Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Szerszeń w ulu, część 4, ostatnia.

Dolecieli do Ministerstwa Obrony Stanów Zjednoczonych po trzech godzinach. Traktowano ich dobrze. Zaprowadzono ich w asyście dwóch żołnierzy do gabinetu, na jego drzwiach Samantha dostrzegła tylko imię Roger.
Po chwili wszedł mężczyzna około pięćdziesięcioletni, z lekkim brzuchem.
–  Dyrektor Roger Price, jesteście głodni?
–  Jedliśmy trzy godziny temu obiad, żądamy wyjaśnień. –  odezwał się ojciec.
Szpakowaty mężczyzna spojrzał na nich i w tym momencie zadzwonił telefon na jego biurku.
–  Price, słucham.
Nic nie mówił, tylko słuchał, jego mina wskazywała, że otrzymał dość szokującą wiadomość.
–  Niesłychane. Oczywiście, rozkaz generale.
Odłożył słuchawkę i ponownie zwrócił wzrok na trójkę.
–  Karl sobie życzy byście byli blisko niego. Idziemy.
Po chwili maszerowali razem z Pricem w otoczeniu tych samych żołnierzy, którzy ich tu przyprowadzili.
–  Zatrzymajcie go i zgadzacie się na jego życzenie? –  zapytał John, a pytanie zwrócił do Prica.
–  Sprawy się skomplikowały. Proszę zachować spokój.
–  Jestem spokojny, chociaż nie wiem dlaczego – odrzekł ojciec dziewczyny.
Szli korytarzem, potem jechali windą, w końcu doszli do oszklonej sali. Siedział tam Karl Hornet w otoczeniu kilku generałów, sądząc po pagonach. Co dziwne nie było ochrony żołnierzy. Weszli.
–  To admirał floty Gregory Stadford, a to sekretarz obrony Lloyd Austin. – przedstawił najważniejszych, Price.
Dobrze zbudowany czarnoskóry mężczyzna patrzył na rodzinę Carterów dobrą chwilę.
–  Zostawcie nas samych, panowie – zwrócił się do generałów.
–  Panie sekretarzu genaralny... Stadford chyba miał wątpliwości.
–  To rozkaz. Zostaje tylko rodzina Carterów i Karl Hornet, o ile to jego prawdziwe nazwisko.
Po chwili siedzieli w piątkę za dużym orzechowym stołem.
–  Proszę mówić, panie Hornet – rzekł sekretarz.
Ku zdziwieni wszystkich, mężczyzna przemówił do Samanthy.
–  Podjąłem decyzję, myślę, że ci się spodoba. Przeanalizowałem twoje myśli i wypowiedzi, bo są dla mnie najbardziej istotne. Zrobię, co postanowiłem, a potem wrócę. Dałem panu sekretarzowi tydzień na zrobienie porządków na Ziemi. Ma zacząć od samej góry. Jeżeli progres będzie szedł zbyt wolno, sam się tym zajmę.
Samantha odczuła.
–  Chcesz, żeby wyeliminowali zło? Mieli na to wiele czasu, sądzę, że tego chcą, aby tak było na Ziemi.
–  Oni umacniali zło. To różnica. Mam listę wszystkich ludzi. Podzieliłem ich na dobrych i złych. Dobrych zostawię, złych wyeliminuję. Oczywiście jest kilka klas zła, a z tych niższych może niektórzy wrócą na dobrą drogę. Pan Lloyd sprawi, że wszystkie media to ogłoszą.
–  Zginą miliony – jęknął sekretarz.
–  Mieliście wszyscy zginąć, a tak zostaną dobrzy. Resztę zostawiam wam, jeżeli staną się znowu źli, trudno. Nie jestem Bogiem. Twój tata, mama i ty jesteście chronieni. Teraz chcę mieć chwilę z Samanthą, wybaczcie.
Samanta znowu zobaczyła otaczającą ją biel i po chwili znalazła się na maleńkiej wyspie. Siedzieli na piachu, pod sporą palmą. Wysepka mogła mieć pięćdziesiąt metrów długości i trzydzieści szerokości. W odległości stu metrów dostrzegła nieco większą, a poza tym tylko ocean, jak okiem sięgnąć.
–  Gdzie jesteśmy?
–  Mały atol w Polnezji francuskiej. Chciałem tylko porozmawiać, wrócimy do nich z kilka minut. Czujesz się tu bardziej komfortowo niż pod kilkoma warstwami zbrojonego betonu, prawda?
–  Oczywiście. Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego robisz to wszystko dla mnie. Jestem zwykłą dziewczyną z małego miasteczka... Jak ich przekonałeś?
–  Mam swoje sposoby.  
–  Nie zrobiłeś nikomu krzywdy?  
