Zaskakujące Lądowanie rozdział 53

53
Mia


5 dni później…


   Wspomnienia naszego pierwszego stosunku do tej pory tkwią w mojej głowie. Ochota na Sama jest tak ogromna, że przypomina dwa obślinione, wyrywające się ze smyczy Rottweilery goniące za krwistym befsztykiem.    
Kochanie się z Samuelem jest niczym w porównaniu do skoku ze spadochronem, czy też książkowego kosmosu. Może mam za sobą chory związek partnerski z dzikim seksem, lecz dopiero teraz doznałam prawdziwej rozkoszy i zrozumiałam bardzo istotną rzecz. Nie mogę porównywać Samuela z Eliasem, to są dwa różne światy, a z obecnego, nie mam zamiaru tak szybko rezygnować.  
  Wzrastający z dnia na dzień apetyt na Brutusa jest tak samo nie do ogarnięcia, jak biurokracja Samtajl, nad którą siedzę już trzeci dzień z rzędu.  
  W poniedziałek odpuściłam sobie tę stertę, ponieważ toczyłam walkę ze swoim ciałem oraz omijałam Samuela, wciskając mu powszechnie znany kit o migrenie i poszłam do łóżka, odcinając się od świata.
Wtorek był pierwszym dniem, w którym nie zajrzałam do baru, dlatego wymiana słów była ograniczona. Z jednej strony, słowa są zbędne dla naszego idealnego, jak do tej pory związku. Natomiast, jeśli odwrócisz monetę, nigdy nie wiesz, na co musisz być przygotowanym i właśnie do tego mam ogromny dystans. Moje zachowanie może być śmieszne, ale ja naprawdę nie wiem, co robić, a tym bardziej myśleć.
W środę od samego rana zostałam zbombardowana słowami, przeprosinami, obawami ze strony chłopaka. Serce krajało mi się na jego widok, ciało błagało o pieszczoty, a dusza chciała wyznać mu miłość, lecz pohamowałam słowa w ostatniej sekundzie, zanim opuściły usta. Owszem, jesteśmy jak bratnia dusza, rozumiemy się na migi, jednym gestem lub spojrzeniem, ale nie jestem pewna, czy on czuje to samo do mnie, co ja do niego.  
Przemęczenie oraz nieprzespane noce dają się niezmiernie we znaki.
Jestem zmęczona moimi obawami, uprzedzeniami oraz biegnącymi w kółko myślami. A niby wszystko powinno być takie proste… Wzdycham do moich przemyśleń i tłumaczeń.  
‘Mia! Pełna koncentracja.’ Besztam samą siebie. Nie mogę sobie pozwolić, aby to coś, tak bardzo zagracało mi umysł.  
Jest późno, dokładnie 21: 38 i jestem na nogach od piątej rano, mając za sobą durny dzień w pracy. Miałam nadzieję, że sytuacja na stanowisku się poprawi, lecz to było moje złudzenie. Chociaż faceci rozmawiali między sobą o łóżkowych przygodach, tak miałam wrażenie bycia przypalaną żywcem na ogniu, przez wspomnienia gorących igraszek z Samem. Dlatego cieszę się z panującej w biurze ciszy. Szkoda tylko, że moje myśli są kompletnie w innym wymiarze.
Klepię się po policzkach, aby dojść do normalności i móc rozszyfrować pismo mojego chłopaka.
– Słońce, jesteś wykończona. Olej te papiery. – Słysząc Samuela, podskakuję na krześle, wydając z siebie pisk zaskoczenia. Chwytam się za walące w piersi serce, a Samuel w mgnieniu oka stoi obok mnie.
– Sorki. Nie chciałem cię przestraszyć – oznajmia cichym spokojnym głosem, całuje w czoło i przytula. Usiłuję opanować dudniące serducho, ale mizerna to robota, gdy zapach jego perfum łaskocze moje nozdrza.
– Chodź, zawiozę cię do domu. Jesteś zmęczona. – Troska w jego głosie jest namacalna.
Przyznaję się. Sortowanie papierów, jak układanie ich do segregatorów, a także podpisywanie sprawia mi przyjemność. W sumie niewiele pozostało do końca, lecz moja koncentracja jest dzisiaj równa zeru. Do bani. Typowe NO GO.
Biorę głęboki oddech, a czoło opieram o jego klatkę piersiową.
– Wybacz – wydaję z siebie cichym głosem. Sam głaszcze mnie po plecach, przez co znacznie się odprężam.
‘ Ooo tak. Troszkę mocniej, najlepiej między łopatką a kręgosłupem. Tam najbardziej boli.’ Ręce Samuela przemieszczają się w miejsce, o którym właśnie pomyślałam. Wstrzymuję oddech, a głowa jak torpeda wystrzela w górę.  
– Nie powiedziałam tego na głos, prawda? – pytam z nadzieją. Na jego twarzy pojawia się uśmiech, który fascynuje mnie od początku naszej znajomości. Ze stęknięciem i rezygnacją opuszczam głowę w dół, a Samuel zaczyna się lekko śmiać.  
– Wszystko na temaAuaaaa! – krzyczę, gdy Sam naciska miejsce, w którym wyczuwam potworny ból. Mogłabym paznokciami zdzierać tapety ze ścian.  
Niczym pocisk odskakuję do tyłu.
– Pogięło cię?! – pytam, łapiąc się za łopatkę.
– Nawet cię nie dotknąłem, a ty się drzesz. To nie moja wina, że jesteś taka wrażliwa – mówi luźnym głosem. Wrażliwa? Ja? Hallo?  
– Tak… Wiem, co chcesz powiedzieć, że ty AB-solutnie nie jesteś wrażliwa bla, bla, bla. Siadaj na czterech literach i poczuj zwinność moich palców – mówi prowokująco. Napinam się jak struna, gotowa do wystrzelenia słownej strzały prosto w jego wizaż, gdy nagle rozlega się dzwonek mojego leżącego na biurku telefonu. Spoglądam za ramię i widzę na ekranie imię mojego brata. Podnoszę palec do ust, sygnalizuję Samuelowi, aby nie dawał z siebie głosu. Chłopak zajmuje miejsce na obrotowym krześle, a ja odbieram połączenie.
– Siema Jul! – wołam wesoło do słuchawki. Nie spuszczając szczeniaka z oka, opieram się pośladkami o krawędź mebla.
– Joł Sis! Co nowego w dalekim świecie? Od tygodnia siedzisz cicho. Taśma cię wciągnęła, czy co? – pyta mnie brat, a ja chichoczę.
– HA! Chciałbyś! – wołam – u mnie wszystko w normie. Długie godziny pracy, bardzo krótkie noce i tak w kółko Macieja. Standard – odpowiadam. Samuel stara się ukryć swoje rozbawienie.
