Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 7

– Jesteś już prawie dorosła – powiedziała mama.
– Prawie. Pewnie jeszcze urosnę i przybiorę na wadze.
Moje ciało wyglądało dużo bardziej dojrzale niż kiedy miałam dziewięć lat, ale nie przypominało w pełni kobiety, chociaż z pewnością byłam więcej kobietą niż dziewczynką. Ważyłam czterdzieści pięć kilogramów i miałam sto sześćdziesiąt dwa centymetry wzrostu. Wzrost mamy wynosił sto siedemdziesiąt centymetrów i ważyła prawie sześćdziesiąt kilogramów. Mój tata, którego nigdy nie poznałam, był nawet wyższy od Daniela, bo kiedyś mamusia mi to powiedziała. Według moich obliczeń mogłam być wyższa od mamy nawet o trzy lub pięć centymetrów, a jeżeli chodzi wagę, mogłam być tak ciężka jak ona lub nawet mogłam być od niej cięższa. Podobno można to wyliczyć na podstawie analizy wzrostu i wagi obojga rodziców i dziadków z obu stron. Jednak wypowiedź mamy dotyczyła pewnie nie tylko mojego wyglądu.
Daniel popatrzył na mnie i zapytał.
– Za rok kończysz szkołę średnią i pójdziesz do wyższej. Co będziesz chciała robić w życiu?
(W Ameryce jest inny system nauczania. Pierwsza szkoła trwa do dwunastego roku życia, potem jest średnia do piętnastego, następnie trzy lata collegu, czyli wyższa szkoła, potem studia, jeżeli ktoś chce).
Nie mogłam być na niego zła za to pytanie, zresztą nigdy nie byłam na nikogo zła, to dlaczego miałam być na niego. Wyglądało, że nie rozumiał. Pewnie mama też. Właściwie nie spodziewałam się, że będą w to wierzyć, nawet jak im powiem. Pewne sprawy są poza obrębem zrozumienia i tłumaczenie tego niewiele zmienia.
– Porozmawiamy o tym za rok – postanowiłam skończyć dyskusję.
Wiedziałam, co jest moim przeznaczeniem. Ten ktoś, kto obdarzył mnie tymi zdolnościami, o tym postanowił. Gdybym powiedziała im to teraz, zabrałabym im rok czasu bycia ze mną. Ludzie nie powinni tak postępować. Dzisiaj jest dzisiaj. Nie powinno się myśleć i planować jutra, a co dopiero tego co będzie za rok. Wielu z takich ludzi nie dożywa tego czasu. Ludzie zapominają o jednej rzeczy, że są śmiertelni. Żyją tak jakby, mieli być tu zawsze, a przecież nie są. Z drugiej strony gdyby tylko myśleli, że kiedyś umrą, byłoby to jeszcze gorsze. Ja jednak chciałam oddalić im uświadomienie faktu, że moim przeznaczeniem będzie egzekwowanie sprawiedliwości i to na skalę do tej pory niespotykaną. Oczywiście, że wiedziałam, kto dał mi tę moc. Nie wierzyłam w ufoludki i wiedziałam, że nie jestem efektem jakiegoś tajnego rządowego projektu, więc jedyną istotą, która mi to dała, był Bóg.  
Czy wierzyłam w niego? Trudno zaprzeczyć, ale nie robiłam nic, by wyglądało, że jestem wierząca. Ani mama, ani Daniel o tym nie rozmawiali. Nigdy nie chodziliśmy do kościoła. Myślałam kilka razy, że kiedy wysyłałam te prośby, to kierowałam je właśnie do Niego. Uznałam, że skoro mam to od Niego, a niczego innego mi nie objawia, to będę zachowywać się tak jak do tej pory. Czekać na właściwy czas. Do tej pory dwa razy zareagowałam i w obu wypadkach ktoś prosił się lania. Wiedziałam, że skoro to mam i mam spełnić misję, to będę wiedziała co robić, we właściwym czasie. Nie zamierzam zmarnować dnia z moimi kochanymi osobami. Chciałam dać im cały ten czas, który miałam tylko dla nich.
Sara wysłała mi wiadomość jeszcze z lotniska. Potem następną z lotniska JFK w Nowym Jorku. Następną dzień później. Napisała, że miasto jej się nie podoba i nigdy nie wybaczy tego rodzicom, co zrobili. Było mi smutno, chyba pierwszy raz w życiu. Niestety musiałam czekać na to, co przyniesie przyszłość. Niczego nie planowałam, bo wówczas sama bym złamała swoje zasady.