–  Nie. Najpierw zabrałem wszystkich, razem z samochodami do Pentagonu, potem powiedziałem im, kto zabił Kennedy'ego i w jaki sposób. Następnie pozbawiłem broni wszystkich otaczających i spowodowałem, że zniknęły cztery rakiety z ładunkami atomowymi i ich o tym poinformowałem. Nie musiałem ich więcej przekonywać o swoich możliwościach. Muszę cię zostawić na dzień czy dwa.
–  Co zamierzasz? Odczuwam cię, ale to jest przede mną zakryte.
–  Zniszczę moją rasę, inaczej oni zniszczą waszą.
–  Nie zginiesz?
–  Postaram się, na wszelki wypadek zabezpieczyłem was przed jakimkolwiek atakiem i zostawiłem trochę złota, które będzie honorowane, jako wasze.
–  Nie chcę, byś zginął. – Samantha poczuła łzy w oczach.
–  Zabiłem miliardy, nikt nie będzie nade mną płakał.
–  Ja będę...
–  Postaram się nie zginąć.
Karl delikatnie pocałował Samanthę w usta. Ona przyciągnęła go do siebie i oddała pocałunek, który już nie można było określić jako delikatny. Karl trzymał jej głowę na swoim torsie i gładził jej włosy ciepłą dłonią.
–  Muszę już lecieć.
Po chwili została sama. Po minucie znalazła się spowrotem w sali gdzie siedzieli rodzice i generał Austin. Znowu odpłynęła...
Odzyskała przytomność. Leżała na łóżku, chyba nadal byli w Virgini. Ojciec i mama siedzieli obok.
–  Poleciał.
–  Myślałem, że to żarty. Próbowali ci zrobić zastrzyk, ale nie mogli. Jesteś zmieniona?  
–  Powiedział, że jesteśmy chronieni. On nie żartuje.  
–  Wróci? –  zapytała matka.
–  Musi – szatynka pociągnęła nosem.
–  Przekazał nam wiedzę. Widocznie uznał nas za dobrych. –  John trzymał dłonie żony w swoich.
–  Czy sekretarz to zrobi? –  popatrzyła na nich bezradnie.
–  Sądzę, że nie. Myślą, że on nie wróci. Prawdę mówiąc, uwierzyli może w jakimś stopniu w to co im powiedział i co zrobił.
–  Głupcy. Karl nie żartuje.
Jeszcze tego samego dnia wrócili do domu. Agenci poprosili rodzinę, by nie wychodzili. Miano im dostarczać jedzenie. Za oknem stały dwa czarne samochody.
Samantha stwierdziła, że jej komórka nie działa. Podobnie rodziców.
–  Komórka nie działa – rzekła.
–  Lepiej, żeby wrócił, bo wygląda, że jesteśmy w areszcie domowym. Jak się to stało, że go poznałaś? To nie człowiek, dlaczego wyglądał jak jeden z nas?
–  Powiedział wam, nie słuchaliście? Zobaczyłam meteor, tak sądziłam, że to meteor. Karl przyleciał na zwiad. Jego ogromny statek z milionami jak on czeka za układem słonecznym. Przybyli nas unicestwić, zabrać wszystko z Ziemi co dla nich istotne i odlecieć.
–  Boże, oby tak się nie stało! Powiedział ci, jak wygląda? –  zapytał ojciec.
–  Powiedział, że jest z innego, wyższego wymiaru i że na razie nie mogłabym go zobaczyć. Pokazał mi siebie, ale to wyglądało jak jakieś poskręcane pastelowe linie pulsującego światła...
–  Znaczy, wszyscy zginiemy? – zaniepokoiła się matka.
–  Nie mamusiu. On zmienił zdanie. Podobno z mojego powodu. Poleciał ich zniszczyć, mam nadzieję, że mu się powiedzie.
Tymczasem generałowie i wielu powiadomionych naukowców obserwowało odczyty z radioteleskopów. Karl przekazał współrzędne ich statku Trzynaście godzin po jego odlocie odnotowano silny wybuch materii za pasem Ortona w odległości około stu jednostek astronomicznych, czyli światło potrzebowałoby godziny, by tam dolecieć.
Dwie godziny potem w ich domu pojawił się Karl. Cały, chociaż lekko zmęczony.
–  Zrobiłem to.
Samatha uścisnęła go serdecznie.
–  Nie wzięli mojej propozycji zbyt poważnie.
–  Karl, jak się to stało, że cię odkryli?
–  Chciałem tego. Rozważałem zbieranie jabłek, ale postanowiłem inaczej. Odczułem cię kiedy patrzyłaś na mój statek, sądząc, że to meteor.
–  Powinnam pomyśleć życzenie.
Karl posłał jej uśmiech.
