Wersja robocza materiału.

Policyjnych mundurach cz III

3

Następnego dnia, Dominika Kozak  opowiadała o akcji w bunkrach. Do pokoju weszła sierżant Iza Pazurek.
- No, Dominiko, gratuluję ci akcji, ale co tu robisz? Szef cię szuka.
Dominika natychmiast wyszła  i udała się do pokoju komendanta Karola  Światłoka, Iza zauważyła spojrzenia dziewczyn. Jedna nawet szepnęła.  
"Biedna dziewczyna"
- A wy dziewczyny nie macie w co ręce włożyć. Praca czeka - powiedziała ostrym tonem Iza.
Policjantki poderwały się.
- Co miałaś na myśli mówiąc  „biedna dziewczyna”?
- Nie wiesz?  Stary lubi spotkania z młodymi policjantkami.
Tymczasem Dominika weszła do pokoju komendanta.
- Panie komendancie,  posterunkowa Dominika Kozak melduje się.
- Tak, słyszałem o twojej akcji. Gratuluję.
- Na akcji byłam z sierżantem Kamilem Wolffem.
-Tak, tak, wiem. Czekam jeszcze na raport, ale...  
W tym momencie zadzwonił telefon.
- Przepraszam, na moment.
Komendant rozmawiał kilka minut, przyglądają się sylwetce Dominiki.
Opisywał ją w myślach. Gdy odłożył słuchawkę spoważniał;
- Podejdź bliżej.
Zrobiła dwa kroki w jego kierunku.
- Jeszcze.
- Panie komendancie...
- Możesz szybko awansować, ale rozkaz to rozkaz.
Nieśmiało podeszła, aż jej nogi zetknęły się z nogami siedzącego na krześle komendanta. Nagle poczuła jego dłonie na jej udach.
- Panie komendancie...
Tymczasem do drzwi zbliżyła się Iza, gdy usłyszała odgłosy z gabinetu, postała na chwilę pod drzwiami. Nadsłuchując, pomyślała cynicznie;
Niech młoda uczy się stosunków między ludzkich.
Po chwili usłyszała czyjeś kroki.. Postanowiła zapukać.
- Chwileczkę – usłyszała głos komendanta.
Po chwili z gabinetu wybiegła zmieszana Dominika.
- Panie komendancie można?
- Tak, wejdź Iza. O co chodzi?
- Słyszałam, że chciał pan się że mną spotkać?    
*
Tymczasem Dominika stojąc, nad zlewem, spoglądając raz w lustro raz w zlew, próbowała ochłonąć  
- Co ci jest? - zapytała starsza posterunkowa Ilona Illeczko.
- Rzucę tę robotę – odpowiedziała po chwili.
- Nie bądź głupia. Ten stary tak ma. Stary rzuca się na nas młode..
Ilona domyślała się co spotkało Dominikę. Ostatnio gdy zmusił ją do pozostania do późnych godzin wieczornych, kazał jej stać na baczność i wygłaszał dlugie tyrady.  
- Pojadę do prokuratora – przerwała przykre wspomnienia Ilieczki.
- Nie rób tego. Nic nie wiesz o sprawie  Dybek?
Rozmowę przerwało wejście sierżant Pazurek.
Starsza posterunkowa Kozak jedziemy na patrol.
- Może ja pojadę – zaproponowała starsza posterunkowa Illeczko.
- Czy ja mówię niewyraźnie?
- Pani sierżant! Jestem gotowa! - odpowiedziała Dominika, po czym dodała – proszę o kwadrans.
- Za dziesięć minut, czekaj przy samochodzie.
Tego dnia załamała się pogoda. Padał deszcz i wiał silny porywisty wiatr.
Posterunkowa Kozak stała już przy radiowozie numer 04, stała i mokła.  
- Co tak stoisz? Wsiadaj do samochodu – powiedział sierżant Kamil Wolff, który wrócił z starszą posterunkową Kamillą Bełk z patrolu.
- Z kim jedziesz ? - zapytała Kamilla.
- Z  sierżant Pazurek.  
- W jakim jest nastroju?
- W nie najlepszym, ja zresztą też.
- Co się stało?
- Nieważne. Chyba idzie.
- Idzie. To ja zmykam. Trzymaj się.
- Trzymaj się, dobrze powiedzieć co za parszywy dzień. Idze, chciałam bym jej powiedzenie jak bardzo ją nienawidzę.  
- Pani sierżant! Posterunkowa Dominika Kozak melduje gotowość do patrolu
- Wsiadaj!
- Widząc to z okna starsza posterunkowa Illeczko powiedziała.  
- Co za zołza z tej Pazurek.
W samochodzie sierżant Pazurek poważniała;
