Zmaganie cz 2

Czyżby to ten wybrany, pomyślała. Nie mogła wiedzieć, że Randy myślał prawie podobnie.
Od czasu zerwania zaręczyn dwa lata temu, prawie przestał się kontaktować ze znajomymi. Pomagał ojcu. Prawdę mówiąc stał się samotnikiem. Próby zmiany tej sytuacji powodowały odwrotny skutek. W zeszłym roku dowiedział się, że Jessy wyszła za mąż. Poznała swojego przyszłego męża w pracy. Randy miał nadzieję, że to ten wybrany. Sadził, że Jessica pozostanie gdzieś w zakamarku jego serca już na zawsze.
Ale nie myślał o tym teraz. Od momentu kiedy przypadkowo dotknął dłoni tej pięknej dziewczyny, czuł się dziwnie. Inaczej niż do tej pory.  
Kiedy Sarah zjechała na dół, Randy już czekał. Następne miłe zaskoczenie. Miał w ręku czerwoną różę.  
— To dla ciebie.
— Dziękuję, teraz będę musiała pojechać na górę, bo kwiatek nie zniesie dobrze naszej wyprawy.
— Przepraszam, sądziłem że lepiej będzie jeśli ci ją dam teraz, niż potem.
— Randy, nie musisz mnie przepraszać. Chyba, że rzeczywiście będziesz miał powód. Chodź, zawiozę ją do pokoju i pojedziemy.
Pojechali windą. Weszli. Randy stał na zewnątrz.
— Wejdź, to potrwa chwilkę.
Poszła do lodówki, wylała trochę wody z butelki i włożyła różę.
— Jeszcze raz dziękuję.
Położyła dłonie na jego policzkach i chciała go znowu pocałować w policzek. Przez ułamek chwili dostrzegła coś w jego oczach. Zanim się zastanowiła położyła usta na jego. Randy był zaskoczony. Ale nie zrobił nic. Sarah nadal trzymała swoje wargi na jego i Randy w końcu odwzajemnił jej pocałunek. Sarah poczuła zawrót głowy. Poczuła jego język. Całowali się pewnie z minutę. Czuła rozkoszne dreszcze i prądy w całym ciele. Miała prawie pewność, że to on przerwał. Patrzyła mu prosto w oczy.
— Nigdy się jeszcze nie całowałam, ale nie zrobiłam tego, bo chciałam wiedzieć jak to jest. Chciałam.
— Lepiej chodźmy — szepnął Randy.
— Tak, masz rację. Zupełnie nie wiem czemu się tak zachowuję. Proszę cię pamiętaj, że nie chciałabym z tobą spać. W razie czego pamiętaj o tym.
Randy nic nie odpowiedział. Miał całkowitą pewność, że Sarah nie robi tego z innych, niż właściwe powody. Ale to co powiedziała, utwierdziło go w przekonaniu, że nic nie wie o kobietach. A szczególnie o niej.
Jechali windą bez słów. Dopiero w taksówce Sarah zaczęła rozmowę.
— Mam nadzieję, że się nie gniewasz?
— Oczywiście, że nie. Trudno byłoby się gniewać za taki cudowny pocałunek.
— Och myślałam, że jestem kompletną nogą.
   Młody mężczyzna, przez ułamek chwili, przypomniał sobie płomiennowłosą i jasnoskórą Jessy. Przez mniej niż sekundę poczuł coś nieodgadnionego w swoim sercu. Natomiast Sarah rozważała jego słowa. Już wiedziała jak smakuje pocałunek. Ale miała pewność, że zrobiła to nie z powodów czysto fizycznych. Im bardziej zastanawiała się nad tym, tym mniej rozumiała siebie. I w końcu doszło do niej co powiedziała. Poczuła lekki szok. Jak mogła coś takiego powiedzieć! Ale w odróżnieniu od Randy, nie zamierzała go przepraszać za to co powiedziała zaraz po pocałunku.
— To tutaj — pokazał na mały klub.
Weszli. Kilkanaście stolików i mały parkiet do tańca. Atmosfera tego miejsca oddaliła jej odczucia i przemyślenia związane z zaistniałą sytuacją.  
W klubie siedziała kilkanaście osób. Prawdopodobnie, później musiało być tłoczno. Na małym parkiecie zauważyła typowe trio. Fortepian, kontrabas i trąbka. Grali nieźle.
— Musimy coś zamówić — powiedział Randy.
— Nie jestem głodna, ale możemy wziąć jakąś sałatkę.
— Dobrze, Sarah.
Po chwili podeszła młoda dziewczyna.
— Dwie sałatki greckie —poprosił Randy.  
— Czy podać coś do picia?
— Macie jakiś dobry szampan — zapytała Sarah.
Znowu nie rozumiała czemu to powiedziała.