–  Pomyślałaś, tylko pozostało to głęboko w tobie. Chwilę wcześniej widziałaś Peggy i Scotta i pomyślałaś, że chciałbyś mieć kogoś na stałe. Twoje słowo stałe, miało oznaczać, na życie, czyli może jeszcze osiemdziesiąt lat. Troszkę do wydłużymy, jeżeli zechcesz.
–  Troszkę?
–  O kilka milionów lat.
–  A rodzice?
–  Cóż, mogę to dać tylko jednej istocie. Jeżeli zechcesz, możemy zawsze odejść wcześniej. Znalazłem to, co szukała moja okrutna rasa.
–  Stwórcę?
–  Tak.
–  Ludzie w niego wierzą.
–  Jest troszkę inaczej, ale generalnie się zgadza. Tylko Bóg jest wieczny, ale wszyscy co mu ufają, są również. Nie za bardzo to rozumiem, ale wygląda na to, że wszyscy są wieczni, tylko muszą wybrać w końcu dobro. Wybierając zło, tylko cierpią. To nawet dla mnie jest trochę niezrozumiałe.
–  Karl, dlaczego mnie wybrałeś?
–  To ty wybrałaś mnie.
–  Ja tylko dostrzegłam obiekt. Nie wiedziałam, że tam jesteś. Tylko chciałam kogoś mieć. Dlaczego ja?
–  Ja to odczułem. Widocznie tak miało być. Przerwałem zło, znalazłem miłość. Pewnie tego nie pamiętasz. Jesteś dobrą osobą. Pewnego razu, kiedy miałaś jedenaście lat, znalazłaś w szklance herbaty, mrówkę. Uratowałaś ją.
–  Dlatego?
–  Tak. Byłem jak ten szerszeń zwiadowca, ale ty nie pozwoliłaś mi wrócić do moich braci. Postanowiłem uratować wasz ul. A mogłem zrobić to tylko w ten sposób, że ich unicestwiłem. I nie żałuję. Rodzice pozwolą mi cię zabrać na dwa tygodnie?
–  Gdzie polecimy?
–  Podobało ci się na tym atolu?
–  Będziemy sami?
–  Chciałbyś inaczej?
–  Nie... czy my?
–  To zależy od ciebie. Tylko ty będziesz żyła tak długo ja, dziecko... nie wiem. To pierwsza rzecz, której nie wiem.
–  Co będziemy robić kiedy wrócimy?
–  Porządek. To też jest twoje życzenie. Pamiętasz rozmowę z Peggy na temat świata?
–  Tak. Czy ona, Scott i inni znajomi są na liście dobrych?
–  Nie wszyscy z tych, co znasz, są kryształowi, ale niektórzy z nich mogą się zmienić. Niestety nie wszyscy zechcą i ci muszą umrzeć. Z tych, co znasz, nikt nie zginie, to dobrzy ludzie. Im więcej dobra zacznie się dziać, tym więcej ludzi się zmieni na lepsze.
–  Wielu jest tych złych?
–  Dwieście sześćdziesiąt dwa tysiące, czterysta dwanaście osób. Prawdopodobnie kilku z nich umrze w czasie dwóch tygodni i ta liczba się może nieco zmienić. Może cię to zdziwi, ale większość z nich ma bardzo wysoką pozycję i ogromne pieniądze, inni to szefowie gangów narkotykowych, handlarze ludźmi i zwykli zboczeńcy. W stosunku do prawie siedmiu miliardów to mało, biorąc pod uwagę, że niektórzy z was są gorsi niż moja rasa.
–  Zabiłeś ich wszystkich? 
– Byliśmy jedno. Dziwne, że żyłem po zmianie decyzji. Nikt nie skorzystał z zaproszenia życia – odrzekł spokojnie.
–  Czyli nie ma innych?
–  Są, ale bardzo daleko. Biorąc pod uwagę ich postępowanie, sami się zniszczą, a jeżeli nie, ja mam teraz dwieście milionów razy większą moc niż poprzednio, bo moc zabitych przeszła na mnie. Takie prawo.
–  Możemy lecieć, tylko powiem rodzicom. Usuniesz ich areszt?
–  To zrobię od razu. Jeżeli zrobią to ponownie, będę pozbawiał ich sprzętu. Generał Austin jest trochę przerażony tą całą sytuacją, muszę go wzmocnić. To nie jest zły człowiek, tylko ma złych kolegów.
Samantha weszła do salonu.
–  Karl wrócił. Jesteście wolni. Lece z nim na wakacje.
–  Nie pytasz, czy możesz? –  zapytał ojciec.
–  Mogę, prawda?–  uśmiechnęła się miło do ojca.
–  Mógłbym się nie zgodzić?
–  Chyba nie. Karl jest dobry.
–  Dlaczego cię wybrał – zapytała mama.
–  Podobno dlatego, że sześć lat temu uratowałam mrówkę przed utonięciem.
–  To ma sens. Miłych wakacji, będziemy tęsknić.
–  Kocham was i do zobaczenia za dwa tygodnie.
Rodzice patrzyli na córkę i dlatego nie dostrzegli, że dwa czarne samochody służb bezpieczeństwa, odjechały.
                                                                               *
–  Jest tu tak pięknie, Karl. Jesteśmy sami, ale są satelity.
–  Ciemna strefa dla nich, nie mają szans nas dostrzec.
–  To dziwne, zawsze czułam się wstydliwa. Czy ty to robisz, czy ja tego chcę?
–  Robie tylko to, czego pragniesz. Nigdy nie wiedziałem, co to jest miłość, ale się szybko uczę. Od ciebie.
Samanta zdjęła wszystko i pobiegła do wody
–  Idziesz?
Karl zaczęła powoli zdejmować ubranie.  
–  Cholera, ale ciacho – szepnęła.
Patrzyła dokładnie na jego dobrze zbudowane ciało. Po chwili doszedł do niej. Stali po kolana w wodzie. Objęła jego kark i zaczęła namiętnie całować mu usta. 
–  Szybka jesteś. Chcesz tego od razu?
–  Chcę i to bardzo, ale musisz być delikatny.
–  Wiem, czego pragniesz, kochanie. Mam usunąć lub zmniejszyć ból? 
–  Chcę czuć wszystko, jesteś pewny, że dam radę?
–  Dostosowałem budowę do ciebie i wziąłem pod uwagę wszystkie optymalne parametry, by sprawić ci maksymalną rozkosz. –  przygryzł delikatnie jej opuszek ucha.
Wskoczyła i oplotła go udami. Zatopiła usta w jego. Bolało, ale tylko trochę i tylko na początku. Nie chciała pytać, czy jednak coś zrobił. Nie sądziła, że to wszystko będzie tak rozkoszne. 
–  Czy Gerard Saltwater jest tak dobrym kochankiem?
–  Nie wiem. Nie wchodziłem w te rejony jego świadomości. Odebrałem tylko twoje generalne preferencje urody, resztę zbudowałem według swojego uznania. Tak naprawdę jesteśmy mało podobni. Wasza planeta jest bardzo piękna. Od momentu kiedy stałem się jak wy, zacząłem odczuwać Ziemię. Jednak jeżeli zechcesz, pokażę ci kosmos, jest tam wiele ciekawych zjawisk. 
–  Karl. Czy da się ograniczyć zabijanie?
–  Też o tym myślę. Być może aresztuję wszystkich złych i oddam ich pod wasz sąd, tych dobrych i sprawiedliwych. Rozumiem, jak działał ten system. Ludzie muszą poznać prawdę, ale sami muszą się również zmienić. Dobro nie przychodzi samo, trzeba go chcieć. Tak jak ty chciałaś mnie.
–  Karl, ja chciałam takiego człowieka, to prawda. Dobrego, prawego, przystojnego. Dokładnie takiego jak ty. Tylko ty nie jesteś człowiekiem, chociaż wcale mi nie przeszkadza, że jesteś piękną kombinacją kolorowych, pulsujących strun.  
– Gdyby istniał taki człowiek, którego wymarzyłaś, znalazłbym go dla ciebie, ale nie znalazłem. 
–  Chciałam ciebie, kochanie –  pocałowała go ponownie w usta. 
–  Możemy jeszcze raz, tylko przydałby się jakiś koc? –  popatrzyła w kierunku wysepki.
Karl spełnił jej kolejne życzenie. 
–  Od teraz będziemy starać się, by nasze pragnienia były wspólne, co ty na to?
–  Żeby to stało się możliwe, musisz się trochę upodobnić do mnie.
–  Chcę być jak ty, ale również zachować bycie człowiekiem, można tak?
–  Tak, ale to będzie powolny proces. Wiem, że chcesz tego. Musisz zachować świadomość bycia sobą, ale masz przed sobą wiele nauki. Większa moc to większa odpowiedzialność.
–  Rozumiem, zrób to.
Poczuła, że się zmienia. Zaczęła czuć wszystko mocniej, rozumiała więcej. Czekała ją cudowna przygoda. O tym też zawsze marzyła. Owiewał ich świeża bryza.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction, użył 2498 słów i 14952 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Cóż za poświęcenie Karla i do tego jeszcze zakochał się w Samanthie... Dzieci będą Ziemianami czy Kosmitami w takim przypadku? :smile:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 O to jest pytanie. Pewnie będą wyglądać jak ludzie, ale będą miały moc taty.