Bozia zamiast logopedy, czyli religia w przedszkolu

Bozia zamiast logopedy, czyli religia w przedszkolu

Chciałem ten tekst wprowadzić czymś od siebie, że kuriozum, że życie wyprzedza satyryków, itp. I tu z pomocą przychodzi niezawodny lol24 - zakładka Tagi. (Kto tutaj wstawiał jakiś tekst, ten wie, o co biega.) W tejże zakładce, zanim autor wprowadzi swoje tagi, widzi przykładowe tagi: "#Polska#absurd#głupota#itp". Nic dodać, nic ująć. Z Bogiem!


Jezusek bawi się klockami.

Awantura w przedszkolach. Nie ma zajęć z rytmiki i tańca. Na szczęście jest religia.
– To Boooziaaa! – drze się Maja w odpowiedzi na pytanie siostry Patrycji wskazującej na wiszący nad drzwiami do sali krucyfiks: – Czy wiecie kto to jest?
– Wisi na krzyżu – uzupełnia Jakub. – Ludzie go przybili.
– Żeby nie spadł – dodaje z poważną miną Julia, najmłodsza i najmniejsza.
– Nie – prostuje siostra Patrycja. – Bozia wisi na krzyżu, bo cierpi za nasze winy. Za winy wszystkich ludzi. I za winy wszystkich dzieci.
– A jakie? – dopytuje się Julia.
– Winy są wtedy, kiedy dzieci nie słuchają rodziców, są niegrzeczne, nie myją rączek. – Siostra Patrycja tłumaczy cierpliwie.
– A jak nie myją zębów? – Tym razem ciekawy jest Mateusz.
– A jak dzieci umyją rączki, to Bozia będzie mogła nie wisieć? – Dociekliwość Julki wywołuje skrywane uśmiechy pań przedszkolanek: wychowawczyni i pomocy pedagogicznej.

Siostra Patrycja puszcza pytanie mimo uszu i kontynuuje: – Krzyż to znak wszystkich chrześcijan, wszystkich ludzi i wszystkich dzieci. Czy wszyscy potraficie zrobić znak krzyża?
I pierwsza pokazuje, jak to powinno wyglądać. Ręka do czoła, do serca, na lewe ramię, na prawe ramię. Okazuje się, że większość dzieci potrafi, choć wszystkie nieudolnie. Najgorzej wychodzą ramiona. Siostra tłumaczy, że znak krzyża robimy, gdy chcemy się pomodlić, aby podziękować za coś Bogu albo go o coś prosić.
– Abo nie! – kontestuje Julka. – Modlić się trzeba, jak jest burza.
– Bo są diabły – wyrywa się Bartek. – Nie diabły, ale straszne potwory – ripostuje Natalia. – I pająki. I siedzą na drzewie. I tata je wygania.

No to teraz wszyscy zaśpiewają piosenkę. Siostra Patrycja włącza płytę z piosenką wykonywaną przez dziecięcy zespół Promyczki. I śpiewa razem z dziećmi: Kogo Pan Bóg kocha? Kotka i motylka, Mrówkę i biedronkę, jeża oraz wilka. Kogo Pan Bóg kocha? Kotka i motylka, Mrówkę i biedronkę, jeża oraz wilka.
– A wilk zjadł babcię. – Nie można rozpoznać, który to urwipołeć wyrwał się z całkiem innej bajki.
Nauczanie religii w grupie 3-latków nie jest proste.

Zbliżamy się do końca. Dzieci siadają przy długim stoliku, biorą w ręce świecowe kredki z zadaniem pokolorowania krzyża, którego zarys dostają od siostry Patrycji na oddzielnych kartkach. Siostra na koniec zbierze kolorowanki i zaniesie bozi do kościółka, aby bozia się cieszyła i było jej miło, że dzieci o niej pamiętają. Józefinka chce pokolorować aż 2 krzyże. Aby bozia cieszyła się jeszcze bardziej. 20 minut religii u Teletubisiów dobiegło końca.
Siostra Patrycja ze zgromadzenia urszulanek, oddelegowana przez parafię do prowadzenia katechezy w przedszkolu publicznym w M. pod Warszawą, na koniec przykleja dzieciom do bluzeczek i sweterków nalepki z wizerunkiem uśmiechniętego aniołka. Do dzieci przyjdzie znowu we wtorek.

