Who Are You ? (Cz.10)

Who Are You ? (Cz.10)

Obserwowali mnie.
Nieustannie od kilku dni.
Zarówno Max jak i Dalton, czekali na moje potknięcie.  
Trzymali się blisko mnie i nie spuszczali wzroku.
Stałem się ich podjerzanym numer jeden lecz szczerze nie przejmowałem się tym faktem.  
Bardziej martwiło mnie to, że przez całe dwa dni nie było mnie w przybudówce i nie mogłem nawet zadbać o Adama i Kate.
Max kilka razy próbował mnie przycisnąć lecz zawsze wychodziłem obronną ręką. Jego metody nie robiły na mnie wrażenia z kolei Dalton wolał trzymać się z daleka. Patrzył mi na ręce i posyłał po najdrobniejsze rzeczy.  
Izolował mnie...jak sądził skutecznie.
Starałem się przez jakiś czas grać i udawać, że się ustatkowałem lecz  
gdy, wczorajszej nocy Max opowiedział Markowi i Bobowi jak zakradł się do Kate i zaczął ją macać po  ciele, nie wytrzymałem.
Moje nerwy zupełnie puściły.
Uderzyłem go w twarz tak, że upadł a z jego nosa polała się krew.
I wtedy ukręciłem na siebie bata.
Dalton najchętniej przywiazałby mnie do krzesła lecz na szczęście, Aaron był o dziwo po mojej stronie.
-Nie róbicie zapierdlu o nic. Ethan jest pożyteczny - Stwierdził i dokończył swoje cuchnące cygaro.
To jasne,że byłem pożyteczny ktoś w końcu musiał zabijać i strzelać.
-Co z tym okupem? już tydzień jesteśmy w tej budzie i nic
Westchnął Bob szukając jedzenia po reklamówkach.
-Cierpliwości, czekamy na odzew.
-Jaki odzew? - zapytałem spokojnie
-Nie twoja sprawa! - warknął Max.
Ruszył w moją stronę, lecz Aaron zastąpił mu drogę.
-To też jego sprawa. Nie wprowadzajcie mi to bałaganu! dzięki niemu dostaniemy więcej kasy.
-Więcej? - spytał Bob wpychając sobie bułkę do ust
-A wy myślicie, że co? że, ktoś chce kupić wadliwy towar? - Prychnął Aaron i kręcąc głową odszedł od nas.
-To ty sobie to nieźle ogarnąłeś!  - Pochwalił Bob.
Westchnąłem cicho.
Domyślałem się jak trudno mi będzie znów przekonać Adama i Kate do jakiejkolwiek wspłópracy. Dbałem o nich nie ze względu na okup lecz z troski...czułem się jak ostatni gnój, że tego nie wiedzą.
-I tak mam cię na oku - Rzucił Max, zaś ja zaśmiałem się wymuszonym śmiechem.
-Uważaj, żeby nikt ci nie wybił tego oka - Odparłem i usiadłem na podłodze.
Lubiłem mu grozić.  
Lubiłem kiedy wiedział, że nie ma ze mną szans.
Trzymałem się ze wszystkich sił z dala od przybudówki.  
Musiałem znajdować sobie zajęcia. Jakiekolwiek.
Zacząłem od czyszczenia broni, naostrzenia noży  a skończyłem na przebraniu się w ostatni czysty sweter w kolorze ciemnego bordu.
Ta barwa trochę przypominała mi czerwone wino, którego dawno nie miałem w ustach. Ostatni raz piłem wino chyba, kiedy świętowaliśmy w Burfod urodziny mojej babci...teraz już świętej pamięci.
Poprawiłem rękawy i zerknąłem na zegarek, dochodziła ósma wieczorem.
-Ile zostało jedzenia? - zapytałem  
-No...niewiele...
-Wszystko zeżarłeś?!
-Nie ja!  
-Człowieku miałeś dwie pełne torby żarcia...gdzie to jest?
Nie dowierzałem, nie wierzyłem, że Bob jest  takim głodomorem.
A jednak to była prawda. Zjadł niemalże wszystko.
-No i super, będziesz zapierdalał do sklepu  - Syknął Mark patrząc na Miśka groźnie, ten zaś wzruszył ramionami, wziął kluczyki od samochodu i wyszedł.
-Kurwa! zrobił to bez słowa! - zachichotał Dalton  
