłowiowe "me ani be".

    Zresztą, popatrz na to z tej strony. Mamy tysiące absolwentów uczelni technicznych, którzy są naprawdę dobrze wykształceni. Co z tego, że wykształcimy ileś tam tys więcej, skoro nawet dla tych już obecnych na rynku, nie znajdzie się nie tylko dobrze płatna praca w zawodzie ale nawet jakakolwiek praca w zawodzie z powodu braku posiadania przemysłu, który ich zatrudni? Znajoma robi na politechnice dwa kierunki "techniczno-medyczne", które są dziś potrzebne wszędzie. Nie znajdzie pracy w zawodzie w Polsce. A nawet jeśli, to za niewiele ponad minimum socjalne. Efekt 30 lat polityki włażenia Zachodowi w zad.  

    Na marginesie. Dziś dodatkowo ponosimy miliardowe nakłady na edukację tych ludzi, po czym oni, z braku odpowiednich perspektyw, jadą na Zachód, rozwijać tamte społeczeństwa i gospodarki. To też efekt polityki włażenia Zachodowi bezkrytycznie w dupę.

    A nacjonalizm jest odrażający? A w czym on jest gorszy od, czy to wspomnianego wyżej na licznych przykładach niemieckiego, czy to od niemieckich neonazistów, nie tylko tolerowanych do dziś w Niemczech, ale też w wielu przypadkach bronionych na przestrzeni ostatnich 70 lat przez państwo niemieckie, choć powinni wisieć za liczne zbrodnie dokonane podczas ostatniej wojny?  
    Tam Ci nie przeszkadza (bo stawiasz za wzór)?

  • MEM

    @MrHyde "komunikatem mającym wywrzeć presję na [niemieckie] urzędy": na polski urząd!"

    To trzeba było się precyzyjniej wyrażać.

    A poza tym, cała reszta w tym wypadku jest i tak taka sama. Psim obowiązkiem prasy jest m. in. zwracanie uwagi na tego rodzaju kwestie. To nie jest wymuszenie.

    "Pa."

    Elaborat trafił w czuły punkt?

  • MrHyde

    @MEM Tylko tyle...? Aż tyle! Złe priorytety - 1. nakłady na naukę (science & n. medyczne): ca 0.2 %  PKB, na armię: 2 % PKB. W obu wypadkach z punktu widzenia przeciętnego podatnika to kasa wyrzucona w błoto, a jednak długofalowy pożytek (szanse) diametralnie różny.  
    2. Pensja nauczyciela vs. pensja sprzedawcy lokat bankowych.
    "To trzeba było się precyzyjniej wyrażać": na ten urząd nacisk, w czyim języku pisane. Niemieccy wyborcy raczej się na ten tekst gremialnie nie rzucą. Ani niemieccy rolnicy, którym Ursus chce jakoby sprzedawać traktory.  
    Nie podzielam Twojej nienawiści (może wcale nie tak wielkiej, jak wygląda po Twoich komentarzach. Nacjonalizm to zło obojętnie czyj. Jak ci tak źle z tymi Niemcami i Francuzami, to wybierz sobie innych sąsiadów, zrób polexit. Parę osób z dyplomem technicznym nie wyjedzie, ale to ich problem. Ja na polexicie zarobię. ;) Pa pa pa.

  • MrHyde

    @MEM "A nacjonalizm jest odrażający? A w czym on jest gorszy od, czy to wspomnianego wyżej na licznych przykładach niemieckiego" - w tym problem, że co przykład to lipka dla absolutnie przekonanych.

  • MrHyde

    @MEM Przez cztery lata tłuczono na matematyce w moim liceum tematy obejmujące granice (limes) - przynajmniej wiesz, co tojest zero, a bez limesa byś myliła z litrerą o. ;)

    Znajoma robi na politechnice dwa kierunki "techniczno-medyczne", które są dziś potrzebne wszędzie - mogę tylko współczuć, że marnuje czas na jakiejś uczelni spoza pierwszego 1000 na liście szanghajskiej. Iykwim.

  • MrHyde

    @MEM "gdy nastąpiła katastrofa elektrowni atomowej w Czarnobylu, facet robił z siebie dosłownie błazna, biegając wokół szkoły z licznikiem Geigera i "udowadniając wszystkim", że to "bzdury i nic nam nie grozi" - albo miał popsuty miernik albo rację. ;)

  • MEM

    @MrHyde "Aż tyle! Złe priorytety - 1. nakłady na naukę (science & n. medyczne): ca 0.2 % PKB, na armię: 2 % PKB"

    Priorytet jest dobry – nie jesteśmy Kostaryką, wojsko jest nam niezbędne z powodu stałego i narastającego zagrożenia ze wschodu (innych np. terrorystycznych), nie licząc. To po prostu przymus. Przy czym te 2% PKB na armię to i tak za mało, a na dokładkę częściowo jest marnotrawione przez różnych "Macierewiczów" jacy przez resort się przewinęli przez te kilkadziesiąt lat.

