Zaskakujące Lądowanie rozdział 49

Zaskakujące Lądowanie rozdział 4949
Mia

    Od trzynastej siedzę w biurze nad sortowaniem papierów Samtajl. Choć oblewanie pierwszego Happy Hour trwało dłużej niż planowano, jestem wypoczęta i w dobrym nastroju. Wczorajsza imprezka z ekipą po zamknięciu była bardzo rozluźniająca, wszyscy mieliśmy dobry humor i było wesoło. Mój chłopak nie odstępował mnie na krok, trzymał w swoich ramionach lub co jakiś czas dał buziaka, albo ścisnął mocniej moje udo, aby się upewnić czy siedzę obok niego. Nie mogę powiedzieć, by było mi z tym źle, nawet śmieszyło mnie jego zachowanie. Siedzieliśmy całą grupą przy stole, mogąc w ten sposób poznać nowych kelnerów. Od Joschua dowiedzieliśmy się, że ma dziewczynę i planuje się jej oświadczyć, ma nadzieję na stałą pracę, by móc zapewnić swojej małej rodzince własne cztery kąty, jak i przyszłość. To jest dobry argument, aby dać chłopakowi pracę. Natomiast Noel, choć jest wolny, ma inne plany. Kręci go barmaństwo i chce uzyskać w ten sposób doświadczenie. Ja byłam za, natomiast Sam z Kaiem widzieli to inaczej.
Karin, jako pierwsza opuściła towarzystwo z powodu wysokiej gorączki syna. Oczywiście Samuel zaproponował kelnerce parę dni wolnego, lecz kobieta postanowiła najpierw obadać sytuację, czy naprawdę będzie musiała skorzystać z propozycji. Z tego, co wiem, gorączka brzdąca była fałszywym alarmem i Karin przyjdzie na swoją planowaną zmianę. Kai w tym czasie był kompletnie odizolowany od świata, poświęcając całą swoją uwagę wyłącznie Sabrinie. Już parę razy przyłapałam ich na potajemnych uśmieszkach oraz maślanych oczkach i jak mogę z zadowoleniem przyznać, moje przepuszczenia były celne. Nasze gołąbki, choć w godzinach pracy zachowują się bardzo profesjonalnie, tak po zakończonej robocie obdarzają się zaufaniem, że aż miło na nich popatrzeć. Tom, Lilly, Sam i ja pociskaliśmy pierdoły, a z jednej półlitrówki Jägermeister zrobiło się półtora litra. Wróciliśmy do mieszkania dopiero o czwartej nad ranem, ale było warto.
   Zanim wygoniłam Samuela do baru, prosiłam go, aby mi nie przeszkadzał w koncentracji nad nową dla mnie misją. Żywioł mojego młodzieńczego marzenia powraca na swój tor, gdyż byłam przekonana, że ono przepadło, zostało głęboko pogrzebane.
Nie wiem, jak Samuel potrafił ogarnąć się w tym bałaganie, przecież ten chaos jest gorszy od zniszczeń huraganu Wilma.
  Siedzę na wykafelkowanej podłodze, pół papierów poukładałam według firm, dat i pierwszych opłat. Tu nie trzeba być prymusem, aby wiedzieć, że ta praca będzie kosztować mnie parę ładnych godzin, jak nie dni. Krótko przez myśl przeszła mi zaproponowana przez mojego chłopaka oferta, by dbać o papierkową robotę, lecz drugą stroną jest, czy będę umiała połączyć pracę w UPS oraz wypełnianie na bieżąco tabel w Samtajl, a przede wszystkim... Pierwszy krok został wykonany, zobaczymy, co będzie dalej. Najbardziej obawiam się tego, iż nie zdołam zapanować nad terminami opłat, popełnię jakiś błąd kosztujący całą załogę, a co gorsza zawiodę młodych szefów.
– Skarbie, przyniosłem ci wodę. – Słyszę głos mężczyzny, który skradł mi serce.
– Nom – odpowiadam z zaciśniętym w zębach ołówkiem, wkładając do koszulki odpowiedniego segregatora kolejny papier.
– Masakra, ale Sajgon – stwierdza Sam.
– Nom – mruczę bez uniesienia głowy.
– Długo masz tak zamiar ślęczeć?
– Nom. – Oddaję z powrotem.
– Umiesz coś innego odpowiedzieć oprócz Nom? – Chce wiedzieć, przez co podnoszę wzrok, napotykając przede mną niebieskie oczy.
– Nom.– Prowokuję dalej, a przez zagryzany zębami ołówek z kącików ust uwalnia się mały strumień śliny. Wyjmuję szybko kawałek drewna z buzi i oblizuję wargi.
– Super, ale widziałem, jak się ślinisz na mój widok – komentuje.
Przekręcam oczami, odkładam ołówek na bok, po czym biorę przyniesioną przez Samuela szklankę z wodą. Przykładam szkło do ust i prowokująco z podniesioną ku górze brwią burczę:
– Nom. – W ten sposób powoduję bulgot w szklance, z której upijam spory łyk.
