Zaskakujące Lądowanie rozdział 69

69
        Mia
  

    Muzyka cicho płynie z głośnika telefonu, pod nosem nucę sobie słowa piosenki. Na biurku mam otworzony odpowiedni skoroszyt, a na monitorze w Office widnieją staranne tabele. Ach! Ależ mam frajdę z nimi, nie przypuszczałam tego. Wystukuję kolejną pozycję, nazwę, datę, sumę. Z tego, co mogę stwierdzić na pierwszy rzut oka, suma opłat za ubezpieczenia pracowników, kredyt, działalność i czynsz, bez rachunków typu: prąd, towar z baru i kuchni plus drobnostki - jest kosmicznie wysoka, nie wiem, czy ten strzał nie pójdzie w tył. Na razie nic nie mogę powiedzieć dopóki nie obliczę dochodu z tego miesiąca. Tom ma rację, on potrzebuje na gwałt pomocy. Gdy powiedział, że nie ma zamiaru mnie wykorzystywać, poszło mi to w pięty, ale za chwilę się z tego otrząsnęłam i zrozumiałam, co miał na myśli. Nie chce zabierać mi czasu, który mogę spędzić z Samuelem, ale bezczynnie siedzieć jest również bezsensem, gdyż wiem, co się dzieje w jego twierdzy. Zaczęłam się zastanawiać, jak mogę zwalczyć ten problem, który na razie czarno widzę. A jeżeli się nie uda, to sama stanę w weekendy za metalowym stołem, aby ulżyć mistrzowi noża w najgorszych dniach, ponieważ nikt z nas nie przewidział tej inwazji. Po całym pomieszczeniu rozlega się głuche stukanie, a za chwilę po schodach zbiega Lilly. Co ją ugryzło? Naciskam na displayu telefonu pauzę.
– Bierz kurtkę, torebkę czy co tam ze sobą nosisz i chodź – mówi, stając po drugiej stronie stołu. Marszczę brwi.  
– Gdzie? – Lecz zamiast spojrzeć na dziewczynę, skupiona jestem na kolejnym wpisywaniu liczby w odpowiednią rubrykę.
– Zaraz otwieramy, a brakuje parę rzeczy – melduje. To jest niemożliwe, by coś brakowało. Przecież dopiero, co byłam z Samuelem po fracht.
– Nie możesz jechać sama? – pytam od niechcenia. Akurat teraz truje mi zadek, kiedy jestem w połowie roboty.
– Nie mogę. Szef wydał rozkaz, musisz jechać ze mną. Stwierdził, że ty wiesz najlepiej, o co mu chodzi, a ja jak zwykłe wszystko pomylę – stwierdza. Tu muszę przyznać młodemu rację. Lilly umie dużo pomylić, ale nigdy zamówienie na tacy. Nie wiem, jak ona to robi, ale kelnerka jest dowodem tego fenomenu. Przekręcam oczami.
– A co z innymi? Nie mogą oni jechać? – Bronię się.
– Zaraz otwieramy, nie może brakować obsługi i to jeszcze w sobotę. – Wypala z drugim dobrym argumentem. Wzdychając, zapisuję plik z dokumentem, zamykam okno i wstaję. Podchodzę do małej garderoby przeznaczonej dla pracowników, ubieram mój płaszczyk i wkładam komórkę do kieszeni. Nie cierpię, kiedy jestem skupiona na pracy, a ktoś mi przerywa. Jedyny wyjątek, dobra… dwoma wyjątkami są Jul i Samuel.
– Gotowa – informuję, kierując się na górę. Na jej twarzy ukazuje się szeroki uśmiech, który jest dla mnie nowością. W lokalu Brutus upewnia się, czy Lilly ma na pewno przy sobie listę, co potwierdza, trzymając ją w górze. Sam przesyła mi szybkiego buziaka w powietrzu.
– Udanych zakupów. – Życzy, na co Li pokazuje jedną dłonią kciuk, a drugą popycha mnie do wyjścia, że nie mam szans, aby cokolwiek powiedzieć. Dziwnie trochę.
  Po paru minutach jazdy jej czerwonym Oplem Corsa stajemy w centrum miasta. Przecież Brutus nie jeździ tak daleko po parę rzeczy, a tym bardziej nie do miasta, najwyżej do Frego, a może potrzebuje coś całkowicie innego? Tej listy, o której mówił nie widziałam na oczy, bo przecież Li musiała ją zachomikować do swojej mega dużej torebki. Zżera mnie ciekawość, ile będzie potrzebowała czasu, aby wyciągnąć z niej świstek. ‘Godzinę? Dzień? Pół roku?’
– To nie te rejony, chyba zdajesz sobie z tego sprawę? – Upewniam się, czy na pewno znów czegoś nie pomieszała.
– Wiem. A teraz ruchy. Nie ma czasu. – Otwiera drzwi samochodu, wkłada głowę i pogania. – No dalej, bo zgarną nam towar – mówiąc to zatrzaskuje je i okrąża pojazd. ‘Coś mi tu śmierdzi, ale jeszcze nie wiem, co.’ Nie mając innej alternatywy, wychodzę z blaszaka, którego od razu zamyka i zahacza się pod moim łokciem, kierując nas przed siebie. Odbijamy w prawo, a ja zaciągam ręczny w obcasach.
– Co do diabła?! – wołam całkowicie ogłupiała.
‘Zamorduję kundla!’

2 539 czyt.
100%164
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 744 słów i 4343 znaków.

4 komentarze

 
  • nanoc

    nanoc · 3 dni temu

    O o o te ostatnie słowa nie wróżą nic dobrego dla Samuela, Myślę że będzie się działo. Bravo.  

  • Margerita

    Margerita · 6 lis 14:10

    No ciekawe gdzie Samuś Mię zabiera  

  • Gazda

    Gazda · 6 lis 6:04

    Tajemnice, niedomówienia. Jesteś w tym mistrzynią. A " ręczny w obcasach". boski

  • Aladyn

    Aladyn · 5 lis 18:56

    Ot i zagwozdka!  Dokąd to Mia została "porwana"?  Na pewno Sam coś wymyślił, ale co?
    Autorka znów mnoży pytania i wątpliwości, ale to tylko korzystnie podgrzewa atmosferę.