Marcin biznesmenem część 1

Marcin biznesmenem część 1

Marcin jest wysokim trzydziestoletnim blondynem o zielonych oczach. Mieszka od urodzenia w Opolu i jest posiadaczem czarnego Jeepa. Pracuje w firmie marketingowo departamentowej, znajdującej się w centrum miasta. Jest jej kierownikiem.  
Pomieszczenie, w którym znajduje się jego biuro jest urządzone z wielką klasą. W oknach wisiały firanki, a na parapecie stały imponujące kwiaty. Mężczyzna siedzi na skórzanym fotelu przy dębowym biurku, przeglądając różne dokumenty. Marcin na chwilę przerwał pracę, łokcie oparł o poręcze, splatając razem palce i zamknął oczy, zatapiając się w swoich fantazjach.  
Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi.
— Proszę!  
Do środka wchodzi jego asystentka Violet. Kobieta ma na sobie białą bluzkę i czarną minispódniczkę, a ciemne, długie włosy związane ma w koński ogon.  
— Ale dziś gorąco – skarży się od progu.  
— To prawda.  
— Może byśmy wieczorem wyskoczyli na jakąś wiejską potańcówkę? – proponuje kobieta.  
— Jesteś bardzo miła, ale dziś pracuję do późna. Może innym razem.- odpiera Marcin nie chcąc urazić swojej sekretarki.  
— Mogę wyjść wcześniej? – pyta z nadzieją.  
— Jasne.  
— Dziękuję.  
Violeta położyła dokumenty na biurku szefa i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Marcin opuścił swoje biuro grubo po północy. Kiedy zjechał windą na parter, w portierni zostawił klucz i opuścił siedzibę, kierując się do swojej fury.  
Po trzydziestu minutach jazdy zaparkował samochód na ulicy Agrestowej 5 przy bloku, w którym mieszka. Przez dłuższą chwilę siedzi w ciemnym pojeździe, jakoś nie ma ochoty wracać do pustego mieszkania.
Muszę sobie znaleźć dziewczynę – pomyślał, wysiadając z bryki.
W mieszkaniu już, teczkę postawił na stoliku, klucze odwiesił na swoje miejsce i udał się do sypialni. Ściągnął marynarkę, poluźnił krawat, następnie położył się na łóżku, kładąc sobie dłonie pod głowę.  
Godzinę później ciszę w mieszkaniu przeszywa dźwięk dzwonka do drzwi. Z niechęcią wstaje z łóżka i idzie zobaczyć, kogo to też niesie o tak późnej porze.  
Podszedł do wrót swojego pałacu spoglądając przez Judasza. Violeta, jego asystentka. Czego ona chce? - myśli sobie i po krótkiej chwili wahania otworzył drzwi.  
— Violet, co ty tutaj robisz?  
— Jesteśmy sąsiadami, więc postanowiłam cię odwiedzić. Wpuścisz mnie, czy będziemy gadać we futrynie?  
Kobieta nie czekając na zaproszenie, przesunęła Marcina na bok i weszła do środka. Mężczyzna kompletnie zmieszany mógł jedynie zamknąć drzwi, po czym poszedł za nią do salonu. Z kredensu wyjął kieliszki oraz pół litra żubrówki o smaku poziomki i usiedli na kanapie obok urodziwej dziewczyny, nalewając sznapsa.
— Ładnie tu masz. Mogę przecież ci mówić na ty?- pyta szatynka. Co ma odpowiedzieć biedny?  
— Jasne.  
Violet przysunęła się bliżej Marcina, tak blisko, że czuje na sobie jej oddech.  
— Co taki przystojny mężczyzna robi sam? - Położyła mu dłoń na klatce piersiowej.  
— Violet. My nie możemy… - zaczyna protestować. W końcu nie wie, o co w tym w ogóle wszystko chodzi. Nie rozumie tego nocnego najścia.  
— Dlaczego?  
— Bo jestem twoim szefem.  
— I co z tego? Wielu szefów ma romanse ze swoimi asystentkami.- chce przekonać swojego seksownego szefa.  
— Lepiej będzie, jak sobie pójdziesz.  
Kobieta wstała z kanapy, wzburzona kieruje się w stronę wyjścia. Marcin zamknął za nią drzwi na klucz i poszedł spać, ale nie było mu dane zaznania spokoju tej nocy.
O drugiej w nocy rozległo się walenie do drzwi. Mężczyzna wyskoczył przerażony z łóżka. Podbiegł do drewna gwałtownie je otwierając.  
— Co ty wyprawiasz? Czy wiesz, która jest godzina? Jutro chcę cię widzieć w moim gabinecie. – podniósł głos, chcąc zatrzasnąć drewno tuż przed jej nosem, ale mu na to nie pozwoliła. Złapała za klamkę wdzierając się do środka.  
— Co ty wyprawiasz? Masz natychmiast opuścić moje mieszkanie!  
— Wiem, że mnie pragniesz – mówi.  
Kobieta rozwiązała sznurek ze szlafroku, po czym go z siebie zrzuciła i stanęła przed nim naga. Marcin był na sekundę oniemiały zaprezentowanym mu widokiem, lecz nie może sobie pozwolić na romans ze swoją asystentką. Zebrał więc z ziemi szlafrok i ze złością cisnął go Violetcie.
— Wynoś się! – ryknął wypychając dziewczynę nagą z mieszkania, zamykając za nią szybko drzwi na trzy spusty.  
Resztę nocy przeleżał bezsennie w łóżku, rozmyślając nad tym, co się przed chwilą wydarzyło.

190 czyt.
75%42
Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe, użyła 780 słów i 4612 znaków, zaktualizowała 14 lip o 21:18.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS Przedwczoraj o 15:13

    Ciekawy pomysł, zwracaj uwagę na czasy . Zestaw na tak. Pozdrawiam

  • AHopeS

    AHopeS Przedwczoraj o 14:38

    Margerita… myślałam że pomyliłam pisarki. Bardzo fajne! tylko tak dalej.