Zaskakujące Lądowanie rozdział 43

43
Mia

  
  Kręcę głową. Po prostu nie wierzę w to, co widzę ‘I to ma być lista?’ Podchodzę do biurka, odsuwam krzesło obrotowe i zajmuję na nim miejsce. Wyrywam kartkę z bazgrołami, zaczynając poszukiwanie za długopisem, lecz bez powodzenia.
– Coś do pisania – rozkazuję, nie unosząc głowy znad kartki, próbując rozszyfrować hieroglify. Wyciągam prawą dłoń w górę na znak, że w dalszym ciągu czekam na piszący przedmiot ’Jak można tak pracować?’
   Dlatego, iż upłynęło parę sekund i nadal w mojej łapie nie znajduje się nic przydatnego do pisania, podnoszę wzrok w stronę Samuela, który gapi się na mnie, jak srający kot na pustyni.
– Co tak stoisz? Dawaj długopis. Naprawdę Sam, nawet przedszkolak lepiej zrobiłby to od ciebie.  – Kiwnięciem głowy wskazuję w stronę bazgrołów.
– Eh mmm... Co ty robisz, jeśli mogę spytać? – pyta ostrożnym głosem, w którym słychać nutkę? wstydu?
– Ratuję, co się da. Jeżeli już lista wygląda tak koszmarnie, to nie chcę wiedzieć, w jaki sposób radzisz sobie z rozliczeniami. Jedna wielka katastrofa – oznajmiam mu.  
Wow. Brawo, w końcu ruszył swój wąski tyłek i wyciąga z kieszeni cienkopis.
– Linijka też by się przydała – dodaję. Samuel wzdycha, otwiera górną szufladę, podając mi przedmiot.
– Właśnie nie wiem, czy mam mieć focha, czy się śmiać, ale jeśli cię to interesuje, to proszę bardzo, możesz śmiało zerknąć w papiery. – Podnosi rękę, wskazując na jedną znajdujących się za mną szaf. Ciekawość po prostu aż zżera od środka, dlatego wstaję i podchodzę do jasnego mebla. Gdy otwieram jedno ze skrzydeł, gałki od razu wypływają mi z oczodołów. ‘Chryste panie!’
Zamykam i otwieram jeszcze raz z nadzieją, że się przewidziałam, lecz poprawy brak. Odwracam się do Samuela.
– Co to jest? – dociekam kompletnie zbita z tropu. Papiery leżą porozwalane na każdej półce, jedna sterta obok drugiej!
– Rachunki, faktury, listy godzin pracowników, umowy i takie tam – mówi spokojnie. Biorę parę papierów ze stosu i przeglądam. Co, jak co, ale tego się nie spodziewałam. Umowy z bankiem, daty kont, rachunki opłat... paragon fiskalny z Rossmann: Papier toaletowy, energy-drink, paczka gum do żucia- wszystko razem pomieszane. Moje oczy aż krwawią z tego widoku.
– Burdel. – Więcej nie jestem w stanie powiedzieć.
Odkładam kartki z powrotem na miejsce, zamykam drzwi i powracam na miejsce za biurkiem. Zabieram się za robienie tabeli, a kątem oka dostrzegam obserwującego mnie Samuela, odczuwam straszny dyskomfort, a zarazem oblewa mnie fala wyrzutów sumienia przez moją niewyparzoną gębę. Zasycha mi w gardle.
– Mogę prosić o szklankę wody? – pytam cichym głosem. Chłopak kiwa głową, po czym w milczeniu opuszcza pomieszczenia. Do gotowych tabel wpisuję nazwy brakujących alkoholi, ilości na stanie oraz liczbę zakupu, a także dopisuję drobnostki.
– Mia? –Jestem tak bardzo pochłonięta poprawią listy, iż podskakuję na krześle, słysząc moje imię. Samuel podaje mi szklankę z wodą, którą z wdzięcznością obieram, wypijając ją jednym łykiem.
– Zostań moją księgową. – Wyskakuje jak Filip z marychy. Zawartość mojej buzi leci z prędkością światła przez pół biurka i zaczynam kasłać niczym w końcowej fazie gruźlicy. ‘Odbiło mu?’ Chłopak podnosi moje ręce w górę, przez co w końcu mogę złapać tchu.
– Nie ma mowy – odpieram ochrypłym głosem.
– Czemu? – pyta łagodnym głosem.
– Sam, ja nie mogę być twoją księgową, przecież znasz powód. – Staram się o spokojny głos, lecz puls jest już powyżej kreski limitu.