Na korytarzu udaje mi się zadać siostrze Patrycji – jestem dla niej ojcem dziecka, który przyszedł na zajęcia w ramach pomocy pedagogicznej – jedno pytanie:
– Jaki jest sens prowadzenia katechezy dla dzieci 3- czy 4-letnich? – Spojrzała na mnie ze zdumieniem: – Jak to jaki? Przecież dziecko pije mleko matki od urodzenia. Podobnie dusza musi być karmiona od początku.
Przyznaję, nie pomyślałem o tym. Być może dlatego, że nie mam duszy.

– Wkurwia mnie to, że kasy na zajęcia dodatkowe – rytmikę, taniec, gimnastykę korekcyjną, integrację sensoryczną – nie ma, a przedszkola religię muszą robić i zatrudniać czarnych na etatach zgodnie z Kartą Nauczyciela. – Kumpela, która została z konkursu dyrektorem przedszkola publicznego w M., nie mówi mi tego rzecz jasna przy dzieciach. Po to mnie zaprosiła, abym napisał. Bo o religii w szkołach wszyscy piszą, a o przedszkolach nie. i mało kto wie, że jest takie kuriozum. Ale żebym broń Boże nie zdradził, które to przedszkole, bo ją wypierdzielą z roboty.

– Jak mam w grupie circa 25 dzieci, to zawsze się znajdzie siódemka rodziców-oszołomów, którzy się tej religii domagają. Tylu wystarczy według ustawy. I ja muszę. Bo konkordaty-sraty,ustawy-pierdziawy… Logopedę powinnam zatrudnić.
– I ci powiem, że się w sumie cieszę, że mi potem wszyscy w grupach uczestniczą, a nie że nie mam co robić z tymi dziećmi, których rodzice zgłaszają sprzeciw – kontynuuje gorzkie żale. – Mam Marysię z Krzysiem posadzić na ławeczce w szatni, gdy reszta śpiewa o bozi? Dziecko będzie nieszczęśliwe, bo uzna to za karę. Zapędzić w drugi kąt sali, aby kolorowało kwiatki, gdy cała grupa koloruje Pana Jezusa? Też uzna to za karę. Do innej grupy mogę jedynie posłać, choć wcześniej było zalecenie MEN, aby tego nie robić. Błędne koło. Ale maluch ze starszakami i inną panią też źle się czuje. Czarni się trzęsą nad każdą zygotą, ale napierdalać w psychikę 3-latka – proszę bardzo. No i tak się robi, że najpierw religii chce kilka osób, a potem chodzą wszystkie dzieci.

– Kuriozalne jest to, że tu w każdej chwili może przyjść wizytować te zajęcia upoważniony przez kurię człowiek w czarnej sukience, za to bez żadnego upoważnienia od władz oświatowych. – Kumpela nakręca się, jakby ledwo co przyjechała do Polski z innego kontynentu i odkrywała pierwsze prawdy wiary. – A gdybym chciała zmniejszyć liczbę lekcji religii do zajęć prowadzonych tylko raz w tygodniu, to owszem mogę, ale… za zezwoleniem biskupa!

– U mnie w przedszkolu w każdej sali wisi krzyż. Myślisz, że czarni zrobili taką zadymę z tym komendantem policji z Radomia, bo tak bardzo pragną krzyży w komisariatach w Radomiu? Oni to zrobili, żeby ani mnie, ani żadnemu innemu dyrektorowi przedszkola czy szkoły nawet cień myśli ze zdejmowaniem krzyży nie przyszedł do głowy. I już nie przyjdzie. Mam pismo z zaleceniami, że powinnam w sali dla grupy urządzić kącik religijny: obrazki, świece, ołtarzyk. To paranoja jest. To są, kurwa, małe dzieci.
– To jest tak stworzony system, że nawet jak gmina nie chce religii, bo musi na to bulić dodatkową kasę, nawet jak dyrektor przedszkola nie chce religii, bo to mu dezorganizuje pracę, nawet jak większość rodziców nie chce religii – to i tak religia jest.