                                                                     Rok później

Grudzień w Kalifornii jest chłodny, ale nazwać zimą tego nie można. Sara pisała ze mną cały czas, ale nie tak regularnie jak poprzednio. Ja odpisywałam. Oczywiście rozmawiałyśmy też przez telefon. Wspominała mi, między wierszami, że Tom stał się inny, bardziej nerwowy. Wiedziałam, że większe pieniądze niosą większy stres. Znowu nie wiedziałam, skąd to wiem. Przez to wszystko jej mama również stała się bardziej nerwowa i to z kolei popsuło ich wzajemną relację, dotyczącą całej ich trójki.  
– Saro, wytrzymaj jeszcze troszkę. Postaram się coś z tym zrobić.
– Co zrobisz? Twoi rodzice rozmawiali z moim tatą i to nic nie pomogło. Nie lubię Nowego Jorku. Tłumów, korków, upalnego lata i bardzo zimnej zimy. Co z tego, że mamy większe pieniądze jak miłość w naszym domu gaśnie. Stałam się zła, a oni? Jak tak dalej pójdzie, to się rozwiodą. Przeglądam internet. Znajduję odpowiedzi, jakich szukam. Stąd wiem, że jak nie ma miłości, to związek rozwali cokolwiek. Wiesz, że paliłam już trawkę?
– Saro, kochanie. Wytrzymaj jeszcze trochę. Ja jestem twoją przyjaciółką i zrobię co w mojej mocy.
– Xsandu? Powiedziałaś kochanie? Tak tylko powiedziałaś?
– Ja nigdy nie mówię, tak tylko. Znaczysz dla mnie wiele.
Usłyszałam cichy płacz.
– Wybacz, że ostatnio mniej piszę. Nie jestem szczęśliwa. Uwielbiałam z tobą być, rozmawiać, mieć sleep–over. Mam koleżanki i kolegów, ale z nikim nie czuję się nawet w maleńkiej części jak z tobą. Bardzo bym chciała być blisko ciebie.
Powiedziałam, że zrobię co w mojej mocy. Ludzie czasem używają zwrotu, zrobię wszystko, co będę mógł. I nie robią wszystkiego. Czasem nic nie robią, a czasem tylko używają ułamka swojej, małej mocy. Ja nie byłam jak inni ludzie. Wiedziałam, że posiadam ogromną moc i nie zamierzałam zawieść Sary. Chodziło tylko o to, że nie mogłam zrobić czegoś niewłaściwego. Odczułam coś. 
– Saro, kochanie. Coś się zmieni, ale ja nie będę miała tylko czasu dla ciebie. Wiem, że to brzmi źle i nie zrozumiesz. Z drugiej strony wiem, że coś się zmieni na lepsze. Wytrzymaj jeszcze troszkę.
– Jak długo? Teraz ulice udekorowane są świątecznymi lampkami i ludzie się cieszą gwiazdką, a ja czuję się tu taka samotna. Dlaczego tata nie posłuchał Daniela i Arii i tu przyjechał?
– Nie wiem. Ludzie robią błędy. Czasem muszą dojść dna, by to zobaczyć, dlatego nie przeraź się, że może stać się jeszcze coś gorszego w twoim domu. Potem będzie już tylko lepiej.
– O czym mówisz, Xsandu?
– Nie wiem. Wiem, że tak będzie.
– Zbyt długo rozmawiasz – usłyszałam głos pana Toma.
– To już zaczęło ci przeszkadzać, że rozmawiam raz na tydzień z Xsandu? – usłyszałam jej odpowiedź skierowaną do jej ojca.
Jej głos miał wysoki ton i czułam w nim zdenerwowanie. Z pewnością nie była już grzeczną dziewczynką.
– Wybacz Xsandu, muszę kończyć.
Wiedziałam, co musi czuć Sara. Ja przyjęłam to normalnie. Odczuwałam tylko dobre uczucia. Pewnie tak musiało być.

