Reguła zabijania cz 18

— Może lepiej umyj mnie tylko gąbką, tak chyba będzie właściwiej. Tyle że ja nic nie mam do ubrania. Bielizny i nic co bym mogła założyć — znowu poczułem, że może zacząć płakać i musiałem szybko temu zaradzić. Podszedłem do niej i delikatnie pocałowałem ją w usta. Od razu pomyślałem, że Clara zrozumiałby mój czyn.
— Tylko nie płacz, już nic ci nie grozi.
Patrzyła na mnie zaskoczona. Usłyszeliśmy pukanie. Fred umiał się zachować i naprawdę robił wrażenie, że będziemy tu jak u siebie.
— Tak?  
— Mogę wejść?
— Oczywiście.
Po chwili wszedł.
— Rozmawiałem z Samuelem, będzie za czterdzieści minut. Pojadę do sklepu i kupię potrzebne rzeczy i coś do jedzenia dla wszystkich.
— Dziękuję — odrzekłem.
— Gdybym nie wrócił przed Samuelem, kod do otwierania bramy napisałem tutaj — podał mi kartkę. — Możesz ze mną pójść, pokaże ci jak otwierać garaż?
— Dobrze.
Wyszliśmy z pokoju.
— To mała forteca, otwiera się nieco inaczej niż w zwykłych domach — spojrzał na mnie zaciekawiony.
— Nadal wyglądasz młodo. Czas się dla ciebie zatrzymał, czy co?
— Nie wiem, o czym mówisz. — skłamałem.
— Potem pogadamy, twoja kobieta potrzebuje paru spraw, dobrze trafiłeś, bo akurat mam wykształcenie medyczne.
— Byłeś lekarzem?
— W wojsku. To lecę. Niezła ta maszyna, jak nowa. — mówił oczywiście o zielonym cacku, którym przyjechaliśmy z Julią i dzieckiem.
Fred miał czarnego Land Rovera i po chwili wyjechał nim z garażu.
— Ten człowiek jest bardzo pomocny, znasz go długo? — zapytała.
— Nie, dzisiaj go widzę pierwszy raz, za niedługo przyjedzie inny mężczyzna, którego znam dłużej. Też bardzo pomocny.
Julia siedział. Położyłem obok potrójne prześcieradło i posadziłem ją tam. Trochę krwawiła.
Fotel jest skórzany więc pewnie nie będzie trudno usunąć plamy jeżeli już jest, pomyślałem.  
— Boli cię — stwierdziłem, pewnie niepotrzebnie.
— Podobno urodziłam szybko.
— Bardzo.
— Ciągnie wszystko, poród był bolesny, ale nie tak jak sądziłam. Może ty mi przyniosłeś szczęście.
— Z pewnością, dawno na nie zasłużyłaś. Daj mi swoją komórkę, powinienem to już dawno zrobić.
Wiedziała, o co mi chodzi, oddała komórkę, a wrzuciłem ją do ognia, bo Fred miał realny kominek, w którym właśnie palił się ogień. Zastawiłem żar metalową szufelką, bo bateria mogła wybuchnąć, chociaż nieznacznie. Po minucie usłyszałem wybuch, ale stalowa szufelka wszystko osłoniła.
— Poczekamy na Freda, czy mam sam poszukać czegoś, co da ci większy komfort?
— Nie odchodź. — poprosiła.
Trzymała dziecko i karmiła. Wyglądała na zmęczoną.  
— Powinnaś odpocząć, ale przedtem muszę cię umyć, wytrzeć i ubrać w coś do spania. Fred wszystko kupi.
— Skończę go karmić, to się mną zajmiesz.
Czekałem z dziesięć minut, wyglądali cudownie. Kiedy skończyła, trzymała dzidziusia na piersi i czekała aż mu się odbije.
Chciałem, by wypoczęła, ale nie mogłem jej zostawić. Usłyszałem telefon i zobaczyłem, że czarny Mercedes SUV stoi przed bramą. To musiał być Samuel. Otworzyłem bramę zgodnie z instrukcją, a po chwili garaż. Samochód Rozena wjechał do środka.  
— Julio, kochanie. Przyjechał Samuel, muszę z nim chwilkę porozmawiać i zaraz do ciebie wrócę, dobrze?
