Z pamiętnika dwudziestojednoletniej filolożki [part 1]

Part 1, bo zmieniłam tytuł, dodałam w środku tę nieszczęsną jedynkę. Czas zapierdziela jak głupi, oczywiście z wyjątkiem nudnych i długich wykładów, kiedy co pięć minut patrzę na zegarek i godzina jest ciągle ta sama.




Może jestem już za stara, żeby rozumieć trendy młodzieży, bo, wiadomo, zawsze jakieś będą, ale niektórych rzeczy nawet ja nie potrafię zrozumieć, choć jestem jeszcze w dużej mierze przed tą barierą prawdziwej dorosłości.

Powiedzmy, że rozumiem noszenie dwóch różnych skarpetek, choć nie widzę w tym sensu. Po to skarpetki są sprzedawane parami, żeby je tak nosić - ten sam rodzaj, długość, kolor. Jakby było wszystko jedno, to po prostu bralibyśmy wszystko hurtem i jeszcze nosili na lewą stronę. Ale ok.

Ewenementem w tej dziedzinie był chłopak, którego kiedyś zauważyłam w tramwaju - on nie dość, że miał dwie różne skarpetki, to jeszcze dwa różne buty. Poważnie się zastanawiałam, czy to nowa moda, czy po prostu był zaspany / pijany i tak po prostu wyszło.

Albo miał wywalone na wszystko, wszystkich i swój ubiór.

Ale jednej rzeczy nie rozumiem:

Skąd bierze się ta "moda" na gołe kostki zimą? Na noszenie nieadekwatnego do pory roku obuwia, na odsłanianie kostek, bo przecież wcale nie pizga złem, wcale nie jest tak zimno. A potem gorączka, leżenie w łóżku i biadolenie, że się jest chorym, i dlaczego.

W skrócie:

Zwlekłam się dziś z łóżka przed siódmą. Dosłownie się zwlekłam, bo nie można tego nazwać wstaniem. Po prostu się przetoczyłam i z niego spadłam, żeby potem podnosić się z podłogi. Patrzę przez okno - oczywiście śnieg, zimno, wiatr, pizgawica, śnieg pada ze wszystkich stron. Wobec tego w ruch poszedł gruby sweter, gruba kurtka, rękawiczki, długi szalik, kaptur na łeb i tak to można z domu wychodzić. Czekałam na przystanku na tramwaj i wtedy zobaczyłam JĄ.

Chodnikiem sunęła jakaś dziewoja. Ciężko było określić wiek, bo szyjkę i twarz miała okutane szalikiem, czy może raczej jakąś chustą, dosłownie owinęła się dookoła jak sushi, żeby przypadkiem żaden podmuch wiatru jej nie dosięgnął. Potem przeniosłam wzrok w dół i zobaczyłam na jej stopach cieniuteńkie trampeczki, oczywiście krótkie. Wyżej gołe kostki, a jakże, bo czemu nie. Ale już dreszcz mnie przeszedł, kiedy zobaczyłam, że jej spodnie nie były nawet jedynie za krótkie do tych butów - ale one wręcz miały obcięte nogawki. I tak oto połowa łydek świeciła dumnie nagością. No bo jak to, nie daj Boże, założyć jakieś zimowe trapery i wyglądać w nich okropnie? Po co to komu, jak można założyć trampeczki tak cieniutkie, że od razu się moczą, a do tego jeszcze ciachniemy spodnie, żeby wyglądać modnie.

Czy ktoś to rozumie i mi wytłumaczy? Bo ja chyba jednak jestem po tej drugiej stronie już.

601 czyt.
100%13
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i śmieszne, użyła 533 słów i 2894 znaków

Komentarze (3)

 
  • agnes1709

    agnes1709 20 maj 9:45

    Porzuciłaś pamiętnik?

  • AlexAthame

    AlexAthame 8 stycznia

    Masz racje Sandra. Kilkanaście lat temu widziałem dziewczynę  na ulicy w Montrealu .Było -26 C.Byla w mini i bez rajstop. Masz ciekawe spostrzeżenia Pozdrawiam.  

  • agnes1709

    agnes1709 8 stycznia

    Masz zupełną rację, i co śmieszniejsze - gołe kostki i adidasy zimą cześciej widuję u facetów. A co dziewoi - może czuje się atrakcyjniejsza od pasa w dół, ha?! Grzechem byłoby nie pokazać, nawet za cenę 39,5°