    A na większe nakłady naukę nas zwyczajnie nie stać, a poza tym na Zachodzie większość wykłada sektor prywatny – więc nawet nie ma co porównywać. Kto ma u nas na ten cel kasę wykładać? Niemieckie i japońskie montownie czy portugalska Biedronka? Bo przecież nie Kowalski z firemki przynoszącej tyle, by się ledwo utrzymać minus podatek (w czym udział ma właśnie polityka krajów Zachodniej Europy, trzy dekady ograniczająca nam rozwój przez swoje wpływy i nieuczciwą konkurencję). Zresztą, czemu tak jest, już Ci powiedziałam. Więc się nie ma co powtarzać.

    "Pensja nauczyciela vs. pensja sprzedawcy lokat bankowych."

    Pensje nauczycielskie – jak każda budżetówka – wszędzie, w każdym kraju, są słabe. Wyjątek stanowi prywatna edukacja, ale tę "wypranie socjalistyczną ideologią" albo w niektórych krajach zlikwidowało albo przynajmniej zdrowo podkopało. Poza tym nie tyle rzecz w pensji, co w samym programie nauczania.  

    "na ten urząd nacisk, w czyim języku pisane."

    Nie ma znaczenia, w jakim języku pisane. Nawet gdyby polski urząd dopiero na skutek artykułów w prasie reagował, to i tak będzie reagował poprzez nacisk na stronę niemiecką. Czyli koniec końców, na niemieckiego urzędnika.

    "Nie podzielam Twojej nienawiści (może wcale nie tak wielkiej, jak wygląda po Twoich komentarzach."

    To nie jest z mojej strony nienawiść. To pilnowanie własnego interesu. Życie jest bezwzględne. Nie widzę powodu, byśmy mieli ułatwiać je komukolwiek, przyczyniając się do budowy tam dobrobytu naszym kosztem. Poza tym częściowo jest to wymuszone, m. in. przez Niemcy, których postępowanie tak sobie chwalisz (zapomniałeś, że każda akcja wywołuje reakcję, czy wygodnie to pomijać?)

    "Nacjonalizm to zło obojętnie czyj."

    Och..., teraz to jest obojętne czyj? A jeszcze przed chwilą Ci nie przeszkadzał ten niemiecki... (Bo chwalisz Niemcy i ich osiągnięcia, wygodnie pomijając to, jakie ku temu stosują metody, dzięki którym to w ogóle mają, bo z nieba nie spadło. A stosują dokładnie te, o których mówię (przy czym i tak się ucywilizowali od ostatniej wojny). Czyli kierują się własnym nacjonalizmem, momentami skrajnym. Zarówno na poziomie jednostek, jak i biznesowym, jak i państwowym.).

    "Jak ci tak źle z tymi Niemcami i Francuzami, to wybierz sobie innych sąsiadów, zrób polexit."

    Znów grasz głupiego. UE nie jest złym pomysłem. Jest korzystna dla wszystkich, gdy działa wg przyjętych zasad. Ma miejsce sytuacja wręcz przeciwna, gdy te zasady są łamane przez takie państwa, jak wymienione, mające decydujący wpływ na całą Unię, by osiągały korzyści m. in. naszym kosztem. Czyli w obrębie Unii w naszym interesie jest do tego nie dopuszczać, a nie jeszcze im za to dziękować i uważać że się nic nie stało. A w ostateczności, gdy się nie da inaczej i będzie to coraz ostrzejszy neokolonializm, to wtedy tak – wtedy lepiej z takiej Unii wyjść. W Unii nie ma np. Islandii, Norwegii, Szwajcarii, zamożnych krajów Wschodniej Azji i krzywda im się nie tylko nie dzieje ale są jeszcze lepiej rozwinięci od nas (Ba, nawet do tego unijnego rynku maja dostęp... I mieli go także wtedy, gdy nam kraje starej UE zagarnęły własny wewnętrzny rynek, dyktując warunki i zabraniając wejścia na swój, skutkiem czego dziś nie mamy własnego przemysłu.). Korea Południowa w 30 lat z poziomu biednych krajów Afryki wywindowała się do obecnego. A my z zachodnią "pomocą", co? To nie jest przypadek. To po prostu różnica w polityce wewnętrznej i zagranicznej oraz w mentalności, która w wydaniu południowokoreańskim w praktyce jest bardzo protekcjonistyczna. I oni nie tylko obeszli się bez "cudownej" Unii, ale przede wszystkim na takich zasadach, pod cudze dyktando, nigdy by do niej nie weszli.