– Bardzo krótkie noce powiadasz? Poznałaś kogoś? Opowiadaj!!! – kwiczy brat z euforii do słuchawki, a po szerokim zauważalnym nawet w Chinach uśmiechu Brutusa wiem, że usłyszał Juliana, który nie ma zielonego pojęcia o przygarniętym przeze mnie szczeniaku.
– A co u ciebie smrodzie? Jakiś news? – Omijam jego pytanie, zmieniając w ten sposób temat. W większości funkcjonuje. Zaciesz z twarzy Samuela znika, podnosi brew w górę, opiera się wygodnie w oparcie fotelu i zakłada ręce na piersi.  
‘Mega! I co? Walnie mi tu fochem, czy jak?’ myślę sobie, lecz wzruszam ramionami.
– Ej! Siorka! Nie bądź Andrzej! Masz kogoś i się ze mną nie podzielisz takim info? Jak ma na imię? Ile ma lat? Długo się znacie? – Bombarduje mnie, jakbym była jego wrogiem na wojnie. Zamykam oczy, biorę głęboki oddech i szukam na poczekaniu jakieś wymówki.  
– No właśnie Mia. Jak ma na imię twój chłopak? – odpala Samuel prowokującym głosem. Z przerażeniem otwieram powieki. ‘ Niech go trampek ściśnie! Odgryzę się na nim. Obiecuję!’
– Kto to był? To on? Opowiadaj, bo padam z ciekawości! – Słyszę w słuchawce podekscytowanego brata, jednocześnie karcąc szczeniaka wzrokiem. O ty! Teraz ci pokaże kundlu, na co mnie stać.  
– Wiesz co, Julian? Faktycznie przypałętał się do mnie taki szczeniak, który się czepił, jak rzep kociego ogona i w dodatku za dużo szczeka, więc nie wiem, czy go wykastrować, czy oddać do schroniska – mówiąc to, z rozkoszą patrzę na wypadające Samuelowi oczy z łba. ‘Zatopiony!’
– Dawaj mi tu storyyyy siora! – Ponagla mnie brat. Wiedząc, że mam przegrane, spuszczam wzrok na obuwie.
– Wabi się Samuel. Znamy się od trzech miesięcy, jesteśmy sąsiadami i poznaliśmy się przypadkowo – przyznaję się.
– I dopiero teraz otwierasz wrota? Mimi ej, powaga? Teraz mi mówisz, że masz fagasa? Powinienem cię zwolnić z posady siostry! – woła z udawaną obrazą.
– My nie jesteśmy parą… – odkasłanie przerywa mi ochronne zdanie. Podnoszę wzrok i widzę Sama, który przecząco kręci głową – … albooo jesteśmy? – pytam niewinnie, na co Sam wyszczerza zęby. ‘O-o!’
– Hej Julian, tu Samuel! Chłopak twojej siostry. Oficjalnie od tygodnia, ale od trzech miesięcy jesteśmy nierozłączni – mówi głośno, aby Julian mógł go usłyszeć.  
‘ Jak Boga kocham, zaraz odrąbie mu język! Linijką!’
– Muszę kończyć Jul. Ktoś się prosię o skrócenie strun głosowych – warczę w słuchawkę, obserwując ze zmrużonymi oczami tego małpiszona.
Nooo ależ oczywiście, że Julian musi się roześmiać na całe gardło!  
– Już go lubię! Ma facet jaja. Muszę go koniecznie poznać! Siema Samuel! – drze się na cały regulator, aż muszę odsunąć telefon od ucha. Mój chłopak świeci dumą niczym gwiazda betlejemska, a mi zaczynają padać wszystkie bezpieczniki, jak bateria w telefonie.
– Wiesz Julek? Ułatwię ci sprawę – syczę do aparatu, po czym daję telefon Samuelowi, na który się gapi, jakbym mu w łapska wciskała białego rozkładającego się szczura.  
– TU! Masz! Utnijcie sobie pogawędkę! – warczę. Obracam się i zajmuję miejsce na biurowym fotelu, zakładając nogę na nogę. Moje zmęczenie prysło niczym bańka mydlana.
– Halo – odzywa się Sam. – Ciotka z czerwonym kuferkiem nadciąga, więc humor się jej psuje, jeśli wiesz, o co chodzi – mówi spokojnym głosem do mojego brata. Kopara opada mi w dół, biorę rozmach nogą, aby kopnąć kundla w piszczel, lecz ten robi unik i pudłuję. Jak on śmie informować Julskiego o moich burzach nastroju?! Robię typowego kobiecego focha, a w myślach układam plan bitwy za tą odpowiedź. Oj będzie błagać o litość skubaniec jeden.
– Poważnie? … No ba, będziemy bez dwóch zdań. Dzienx za zaproszenie stary! – O co Chodzi? Gdzie będziemy? Jakie zaproszenie?  
– Po jej minie mogę tylko stwierdzić, że chce, abym poszedł do budy – stwierdza. Ha! Jak trafił! Nawet nie ma pojęcia! Nie słyszę, co mówi mój brat, ale Samuela szeroki uśmiech mówi dosłownie wszystko. – Hahaha! Długa historia. Opowiem ci, kiedyś indziej, o ile mnie nie wykopie… Nie, sam jej to powiedz… Do zobaczenia Julian… Ciebie też… Nara.– Samuel kończy rozmowę i podaje z powrotem telefon, który przystawiam do ucha.
– Chcesz mi powiedzieć, że jesteś chętny przygarnąć Brutusa? – Odpalam podenerwowana.
– A co to znów za jeden? – dopytuje brat. Przekręcam oczami i tłumaczę osłowi, o kim mowa.
– Dobre! Ale nie dzięki, sprzątaniem psich kup nie jestem zainteresowany. Coś innego Sis. Właśnie zaprosiłem was na moją osiemnastkę. Robię odlotowe partyyy i koniecznie musicie się zjawić! – oznajmia brat pełen euforii i zadowolenia.
Urodziny! Klepię się w czoło. Całkowicie wywiały mi z głowy.  
– Zapomniałaś o nich, mam rację? – stwierdza fakt, a w duchu się pytam, skąd on to wie. – Teraz się zastanawiasz, skąd to wiem? Po tej lepie w czoło było wszystko jasne Sis. – śmieje się gówniarz. Czy wszyscy w koło muszą czytać mi w myślach lub wiedzieć po geście, co mi chodzi po głowie? To jest wkurzające! Grrr…
– Kiedy ma być to partyyy? – pytam. Młody daje mi krótkie info, iż impreza odbędzie się za tydzień, a szczegóły prześle mi przez app. Pytał również, czy damy rady przyjechać i już nie umie się doczekać naszego love story, na co z przekręceniem spojówek odparłam, aby przeczytał sobie Bravo girl, bo jest bardziej interesujące niż my i że dam mu odpowiedź najpóźniej w połowie następnego tygodnia.  
Chcę właśnie zakończyć rozmowę, gdy brat woła moje imię. Dostawiam aparat z powrotem do ucha.
– Jo?
– Mimi. Mama umiera pięćset razy dziennie ze zmartwień. Ma prawo wiedzieć, że…
I zaczyna się litania gamonia.