-Cienias! jebany konował zeżarł dwie torby  - mruknął Max na dokładkę. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Było zimno, nudno i za nic w świecie nie mogłem przestać myśleć o przybudówce.
I nagle usłyszałem głos Aarona.
-Ethan przyprowadź tutaj te ofiary. Joshep nie będzie chciał wziąć ledwo co żywego gówna. Trzeba je doprowadzić do stanu ekstazy. -Zarządał  
Udając rezerwę skinąłem głową i wyszedłem z pomieszczenia.
Wiedziałem, że będę musiał ich przyprowadzić do miejsca, które wydawałoby się jeszcze gorsze-bo usłane mordercami, lecz nieco irracjonalnie czułem, że będą bezpieczniejsi.
-Czego chcesz? - zapytał Adam oschle
-Nie mogłem przyjść - Odpowiedziałem takim tonem jakbym się tłumaczył dlaczego nie poszedłem do szkoły w wieku dziesięciu lat.
-Twój kolega za to mógł - Syknął  
-Dowiedziałem się o tym kilka godzin temu. Nic jej nie jest?
-Nie udawaj bydlaku!  
-Adam, to nie czas na walkę.  
Nie jestem tutaj żeby pogarszać twój stan.- Rzuciłem spokojnie.
Kate znów unikała mnie jak ognia. Sparzyła się przy mnie niewątpliwie dużą ilość razy.
-Muszę was przyprowadzić do reszty
-Po moim trupie! - wrzasnął Adam  
-Tam będziecie bezpieczni
-Chyba kpisz! mam być bezpieczniejszy z tymi terrorystami?!
-Wiem, że to brzmi surrealistycznie ale będąc tam zwiększysz swoje szanse na przeżycie.
-Niby jak?
-Oni nie chcą już was katować.
-A co?
-Chcą was sprzedać. Jesteście dla nich jak towar. Handel ludźmi bardzo dobrze prosperuje zwłaszcza jeśli jest to osoba młoda czy zamożna.
W tym przypadku mają dwupak. - Powiedziałem patrząc to na nią to na niego. Obydwoje wyglądali jakby nic nie zrozumieli z tego co przed chwilą im zdradziłem.
-Gdzie nas sprzedadzą?!
-Ciebie do roboty, a ją na prostytucję
Adam zbladł  
-Nie dopuszczę do tego! - syknął  
-Ja również  - mruknąłem zdawkowo.
-Masz jakiś zysk z tego, że nam pomagasz? - zapytała Kate. Wiedziałem, że słuchała naszej rozmowy i wiedziałem, że jest wystaraszona lecz jak zwykle próbowała to ukryć pod chłodnym tonem.
-Zysk? absolutnie nie
-W takim razie dlaczego?  
-Może mam za słabą psychikę i dręczą mnie koszmary - Zmyśliłem
-Jakbyś był fair to pozwoliłbyś nam uciec! - Stwierdził Adam zaś ja nie odpowiedziałem. Dźwignąłem krzesło Kate i wyszliśmy na dwór.
-Był w nocy jakiś facet, groził pistoletem, nie mogłam nic zrobić
To wyznanie mną wstrząsnęło.
Byliśmy zaledwie dwa metry od budynku gdy, przystanąłem.
-Zrobił ci krzywdę?
-Dotykał...to było okropne, nie mogłam nic zrobić, tata też nie...dlaczego ciebie nie było?- Usłyszałem w jej tonie odrobinę wyrzutu.
-Miałem małe komplikacje, pilnowali mnie. Nic nie wiedziałem o tym zajściu, dopiero kiedy Max się pochwalił...wierzysz mi? - Skinęła głową.
Czułem się podbudowany mając  jej zaufanie.
Nawet jeśli chciałem tak trwać, to musiałem w końcu się ruszyć i postawić Kate przy bandzie Aarona.
Widziałem jak drży na widok Maxa i pozostałych. Nie tracąc czasu poszedłem po Adama.
-Jedź po jakieś łachy dla nich, nie mogą być przecież w takich szmatach - Warknął Aaron patrząc na Marka.
-Mam im ciuchy kupować!?  
-Rób to co każę!
Mark skruszony tonem szefa zmył się z pola widzenia.
Stałem przy ścianie i nie spuszczałem wzroku z Maxa i Daltona.
Dopiero, kiedy Aaron znów odszedł dalej, rozwiązałem sznury i pomogłem wstać z krzeseł Adamowi i Kate.
-Łazienka jest z tyłu - mruknął nagle Aaron.  
Nie sądziłem, że on też mnie obserwował.