— Dobrze – posmutniała.
Poszedłem do przedpokoju, gdzie znajdowały się drzwi z garażu. Wszedł do domu i przez chwilę patrzył na mnie bez słów. Postarzał się trochę, oczywiście dostrzegłem zdziwienie w jego oczach, że ja nie. Skoro Fred wspomniał o moim wyglądzie, znaczyło, że Samuel musiał pokazać mu jakieś moje zdjęcie, bo jak inaczej by wiedział, że wyglądam identycznie. O ile w rozmowie z Kleinem mogłem udać, że nie wiem, o co chodzi, Samuelowi musiałem powiedzieć prawdę, w którą sam nie bardzo wierzyłem.
— Czas cię omija, wyglądasz identycznie jak dziesięć lat temu.
— Dziękuje ci, że przyjechałeś i chwała Bogu, że Fred nie zmienił miejsca zamieszkania i był w domu.
— Coś mi się wydaje, że kłopoty to twoja specjalność. Co tym razem zmalowałeś? — uśmiechnął się i podszedł do mnie i w końcu mogliśmy się uścisnąć.
— To długa historia i z pewnością nie uwierzysz. Poczekasz troszkę na wyjaśnienie? Jest ze mną Julia i jej dopiero co urodzone dziecko. Zabiłem trzech ludzi w szpitalu miejskim, Memorial. Musiałem to zrobić, bo chcieli ją zabić. Fred przywiezie potrzebne rzeczy. Muszę ją umyć, ubrać i położyć, żeby odpoczęła.  
— Sądziłem, że cię dopadli i wykończyli. Pół roku potem już miałem dowody, że nikt ci nic nie zrobił, a ty zniknąłeś jak kamień w wodzie.  
— Tak — przyznałem, bo co mogłem powiedzieć innego.
—  Jesteś znowu, to dobrze, polubiłem cię od razu. Mam nadal twoje pieniądze, sumka znacznie urosła  — wyjął komórkę i coś sprawdził.
— Prawie dwieście pięćdziesiąt tysięcy.
— To robi się coraz ciekawsze. Jak ci opowiem, zrozumiesz co, mam na myśli. Wybacz, ale muszę do niej iść. Źle znosi samotność, a szczególnie brak mojego towarzystwa.
— Rozumiem, Fred niedługo powinien wrócić. Jak twoja kobieta zaśnie, porozmawiamy, zgoda?
— Tak, oczywiście. Dziękuję za wszystko, Samuelu. — spróbowałem się uśmiechnąć.
Przyjął to gładko, że go opuściłem. Wszedłem do sypialni i zobaczyłem, że Julia walczy z sennością. Dzidzia leżała na jej piersi, otulona kocykiem.  
— Jak zaraz Fred nie wróci, poproszę Samuela, żeby poszukał czegoś, nie możesz tak leżeć.
— Dobrze.
Patrzyłem na nią. Zgodna i pogodzona ze wszystkim. Wziąłem ją za rękę.
— Gdyby nie ty, już bym nie żyła. Skąd wiedziałeś? Jesteś cudem w moim życiu. Nie tylko pomogłeś mi w ostatnich dniach ciąży, to jeszcze uratowałeś mi życie i mojego dziecka.
— On by nie zginął. Tak sobie właśnie myślę, że nie musieli cię zabijać, żeby ci go zabrać. Uważaałem, że rozumiem, ale im bardziej się w to zagłębiam, tym mniej pojmuję.
— Za to ja nic nie rozumiem. Robisz wrażenie i pewnie jesteś bardzo zorganizowanym człowiekiem, a to, co mówisz, jest zupełnie nierealne.
— Julio, wiem. O chyba Fred przyjechał, zaraz się tobą zajmę.
Rzeczywiście, za dwie minuty znowu zapukał do drzwi swojego salonu.
— Wejdź Fred, nie musisz pukać — rzekłem.
Wszedł z kilkoma torbami.
— Wiesz, że muszę. Gdyby pani karmiła...
— Jestem Julia. Bardzo dziękuję za opiekę i ciepłe przyjęcie.
— Och, to drobiazg. Mam wszystko, a łóżeczko dla maluszka zostało w samochodzie. Kiedy kupowałem inne produkty, poprosiłem, żeby złożyli.
