Zaskakujące Lądowanie rozdział 20

20
Samuel

  
   O-CHESSES-KURWA-JA PIERDOLE!!!  
  Nie dość dziewczyna miała ojca alkoholika, który podnosił rękę to jeszcze ten SKURWIEL... Zaciskam pięści do białych kostek, szczęki aż zgrzytają zębami. Na widok nie paru małych blizn, które widziałem w drewnianym domku, lecz czterech długich pionowych od biustu po biodra i dwie grube poziome od jednego boku do drugiego włącza mi się istny agresor. I choć obiecałem Mii wysłuchania jej w ciszy, tak opanowanie impulsu, aby ją wziąć w ramiona, a zarazem zdemolowania wszystkiego, co mam pod ręką, jest dla mnie niemalże paranormalne. Moja dama ponownie zajmuje miejsce, a ja cierpliwie siedzę z podłączonym w tyłku agregatem i czekam, aż zacznie opowiadać dalej, choć słowa są w tej chwili zbędne.
– Wtedy była druga rocznica naszego chorego związku. Kazał mi ubrać jedno z dessous, które przez przypadek miałeś okazję widzieć. W drodze do piwnicy tam, gdzie zawsze się na mnie mścił, zaczął na mnie krzyczeć, szarpać za włosy. Prosiłam go, błagałam, aby przestał... Najpierw pięść ląduje na mojej twarzy, zaraz po tym na brzuchu i znów twarzy, słyszałam pękające kości nosa, leżałam przy schodach zwinięta w kłębek, podniósł nogę... Kiedy się ocknęłam, wisiałam z potwornym bólem klatki piersiowej z rękoma nad głową przyczepiona do sufitu... – Urywa, po policzkach spływa cała struga łez, jej dłonie nie przypominają nawet wiatraka, tak mocno się trzęsą. Nie mogę więcej na to patrzeć, a tym bardziej słuchać o sadyście zadający dziewczynie potworne cierpienia. Zrywam się na równe nogi podnoszę butelkę Jack’a i chleję prosto z gwintu, który niebiańsko słodko pali w przełyk.
– Nie zapomnę jego słów " Jesteś jak maciora, gotowa do świniobicia..." później zaczął mnie skalpować...  
– SUKINSYN!!! - ryczę, automatycznie z trzymaną w ręku butelkę whisky biorę rozmach, rzucając ją przed siebie, która leci przez całe pomieszczenie – Niech tylko ścierwo dorwie, a pożałuje, że cię tknął! – krzyczę.
BOŻE. Jakie Mia musiała przejść potworne tortury!!! Chwytam się za sierść na głowie.
Jak można być aż takim...
– Skończyło się na trzech złamanych żebrach i nosie. Cztery rany długie cięte w pionie i dwie w poziomie, wstrząs mózgu, trzy i pół tygodnia w śpiączce, a na koronacje siódmy tydzień ciąży, którą usunęłam, bo nie chciałam mieć w sobie... – Zatyka sobie usta, jej śliczna buzia zmieniła kolor na zielony, nachylam się za ladę i biorę pierwszy lepszy pod łapą metalowy pojemnik, podstawiając go w ostatnim momencie pod jej nos.
Teraz jest wszystko jasne! Te reakcje na różne tematy, blokady, sarkazm, negatywne podejście, pisk dzisiejszej nocy. To tłumaczy dosłownie WSZYSTKO!
  Jestem wdzięczny, że ujawniła mi swoją tajemnicę i za to kocham ją jeszcze bardziej, lecz w życiu bym nie przypuszczał, aby ta krucha istotka wypluwająca sobie flaki z gardła przeszła takie katusze.  
   Kiedy skończyła haftować, podaje jej serwetkę, nalewam wody do szkła, a następnie sprzątam wymiociny.
Nie mogąc się pohamować, biorę osłabioną, a zarazem silną kobietę, jaką kiedykolwiek poznałem w ramiona. Sam potrzebuję teraz cielesnego kontaktu. Nogi dziewczyny rozchylają się na tyle, by pozwolić mi ją przytulić całym tułowiem. Mia wtula zapłakaną, bladą twarz w moją pierś.  
