Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 29 - 30

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 29 - 3029
Mia

  
   ‘Trzymajcie mnie!’
Zamykam oczy, parę razy wciągam głęboko powietrze, aby nie wybuchnąć złością. To już druga zrujnowana górna część garderoby w ciągu tygodnia. Pominę już fakt, iż tę kupiłam ekstra na wyjątkowe okazje by móc wyglądać odświętnie, a zarazem elegancko. Mam ją pierwszy raz na sobie, kosztowała mnie więcej niż kozaczki i co teraz z tego mam? Tłustą broszkę wielkości jajka, a wszystko przez dodanie mi Floriańskiej trutki do pysznego jedzenia. Samuel pozbawił mnie w ten spoób nie tylko kosztownego odzienia, ale i apetytu. Otwieram powieki, palcami łowię upuszczony kawałek rybnego fileta. Wrzucam go na talerz, ocieram dłonie w serwetę, naciągam materiał, by zobaczyć wyrządzone szkody. Jeśli wcześniej mówiłam o tłustym punkcie wielkości jajka, tak teraz odświeżam wiadomości dla CNN. Moja kreacja nie tylko posiada jedną ciemną plamę, ale w dodatku dostała czarnej ospy! AAAAAAAAAAAAAA! ‘Uduszę! Odrąbię język, następnie głowę, wycisnę z dyni mózg, posiekam niczym pietruszkę, spalę i utopię resztki popiołu w bagniskach!’ Chcę wstać, aby pójść uratować, co się da, lecz Samuel dociska swoją serwetkę do mojego biustu. Od razu dostaje po łapach i to z taką siłą, iż piecze mnie skóra dłoni, przy okazji częstuję go mroźnym spojrzeniem. Niech wie, że sobie przeskrobał. Podnoszę się i czmycham do kuchni po płyn do mycia naczyń, który jest niezawodny do tego typu plam. Zmykam do toalety, zamykam się i ściągam bluzkę. Stojąc w samym staniku zaczynam procedurę czyszczenia.  
– Prędzej nacieszę się fałszowanym karaoke niż dopuszczę tego zdechlaka do cennego sprzętu. Jeszcze dzięcioł coś zepsuje. Tu proszę bardzo, kolejny dowód tego niewypału stulecia. Po jakie licho Samuel musiał tak zboczyć z tematu? Interesuje mnie to w ogóle, co można zrobić z tą techniką? Nie! Chcę, aby jakiś ogryzek nim manipulował? Podwójne nie! Niech kundlowi nawet przez myśl nie przechodzi, że skuszę się na taką propozycję… Eee… No way! – mamroczę pod nosem. Rozlega się pukanie do drzwi.
– Kotku, mogę wejść? – pyta mnie Samuel. W jego głosie nie słychać ani skruchy, ani wyrzutów sumienia za klęskę mojego odzienia.  
– Bilety na darmowe porno zostały wykupione – odpieram opryskliwie. Po drugiej stronie rozlega się śmiech. Baaa! Jeszcze mu do śmiechu.  
– Świetnie Skarbie. Bilet na darmowe porno…. Logika nie z tej parafii. – Zaczyna szczekać, a ja się chwilę zastanawiam. Pluto ma rację, palnęłam niczym łysy grzywką o róg kuli, ale za nic nie przyznam mu racji. O!
– Bo z niej nie jestem, chłoptaś – kwituję.
– Słychać. A teraz otwórz. Przyniosłem ci sweterek – informuje mnie. W sumie nie wypada siedzieć w gościnie owiniętą w ręcznik, ale wątpię, aby garderoba Lucy na mnie pasowała.  
– Opcja Brithney Spears jest wykluczona. Suszarka lepiej się przyda – mówię, kiedy wypłukuję pianę z materiału pod ciepłą bieżąca wodą. Mam nadzieję, iż tym razem też będzie funkcjonować, inaczej się poryczę.
– Aj, Mia ty moja uparta kozo. Mój sweterek. Jest miękki, ciepły i jeszcze pachnie tym Bruno Banani, który tak uwielbiasz.
OK. dwa razy nie musi mówić. Zakręcam kran, puszczam wszystko, przekręcam klucz, chowam się za drzwi, które otwieram na tyle, aby wyciągnąć dłoń po sweter.
– Przekonałeś – przyznaję, lecz zamiast podać mi okrycie, całą siłą otwiera drzwi kibla, prześlizguje się przez szczelinę z głupkowatym szerokim dziobem. Przekręcam oczami, wyrywam szmatkę z jego uścisku i naciągam przez głowę brązowy materiał, który pachnie perfumami oraz jego wyjątkowym zapachem skóry. Wciągam tę woń głęboko w nozdrza, by się uspokoić oraz zapomnieć na chwilę o tym fiasku.
– Nie wdychaj tyle, bo się naćpasz – drwi ze mnie. Ha, ha bardzo śmieszne. Już dawno jestem od niego uzależniona, czy tego chce czy nie. Dziękuję mu wyciągnięciem języka. Przez dużą różnicę numeracji, tkanina sięga mi po uda, zakrywając pupę. Muszę trzy razy podwinąć rękaw, aby był równy długości kończyny. W podziękowaniu Pluto dostaje szybkiego buziaka i wznawiam ręczne pranie bluzeczki.  
Po niespełna pięciu minutach wracamy do stołu.
– Sis, nigdy nie przepuszczałem, że wpakujesz się w worek kartofli, ale przyznaję, do twarzy ci w nim – odzywa się prowokacyjnie Krasnal. Worek nie worek, ale wygodne i milusie w dotyku. Choć jego uwaga omija mnie bokiem, tak najchętniej odpowiedziałabym:
‘Na twój szpetny ryj nawet naciągnięcie papierowej tytki nie pomoże.’  


