Zaskakujące Lądowanie rozdział 83

Zaskakujące Lądowanie rozdział 8383  
Mia  

Dwa dni później…  

  Siedzimy w Audi od ponad sześciu godzin. Chociaż na chwilę zamknęłam oczy, to nadal jestem zmęczona niekończącym się dniem w pracy, następnie pakowaniem naszego bagażu, co kosztowało mnie więcej wysiłku, jak i podziwu. Do tej pory nie potrafię zrozumieć, który normalny człowiek, wyjeżdżający na dwa dni poza miasto ma zamiar spakować do mini torby podróżnej pół własnego mieszkania … Ta… Najlepiej spytać się tego orła siedzącego obok mnie. Na szczęście przejęłam inicjatywę, bo nie potrafiłam dalej przyglądać się temu chaosowi, który zrobił w dosłownie w dwie sekundy… niemożliwe? Widziałam na własne oczy, gdy tego dokonał… Załamanie nerwowe? Prawie… Te dyskusje, które musiałem z nim stoczyć, były dobijające. Niekiedy naprawdę się pytam, w jakie to ja szambo wpadłam, ale wystarczyło jedno słowo i uniesienie palca, a szczeniak poczłapał na swoje miejsce, pozwalając mi na dalszą pracę. Tak, nikt nie zgadnie, na co ostatnimi czasy reaguje Brutus. W każdym razie nie wiem, jakim cudem udało mi się to wszystko ogarnąć i dobrać odpowiedni ubiór pasujący do mojego, ponieważ traciłam rozum nad jego garderobą. Dodatkowo do dziś odczuwam środowy napad przez dziecko buszu, które ma radochę patrzenia się na mój chód. Powinnam być zła, ale nie jestem. Pokochałam jego dominującą stronę. Choć przyznam, na początku byłam przerażona, niepewna jego zamiarów. Chciałam zacząć krzyczeć, że się boję, lecz tego się po nim nie spodziewałam. Samuel pokazał mi przeciwieństwo tego, co znałam. Brał mnie ostro, szybko, głęboko. Wiedział, co powiedzieć, gdzie dotknąć, jak wbić swoje palce, a przede wszystkim, do jakiego stopnia może zadać ból. Jego klapsy były na tyle mocne, bym je poczuła, a zarazem rozpłynęła się z rozkoszy, nie przekraczając przy tym bariery chłosty, jaki już nie raz mimowolnie musiałam odczuć na własnej skórze. Brutus był ostrożny, podnosił powoli poprzeczkę, testował na ile może sobie pozwolić, czułam się w jego szponach bezpieczna. Wtedy dotarło do mnie, iż Elias robił to z nienawiści, a nie miłości, przy nim musiałam być przygotowana na najgorsze, zmuszał do oddania mojej kontroli. Robiłam to bardziej ze strachu niż z przyjemności. Natomiast przy Samuelu poczułam się po raz pierwszy wolną. Nie miałam obaw, że zrobi mi krzywdę. Zaufałam szczeniakowi bezwarunkowo, puszczając przy tym wszystkie wodze. Pokazał mi, co to znaczy widzieć uniwersum. Moja pochwa do teraz pulsuje na wspomnienie jego umiejętności, które posiada w tak młodym wieku, a palce Sama naprawdę mogą zdziałać cuda. Gdy mnie szczypał w nabrzmiały guziczek, dosłownie się rozpływałam, byłam w stanie nieważkości i za nic w świecie nie mam zamiaru z tego rezygnować. Naszedł czas, by poczuł, co JA mam do zaofiarowania, ale to będzie możliwe dopiero po powrocie do domu. Faktem jest, iż chłopak nie zdaje sobie sprawy, co go czeka, ani po odwiedzinach u Juliana, a tym bardziej miejscu, w którym się z nim spotkamy. Nie zaprzeczę, cieszę się na mamę i krasnala, a zarazem mam pietra. Co, jeśli Samuel nie spodoba się mamie? Jeżeli będę w jej minie widzieć do niego niechęć, będę w stanie poszukać dla nas hotelu, a to doprowadzi mnie do dodatkowych wydatków…  
Mój brat niczym baba przeżywająca okres, jak w szwajcarskim zegarku, co pół godziny wysyła wiadomości. „Jak długo jeszcze?”,  „Tempo ślimaka”, „Ty prowadzisz?” Nic a nic nie pomaga, aby się uspokoić, wręcz przeciwnie, im bliżej celu, tym bardziej staję się nerwowa, aż lewa noga zaczyna drgać w górę i w dół. Męska ręka chwyta moje udo.  
– Hej. Uspokój się. To tylko Jul. Przecież gadaliśmy ze sobą. Bez obaw, do gardła sobie nie skoczymy. – Sam próbuje mnie uspokoić. Ha! Tylko Jul. Koń zarżałby się na śmierć. Ciekawie, co zrobi, gdy odkryje, że tak nie jest? Powiesi mnie na gumce Durex na drzewie w puszczy Białowieskiej.