– Ja wiem, że potrafisz. – Próbuje mnie przekonać.
Skąd on może wiedzieć, co umiem, a co nie? Ciśnienie podskakuje o dziesięć stopni wyżej, serce prosi o uwolnienie z klatki piersiowej, a kotłująca krew w żyłach doprowadza do wybuchu bomby atomowej. Zrywam się na równe nogi.
– Chryste, Samuel! Ja nawet nie mam ukończonej cholernej szkoły i to o cały durny rok! Więc sorry, ale nie jestem w stanie zasiąść nad cyferkami, umowami, czy pismami. To było lata temu! W dodatku nie posiadam stażu! – Staram się nie krzyczeć, lecz sama nie poznaję mojego piskliwego, chwiejnego głosu. Ręce i kolana zaczynają się trząść, łapczywie łapię powietrze, aby nie wpaść w szał, a co gorsza panikę. Zamykam na chwilę piekące pod wpływem napływających łez oczy.
– Hej, hej, hej tylko spokojnie. – Kładzie ręce na moich ramionach. – Chodź usiąść. Nie chciałem cię wpienić. – Przytakuję głową, a on prowadzi mnie do stojącej obok schodów pomarańczowej kanapy.  
   Pomieszczenie nie jest za duże, acz przestronne. Meble biurowe idealnie pasują do koloru lekkiej żółci ścianie, biuro jest bardzo jasne dzięki trzem prostokątnym oknom pod sufitem. Wszystko ze sobą dobrze harmonizuje. No dobra, przesadziłam, wyjątkiem jest zawartość biurowej szafy naprzeciw mnie. Nie wiem, jak można doprowadzić do takiego Sajgonu.
Gdy już siedzę, Samuel głaszcze uspokajająco moją dłoń.
– Słońce, ja cię do niczego nie zmuszam, ale w głębi duszy czuję, że dasz sobie radę. Chcę ci dać szansę, jeżeli nie wyjdzie, to ok, ale przynajmniej spróbujesz, zobaczysz, czy nadal cię to kręci. Ja wierze w twoje umiejętności. Teraz jest pytanie, czy ty wierzysz w siebie, bo ja jestem gotów cię wesprzeć, dać ci to, co on ci odebrał - twoje marzenie. Rozumiesz? – mówi łagodnym uspokajającym głosem. Jego ton i słowa rozluźniają mnie. Zapada cisza, a ja zatapiam się w myślach.
Co, jeśli spróbuję i zawiodę go na całej linii albo kompletnie nie dam sobie rady lub nie będę wiedzieć jak zacząć? Z jeden strony jest ta chęć, aby spróbować własnych sił, może akurat te dwa lata nauki nie poszły na marne, w końcu zawsze chciałam siedzieć za biurkiem i zajmować się rachunkowością, lubiłam organizację, której nie ma w szafie Samuela, aż rwie mnie do przodu, palce i umysł chcą wstać, zacząć wszystko segregować, zadbać o ład w papierach. Taka jestem i byłam, odkąd pamiętam. Nawet w mojej garderobie musi panować porządek, nie wspominając o rachunkach, lecz z drugiej strony obejmuje mnie strach wyjścia na kompletną idiotkę nieradzącą sobie z banałami.
– A jeśli cię zawiodę? – Wypowiadam na głos moje obawy. Samuel kładzie prawą dłoń na moim prawym ramieniu, dociska do siebie, całując w skroń.
– Sama reakcja na stos kartek i ten błysk żywiołu w twych oczach, jest wystarczającą odpowiedzią. Mia, ty jesteś do tego stworzona, spójrz na moje bazgroły, a twoje tabele. Jesteś poprawna, dokładna, zorganizowana, nic nie ujdzie twojej uwadze, więc chwyć byka za rogi i spróbuj. – Zachęca, pieczętując to buziakiem w usta.
Dlaczego on zawsze wie, co ma powiedzieć? Co mnie podbuduje i da poczucie bycia czegoś wartą? Czemu Elias tego nie robił? ‘Bo Elias nie chciał widzieć twoich umiejętności w przeciwieństwie do Samuela.’- prycha w odpowiedzi podświadomość.
Uwalniam się z jego uścisku, wstaję i udaję się ponownie w stronę mebli, otwieram obydwa skrzydła, robię sobie pierwszy obraz tego grochu z kapustą. Nawet nie wiem, kiedy podjęłam decyzję spróbowania swoich możliwości.