– A wiesz, co jest najśmieszniejszego w tym wszystkim? Że MEN na skargi dyrektorów placówek i urzędników oświatowych odpowiada, że nie sprawuje nadzoru nad działalnością jednostek samorządu terytorialnego prowadzących szkoły, przedszkola i inne placówki oświatowe. Oni w MEN są niewinni, nic nie mogą. Idźta, dobrzy ludzie, skarżyć się do prezydenta/burmistrza/wójta. Kto w tym nie siedzi, nie ogarnia problemu.

Religia jest w przedszkolach bezpłatna. Organizują ją wspólnie właściwe władze Kościoła oraz organ prowadzący. Właściwe władze Kościoła opracowują program zajęć, tworzą podręczniki (jest i taki dla maluchów: „Nasza Boża Rodzina. Religia dla dzieci trzyletnich”, zaopatrzony w płytę CD z nagranymi wszystkimi tekstami z książeczki oraz posyłają – najczęściej z najbliższej parafii – katechetę. Organ prowadzący, czyli władze gminy, ograniczają swoją organizację do wyłożenia kasy. Zwróciłem się do samorządów kilku miast oraz MEN z pytaniem, w ilu placówkach organizowana jest religia i ile to kosztuje. Odpowiedziały jedynie Urząd Miasta Gdańska i UM Łodzi. w Gdańsku zajęcia z religii organizowane są we wszystkich przedszkolach publicznych – w 58 placówkach.

Nauka religii odbywa się w wymiarze dwóch zajęć przedszkolnych tygodniowo dla dzieci w wieku 3–4 lat po ok. 15 minut, dla dzieci w wieku 5–6lat po ok. 30 minut. Kosztuje to władze miasta ok. 700 tys. zł rocznie. W Łodzi religia jest także we wszystkich przedszkolach publicznych. W całym kraju musi być podobnie. Dzieci 3- i 4-letnie po kursie katechezy w przedszkolu mają wiedzieć, że: jest Pan Bóg, Pan Bóg jest dobry, Pan Bóg stworzył cały świat, jest też Pan Jezus, który urodził się, aby mieszkać wśród ludzi pod postacią chleba albo winogron (choć 3-letnie dzieci nie pojmują metafory; w tym wieku świat rzeczywisty i fantastyczny to jedno), anioły, które się opiekują dziećmi i w końcu jest Maryja, matka Jezusa. Znać powinny: symbol krzyża oraz drogę do kościoła parafialnego. Potrafić: przeżegnać się, modlić krótkimi modlitwami wymyślanymi przez siebie oraz dziękować modlitwą za wszystko, co je spotyka w ciągu dnia.

„Podstawa programowa katechezy Kościoła katolickiego w Polsce” przyjęta przez Konferencję Episkopatu Polski na pytanie „po co to wszystko 3-latkowi?” odpowiada mniej metafizycznie niż siostra Patrycja, a bardziej praktycznie: W wieku przedszkolnym rozpoczyna się budowanie przez dziecko własnego systemu wartości. W tym okresie dziecko próbuje upodobnić się do środowiska, w którym żyje. (…) Posiadając zdolność do identyfikowania się i naśladownictwa, stara się ono uczestniczyć – choć jeszcze bezkrytycznie – w życiu religijnym znaczących dla niego osób. Czyli: „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość rzuci więcej na tacę”.

źródło: democracyok.org/2016/12/06/bozia-zamiast-logopedy-czyli-religia-w-przedszkolach/

1 188 czyt.
100%42
MrHyde

znalazł niusa na democracyok.org ·

Komentarze (2)

 
  • wierzący

    wierzący 5 września ip:896830

    najbardziej wk rwia , jak debilka wmawia dzieciom że człowiek ma kilka żyć

  • Rubs

    Rubs 5 września

    Panie, stąpasz Pan po grząskim gruncie...