Zaskakujące Lądowanie rozdział 16

16
Samuel

    Po piętnastominutowej jeździe z dosłownie ryczącym śmiechem dzikim kotem parkuję samochód pod laskiem. Oczywiście, dzwoniąc do przełożonego Mii usprawiedliwiając ją zatruciem pokarmowym nie wypowiedziałem słowa sraczka, który w stówce spełniła swoje zadnie. Wyciągając kluczyki ze stacyjki, odwracam się do mojej Lady.  
– Chodź. Pokażę ci, gdzie można dostać wolnej Baśki. – Zachęcam.
Mia z kiwnięciem głowy przymierza się do otwarcia drzwi.
– Czekaj. – Zatrzymuję ją. To chcę sam dla niej zrobić. W końcu jestem dorosłym facetem, a nie złamasem. Wychodzę z fury, omijam ją, a wraz z otwarciem dla niej drzwi pochylam głowę w dół, podając jej rękę. No, co? Sługa jestem…
– Moja Pani – mówię, jak to w zwyczaju mówi James. Mia wdzięcznie bierze moją dłoń.  
– Dziękuję Panie. – Jej uwodzicielski głos z musza mnie bym podniósł na nią wzrok.  
Puls automatycznie podskakuje, do sto osiemdziesięciu, gdy wspina się na palce i całuje w Policzek. Prąd przebiega przez całe ciało, jest mi gorąco, a serce wali, jakbym wyskoczył z wysokiego wieżowca. Widząc jej niewinną, zarumienioną śmiechem jeszcze twarz, robię się tak twardy, iż mogę wbijać gwoździe prosto w granit. Przełykam ciężko ślinę, opanowując tym narastające podniecenie.
– Za co to było? – pytam, ale i tak mój głos jest gorący.
– Za wszystko? – Z jej ust brzmi to jak pytanie, a nie odpowiedź.
Ok, Chłopie. Opanuj się, Mia to tylko koleżanka. Ona nie wie, że na nią lecisz! Besztam siebie w głowie.
– Drobiazg. – Puszczam oczko z szerokim uśmiechem. – Pomożesz? – pytam, zakrywając ochotę pocałowania jej, a co gorsze, rzuceniem się na nią niczym napalony piętnastolatek.
– Jo – odpowiada z zadowoleniem.  
Wygrzebuję z bagaja przykrytym kocem koszyk.
– Weźmiesz Mecka? – pytam na tyle głośno, by mnie usłyszała.
– Jo. – Otwiera tylne drzwi, wyjmując nasze zamówione żarełko. Z bagażem pod lewym ramieniem podchodzę do Mii wyciągając do niej prawą dłoń, którą ku mojemu zaskoczeniu przyjmuje. Jej ręka jest mała, drobna i cholernie idealnie dopasowana do mojej.
– Takie potrzebne w pracy, hm? – komentuje, wskazując na toboły pod pachą.
– No, co? Miałem zepsuć niespodziankę? – odpieram z zadowoleniem.
– Punkt dla ciebie. - Przyznaje mi rację. – Daleko musimy iść? – dodaje.
– Jakieś dwieście metrów.  
Ruszamy ze splecionymi dłońmi w stronę lasku. Na ścieżce można już zauważyć polanę, ale nie obiekt, do którego chcę porwać moją damę. Będąc na miejscu, Mia puszcza mnie, obraca się pary razy wokół własnej osi, podziwiając krajobraz. Polana nie jest za duża, ale za to pięknie zielona z kwiatami w różnych kolorach. Słychać trajkot ptaków, wiatr kołysze lekko konary drzew, a słońce już z samego rana wypala dziury w skórze. W końcu taka natura lata.
– Miło tutaj – stwierdza moje osobiste słoneczko.
– A my musimy tu. – Wskazuję palcem na górę, gdzie znajduje się mały drewniany domek na drzewie.
– Ohhh – stęka, robiąc się lekko zielona wokół nosa. Od razu dzwony w głowie zaczynają głośniej bić. ‘Ma lęk wysokości?’
– Chyba nie masz cykora? – pytam zaalarmowany. Czyżby mój plan właśnie poszedł w spodnie?  
– W sumie nie, ale nie wygląda na stabilne - mamrocze pod nosem. Uff, całe szczęście nie muszę zabłysnąć brakiem talentu improwizacji.  
– Nie wal w porty. Jak umie utrzymać grupę nastolatków, to nas tym bardziej. – Puszczam z wyszczerzonym zgryzem oczko.  
– Chcę widzieć czy ty do nich nie narobisz, kiedy szczebel pęknie. Zasuwasz pierwszy – mówi pełną powagą. Ach, jak ona umie rozpruć człowieka na kawałki, w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
– Logiczne chyba. Czekaj tu aż powiem ci, kiedy możesz wejść – informuję ją. Mia kiwa raz głową.  