Nie bacząc jednak na to, zaprowadziłem ich do małej, obskrórnej łazienki gdzie pleśń wylewała się z każdej strony, a rury wyłażąc ze ściany wołały o pomstę do nieba.
Odkręciłem wodę, przez kilka chwil leciała brunatna.
-Co mamy robić?
-Umyć się  w miarę...możliwości - Odparłem gdy, w końcu poleciała woda o normalnej brawie.
W rogu wisiał szary, zużyty ręcznik, którego zżerał grzyb.
Znalazłem miskę, napełniłem ją poczym wrzuciłem do niej kostkę mydła, równie pokrytego pleśnią.
Adam umył się błyskawicznie. Widać było, że już chciał puścić tę norę.
Zaś Kate była wolna, ledwo co umyła rękę.
-Chodź, pomogę ci - Zaoferowałem. Zgodziła się.
Osuszyłem jej ręce ręcznikiem i zapominając się przejechałem dłonią po jej sklejonych od krwi włosach.
-Też chcesz je umyć? - Zapytała spokojnie.
-Nie wiem czy to dobry pomysł
-Myślę, że dobry. Nie wiadomo kiedy nadarzy się kolejna okazja - Mruknęła z lekkim humorem.
-W takim razie,  musisz chyba usiąść na podłogę - Zadecydowałem.
Usiadła.
Wziąłem jej włosy i delikatnie zanurzałem w mydlanej wodzie.
Powolnymi ruchami masowałem skórę głowy. Kątem oka widziałem jak Adam się nam przypatruje. Wydawać się mogło, że nawet był zmieszany ale nie przejąłem się tym za bardzo.
Wykręcone z nadmiaru wody włosy wysuszyłem  ręcznikiem i zmusiałem się do wyjścia z łazienki.
-Chodzące miliony - Zachichotał Bob
-Za góra tydzień dostaniemy wiadomość zwrotną i będziemy mogli w końcu dobić targu  - Oznajmił Aaron.  
Oznaczało mniej więcej tyle co ostrzeżenie  
" MASZ MAŁO CZASU DZIAŁAJ !!! "
Jeśli, faktycznie za siedem dni miał zjawić się Joshep to musiałoby wszystko zacząć pędzić łeb na szyję.
Nie kontaktowałem się z centralą przez kilka dni,  ani też nie dostawałem od nich żadnych wiadomości, co oznaczało tylko jedno.
Aaron zmodifikował plany.  
Zmienił je i działał szybciej niż podejrzewaliśmy.
Czułem pulsującą andrenalinę w krwi, wepchnąłem dłonie głęboko do kieszeni dżinsów i spróbowałem ochłonąć.  
Pozbierać wszystkie informacje do kupy.
-Dlaczego Indianapolis? - zapytałem spokojnie  
-A dlaczego nie? - Odpowiedział mi Aaron.
Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem ale musiałem przyjąć to co mi dawał.Prawdą było, że niewiele wiedziałem o miejscu, w którym się znaleźliśmy.  
Byłem szkolony pod kierunkiem Chicago. Wiedziałem, że lokalizacja może się zmienić lecz szczerze w to wątpiłem, a teraz miałem za swoje. Dwa dni z rzędu wybierałem się na szybką przebieżkę wokół kryjówki, poznawałem niedaleką ulicę i wracałem wiedziony troską o Adama i Kate.
-Coś się trapi? - usłyszałem Boba  
-Nie
-Twoje oczy zrobiły się takie ciemno granatowe  - Mruknął, zaś ja spojrzałem na niego jak na przybysza z innej planety i strzepnąłem jego rękę z mojego ramienia.
-Nie patrz mi w oczy, okej? - syknąłem, nie wiedząc tak naprawdę jak odwrócić uwagę Miśka.
-Nie wierzę, że jestem ci taki obojętny
NIE WIERZYŁ !??!!?  
-Stąpasz po cienkim lodzie - Warknąłem
-Nie bój się Misiek! bierz go równo! - Zarechotał Max opierając się o ścianę. Zaczęły się śmiechy, podjudzanie i nachalne umizgi.
Nie wytrzymałem.
Wiedziałem, kto jest prowodyrem. Dopadłem do Maxa w kilka sekund i ścisnąłem go szyję tak, że zaczynał się dusić.
-Nie wkurzaj mnie - Rzuciłem poczym puściłem go i spojrzałem groźnie na Daltona i Boba, którzy nie spuszczali ze mnie wzroku.