– Masz mokro? – pyta z diabelskim uśmiechem. Cała zawartość jamy ustnej ląduje na jego twarzy, którą ociera skrawkiem materiału koszulki. I co mam mu teraz odpowiedzieć? Miał ma myśli mokro w ustach, czy…?
– Ujdzie w tłoku – odpowiadam w miarę prawdy.
– W takim razie, muszę się bardziej postarać – informuje. Wstaje, omija mnie, siada za mną na podłodze i bierze w objęcia, zaczynając muskać czułe miejsce pod lewym uchem. Tylko tyle wystarczy, aby moje ciało zostało pokryte gęsią skórką, nie jestem w stanie nic z siebie wydusić, ponieważ za każdym razem, gdy pieści ten skrawek ustami, czuję się jak na linie bungee i choć słowo „nom” leży mi na końcu języka, tak kolejne muśnięcie blokuje mowę, udostępniając miejsce stęknięciu. Samuel chyba nie zdaje sobie sprawy, w jaki sposób działa na żeńską płeć. Czasem się sama siebie pytam, czy on naprawdę nie widzi kobiet robiących wszystko, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Gdy je obserwuję, często przez myśl mi przychodzi, aby zamontować im rynnę lub chlapacze na pyski dla lepszego odpływu piany z ust. Nigdy nie byłam zazdrosna, lecz kiedy widzę, te wymalowane niunie, chcące zrobić powiew wiatru sztucznymi rzęsami, wypinające swój mikro biust prosto pod jego nos, wtedy seryjnie otwiera mi się scyzoryk w kieszeni, lecz mój szczeniak poświęca im jedynie tylko wtedy uwagę, gdy ze słowami „ponieś się rozkoszy”, odstawia pod ich wysmarowane tapetą mordy koktajl.
Samuela pieszczoty schodzą z szyi do karku, dłonie kładzie na pontoniki nad biodrami, powoli przesuwa je do przodu na brzuch. Uwielbiam, kiedy jest taki czuły. Chwilunia… Samuel jest ZAWSZE czuły. Tego oraz romantyzmu wcześniej nie znałam, dlatego często jestem zaskoczona tą różnicą, do której nie jestem przyzwyczajona. Jego drobne gesty lub spostrzegawczość na banały typu zamykanie klapy w kiblu jest godna wielkiej pochwały.  
Odwracam głowę w jego stronę mam potrzebę poczuć jego smak i delikatność języka, dążę do tej gotującej w żyłach krwi, którą tylko on potrafi zagotować, a zarazem ugasić.  
– Mhmm. – Wyrywa się z mojego gardła, gdy pogłębiamy pocałunek, tworząc z niego niebezpieczne tango. Dłonią delikatnie ugniata lewą pierś i na Boga, te pieszczoty jedynie przyspieszają tykającą w moim organizmie bombę. Zaraz wybuchnę, jeżeli nie dostanę tego, czego chcę.  
Jego.  
Pragnę go poczuć, jestem strasznie wilgotna, łono zaczyna boleśnie pulsować, a w głowie zostaje pstryknięty guzik, wyłączający niemiłe wspomnienia wydarzeń sprzed lat, a ich miejsce zastępuje gotowość na pierwszy z Samuelem akt miłości. Nie mogę się pohamować.
Nie dbam o to, gdzie i jak.  
– Chcę więcej, Sam – wysapuję w jego usta, a na twarzy czuję wypieki, lecz nie ze wstydu, acz wznieconego we mnie pożaru podniecenia.
– Tu i teraz? – pyta zasapany.
– Taaaa – odsapuję w jego usta.
– Skarbie… – mówiąc to, dociska swoją męskość do moich pleców. On również jest napalony i gotowy, jak nigdy dotąd.
Odwracam się w jego stronę, siadam na niego okrakiem, najlepiej zdarłabym z niego wszystkie łachy i kochała z nim do utraty sił. Nasze zachowanie w tej chwili porównywalne jest do nienasyconych królików.
– Brutus. Puść szyneczkę! Robota wzywa! – Kai.

2 643 czyt.
96%244
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1294 słów i 7588 znaków, zaktualizowała 30 paź o 16:04.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 8 września

    Test niedopracowany i nieco infantylny, mieszasz czasy. Powodzenia i poprawy w przyszłości.

  • Aladyn

    Aladyn · 4 września

    Ależ ćwiczysz  tego biednego Sama nie pozwalając, aby sobie wreszcie ulżył. Toż on od dłuższego czasu wciąż stawia namiot, a to może grozić zrobieniem dziury w spodniach, a co gorsza powoduje ból w oprzyrządowaniu.

  • Gazda

    Gazda · 4 września

    Jak zwykle super. Ale Kai nie ma za grosz taktu. O Mii - szyneczka? Dobre   :

  • Margerita

    Margerita · 4 września

    łapka w górę wcale się Samowi nie dziwię że jej pilnuje na tej imprezie