    "Ja na polexicie zarobię."

    Ani mnie to grzeje ani ziębi.
    A poza tym są ważniejsze rzeczy w życiu niż kasa.  

    "w tym problem, że co przykład to lipka dla absolutnie przekonanych."

    Wiesz, jaką to zdanie ma wartość w dyskusji bez podparcia go argumentacją (zabrakło?)? Żadną.

    A może w tym rzecz..., zabrakło kontrargumentacji. A że podane przykłady nie pasują do światopoglądu, tym gorzej dla przykładów, więc zostaje "lipka" albo coś w tym stylu, nie?

    "przynajmniej wiesz, co tojest zero, a bez limesa byś myliła z litrerą o"

    Mogli mnie tego nauczyć znacznie szybciej niż przez cztery lata, było nie było, kosztującej podatnika edukacji. I w tym rzecz, w programie nauczania. Tak samo jak potrzebie wywalania np. niepotrzebnych egzaminów typu matura.

  • MEM

    @MrHyde "mogę tylko współczuć, że marnuje czas na jakiejś uczelni spoza pierwszego 1000 na liście szanghajskiej"

    Wiedzę ma wystarczającą. Przyjmą ją praktycznie wszędzie z przysłowiowym pocałowaniem ręki.  

    "albo miał popsuty miernik albo rację."

    Albo tak mu uwielbienie dla partii i wskazanych przez nią bratnich sojuszy zarosło oczy, IYKWIM. :P  
    Ludzie, m. in. u nas, do dziś chorują i umierają z powodu tamtej katastrofy. Wg niego nic się nie stało. Przynajmniej dopóki system się nie zmienił. Niektórzy tak mają w swym ślepym wiernopoddańczym uwielbieniu dla Zachodu.

  • MrHyde

    PS2 wow, news adresowany do mnie?! Niestety nie odniosę się, bo 1. nie znam się na homologacjach sprzętu rolniczego. 2. To nie jest tekst dziennikarski tylko komunikat mający wywrzeć presję na urzędy.

  • MEM

    @MrHyde  "wow, news adresowany do mnie?!"

    News kierowany do wszystkich. "PS" kierowany do Ciebie jako komentarz Twojego poglądu z paru dyskusji, zresztą w tym "PS-ie" zacytowanego. Czyli czytamy ze zrozumieniem. ;)

    "Niestety nie odniosę się, bo"

    Och, jakże wygodnie... :P

    "1. nie znam się na homologacjach sprzętu rolniczego."

    To nie chodzi o homologację, co o ograniczanie dostępu do rynku (dowolnego towaru/usługi) za pomocą produkcji kruczków prawnych i celowego rzucania kłód pod nogami. Sprawa sprzedaży ciągników w Niemczech jest tylko kolejnym tego przykładem. Nie trzeba więc "znać się na homologacjach", a jedynie mieć na tyle rozsądku i uczciwości (zamiast podwójnego standardu), by dostrzegać problem zamiast wygodnie dla siebie próbować odwracać kota ogonem i udawać, że się nic nie dzieje.

    "2. To nie jest tekst dziennikarski tylko komunikat mający wywrzeć presję na urzędy."

    Nie.  

    Byłby taki, gdyby sytuacja była taka, że sprzęt nie posiadałby homologacji pozwalającej na sprzedaż w UE, a tę on posiada (już samo to, że w Niemczech zezwala się rejestrować używane polskie ciągniki o tym świadczy). Co oznacza, że wymogi dodatkowej dokumentacji są, czy to stworzone celowo przez niemieckiego ustawodawcę (a ci "proeuropejscy" Niemcy przecież od dekad tak bardzo wrzeszczą o potrzebie wspólnej Europy i wolnego rynku... :P ), by utrudniać innym – nie tylko polskim firmom – wejście na rynek niemiecki, czy celowo nakazane urzędnikom, by wymagali ciągle czegoś nowego, co pomaga odwlec sprawę w czasie (albo w ogóle zniechęcić do wejścia na rynek). A to jest nieuczciwa – choć równie trudna do udowodnienia jak tzw. półkowe w hipermarketach i dyskontach – konkurencja (nie pierwsza zresztą ze strony RFN, vide choćby dotowanie niemieckiego eksportu przez Deutsche Bank poprzez faktoring albo fałszowanie przez niemieckie firmy motoryzacyjne danych dotyczących parametrów produkowanych samochodów, czy też "europejskie" pożyczki dla Grecji w zamian za zakupy broni w Niemczech). I zadaniem prasy jest zwracać na to uwagę. Także, tekst jest jak najbardziej dziennikarski – dostarcza informacji.