Dostrzegłem uśmiech na twarzy Julii, a Samuel zrozumiał.
— Będziecie mogli zostać długo. Tak jest nawet lepiej. Mam swoje dojścia i dostaniecie miejsce, gdzie nikt was nie będzie niepokoił.
— Chciałbym pojechać z Julią do Arizony.
— No to trafiłem w dziesiątkę, właśnie mam miejsce blisko Phoenix, na wschód od New River.
Tu są wszystkie ubrania. Przez kilka dni nie powinnaś się kąpać w wannie, dzisiaj Scott cię przemyję gazą.
— Zabrudziłam krwią fotel. Scott położył to co mieliśmy i ręcznik, ale pewnie coś przeciekło.
— Nie przejmuj się tym. Pewnie jest tego niewiele, a to łatwo usunę. Mam doświadczenie w czyszczeniu.
Modliłem się w duchu, by Julia nie zapytała dokładniej. Liczyłem, że tego nie zrobi. To nie leżało w jej charakterze, a dodatkowo była naprawdę mocno zmęczona.  
— Fred ma wykształcenie medyczne, jeżeli by coś poszło nie tak.
— Na szczęście jest dobrze. Poród był szybki i bez żadnych komplikacji. — podkreśliłem słowo żadnych i chyba Samuel zrozumiał.
— Kupiłem ubrania i parę drobiazgów dla dzidziusia.
— Och naprawdę? Mogę zobaczyć — oczy Julii otworzyły się szeroko i na zmęczonej twarzy dostrzegłem wyraz szczęścia.
Samuel wyjął wszystko dla dziecka z jednej torby
— To wszystko dla niego.
Oboje z Julią zobaczyliśmy zabawki, ubranka i kilka jedzonek dla bardzo malutkich ludzi. Głównym pożywieniem noworodka jest mleko matki, ale w tych czasach nie wszystkie matki chciały karmić. Czułem wielką wdzięczność dla Samuela. Zrobił tyle, niczego nie oczekując.  
— Szkoda, że jestem taka słaba, ale proszę przyjąć moje serdeczne podziękowanie, a jak już stanę, to obiecuję buziaka.
— Och, nie trzeba. Ludzie powinni sobie pomagać.
— Dziękuje — tym razem łza, którą zauważyłem na jej policzku, należała do szczęśliwych.  
— Przyniosę łóżeczko. Fred da wam jeden z gościnnych pokoi, ale cały dom będzie do waszej dyspozycji. Jest sam i często wyjeżdża, więc naprawdę powinniście się czuć komfortowo.
— Najważniejsze, że Fred i pan bardzo nam pomogliście. Dary serca są najbardziej cenne — znowu wytarła łzę.
— Już idę po łóżeczko, za trzy minuty będę.
Wyszedł.  
— Kochany jest, nie sądzisz, Scott?
— Tak, bardzo dobry człowiek.
— I tacy ludzie są samotni, chyba że żona mu zmarła.
— Mieli jakieś nieporozumienia, ale sądzę, że Fred jest zadowolony z tego jak jest.
— Wybacz, że masz ze mną tyle kłopotu. Sądzisz, że nic się nie stanie z moim domem?
— Nie sądzę. Ty nic nie zrobiłaś.
— Ty tak. Będą cię poszukiwać.
— Nie martw się tym. Dam radę, szczególnie, że mam pomoc.
Znowu zapukał, tym razem prawie natychmiast otworzyłem drzwi. Razem z Fredem nieśli łóżeczko
— Och jakie piękne – wzruszyła się Julia.
— Chłopczyk powinien lubić – Samuel znowu się uśmiechnął.
— Masz jakieś specjalne życzenie odnośnie jedzenia, Julio? Lubię pitrasić i nieźle mi to wychodzi.
— Jestem bardzo zmęczona, jak odpocznę, pomyślę.
— Dobrze. Jakkolwiek i tak przygotuje coś lekkiego.
— Naprawdę dziękuję.
— To my już pójdziemy. Myślę, że wszystko, co kupiłem do ubrania, będzie pasować. Chyba numer sześć będzie dobry.
— Tak, teraz tak. Nosiłam czwórkę, ale w ciąży przytyłam.
— To idziemy.
Wyszli, a ja zacząłem wyjmować wszystko, co potrzebowałem. Najpierw położyłem wyposażenie łóżeczka dla Petera.