– Podziwiam cię za taką siłę – mówię roztargniony, bo jakże też inaczej człowiek może się czuć po takiej torpedzie?
– Potrzebowałam trzy lata, aby wstać na nogi. Liczne wizyty u psychologa, tabletki antydepresyjne, którym zawdzięczam moją figurę i te zasrane sześćdziesiąt osiem kilo. Wstyd, z którym codziennie walczę, jest wykańczający. Te blizny każdego ranka przypominają mi o mojej naiwności i bezradności, ale nie chcę się poddawać, to byłoby za proste, dlatego postanowiłam zacząć nowy rozdział w życiu, wszcząć wszytko od nowa… I wylądowałam tutaj. – Usłyszałem właśnie cichy chichot? – Wiesz jak ciężko patrzeć dziennie w lustro z porównaniem, co widziało się trzy lata temu? Jestem oszpecona przez psychola, który miał satysfakcję z tego, że nikt mnie nie zechce. I w tym wypadku wygrał, bo ja sama czuję do siebie odrazę – dodaje cicho, obejmując mnie w pasie.
– Powiedz mi, że gnida siedzi w pierdlu. – Wymagam lodowatym głosem, na co Mia przytakuje słabo głową.
– Ile? – dociekam.
– Dziesięć.
– Miesięcy? – pytam zszokowany. To będzie przecież śmiechu warte za taki czyn.
– Lat, Samuel. Lat – odpiera cicho. Kamień spada mi z serca, a zarazem dwie rzeczy nie dają mi spokoju.
– Jak trafiłaś do szpitala? – pytam, a tak naprawdę nie wiem, czy chcę to wiedzieć.
– Elias zadzwonił po pogotowie, mówiąc im, że znalazł mnie w tym stanie. Twierdził, iż spadłam ze schodów, a później raniłam się nożem pod wpływem depresji. Dopiero na rozprawie sądowej, kiedy zostały ujawnione akta z obdukcji, wyszło na jaw jego kłamstwo. Według lekarzy żadna osoba, która spadnie ze schodów, mając wstrząs mózgu, nie jest w stanie sięgnąć po nóż, a tym bardziej z trzema złamanymi żebrami, z takich obrażeń i bólu traci się przytomność. Obdukcja wykazała, iż byłam brutalnie pobita z ranami ciętymi przez drugą osobę. – parska sarkastycznie pod nosem. – Jego mina po usłyszeniu zarzutu i wyroku była przepięknym widokiem – dodaje. Nie wiem z jakiej paki, ale na mordzie klei mi się uśmiech. ‘Dobrze gnidzie, niech zdechnie w kiciu’.
Takim patałachom powinno odrąbać ręce razem z jajami, ponieważ dla takich kanalii nie ma ‘przebacz bracie’ dziesięć lat dla tej mendy jest i tak jeszcze za mało.
– Samuel? – szepcze niepewnie. – Robi mnie to złym człowiekiem, gdy życzę mu, aby skonał jak mysz po trutce?  
– W tym wypadku nie jesteś złą osobą i nigdy nie byłaś. Tacy ludzie nie zasługują stąpania po ziemi – wzdycham. – Kielicha? – pytam optymistycznie, żeby rozluźnić napięty w pomieszczeniu klimat. Czas przegonić te czarne chmury i przywołać słoneczko po tym makabrycznym szturmie.
– Danie sobie w czuba brzmi idealnie  – odpowiada moja dama, lecz zanim ją wypuszczam z uścisku, daję jej szybkiego cmoka w skroń. ‘Mój mały dzielny Rysiek.’  
– Co tym razem pańcia chce chlipnąć? – Mia wzrusza ramionami. ‘To było wiadome’.
Z przekręceniem oczu podchodzę do regałów z flaszkami, ściągam z półki Absynt 66, 6 %, wyjmuję z lodówki wodę niegazowaną, z szuflady specjalną łyżeczkę do alkoholu, cukier w kostkach i zapalarę. Jak się wyluzować, to tylko z tym diabelskim trunkiem. Kładę wszystko na ladę przed Mią, która sceptycznie podnosi prawą brew w górę.