                                                                       Ten dzień

Chciałam coś kupić mamie i Danielowi. Dla Ethana też chciałam kupić drobiazgi. Chodziliśmy po wielkim centrum handlowym. Poprosiłam, bym mogła to zrobić sama. Skoro się kupuje komuś prezent, to nie chce się ujawnić, co to jest. Oni nie za bardzo chcieli się zgodzić, ale w końcu ustąpili. Daniel i mama chyba zapomnieli o moich mocach. Ja nie myślałam o mojej mocy, więc oni pewnie też mogli zapomnieć. Stałam właśnie w małym sklepiku z męską odzieżą, bo chciałam kupić Danielowi koszulę. On ubierał się tak elegancko, a ja chciałam mu kupić kolorową koszulę z drogiej bawełny i jedwabiu. Mamie kupiłam czerwone serduszko z kryształu, a dla Ethana miałam już samochód na baterie, sterowany radiem. Był już prawie sześciolatkiem i nie przypominał mnie zupełnie. Psocił i czasem płakał. Mama i Daniel mieli z nim małe kłopoty. Tylko ze mną był grzeczniejszy. Nie wiem dlaczego. Chyba dlatego, że ja zawsze dotrzymywałam słowa. Kiedy był niegrzeczny i coś powiedziałam, że nie będzie telewizji czy gry, nigdy nie odstępowałam. Mama czy Daniel czasem się łamali i darowywali mu karę. Ja nie robiłam tego emocjonalnie, ale jak coś powiedziałam, to nigdy nie zmieniałam zdania. Najpierw był zły, ale w końcu zrozumiał, że tylko jak będzie przestrzegał tego co mu mówiłam, to coś zyska. Kochałam go i starałam się mu tłumaczyć, że powinien być grzeczny i posłuszny mamie i tacie, tylko dlatego, że go kochają i chcą dla niego dobrze. 

Odczułam to. Podobno psy czują trzęsienie ziemi, ale mimo że Kalifornia leży na bardzo złym podłożu tektonicznym, to nie było trzęsieniem ziemi. Ktoś zrobił zamach. W garażu, piętro niżej wybuchła bomba. Zdołałam tylko odepchnąć jedną panią w zaawansowanej ciąży. W ułamku chwili setki kilogramów betonu pękały jak wafelki. Słyszałam jęki rannych i czułam zabitych. Nie wiedziałam, ilu ich jest. Ja byłam otoczona gruzami, ale nic mi się nie stało. Dwoje ludzi, którzy stali obok mnie, nie żyło. Pierwsza myśl dotyczyła Daniela, mamy i mojego małego brata. Odczułam, że nic im nie jest. Poczułam go. Tym razem bardzo silnie. Nadal jednak nie wiedziałam, kim jest.
< Kim jesteś> wysłałam myśl.
  