- Przepraszam, że czekałaś, star..., pan komendant mnie zatrzymał.
I ruszyły patrolować peryferie miasta. Po kilkudziesięciu minutach wjechały do lasu.
Wysiadaj – powiedziała Iza.
- Dlaczego?- zdziwiła się Dominika
- Bo tak chce i udam, że pytania nie było. Chyba, że chcesz się poskarżyć komendantowi?
- Wysiadła. Wiatr jakby jeszcze bardziej szalał, był silny i porywisty Deszcz co prawda zmienił się w mżawkę, lecz pogoda wciąż była nie przyjemna.
- Trzydzieści pompek, tyle samo przysiadów i begiem to tej brzozy – to rozkaz! Zrozumiałaś?... No, chyba, że chcesz się poskarżyć komendantowi? - zakończyła ironicznie.
- Tak jest! To znaczy zrozumiałam pani sierżant.  
W Dominice narastała złość i nienawiść wobec sierżant Postanowiła się zemścić, lecz wiedziała, że pomocy musi szukać po za komendą. Puki co  wykonywała poleczenia Izy. Gdy wykonała trzydzieści pompek i tyle samo przysiadów, pobiegła do brzozy. W czasie biegu wspomniała czasy szkolne. O ile wówczas było to normalne, o tyle teraz czuła się upokorzona. Postanowiła teraz o tym nie myśleć. Gdy dotarła do brzozy, zaczęła machać rękoma.
Czego chce młoda? – pomyślała Iza.
W tym momencie odezwała się przez krótkofalówkę Dominika.
- Pani sierżant, tu ktoś leży. Nie żyje!
Sierant Iza pojechała natychmiast. Pod brzozą leżały roznegliżowane zwłoki kobiety.
- 04 do 00
- 00 zgłaszam się.
- Mamy ciało, prawdopodobnie zamordowanej kobiety. Jesteśmy w lasku bielawskim. Przyślij kryminalnych.  Jak mnie zrozumiałeś?
- Zrozumiałem. Zaraz dam im znać. A co z wami?
- Wszystko ok. czekamy.
Gdy się rozłączyła zapytała Dominikę.
- Wszystko ok?
- Tak jest, pani sierżant.
- No spokojnie, luz. Wiem, że czasem jestem nie przyjemna. Taki charakter. A po za tym na policji musi być dyscyplina.
- Tak jest.
- Chodź do samochodu, napijemy się cieplej herbaty z termosu.
Po kwadransie pojawili się kryminalni. A patrol w składzie sierżant Pazurek i starsza posterunkowa Kozak po przekazaniu kilku uwag, odjechały. Na ulicy Pomostowej zauważyły lezącego na ławce mężczyznę. Po dojściu do ławki Dominika zaczęła targać lezącego.
- Halo, proszę pana wstajemy.
-  Pobudka, tu nie nocleg – odezwała się Iza.
Po dłuższej chwili mężczyzna ocknął się.
- O co chodzi?  O co chodzi?  - zaczął mamrotać - O jakie fajne aniołki. Czy ja jeszcze śpię?
- Radziła bym nie spać – odpowiedziała sierżant Pazurek – tu nie noclegownia.  
- Nie może być. A wy moje aniołki, co chcecie?
- Sierżant Pazurek i starsza posterunkowa Kozak.
- To wy z policji? Nie aniołki? - zdziwił się mężczyzna.  
- Chcemy by pan się przedstawił. Gdzie pan mieszka?
- Na Atlantydzie.  
- Atlantyda dawno zalana – powiedziała Dominika.
- A ja to co? Zalany, mój aniołku. Taka fajna laska, a na policji, jak piesek. Trudno -  bełkotał pijany mężczyzna.
- Nie. To nie ma sensu – zirytowała się Iza i połączyła się z centralą.
- 04 do 00
- 00 zgłaszam się.
- Mamy na  ławce na ulicy Pomostowej mężczyznę jest nie tylko brudny i zaniedbany, ale i pijany. Co robić?  
- Zaraz wyśle tam radiowóz.
Przez cały czas mżył deszcz i wiał wiatr, który znów się nasilał. Po chwili zjawił się drugi patrol.
- No panie...  
- Kowalski, Bogdan Kowalski – przedstawił się  wreszcie mężczyzna.
Idziemy,  
- To idźcie.
- Weźcie go, bo mnie już wkurza. Nie wiem czy same dałybyśmy radę. To kawał chłopa jest.
- Ostatecznie, po kilku minutach wepchano mężczyznę do radiowozu i zawiozły do izby wytrzeźwień.

przematt

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe i inne, użył 1286 słów i 7220 znaków.