– Bez takich mi tu – ostrzegam. Mia jest straszną pesymistką, lecz po tych przejściach, kto by z nas nie był?  
  Omijam bar, siadam na krześle obok Catwoman, kładę łyżeczkę z kostką cukru na jej szklance, chwytam za butelkę zielonego szatana, przechylam ją i patrzę na to jak cukier nasącza się trunkiem. Odstawiam flaszkę, a zapalniczką podpalam kostkę na łyżeczce. Kiedy cukier na tyle przelał się do szklanki razem z Absyntem, dolewam na oko 0,2l zimnej wody.
– Pij – rozkazuję Mii. Ona się patrzy na mnie, jakbym zerkał spod spódnicy.
– No! Hop, hop. Wlewaj do dzióbka – ponaglam. Mia bierze szklankę i łyka zawartość, gdzie od razu nią telepie. He, He.
Robię tę samą czynność tym razem dla mnie. Łykam i również mam tę samą reakcję co Mia. Trzepie jak na przyczepie, a fajnie, jak na kombajnie.  
– Co to było? Daje niezłego czadu – mówi zachwycona, z czego dumnym błyszczę zgryzem.
– To, moja droga Mio… Był trunek Leonarda da Vinci. Teraz już wiesz jak powstała słynna MONA LISA – odpowiadam, wpadając razem w gardłowy śmiech.
Kiedy się uspokoiliśmy, zbieram do kupy całą moją odwagę.  
– Mia, mam jeszcze jedno pytanie. Mogę? – Zaczynam.
– Jo – odpowiada w lepszym humorze. Już zaczyna jej grzać, bardzo dobrze.
– Czemu mówisz o seksie w czasie przeszłym - lubiłam, kiedy... – pytam dyskretnie z obwalonymi ze strachu majtami i obawą pójścia na ZONK-a, ponieważ ten temat z pewnością nie jest dla niej łatwy. Boję się wyobrazić, co mógł z nią robić, w jaki sposób... ‘Pfuj! Przeklinam cię potworze!’
– Chyba to oczywiste. Albo? – Ok, liczyłem na sarkazm, cięty język, ale niezałamany, zrezygnowany cienki głosik. – Nie oszukujmy się. Kto by chciał zaznaczonego śladami wraka, który nawet nie pamięta, co dostał na ostatnią gwiazdkę?  – przyznaje szeptem. ‘JA!’ Wołam w myślach. Biorę jej dłonie w moje.
– Rozumiem cię bardzo dobrze… ale warto wszystko i wszystkich blokować, którzy znajdują się wokół ciebie? Masz nowe szanse. Jesteś młodą, silną, bystrą i gorącą kobietą. Czemu chcesz to zmarnować i dać tej szui radość, że cię wykończył? On tego nie zrobił wręcz przeciwnie, to cię wzmocniło, dlatego korzystaj z życia pełną parą. Jest ON tego wart, żeby sobie odmawiać przyjemności? Absolutnie NIE i uwierz mi słońce, nie wszyscy kolesie są tacy jak twój ojciec czy ex. Oni nie doceniali piękna kryjącego się w kobiecie, a w szczególności w tobie. Osobiście powystrzelałbym takie bydlaki – mówię, patrząc jej głęboko w oczy, by zrozumiała a przede wszystkim mi uwierzyła. ‘Daj się przekonać. PROSZĘ!’ Błagam ją w myślach, lecz ona patrzy na mnie z pustym, bez nadziei wzrokiem. Kuźwa! Nie! Nie!  
NIE!

2 138 czyt.
97%344
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1649 słów i 9703 znaków.

4 komentarze

 
  • AHopeS

    AHopeS · 1 lipca

    Drodzy czytelniku. Ciekawi cię, co będzie dalej???  
    Podbijamy do 30 like lub więcej.  
                Powodzenia.  
    Pozdawiam.
    AHopeS

  • Zakochana5

    Zakochana5 · 1 lipca

    Nareszcie! Niesamowicie to opisałaś

  • Gazda

    Gazda · 1 lipca

    No no, ale sku..... z tej gnidy. Byle dała szansę Samuelowi.

  • Margerita

    Margerita · 1 lipca

    łapka w górę a to sukinsyn z tego Elisa