To była cicha walka.
Sam nie zauważyłem momentu, kiedy Dalton znalał się bliżej mnie i wymierzył cios w twarz.
Gdy, upadłem pod wypływem jego siły, czułem potężną falę złości.
Pozbierałem się i stanąłem do obrony.
Szarpnąłem go za bluzę i ulokowałem pięść od jego okiem, ciężko było mi go powalić. Dalton umiał się dobrze bić, jego ruchy przypominały mi trochę Krav Mangę, którą sam się pasjonowałem.
-Wypierdalaj, Ethan!
Usłyszałem za plecami gdy, przycisnąłem go w końcu do ściany.
Szamotał się jak ryba, która utknęła w nikczemnej sieci rybaka.
-Ktoś jeszcze chce dostać?!  - warknąłem  
-Gdybym wiedział, że mam takich narwanych chłopaków to bym was nasłał na gliny! - Zachichotał Aaron ciagnąc swoje cygaro.
-Jakie gliny? - Zainteresowałem się
-Dwa tygodnie temu słyszałem o akcji, że ci którzy obiją mordy glinom dostaną kilka patyków.
-Kto to zarządził?
-Znajomy
-Często są takie akcje?
-Rzadko, a bo co?
-Nic, żałuję - Rzuciłem poczym zapaliłem papierosa.  
Nie bez przypadku dymiłem w twarz Maxowi.  
Jednak ten nie palił się więcej do bójki.
Adam i Kate mieli dziś najprzyjemniejszy dzień odkąd zostali obydwoje uprowadzeni.  
Umyci i przebrani w czyste rzeczy siedzieli rozwiązani na krześle. Mogli jeść i pić.
Podejrzewałem, że Aaron chce zatuszować w ten sposób ich ogólnie zły stan fizyczny i psychiczny.
Nikt z nimi nie rozmawiał, każdy omijał krzesła i zjadował sobie inne zajęcia, niekoniecznie związane z torturą.
Odprowadzałem czujnym spojrzeniem Maxa i Daltona,  kiedy wychodzili na dwór do samochodu.
Mark i Bob szykowali broń, a Aaron siedział przy stole i przeliczał kasę.
Miałem oko na nich wszystkich. Miałem sytuację pod kontrolą.
Moja bezczynność trwała przez ponad sześć godzin i zniknęła dopiero gdy, wybiła pierwsza w nocy i chłopaki poszli spać.
Korzystając z okazji usiadłem bliżej Kate.
-Wszystko okej? - spytałem cicho
-Tak...a co z tobą?
Poraz pierwszy to ktoś martwił się o mnie.
Uśmiechnąłem się lekko, było mi bardzo przyjemnie z tym faktem.
-Jest dobrze. Adam zasnął?
-Tak - Odszepła.  
Byliśmy cholernie cicho.  
Nie chcieliśmy nikogo zbudzić, ba z resztą nie mogliśmy!
-Ethan?
Uniosłem głowę w górę.  
Nasze spojrzenia się spotkały, zauważyłem, że była bliska płaczu.
-Czy to w ogóle możliwe? on też miał niebieskie oczy
Zastygłem.
Zrobiło mi się gorąco.
-Dużo ludzi ma niebieskie oczy - Stwierdziłem po prostu
Myślałem, że na tym skończymy lecz Kate nadal patrzyła na mnie swoim wywiercającym w brzuchu dziurę wzrokiem.
Dwa razy uniosła rękę w moją stronę z nieznanego mi powodu. Wyglądała tak jakby chciała czegoś spróbować lecz wciąż ogarniał ją strach.
-Miałeś jakieś normalne życie? - spytała  
-Miałem
-Nie tęsknisz za tym?  
-Tęsknie
-To dlaczego tutaj jesteś? dlaczego robisz te wszystkie rzeczy?
-Tak już jest - Mruknąłem i spuściłem głowę w dół.
Milczeliśmy chwilę i gdy, chciałem już się podnieść i wyjść na dwór poczułem jej chłodną dłoń na swoich włosach.
Czy mogłem być obojętny?  
Niemal automatycznie podniosłem głowę i utkwiłem w niej swoje zdziwone spojrzenie.
Nic nie mówiła. Wodziła swoim palcem po mojej brodzie.
-Bardzo mi go przypominasz, Liam też miał takie ciemne włosy - Szepnęła
Paraliżowały mnie jej słowa.  
Za każdym razem kiedy wymawiała moje imię dostawałem mikro ataków serca.