– Mhmm – burczę pod nosem. Baaa! Jak to znowu było? Dlaczego sobie to robię??? Bo jestem dla siebie masochistką? Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Resztę jazdy spędzamy w ciszy, słuchając muzyki naszych idoli. Skręcamy w uliczkę, na której znajduje się posesja mojej mamy. Z daleka widzę zapalone nad schodami światło oraz niski metalowy płotek. 
– Liczyłem na zabitą dechami dziurę, gdzie psy hamują… – lecz mu przerywam. 
– Morda, Brutus. Ty też posiadasz taki ręczny – warczę. – To tutaj. Możesz zaparkować przed garażem. – Wskazuję palcem. Powiedziane, uczynione.  
Wychodzę pośpiesznie z samochodu. Zamykam za sobą cicho drzwi. Biorę w wizir domek powiązany z radością, a zarazem okropnym bólem. Rolety w oknach są zaciągnięte, nic dziwnego, jest już późno. Zawsze, kiedy mama kogoś oczekuje, zostawia na werandzie zapalone światło, które oświetla krótką, wykostkowaną dróżkę między wejściem a garażem, gdzie stoi mój zielony VW „Dziadzio” Polo.  
Mój chłopak wyciąga z bagażnika torbę podróżną i podchodzi do mnie, ciekawie się rozglądając.
– Czemu nie powiedziałaś, że Jul mieszka w takim odjazdowym domku? – pyta, przerzucając bagaż przez lewe ramię, prawą otula moją talię i daje mi całusa w skroń. Mały gest, mówiący tysiące słów.  
– Czego się spodziewałeś? Speluny? Niestety Juliana stać na wynajem pokoju w hotelu... – Drzwi wejściowe domku z impetem się otwierają – … Mama – dokańczam jęknięciem.  
– Mimi! Samuel! – Moja rodzicielka wybiega, krzycząc na cały regulator niby świr wpuszczony z zamkniętego oddziału psychiatrii.  
Przerażona kieruję wzrok pierw na Samuela, później na okno na pierwszym piętrze, gdzie znajduje się pokój brata. Zaciskam zgryz, aby nie zacząć się drzeć. 'Potnę skubańca na kawałki i nakarmię nim pustynne sępy!'  
– Masz przy sobie skalpel? – pytam cicho mojego faceta.  
– Wydał cię? – Jeszcze się z tego śmieje? – Dzięnks za info. – Robi krok w bok, a mama dosłownie rzuca mi się na kark. Dużo ludzi twierdzi, że jesteśmy jak oryginał i kopia, ale ile w tym prawdy, nie mam pojęcia. Osobiście nie widzę między nami żadnego podobieństwa, ale to mało ważne.  
– Mimi, kochanie! Nareszcie! – Całuje mnie w oba policzki. Odrywa się ode mnie, a ja w końcu mogę nabrać powietrza. – Mimi! Jak ty pięknie wyglądasz? O mój Boże! Schudłaś! Jak to zrobiłaś? Podziel się z mamą swoją dietą… – I się zaczyna milion pytań na sekundę, zero odpowiedzi. Natomiast, gdy ma złe informacje, owija pół godziny kota w bawełnę, co i tak jej nic nie da, bo musi przekazać tę wiadomość. Zakrywam jej usta dłonią. 'Tylko obciach mi przynosi!' O dziwo milknie, bo normalnie paplałaby dalej.  
– Mamo, to jest… – Robię gest, wskazując na chłopaka.  
– Samuel Jonas Berger. Jest moim zaszczytem panią poznać, Pani Dosch – przedstawia się, wyciągając do niej dłoń. A kiedy ten odłożył tę torbę? Matka przygląda mu się badawczym wzrokiem z góry na dół. Oho, nic dobrego!
Ignoruje w geście wystawioną rękę, przyciąga szczeniaka do siebie jak własne dziecko.
Halo? Czy ktoś mi powie, co ja przegapiłam i co to wszystko ma znaczyć?  
– Po prostu Diana, chłopcze – stwierdza, robiąc krok do tyłu – Nawet ładniejszy niż na zdjęciu, które przesłałaś bratu – mówi z szerokim uśmiechem. 
Iiiii nadeszła ta przepiękna chwila, kiedy żyłka w głowie pęka, z uszu bucha para, a górna część czaszki unosi się w powietrzu, wydając z siebie gwizd czajnika.
Nabieram powietrza w płuca, właśnie chcę się wydrzeć, gdy ze środka domu dobiega hałas i Julian w podskokach na jednej nodze zakłada buta na drugą.  
– MIMI! BRUTUS! – ryczy, biegnąc w naszą stronę, prawie zabijając się o własne nogi. Taaaak, to by mi ułatwiło robotę i nie miałabym go na sumieniu. Nawet nie mam ochoty popatrzeć w stronę dochodzącego mnie z boku chichotu. Widzę czerwono i…