— Jak już cię umyję, wytrę i ubiorę, dam ci go.
— Jak nie będzie płakał, może pospać tam, gdzie go położyłeś.
— Jak uważasz, Julio. Dziecko czuje się najlepiej blisko matki.
— Tak, ale jestem taka zmęczona i nie daj Boże, bym go jeszcze przygniotła.
— Będę czuwał. Zrobisz, jak będziesz uważała.
Popatrzyłem na nią i próbowałem wyczuć czy się nie będzie bardzo krepować, ale chyba odkryła moje myśli.
— Mam do ciebie całkowite zaufanie i uczucie, którego nie potrafię wytłumaczyć. Wybacz, że musisz to robić.
— Ależ co ty, Julio! To nic, postaram się zrobić to dobrze.
W pokoju panowała letnia temperatura, sądziłem, że dwadzieścia trzy stopnie Celsiusza. Kiedy pościeliłem łóżeczko dla dzidzi, delikatnie wziąłem Petera na ręce i położyłem na łóżeczku i nakryłem kołderką, przynajmniej to wiedziałem, jak należy nosić noworodki. Położyłem specjalną podpaskę dla noworodka na spód łóżeczka.
Westchnął głębiej i nadal spał smacznie. Teraz mogłem umyć Julię.  
— Zapytam Freda, który pokój dla nas przeznaczył i jak cię umyję, zaniosę do łóżka, a za chwilkę przyjadę z łóżeczkiem.
— Dobrze, Scott. Jesteś taki dobry i czuły dla mnie.
Pocałowałem jej policzek, chciałem zabrać twarz, ale przygarnęła mnie i krótko pocałowała w usta. Z jednej strony chciałem jej oddać pocałunek, a z drugiej nie mogłem, ze zrozumiałych względów. Wiedziałem, że z tym muszę sobie poradzić jak najszybciej, bo Julia zdawała się zrobić progres w swoim uczuciu do mnie.
Delikatnie odkryłem jej ciało. Wcale się nie krepowała, za to ja troszeczkę. Patrzyła, jak myję jej kolejne części ciała.  
— Wybacz, że wyglądałam okropnie.
Spojrzałem na nią inaczej.
— Nie mów tak, wyglądasz ślicznie.
— Przybyło mi dwanaście kilogramów, nie licząc dzidziusia.
— To ile ważyłaś, chyba mniej niż sto funtów?
— Przed ciążą troszkę mniej, dokładnie dziewięćdziesiąt dwa.
— To drobiażdżek z ciebie, ja ważę troszkę ponad dwieście funtów.
Spojrzałem w jej buzię.
— Postaram się nie patrzeć – wycierałem teraz jej uda po wewnętrznej stronie.
Chciała pewnie coś powiedzieć, ale przemilczała. W sumie dobrze, że nic nie rzekła, bo znowu bym miał odmienne zdanie. Kiedy ją myłem, wiedziałem jedno. Nie odbierałem jej jako moją mamusię. To fizycznie nie mieściło się w mojej głowie. Poza tym miałem do niej uczucie, jak do kobiety, chociaż czułem, że jej do mnie jest daleko mocniejsze. Musiałem coś z tym zrobić. Zakochana kobieta pragnie odwzajemnionej miłości, a tego jej brakowało, a ja na razie nie mogłem jej tego dać w pełnym wymiarze. Co do spraw materialnych zamierzałem jej powiedzieć, że mamy sporo pieniędzy. Nie wiedziałem jednak, jak przyjmie całą prawdę. Poza tym, że dowie się kim jestem to będę musiał jej powiedzieć o Clarze, obawiałem się najbardziej, jak przyjmie tę część.
Myłem ją, a jednocześnie czyściłem podłoże, żeby już leżała na suchym. Zapytałem, czy może położyć się na boku, ale nie szło to zbyt dobrze, wobec tego delikatnie ją podtrzymywałem i wycierałem, jak dalece mogłem.  
— Teraz zaczekaj chwilkę, zapytam, który pokój będzie dla nas.
Skinęła głową na znak zgody.
Wszedłem do kuchni, bo tam siedział Fred i Samuel.
— Do którego pokoju mamy się przenieść?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2375 słów i 13727 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto