Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Szerszeń w ulu, część 1

Szerszeń w ulu.

–  Nareszcie wakacje – powiedziała Samantha, do swojej jedynej przyjaciółki, Peggy Smith.
Szatynka skończyła siedemnaście lat, dwa miesiące temu. Mieszkała ze swoją rodziną w małym domku w Tillamook, w stanie Oregon. Do oceanu mieli tylko dwa kilometry. Tata pracował w sklepie obuwniczym, mama sprzedawała ciastka i kawy w jednym z tysięcy sklepów Tim Hortons. Samantha jako jedynaczka miała wszystko, na co rodziców było stać. Za rok kończyła średnią szkołę i to miał być koniec jej edukacji. O studiach mogła zapomnieć, bo rodzicom starczyło ledwo do końca miesiąca. Obydwoje mieli prace, ale niezbyt dobrze płatną. Samantha trochę się wstydziła ich dwudziestopięcioletniego trucka. Sami odejmowali sobie od ust, by ich dorastająca córka miała nowszy model smartfona i w miarę fajne ubrania.  
–  Jedziesz gdzieś na wakacje?  –  zapytała jej przyjaciółka o jasnej cerze i rudych jak marchewka włosach.
–  Pomarzyć, Peggy. Wiesz, że nie mamy forsy. Jeszcze rok i będzie im lżej, bo pójdę do pracy.
–  Moi próbują wziąć kredyt bym mogła studiować w collegu.
–  To super – ucieszyła się Sam – co zamierzasz studiować?
–  Chciałabym zostać weterynarzem, wiesz, że kocham zwierzaki i całe dorosłe życie chciałam je leczyć.
–  College starczy?
–  Ważne bym zaczęła. Potem postaram się skończyć dodatkowe kursy. Muszę.
–  Fajnie mieć cel, ja nie mam. Wiem, że chcę pomóc rodzicom. Całe życie się dla mnie starali.
–  Nie jest za bardzo sprawiedliwie na tym świecie.
–  Nie jest za bardzo? Chyba żartujesz. Kiedyś były klasy społeczne, a teraz niby jest równość. Ale to mrzonki. Jest tyle złych ludzi u władzy. Gdyby było inaczej... Wszystko zależy od forsy. Cóż, nie narzekam, wiem przynajmniej jedno. Mam dobrych rodziców.
–  Też nie mogę narzekać – powiedziała ciszej jej przyjaciółka.
–  Mówiłaś kilka dni temu, że nie jest tak jak dawniej  –  szatynka spojrzał dłużej na przyjaciółkę.
Peggy wytarła łzę.
–  Nie wiem, wydaje mi się, że ojciec kogoś ma.
–  Gówno. Przecież twoja mama jest super laską.
–  Widać ojciec nie ma o niej takiego zdania jak ty.
–  Probowałaś pogadać?
–  Jeszcze nie. Nie rozumiem facetów. Przecież wszystkie mamy to samo.
–  Myślisz, że chodzi tylko o seks?
–  Nie wiem. Wcześniej rozmawiali, śmiali się. Teraz mówią, bo muszą. Atmosfera w domu jest, jakby ktoś umarł.
–  Jak to odbiera Lucy.
–  Moja mała dyńka? Chyba jeszcze nie widzi różnicy. Mama z nią rozmawia i czasem jeszcze czyta jej bajki.
–  Ma już dziewięć lat! Jeszcze lubi historie dla dzieci?
Peggy spojrzała w lekko zachmurzone niebo.
–  Może jednak coś odczuwa i to jest jej ucieczka.
Siedziały na betonowym płocie, blisko wielkiego sklepu z żywnością.
–  Zamierzasz pracować tutaj, Sam?  –  pokazała w koło.
–  Tak, a ty?
–  Jeżeli uda mi się dostać na college, pojadę do Portland.
–  Większe miasto niż nasza dziura. Ile tu mieszka ludzi, pięć tysięcy?
–  Coś koło tego. Wiesz, że nie ma przemysłu, to ludzie uciekają.
W ich miasteczku wszyscy się znali. Peggy przypuszczała, z kim jej ojciec flirtuje, z tego powodu jej mama, Everly również musiała się domyślać, że jest nią Sophie Jankins. Właśnie szła ze swoim pieskiem, o imieniu Spot. Pies był cały czarny i miał białą plamkę pod szyją. Coś miał z labradora i wilka niemieckiego. Peggy wstała.
–  Co chcesz zrobić? – powiedziała ciszej Sam.
–  Pogadać.
–  Stój wariatko!
Jej przyjaciółka wyglądała nieźle i miała powodzenie. Cóż, niektórzy chłopcy lubili blondynki inni rude. Peggy nie była brzydka, ale do miss świata jej trochę brakowało, jednak czego nie można jej było odmówić to odwagi i serca, głównie do zwierząt. Trzydziestopięcioletnia Sophie szła ze swoim pupilem, może dziesięć metrów od nich, więc Samantha spodziewała się, że usłyszy konwersacje.
–  Hej! – usłyszała swoją przyjaciółkę.
–  Przepraszam, czy my się znamy?  –  odrzekła nieco zdziwiona brunetka.
–  My nie, ale znasz bliżej mojego tatę. Odczep się od niego jeśli łaska.
Brunetka zrobiła się czerwona na buzi.
–  To jakaś pomyłka – rozejrzała się na boki.
Spot obwąchał przyjaźnie dziewczynę.
–  Nie sądzę. Nie powiesz, że nie znasz Mike’a Smitha.
–  Mike’a?  –  jej mina wskazywała, że zna i to dość blisko.
–  To nie twoja sprawa – odezwała się nieco ostrzej.
–  Z nim też porozmawiam. Dla ciebie to może romans, ale rozwali nam rodzinę.
Brunetka oddaliła się, a jej psiak obejrzał się za dziewczyną. Szatynka dostrzegła, że kobieta wyjęła komórkę. Przyjaciółka wróciła, oddychając szybko.
–  Wygarnęłam jej, cipie.
–  Pewnie naskarży ojcu.
–  To nawet lepiej. Skoro się powiedziało A, to trzeba i B.
–  Powodzenia. Dasz znać, jak poszło?
–  Jasne. Jest party u Scotta, idziesz?
–  Nie jestem pewna. Scott cię lubi.
Rudowłosa się nieco zarumieniła, a jej przyjaciółka otworzyła szerzej oczy.
–  Coś było?
–  Nie będę opowiadać.
–  Nie musisz szczegółów.
–  Nic specjalnego. Pocałował mnie i chciał dotykać, ale nie jestem gotowa.
–  Scott nie jest taki, żeby zaliczał. O ile wiem, jesteś jego pierwszą poważną dziewczyną.
–  O ile wiesz?
–  Jesteś moją przyjaciółką, zrobiłam wywiad.
–  Sam!
–  Dyskretnie, nie obawiaj się. Nigdy się jeszcze nie całowałam.
Peggy posłała jej dłuższe spojrzenie.
–  Z chłopakiem.
–  To było głupie, nie powinniśmy tego robić.
–  To było trzy lata temu. Głupie siusiary chciały poeksperymentować.
–  Jest inaczej.
–  Czyli?
–  Sama kiedyś zobaczysz. W sumie było mi wtedy miło i chciałam więcej, ale się wstydziłam.
–  Znaczy ze mną?
Peggy kiwnęła głową.
–  To szkoda, że dopiero teraz mówisz, bo ja też chciałam więcej i też się wstydziłam.
–  Ja myślę, że dobrze, iż tak się skończyło. Tak może byśmy zostały lesbijkami jak Sara i Mackenzie i byłybyśmy na językach u wszystkich.
–  Ludzie są okropni. One jadą za rok do Los Angeles.
–  No jasne. Tatuś Mackenzie osiwieje z tego powodu, ale sypnie forsą dla córeczki.
–  W końcu jest właścicielem sklepu z samochodami.
–  Idziemy na lody? – zaproponowała Samantha.