W głowie układam schemat, lecz jedno jest pewne- multum roboty.
– Sam. – odzywam się rozkazującym tonem.
– Jo – odpiera, doprowadzając do uniesienia kącików ust.
– Wpisz, proszę do listy piętnaście segregatorów, kartki samoprzylepne, koszulki oraz przedziałki. Tylko starannie, bo inaczej coś ci ukręcę – rozkazuję, a zarazem ostrzegam.
– Tak Pani – brzmi odpowiedź i słyszę, jak zajmuje miejsce za biurkiem.
Jestem świadoma tego, że ogarnięcie tego chaosu zajmie mi więcej niż trzy dni, ale wprowadzenie odrobiny struktury nikomu nie zaszkodzi.  
– W jakich terminach potrzebujesz rozliczenia? – pytam mojego chłopaka, obracając się w jego stronę, a on w moją.
Samuel drapie się po lekkim zaroście i muszę przyznać, wygląda z nim bardzo męsko, lecz zostawiam to dla siebie.
– Za dwa tygodnie, licząc wynagrodzenia pracowników, żeby na czas dostali kasę na konto – informuje.
Przekręcam oczami, odchrząkuję na tyle głośno, aby mógł mnie usłyszeć.
– W takim razie zabieraj zadek do Metro, czy gdzie tam chcesz i zadbaj o to, bym miała jeszcze dzisiaj na biurku wszystko to, co jest na kartce. – Wskazuję na kawałek papieru leżący na meblu.
– Teraz? – pyta zaskoczony.
– Nie. Od jutra za cztery tygodnie – odpowiadam sarkastycznie, po czym dodaję – oczywiście, że teraz, bo w niedziele nic nie kupisz. Dzwoni? Sortowanie tego bajzlu zajmie mi przynajmniej cały tydzień – mówię ostrym tonem. Nie mam bladego pojęcia, jak się połapię w tym Meksyku.
– Czyli chcesz spróbować? – pyta mnie z nadzieją w głosie.
– Najpierw musimy zadbać, aby ten burdel znikł, a później się zastanowię, czy będę miała ochotę na ciąg dalszy tej wyprawy – oświadczam.
Jego mina przypomina mi dzień otwarcia Samtalj, szczeniaczka błagającego o przygarnięcie.  
Wymiękam, dosłownie wymiękam przy tym facecie. Serce zaczyna galopować, dłonie robią się wilgotne. Pragnę go jeszcze bardziej.
   Biorę głęboki wdech na opanowanie emocji, ponieważ jestem o krok, by rzucić mu się na kark i błagać o litość uwolnienia mnie z tej ochoty. Mam wrażenie, że ślina spływa mi z kącików ust, przez odgrywaną fantazję- chłopak podchodzi do mnie i jednym ruchem przekłada przez biurko, podnosi sukienkę w górę, ściąga łososiowe, koronkowe majteczki i zaczyna... - ‘Chryste obudź się babo. Dopiero, co dałaś mu karę za łamagę.’ przywołuję siebie do porządku, zaciągając ręczny hamulec.
– To może sama wybierzesz, co potrzebujesz, a ja w tym czas zajmę się towarem? A jutro razem zabierzemy się za ten ‘Burdel’, choć muszę przyznać, że zacząłem naprawdę zastanawiać nad striptizerkami… – Nie dokańcza, podkreślając swoje zadnie szybkimi ruchami brwi w górę i w dół.  
Czy on może być, choć raz na chwilę poważny?  
– Zatrudnienie profesjonalnych tancerek jest drogie. W dodatku potrzebujesz, stroje, rurki, podest. Drogi interes – stwierdzam po krótkiej kalkulacji.
– Po co zatrudniać? – Wzrusza ramionami. – Mam ciebie.
Walne mu zaraz!

1 753 czyt.
95%223
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1772 słów i 10512 znaków, zaktualizowała 17 sie o 23:29.

3 komentarze

 
  • Gazda

    Gazda · 17 sierpnia

    Bajzel w papierach -  u faceta normalka   ale że Mii chodzi w tej chwili   po głowie? Ja bym tego nie wymyślił. Brawo!!!!

  • szaramyszka

    szaramyszka · 17 sierpnia · 193629807

    Genialne jak zawsze 🙂

  • Margerita

    Margerita · 17 sierpnia

    Łapa w górę no Samuel zacznij wreszcie porządnie prowadzić dokumenty