1 635 czyt.
100%254
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1984 słów i 11596 znaków, zaktualizowała 15 wrz o 13:55.

4 komentarze

 
  • Gość

    Gość · 15 września · 286269601

    Doskonałe, ale czytałem że Ci tu zazdroszczą weny, spuść to do kanału, a jak zrobisz tej parze jakąś krzywdę to przestanę Cię uważać za NR. 1   

  • Gazda

    Gazda · 15 września

    Znam takie rozmowy rodzeństwa. Ale u mnie nie było tak wesoło. Ciekawie zapowiada się imprezka u"smroda". A ciocia z czerwonym kuferkiem  to majstersztyk. Ubawilem się setnie.     

  • Aladyn

    Aladyn · 15 września

    Ciekawe kiedy Mia, a także i Sam zdecydują się wyjawić swoje uczucia. Na razie po tych miłosnych uniesieniach nie mogą się zdecydować, aby to zrobić. Wygląda na to, że każde z nich czeka, aby to drugie zrobiło pierwszy krok.
    Świetna, pełna humoru i zabawnych zwrotów rozmowa Mii z bratem. Rozbawiło mnie, nieznane mi wcześniej określenie - "przyjazd ciotki z czerwonym kuferkiem".  

  • Margerita

    Margerita · 15 września ·

    łapka w górę   to było dobre przygarniętym szczeniaku a smrodzie mnie powaliło