–  Stawiasz?
–  Tak.
Obie miały swoje konta i co miesiąc tam przybywało forsy, szatynka wiedział, że kiedyś odwdzięczy się rodzicom. Jednak teraz pomyślała, że chciałaby, aby sytuacja w domu Peggy się poprawiła.
Po paru minutach kupiły lody. Szatynka wiśniowe, a jej przyjaciółka, czekoladowe.
–  Dasz radę z ojcem?
–  Sama nie wiem. Trochę mam stracha, że mnie opieprzy.
–  Będę trzymała kciuki. To widzimy się jutro u Scotta.
Przyjaciółka popatrzyła na nią dłużej.
–  Słuchaj, Sam. Scott jest w porządku. Zastanawiam się, czy pójść trochę dalej, ale najpierw z nim to ustalę. Mówię o tym, bo wspomniał o Jacku...
–  Jacku Morganie? Widziałam, że mi się przygląda. Coś mi w nim nie pasuje, sama nie wiem. Jest dziwny.
–  Może. Rozmawialiście?
–  Chyba nie jestem gotowa na poważne relacje. Raz byłam...
Peggy popatrzyła na nią jeszcze raz.
–  Nie mów! Miałyśmy po czternaście lat!
–  Trochę to przeżyłam. Jednak dobrze, że jest tak. Obie lubimy mężczyzn. Mamy dopiero po siedemnaście lat. Ty też nie za bardzo się spiesz.
–  Tak, masz rację.
Szatynka spędziła resztę dnia u siebie. Teraz miała wakacje, więc pomagała mamie w domu, a od poniedziałku zaczynała pracę w sadzie, pięć mil za miastem. Koło siódmej zadzwoniła do niej przyjaciółka.
–  Zrobiłam to!
–  Był wściekły?
–  Najpierw trochę tak, ale udało mi się przejąć kontrolę. Obiecał skończyć z Sophie i pogodzić się z mamą. Wyobraź sobie, że przyznał mi, że tylko się całowali. Teraz planuję przygotować mamę na tę rozmowę. Ale na razie nie mogę. Może za godzinę. Ojciec wyznał, że nie chce tego kończyć przez telefon. Pojedzie do Sophie, wtedy porozmawiam z mamą.
–  Jesteś pewna, że to skończy? Wiesz, jak jest. To by ją podwójnie bolało gdybyś ją nastawiła, że będzie dobrze, a on by nie dotrzymał słowa.
–  Wówczas by stracił również mnie. Może nie znam całkiem mojego ojca, ale wierzę mu.
–  To chyba dobrze się skończy. Tak czuje i chciałbym.
–  Dzięki Sam, jesteś kochana.
–  Ty też. Chcesz się spotkać przed imprezką.
–  Pewnie. Koło drugiej w naszej kawiarni?
–  Stoi, to dobrego wieczoru.
Ojciec rudowłosej, Mike Smith dotrzymał słowa. Skończył romans z Sophie Jenkins. Dziewczyna porozmawiała spokojnie z mamą. Późnym wieczorem rodzice rozmawiali ze sobą, a potem przyszli do sypialni córki. Peggy poczuła się naprawdę szczęśliwa. Wyglądało, że dobre dni wrócą...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction, użył 1515 słów i 8885 znaków, zaktualizował 3 sie 2021.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Tytuł nie zdradza za wiele, ale Peggy ma charakter :)

  • AlexAthame

    @dreamer1897 To krótkie opowiadanko, będzie tylko 3 odcinki. Poszukaj jak szerszenie atakują ule pszczół, to zrozumiesz, zresztą będzie podane. ;)

  • dreamer1897

    @AlexAthame Poczekam za Twoim wyjaśnieniem, bo może być ciekawe :smile:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Jak już pisałem, to krótkie opowiadanko. Nie chciało mi się tego rozciągać. Może mi przyjdzie pomysł na dłuższe.