— Najlepszy jest Krug, ale jest bardzo drogi.
— Możemy zamówić tylko dwa kieliszki? Sarah jutro gra na Stradivariusie, więc musi być w dobrej kondycji. Mogę zapłacić za całą butelkę.
— Jeśli to nie kłopot, zapytam właściciela, dobrze?
— Oczywiście. Bardzo proszę — rzekł.
Młoda dziewczyna podeszła do pianisty. Po chwili wróciła.
— Nie ma sprawy, może pan zamówić dwa kieliszki.
Zniknęła. Sarah patrzyła na wystrój.
— Przypuszczam, że w takich miejscach grają czasem prawdziwe talenty — szepnęła.
— Tak, tutaj zapraszają czasem prawdziwe gwiazdy — odrzekł Randy.
Dziewczyna przyniosła sałatki i dwa kieliszki.  
— Mówiłaś, że nie możesz pić.
— Wygląda na to, że kolejno łamię wszystkie zasady. Nie wiem czy wypiję cały kieliszek, ale jeśli tak się stanie to nie pozwól mi na więcej.
— Dobrze, to już druga rzecz, o której mam pamiętać.
Sara znowu przypomniała sobie swoje odważne, acz nie na miejscu słowa.  
— To za nasze spotkanie.
Sarah podniosła kieliszek do ust. Szampan był zimny. Bąbelki delikatnie szczypały w język.  
— Dobry, dziękuję.
— Nie dostaniesz więcej — powiedział miło Randy.
— Wiem, tylko cię sprawdzam.
— Wiesz co, Sarah, jesteś niesamowita. Całkiem inaczej sobie ciebie wyobrażałem.
— W dobrym czy złym znaczeniu?
— Oczywiście, że w pozytywnym. Nie powiedziałbym tego gdyby było inaczej.
Do ich stolika podszedł pianista.  
— A więc wzrok mnie nie zwiód. Kelnerka powiedziała mi o waszym nietypowym zamówieniu. Chciałem zobaczyć czy to prawda z tym Stradyvariusem, ale teraz wiem, że tak. Zechce pani dla nas coś zagrać, panienko Longridge? Z pani strony internetowej, wiem że gra pani na basie.
— Pani Longridge, jest trochę zmęczona — zaczął Randy.
— Dobrze, nie ma zbyt wielu słuchaczy, więc nie mam tremy, aczkolwiek nie jestem tak dobra na kontrabasie — dodała.
Randy został sam przy stoliku.  
— Proszę państwa. Mamy przyjemność przedstawić Sarah Longridge. Pani Longridge jest znakomitą amerykańską i światowej sławy wiolonczelistka.
Rozległy się krótkie brawa.
— Dziękuję. Proszę mi wybaczyć jeśli zafałszuję. Ostatnio grałam na basie dwa lata temu.
Sarah chwilę stroiła instrument.
— Co mam zagrać? — zapytał pianista.
— Co pan lubi, dostosuję się.
Zaczęli grać. Randy w ułamku chwili zobaczył, że Sarah się zmieniła. W jednej chwili stała się muzykiem. I to najlepszej klasy. Zamiast jednego, zagrała trzy utwory. Wróciła do stolika, odprowadzona przez właściciela.
— I jak wypadłam?
— Świetnie ci poszło.
— Jesteś miły.
— Nie, to prawda. Zapytaj kogoś innego.
— Chciałam zapytać tylko ciebie.
Po kilku minutach podeszła kelnerka.
— Grała pani świetnie. Czy coś jeszcze podać.
— Chcesz coś Sarah?
— Nie. Szampan był naprawdę wyśmienity.
— Posiedzimy jeszcze?
— Myślę, że moglibyśmy iść gdzieś potańczyć.
— Możemy zapłacić? — poprosił.
— Oczywiście, za chwilę przyniosę rachunek.
Kiedy dziewczyna przyszła, Sarah chciała zapłacić.
— Nie, to ja cię zaprosiłem — zaprotestował Randy.
— Ok, ja zapłacę w drugim miejscu.
Wyszli. Czekali kilka minut na taksówkę.  
— Nie mam pewności, czy teraz coś będzie czynne.
— Zapytamy taksówkarza. Jest po szóstej.
— Dyskoteki są otwierane od dziewiątej lub od dziesiątej.
Podjechała taksówka. Czarnoskóry taksówkarz nie za bardzo się orientował.
— Wiesz co Randy, wróćmy do hotelu.
— A co myślisz o kinie?
— W życiu nie byłam.
— Ja ostatnio z pięć lat temu.
— No to chodźmy, w końcu jeszcze jest wcześnie.
Sarah złapała się na tym, że czuje się dobrze w jego towarzystwie.  
— Masz jakiś film na myśli?