30
Julian

– Mia! Przeproś brata! – woła mama. Moja siostra wie, jak zrobić sobie obciach roku, ale żeby wydać z siebie taką kaszanę przy stole Bergerów, jest dla mnie najlepszym ubawem wszechczasów. Sis jest przez krótką chwilę zdezorientowana, lecz szybko powraca do rzeczywistości.
– Wyślij tę wiadomość pod adres Julian Vincent Dosch. Szczaw zaczął – stwierdza bez żadnych większych emocji w głosie, wzruszając przy tym ramionami. Totalnie olewa to, gdzie się znajdujemy. Mia jest prawdziwym mistrzem w dogryzaniu i dlatego też ją kocham. Odkąd zna Samuela bardzo się zmieniła, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nie jest już tą skrytą, kruchą złamaną dziewczyną, lecz silną, niepozwalającą sobie napluć w twarz kobietą. Siora doskonale wie, jak dopiec drugiej osobie jednym zdaniem, wypowiadając na głos to, co myśli, choć czasem naprawdę wolałbym, aby zostawiła to dla siebie. Właśnie ten fenomen robi ją wyjątkowym człowieczkiem. Bo to, co ma powiedzieć trzyma pod zamknięciem, a bzdury lub wredne teksty zawsze wyjdą na światło dziennie w momencie, kiedy nie jest tego świadoma i nikt nie jest przygotowany na taki atak z jej strony.  
Jeżeli chodzi o Brutusa. Od pierwszej rozmowy telefonicznej został moim życiowym bohaterem. Gdyby nie on, to bym konał ze zmartwienia o Mię, a tak przynajmniej mam pewność, iż ktoś nad nią czuwa, kiedy nie ma mnie w pobliżu. Po jedynym związku, który przeżyła, powinienem być ostrożny z facetami w jej otoczeniu. Dlatego Sam nie raz mógł odczuć mój braterski instynkt i wie, co go czeka, jeżeli ją skrzywdzi. Przynajmniej gościu posiada tyle awokado w spodniach, by wyłożyć mi karty na stół. Bierze to wyzwanie bycia z moją siostrą nawet i w kryzysowych chwilach. Wie jak zareagować, co zrobić, a przede wszystkim nie owija w bawełnę. Sam jest wesoły, pomocny i posiada wiedzę.
Rodzice Brutusa również są mega wyluzowani, zabawni, a co najistotniejsze rozumiemy się wszyscy w fantastyczny sposób. Nikt nie musi grać fałszywej roli, by zaimponować drugiemu, każdy jest samym sobą, dlatego nieziemsko ich uwielbiam.
– Mia, nie wypada w gościach posługiwać się takim słownictwem, a tym bardziej obrażać brata. Nie w ten sposób cię wychowałam – upomina ją nasza rodzicielka, naciskając tym czerwony guzik. Jak dotąd obojętna mina Mii zamienia się w głaz, z oczu znika każda jedna istniejąca wesoła iskierka. Patrzy na mamę pustym wzrokiem, a za chwilę spogląda na mnie.  
– Przepraszam cię braciszku za niewłaściwe dobranie słów. Jestem starszą siostrą i nie wypada, abym się w ten sposób do ciebie odnosiła. Nasza mat… – Jeśli recytuje taką tandetę to oznacza, że jest w zawansowanym stadium depresji.
– HEJ! SIS! – wołam, klepiąc płaską dłonią o stół. Na szczęście reaguje i zamyka dziób, lecz dalej znajduje się w tym durnym transie. Walczy z całą przeszłością, wydarzeniami, cierpieniem. Muszę ją z tego uwolnić. Wiem, jak jej ciężko zapanować nad emocjami, w końcu, co roku od lat jest ta sama bajka. Po wczorajszym dziwnym od niej telefonie, mama ze zmartwienia prawie odeszła od zmysłów. Zaalarmowany skontaktowałem się z Brutusem, by dowiedzieć się, w jakim stanie znajduje się Mimi. Każde jedno uspakajające słowo skierowane do mojej siostry, będzie przez jej psychikę odbierane, jako natarcie. Przekształci, lub obudzi same negatywne wspomnienia, doprowadzające do paniki. Będzie sobie ryć dynię. Tego teraz nie potrzebujemy.
Palcem sygnalizuję Samuelowi, by mi pomógł ją stąd zabrać. Ziomek kiwa raz głową. Obaj podnosimy się z miejsca. Brutus szepcze jej coś do ucha, a dziewczyna wstaje niczym zdalnie sterowany robot. Przepraszam starszyznę i wychodzę za zakochaną parą. Mimi musi się wyżyć, a do tego potrzebuję wsparcia, teraz przynajmniej jest nas dwóch.
  Znajdujemy się w starym pokoju Samuela. Nie zwracam uwagi na to, co wisi na ścianach czy też ich kolor. Jestem w pełni skoncentrowany na Mii, która stoi z rękoma założonymi pod biustem, wzrokiem cisnącym błyskawice i buchającą parą z uszu. Jej wierny piesek sterczy obok niej, a ja zajmuję pozycję przy drzwiach na wypadek, gdyby chciała dać nogę, a tak jest w dziewięćdziesięciu ośmiu procentach przypadków.  
– Ooo! Znalazł się braciszek, któremu zadek pęka od łakoci – syczy w moją stronę.
– Twoja prowokacja na mnie nie działa, dobrze o tym wiesz. Otwórz zawór i spuść ciśnienie – Daję jej kontrę.
– Sam się spuść, ulży ci.
– Już dawno to zrobiłem. – Odbijam strzał w jej stronę.
– Widocznie za mało. – Kąsa dalej. Ja mam czas.
– Wystarczająco, aby nie eksplodować w porównaniu do ciebie.
– Już miałam nadzieje, że się ciebie pozbędę – mówi z uniesioną brwią w górę. Trzecie osoby słyszące ten jad w głosie Mimi pomyślałyby, że sis mnie nienawidzi, lub oskarża za bytność, ale tak nie jest. Mia w ten sposób broni się przed zapadnięciem w ciemne rejony. Dlatego ta słowna bitwa ma ją z tego wydobyć. Nie raz padły z jej ust naprawdę niemiłe zdania, dzięki czemu lata temu opracowałem nową strategię, która idealnie funkcjonuje do dzisiejszego dnia.  
– Byłoby za łatwe, nie uważasz? – Chcę wiedzieć.
– Raczej uwalniające.  
– Naciśnij w dyni guzik podświadomości, zejdź z obrotów i się uspokój.  
– Jestem spokojna.
– Przypominasz Cruella Demon ze sto jeden dalmatyńczyków.
– Za to ty Pokemona.
…  