-Tylko raz się całowaliśmy- Wspomniała z lekkim rozrzewieniem.
Zaschło mi w gardle. Próbowałem coś powiedzieć ale nie mogłem.
Nie przypuszczałem, że nadal będzie pamiętać nasz pierwszy i  zarazem ostatni szczeniacki pocałunek na szkolnej przerwie.
-Dlaczego, tylko raz? - zapytałem z lekkim żalem
-Byliśmy dzieciakami, nic nie  wiedzieliśmy ...uznałam, że to było coś złego, a później dowiedział się tata...byłam bardzo młoda. - Wyznała nadal muskając palcem moją twarz.
-Ten pocałunek śni mi się co jakiś czas - odparła z lekkim rozbawieniem
-Gdybym spotkała cię w innych warunkach, w sklepie bądź na ulicy- Zaczęła  
-To co? - Zapytałem  
- Byłabym przekonana, że nim jesteś. Pamiętam dobrze jego charakter i...dostrzegam pewne podobieństwa u Ciebie. - Szeptała, a mnie kręciło się w głowie.
-Jak byliśmy sami, zawsze dbał o mnie...pamiętam jak śpiewał przekornie piosenkę, nie pamiętam już tytułu ale opowiadała o dziewczynie, która zakochała się w chłopaku, a wszyscy inni nie akceptowali związku sądząc, że to co  ona widzi to tylko jego wyobrażenie. Lubiłam tę piosenkę...pasowała do nas. Wszyscy prócz mnie widzieli w nim jakiegoś chuligana, a on był najlepszym chłopakiem w Burford.
-Why Are You So In Love With The Notion - Odparłem szybciej, niż pomyślałem co właściwie zrobiłem
-Tak...to chyba to...skąd wiedziałeś?  
Nie odpowiedziałem.
Patrzyłem w jej oczy.  
Intensywność naszego spojrzenia odczuwałem na całym ciele.
Mogłem śmiało powiedzieć, że tej nocy tonąłem w bursztynowych oczach na własne życzenie.
Wszystkie emocje i wspomnienia buzowały w mojej głowie i...sercu.
Zrozumiałem, że mimo sześciu lat rozłąki ja wciąż ją kocham.
Kocham jak wariat.
-Powinnaś się trochę przespać. - Odparłem cicho  
-Wiem, ale nie mogę zasnąć. To pewnie przez ten klimat - Stwierdziła żartobliwie.  
Wstałem nie mogłem już dłużej skazywać siebie na jej działanie.
-Dobranoc, Kate - odparłem poczym wyszedłem wprost na lodowatą noc. Trząsąc się zapaliłem papierosa i zacząłem liczyć gwiazdy na niebie. Było ich około dwunastu. Świeciły dumnie towarzysząc małemu księżycowi. Nie mogłem się pozbierać. Tyle wspomnień przeżarło moją głowę, że ledwo umiałem powstrzymać się od zdemaskowania siebie i całej misji. Rozejrzałem się jeszcze prowizorycznie i wyjąłem telefon. Napisałem krótką wiadomość dla centrali.
" Przypuszczalna cena człowieka 150$
Przygotowują się na deal z Burskim w Indianapolis.
Możemy w końcu ruszyć ?? "  
Poczułem się lepiej, że mogłem podzielić się tymi informacjami ze światem zewnętrznym.  
Miałem nadzieję, że zorganizują dobre wsparcie.
Czas się kończył.
Adrenalina pulsowała mi w żyłach, na samą myśl o finalnym boju.

308 czyt.
100%64
CarrieBivy06

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller, użyła 3069 słów i 16807 znaków

Komentarze (4)

 
  • Almach99

    Almach99 15 maja ip:82132214

    Mam nadzieje Na Happy End

  • AnonimS

    AnonimS 15 maja

    Naprawdę dobrze że się to czyta. I fakt tempo pisania oszałamiające. Niczym Ewelina he,he pozdrawiam

  • Somebody

    Somebody 14 maja

    Dwie niezwykle udane części jednego dnia? Gdyby nie ty, nie uwierzyłabym, że to możliwe Zazdroszczę weny. Naprawdę. Ja zwykle się 2 tygodnie pocę, żeby coś szkrobnąć

  • frydek987

    frydek987 14 maja

    Mam nadzieję że Ethan wyzna miłości i powie prawdę Katie