— Nie, zaryzykujmy.
Pojechali do najbliższego kina. W oczekiwaniu na seans zadzwoniła do domu. Odebrała Linda.
— Już się niepokoiłam i tata również.
— Wszystko dobrze. Doleciałam szczęśliwie. Jestem w kinie.
— Sama?
— Nie. W hotelowej restauracji poznałam Randy. Przyjechał specjalnie na mój koncert z Nowego Yorku. Jest synem Jamesa Oxinga. Tata prowadzi z jego ojcem interesy, a Randy jest jego prawą ręka.
— Och, nie wiem co powiedzieć. Zadzwoń do taty wieczorem. Wiesz, że on by chętnie zadzwonił, ale przestrzega twoich zasad.
— Dobrze mamusiu, zadzwonię.
— To co, idziemy Randy?
— Tak.
Film był dosyć fajny. Komedia o profilu fantastyczno-naukowym., , Strażnicy galaktyki”. Sarah początkowa czuła jego dłoń, bo oboje trzymali je na oparciach obok siebie. Potem ona położyła swoją na jego i tak trwało już do końca seansu. Sarah czuła podobne dreszcze jak w czasie pocałunku, tylko nieco innego rodzaju i o mniejszym natężeniu. Wyszli z kina. Randy zamówił taksówkę. Jechali bez słów. Weszli do hotelu. Randy odprowadził ją do pokoju.  
— Dzięki za miły dzień — powiedziała.
Tym razem to on ją pocałował w policzek. Weszła do pokoju. Stała chwilę i patrzyła na różę. Weszła do łazienki. Po chwili strumienie wody uderzały miło o jej skórę. Wytarła się i założyła biały szlafrok na gołe ciało. Wzięła telefon hotelowy.
— Czy może mnie pan połączyć z pokojem pana Oxinga? — poprosiła recepcjonistę.
Po chwili usłyszała miły głos Randy.
— Randy Oxing, słucham.
— Chcesz wpaść?
— Jesteś pewna, że tego chcesz?
— Tak.
Po pięciu minutach usłyszała pukanie. Randy miał na sobie te same spodnie, chociaż Sarah zwróciła uwagę, że zmienił koszulę.
— Bardzo chciałem cię zobaczyć, ale...
Nie dała mu skończyć. Zaczęła go całować. Kiedy skończyła, przytulił ją do siebie i patrzył w jej oczy. Zamierzał coś powiedzieć, ale Sarah położyła mu palec na ustach.
— Nic nie mów.
Zaczęła się rozebrać. On patrzył na jej zgrabne ciało. Powoli zdjął koszulę.
— Daj mi to zrobić — szepnęła.
— Sarah mówiłaś...
— Cicho.
Znowu zaczęła go całować w usta i po szyi. Sama zdjęła mu ubranie. Całowała całe jego ciało z wyjątkiem sfery intymnej. Randy wziął ją na ręce i położył na łóżko. Zamknęła oczy. Czuła jego dłonie na piersiach. Delektowała się rozkoszą. Dotykał ją i całował wszędzie, poza biodrami. Została tylko w dolnej części bielizny.
— Jesteś taka śliczna — szeptał.
— Chcę tego z tobą.
— Powiedziałaś, że mamy tego nie robić.
— Zmieniłam zdanie. Nie pierwszy raz dzisiaj. A prawie nigdy tego nie robię.
— Bardzo chcę, ale nie zrobię tego.
— Randy!
— Jestem podniecony. Jesteś śliczna, ale nie zrobię tego — powtórzył.
Przez chwilę milczała.
— Masz rację. Zachowałam się jak dziwka.
— Nie mów tak. Zachowałaś się jak najbardziej naturalnie. Ale nie jesteśmy gotowi na to.
— Jesteś bardzo szlachetny. Jeśli chcesz zrobię to inaczej.
— Nie musisz nic robić.
— Chcesz zasnąć ze mną?
— Nie. Wrócę do siebie. Może zobaczymy się po koncercie.
Wstał i zaczął się ubierać. Podszedł do niej. Pocałował delikatnie jej usta i okrył ją kołdrą. Patrzyła jak odchodzi do drzwi. Została sama.
— Powinnam płakać, ale nie potrafię — szepnęła.
Nastawiła swój telefon na dzwonienie. Zasnęła po kilku chwilach. Oczywiście zapomniała zadzwonić do ojca. Pierwszy raz w życiu nie dotrzymała słowa.

Zadzwoniła do ojca rano, już z gmachu filharmonni.  
— Przepraszan tato, zupełnie zapomniałam.
— Miałaś pewnie dobry czas. Poznałaś Randy. Dobry chłopak?
— Cudowny. Nie spodziewałam się, że mężczyznę stać na coś takiego.