Od Autora

Drogi czytelniku, jak sądzisz?
Uda się Julianowi uspokoić siostrę?
Ps. Jeśli podoba ci się ich słowna draka - do góry łapa ;)
Pozdrawiam AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1769 słów i 10421 znaków, zaktualizowała 17 lip 2020.

4 komentarze

 
  • nanoc

    I wiedziałem że będzie burza, ale dobrze że ma kto łagodzić konflikty, jak zawsze piszesz super i można wczuć się w atmosferę bohaterów.

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo.
    Jaka burza? Cały czas świeci słoneczko :D

  • nanoc

    @AHopeS Taka rodzinna sprzeczka może za mocne słowo burza. Ale poszłoooo  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc  :shushing:

  • AlexAthame

    Bardzo fajnie się czytało.Powinienem od początku, ale widocznie nie było mi pisane.Masz kwiecisty styl wyrażenia odczuć i opisów. :bravo:

  • AHopeS

    @AlexAthame Dziękuję.

  • AlexAthame

    @AHopeS Jak żołnierz na warcie, co granic ojczyzny broni.Ja doliczyłem się tylko 99- ciu tych słów.,  a miałem dobrą ocenę z matmy :yahoo:

  • AHopeS

    @AlexAthame ?

  • shakadap

    Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo

  • Aladyn

    I znowu, z pozoru niewinne wydarzenie, stało się „zapalnikiem” wywołującym w dziewczynie niepotrzebną agresję skierowaną ku najbliższym.
    Na szczęście ma dwóch Aniołów Stróżów, w postaci Samuela i Juliana, którzy z miłością i troską dbają o jej stan psychiczny.

  • AHopeS

    @Aladyn  Dziękuję bardzo. :)