    Presję zaś ma wywrzeć, jak to ujęto w artykule "odpowiedni polski resort", do którego producenci się zgłaszają z prośbami o interwencję.  

    A propos presji... Czy to nie Ty uważałeś, że to, że w bardzo Polsce duży procent rynku prasowego jest w rękach niemieckich, nie jest problemem? Znów podwójny standard (bo mam rozumieć, że niemiecka prasa nie wywiera presji poprzez swoje artykuły)? :P

  • AnonimS

    Taki proteksjonizm gospodarczy to.niestety czesto sie zdaza. Zestaw na tak. Pozdrawiam

  • MEM

    @AnonimS Tak. Właściwie to norma. Problem jednak w tym, że UE została powołana do tego, by takie rzeczy likwidować, co teoretycznie leży we wspólnym interesie. A okazuje się właśnie, że to tylko nam się tak wydawało, a w praktyce to faktycznie będzie wspólny rynek i swoboda przepływu towarów i usług, pod warunkiem, że będą to towary i usługi niemieckie/francuskie. A więc jednak neokolonializm... Co więcej, to pokazuje, jakie podejście do Unii mają Niemcy (i Francja). A z tej perspektywy, plany przekształcenia UE w jedno super-państwo nie są optymistyczne dla całej reszty Europy. Bo powstanie coś w rodzaju Austro-Węgier, z językiem urzędowym niemieckim oraz podziałem – przynajmniej nieformalnym – na "lepszy i gorszy sort", w zależności od narodowości, w stylu pokazanym w C.K Dezerterach, gdzie byli Niemcy i reszta "słowiańskich bydląt niezdolnych do samodzielnego życia". Tym samym należy się zastanowić, czy czasem te teorie spiskowe, mówiące o tym, że Niemcy po dwóch próbach podbicia kontynentu siłą, postawili w końcu na podbój ekonomiczny, nie mają sensu.

  • merlin

    @MEM Naiwność i idealizm .Zawsze tak było zarówno w UE, jak i w podobnych jej organizacjach i zawsze tak będzie jeśli chodzi o sprawy gospodarcze.  :rotfl:

  • MEM

    @merlin "Naiwność i idealizm .Zawsze tak było zarówno w UE, jak i w podobnych jej organizacjach i zawsze tak będzie jeśli chodzi o sprawy gospodarcze."  

    To jest tylko pozorna naiwność i idealizm. Jeśli UE ma przetrwać – a, podobnie jak reszta Europy, możemy z niej czerpać szereg korzyści – to w naszym wspólnym interesie jest te unijne zasady rzeczywiście wprowdzać w życie i egzekwować ich stosowanie. Ponadto, jeśli UE ma z czasem rzeczywiście stworzyć jedno państwo – proces bardzo długi ale nie niemożliwy – by bronić się przed rosnącymi azjatyckimi potęgami (Rosją, Indiami i Chinami) i stanowić konkurencję dla reszty świata (USA, Brazylia itp.), to ponownie w naszym wspólnym interesie jest kierowanie się tymi unijnymi zasadami.

    A to, że póki co, każdy walczy o swoje... To jest prawda. Tylko, dobrze by było, by jednak potrafiono stopniowo przekładać interes UE nad własny. Tymczasem właśnie ze strony najbardziej tu istotnej – Niemiec i Francji – idzie sygnał dokładnie odwrotny (Istotnym przykładem jest niemiecka rura przez Bałtyk, wprost bijaca bezpośrednio m. in. w polskie interesy, a pośrednio w interesy całej Unii. Ale Niemcy mieli to gdzieś, kierowali się własnym, w dodatku bardzo krótkowzrocznym, a przez co, koniec końców, złym także i dla siebie, interesem. Taki dali przykład reszcie, zamiast wskazać inną drogę i dać tego przykład.). A potem zdziwienie, że rosnie poparcie dla partii nie tylko eurosceptycznych ale i skrajnie prawicowych, faszystowskich, neonazistowskich.