Z tytką Driva w zębach i koszem pod lewym ramieniem, wchodzę po drabinie na górę.  
Na rozciągniętym już kocu wykładam zawartość pojemnika.
– Hej! Szczeniak! Jak długo jeszcze? Ja tu zaczynam zapuszczać korzenie razem z drzewami! – woła z dołu. Na jej teksty nie ma twardziela, który by nie wymiękł. Zadowolony z mojego dzieła odwołuję.
– Możesz wchodzić. – Wychylam się i obserwuje, jak Mia pokonuje pierwsze szczeble. Zatrzymując się w połowie, podnosi głowę do góry.
– Następnym razem zamontuj windę! Najpierw karzesz mi iść dwieście metrów a teraz jeszcze wspinaczka! Zdajesz sobie z tego sprawę, co to znaczy dla moich nóg? – skarży się.
– Nie pękaj mała, wyśmienicie ci to wychodzi – odpowiadam, powstrzymując wybuch śmiechu. Uwielbiam jej humor.
  Po dotarciu na górę, widząc przygotowaną niespodziankę, do oczu napływają jej łzy. Spartoliłem coś? Ze wzrastającym poczuciem winy biorę ją w ramiona.
– Moim planem nie było doprowadzić cię do płaczu, tylko uśmiechu – szepczę do ucha.
– Samuel, jestem tym wzruszona. Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego – odpowiada cichym głosem.  
Jak to możliwe? Przecież to tylko koc, Fastfood, napój i parę, o dziwo niezgniłych owoców, które miałem jeszcze w mieszkaniu na stanie. Wzmacniając uścisk, siadam z nią w taki sposób, bym mógł się oprzeć o ścianę, a Mia wtulić twarz w mój tors, obejmując mnie w pasie.
– To bardzo miłe z twojej strony i doceniam twój wysiłek. Tylko nie wiem, co ty chcesz tym osiągnąć – szepcze.  
– Chcę, żebyś wrzuciła na luz. Uwolniła myśli, złapała tchu. Mogę być twoją osobistą chusteczką, workiem treningowym i poduszką. Ale przede wszystkim chcę, abyś poczuła się swobodnie. – ‘I mnie pokochała’ dodaję w myślach.
Mia wtula się we mnie jeszcze mocniej, a mój puls podskakuje wyżej.
– Czym na niego zasłużyłam? – mamrocze. Nie jestem pewien, ale chyba znów wypowiedziała swoje myśli na głos, więc trzymam dziób na spinacze.  
   Mia leżąca w moich ramionach wręcz idealnie dopasowana jest do mojego ciała, jej ciepło, równomierne bicie serca, które wyczuwam na klatce, ten zapach leśnych owoców, biust przyciśnięty do mojego torsu, powoduje nie tylko nasilającym się z minuty na minutę pragnieniem posmakowania jej ust, świerzbiących paluchów w pogoni pieszczenia nagiej skóry czy zatopienia ich w miękkim mięsie, ale przede wszystkim doprowadza do miażdżenia w gardle jabłka Adama przez kosztującą mnie ogromny wysiłek samokontrolę. Wystarczy, że zajrzę jej w twarz, w piękny kolor szarych oczu, wypełnionych często bólem, płomykami nadziei, a gdy chce dopiec, rozbłyskują się gwiazdki radości i zadowolenia, robi ze mnie miękką faję i nawet gdybym chciał wcielić moje gorące z nią fantazję, tak znam moje nikłe szanse. Dlatego będzie porażką, jeżeli kobieta wyczuje, jaki zaczynam stawiać ogromny namiot poniżej pasa. Mój żołądek zaczyna głośno bulgotać, przerywając upojną dla mnie chwilę.
– Ależ ty wisisz na końcu łańcucha pokarmowego – mówi rozbawiona, schodzi z moich nóg, pozostawiając za sobą pustkę, której nigdy więcej nie chcę doznać.
– Polowanie stada wilków na wołowinę z Mack-a ogłaszam za rozpoczęte – odpowiadam wesoło, a rzeczywistości w duchu padam na kolana i rozpaczliwie krzyczę " Baby, Come back!" z odpowiednią w tle melodią.

2 317 czyt.
92%263
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1293 słów i 7433 znaków, zaktualizowała 30 sie o 17:36.

3 komentarze

 
  • Molik

    Molik · 25 czerwca · 193143529

    Dziękuję 😀 czekałem i się nie zawiodłem , pyszne jak rurki z bitą śmietaną 😃

  • Zakochana5

    Zakochana5 · 24 czerwca

    Mam nadzieję że coś niedługo się wydarzy między tą parą, nie mogę się doczekać

  • Margerita

    Margerita · 24 czerwca

    Samuel widzę bawi się w Mii niewolnika super część łapka w górę