— Nie wiem co masz na myśli, ale nie będę pytać.
— Wiesz tata, że będę grać na Bonjure?
— Jednak dostałaś Stradivarius?
— Właśnie dzięki Randy i jego ojcu.
— Tak, to bardzo miło z jego strony.
— Będę już kończyć. Pozdrów wszystkich. Muszę się przygotować.
— Dobrze kochanie, uważaj na siebie.
Sarah poszła do sali. Rozmawiała z kilkoma ludźmi. Okazało się, że nie tylko James Oxing zasłużył się dla niej. Dowiedziała się później, że jej ojciec również zapłacił ładnych kilka tysięcy w tej sprawie. Wiolonczela miała piękny i głęboki dźwięk. Po kwadransie Sarah stopiła się z tym cudnym instrumentem. Wzięła przerwę na obiad. Grała prawie siedem godzin. Zadzwoniła do Randy zaraz po wyjściu z budynku.  
— Randy?
— Tak. Jak instrument?
— Cudowny. Masz czas wieczorem?
— Sarah. Nie zrozum mnie źle. Jeśli cię zobaczę, nie będę mógł dotrzymać tego co wczoraj.
— Wcale nie musiałeś wczoraj i nie musisz dzisiaj.
— Sarah. Bardzo chciałabym cię pokochać, ale Jessica jest nadal w moim sercu. Wybacz.
— Więc wczoraj nie zrobiłeś tego, bo...
— Nie. Wczoraj zrobiłem to o co prosiłaś. Dopiero potem zrozumiałem, że wciąż kocham Jess.
— Masz numer jej telefonu?
— Tak, ale nie zadzwonię do niej.
— Wiem. Możesz mi podać.
— Mogę, chociaż nie wiem czemu chcesz.
— Może kiedyś się dowiesz. Chce ci powiedzieć, że nie sądzę, że spotkam w życiu podobnego tobie mężczyznę. Dziękuję ci za wszystko.
Sarah czekała na taksówkę. Nie mogła płakać.

   Sala była pełna. Sarah siedziała rozluźniona. Orkiestra dostrajała instrumenty. Wszystko odbyło się według ustalonych zasad. Sarah zagrała dwa koncerty: Elgara i Dvoraka. Na bis wykonała swój ulubiony kawałek z Łabędzia, Camille Saint-Seans i Ave Maria Schuberta. Nie dostrzegła Randy. Poczuła, że nawet go nie ma na sali.  
Wieczorem, dobrze po dziesiątej, zadzwoniła do Jessicy.
— Halo. Kto mówi? — zapytała zaspana Jessica.
— Nazywam się Sarah Longridge. Gram na wiolonczeli. Poznałam Randy Oxinga. Posłuchaj Jessica. On dał mi twój numer, ale nie wie, że do ciebie dzwonię. I proszę nie mów mu o tym, że dzwoniłam. Chyba, że będziesz musiała. Nie wiem jak to wiem, ale tak się stanie. On ciągle cię kocha. Nie sądzę, że jest wielu takich mążczyzn jak on. Wyszłaś za mąż. Ale wiem, bo czuję, że to nie potrwa długo. Bo ty też nadal kochasz tylko Randy. Nie zmarnuj swojej i jego szansy.
— Jestem zaskoczona. Ja kocham mojego męża.
— Nie oszukuj siebie. Wiesz, że kochasz nadal Randy. Bałaś się tylko tej miłości. To wszystko. Dobranoc.
Sarah czuła łzy na policzkach. Wiedziała, że daleko w Nowym Yorku płacze też Jessica. Płacze, bo właśnie dotarła do niej prawda, przed którą chciała uciec.  
W dwa miesiące potem Jessica rozstała się z mężem. Miesiąc później zadzwoniła do Randy. Bo wiedziała, że on nigdy tego nie zrobi.
— Cześć, to ja — szepnęła do zaskoczonego Randy.
— Rozstałam się z mężem. Kocham i kochałam tylko ciebie. Czy ty...
— Tak, bardzo. Zobaczę cię jak najszybciej zechcesz.
— Randy, kochanie. Mieszkam tam gdzie poprzednio. Czy zechcesz mnie mieć na zawsze?
— Będę za godzinę...
Dopiero dwa miesiące później Jessica wyjawiła mu tajemnicę...
Któregoś wieczoru, dwa lata później, kiedy Jessica siedziała z Randy i swoją małą córeczką na werandzie, opowiedział jej co wydarzyło się tego wieczoru w hotelu w Seattle. Jessica poczuła łzy na policzkach. Zobaczyła je również na twarzy swojego męża.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2606 słów i 15191 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Wzruszająca historia. Z tymi strażnikami galaktyki to dobry pomysł  :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Fajny film.Tez lubisz sf?