Od Autora.
No właśnie - i... co będzie dalej?
Zaciekawiony?  
Daj łapkę oraz napisz swoją wyobraźnię. :)
Pozdrawiam AHopeS. <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1451 słów i 8285 znaków, zaktualizowała 15 lis 2020.

7 komentarzy

 
  • Shogun

    Jak zawsze zacnie :)
    Hmm, czy aby na pewno mam napisać swoją wyobraźnię?  :devil: haha  :lol2:

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję.
    Zachęcam, z przyjemnością poznam wyobraźnię czytelknika :)

  • Shogun

    @AHopeS Hmm, może się skuszę :)

  • AHopeS

    @Shogun Proszę się nie krępować.  :D

  • Shogun

    @AHopeS Ooo, no jak tak to... :D

  • Basiaa

    Fajna ta rodzina Mii, czuję że będzie ciekawie.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję :)

  • nanoc

    Czerwono to zrobiło mi się z radości, że każdy tekst dorównuje doskonałością poprzednim - widzę ich szczęśliwych, uśmiechniętych, radosnych i żyli długo i szczęśliwie. Dialogi jak zwykle są świetne, doskonale to piszesz. :yahoo:  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Miło. Dziękuję.

  • Margerita

    łapka  w górę podoba mi się  :bravo:

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję.

  • wiliino

    "widzę czerwono i..." czekamy :P ciekawe co będzie szybciej następny odcinek czy Wiedzmin na N. :P

  • AHopeS

    @wiliino Dziękuje

  • Gazda

    Nie no, tak męczyć zadaniem w środku tygodnia? Może w weekend coś wymyślę 😝😝. Jak zwykle  :bravo:

  • AHopeS

    @Gazda Dziękuję

  • Aladyn

    Z przyjemnością przeczytałem opis sceny przywitania Mii i Sama przez jej mamę. Jej serdeczność i spontaniczność świadczą o uczuciu jakim darzy córkę. Pewnie i powitanie przez brata nie będzie inne.
    Autorka sugeruje, aby napisać co dalej, aby czytelnik przedstawił swoją wyobraźnię. Ciekawe czy ktoś odważy się stanąć w szranki z tak utalentowaną osobą, jaką jest AHopeS. Ja na pewno nie.   :)

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję.  
    Do odważnych świat należy, więc dlaczego nie opisać autorce, czego się spodziewa. Za to nie dostaje sie dożywocia, a autorka w ten sposób może zaskoczyć czytelników.
    Pozdrawiam.