< Wybrałem cię>
< Nie będziemy tak rozmawiać. Skoro mnie wybrałeś, wiesz, jaka jestem. Ja pytam, ty odpowiadasz. Ty pytasz ja odpowiadam>
Nagle, w tej samej chwili, znalazłam się gdzieś indziej. Jednocześnie widziałam dziurę w betonie. Świat realny dostrzegałam jakby przez delikatną mgłę. Przede mną stał facet wyglądający na dwadzieścia lat. Sama miałam czternaście, ale wiedziałam, kto może uchodzić z przystojnego, a kto nie. To odczuwałam już od więcej niż pięciu lat. Teraz oczywiście dochodziło coś dodatkowego. Daniel był bardzo przystojny. Był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego znałam, ale był poza skalą, ponieważ był moim tatą i mężem mojej mamy. Ale ten? Brunet o oczach jak lipcowe niebo, tylko o trzy tony ciemniejszych. Twarz miał idealną. Jednodniowy zarost. Ubrany w czarny garnitur, granatową, właściwie fioletową koszulę. Z pewnością z czegoś wyjątkowego. Buty miał czarne i lśniące.
– Dobra, widzę cię. Kim jesteś?
– Wybrałem cię.
– Słuchaj, jeszcze raz to powtórzysz, bez udzielania innych informacji i cię skreślę. Owszem, jesteś przystojny, ale to dla mnie za mało. Wiem, że nie jesteś człowiekiem. Wiem, że jesteś ze mną długo, bo czułam cię wcześniej. Może nie możesz powiedzieć, kim jesteś, tak? – starałam się by końcówka zabrzmiał ciepleji milej.
– Trochę tak.
– Masz jakieś imię? Moje znasz, prawda?
– Oczywiście Xsandu. Mam na imię Abhis.
– Brzmi tajemniczo. Czy od ciebie mam te moce?
– Nie. Od mojego Pana.
– Rozmowny to ty nie jesteś. Co tu robisz?
– Pracuję.
– To znaczy, co robisz? Chyba nie jesteś z ochrony? Co to było?
– Ktoś zdetonował bombę, zginęło piętnaście osób. Od tego czasu umarło na świecie wiele setek ludzi.
– Moi rodzice są bezpieczni, wiem. Wiele ludzi jest rannych. Nie mogę być wydobyta z gruzów bez zadrapania, bo zaczną sie pytania, a nie mam najmniejszego. Nawet nie czułam pyłu w ustach. Nie zależy mi na łapkach w górę na Instagramie ani nie chcę wystąpić w programie, Ameryka ma talent. Chcę uratować tych, co jeszcze żyją, a są ranni, niektórzy śmiertelnie. Mam moc uspokajania, z pewnością mam leczenia.
– Masz. Wybrałem cię, bo się... zakochałem. Nie miałem nigdy nikogo. Chcę byś ze mną była.
– Dlatego że mnie wybrałeś? Wybrać to za mało. Musisz się lepiej postarać. Wiesz, że dedukcja jest moją mocną stroną. Rozumiem, że moc dał mi Bóg, a ty jesteś Śmierć. Dobrze czuję?
– Obawiałem się ci to powiedzieć. Tak, jestem Śmierć.
– Na drugi raz się nie obawiaj. Czy jeszcze czegoś się obawiasz?
– Nie, to raczej wszyscy obawiają się mnie. Chyba wiesz o tym. Co miałaś na myśli, mówiąc, że wybór to za mało. Może się narażę mojemu Panu, ale nie umrzesz. Jestem przystojny i potrafię być miły. Nie chcesz być ze mną?
– Słuchaj Abhisie. Obserwowałeś mnie, więc pewnie i Daniela. Widziałeś, jak zdobywał moje serce?
– To twój ojczym.
– Technicznie i prawnie, ale dla mnie jest ojcem. On zdobywał serce córki, ty powinieneś zdobyć serce kobiety. Nie masz doświadczenia z kobietami, prawda?
– W tym miłosnym sensie, w istocie nie. Chcesz złota, diamenty, suknie?
– Nie bądź głuptasem. Jeżeli chcesz, bym była twoja, muszę cię pokochać. To, co robisz, nie ma dla mnie znaczenia. To jaki jesteś, ma wielkie, właściwie całkowite. Wspomniałeś, że nie umrę i że tym może narazisz się swojemu Panu. To, że żyję, nie jest twoją zasługą, bez urazy. Może tak odebrałeś. W pierwszej chwili nie wiedziałam, teraz wiem. Podobam ci się fizycznie? Dlaczego mnie wybrałeś? Dlatego, że Bóg obdarzył mnie mocą? Oczywiście nie mogę Go zobaczyć i zapytać, dlaczego to zrobił, prawda? To, czemu to zrobił, pewnie mi objawi, kiedy przyjdzie czas. Ja chce wiedzieć, dlaczego mnie wybrałeś.
– Zapytać możesz. Zobaczyć nie możesz. Mogę ci natomiast powiedzieć, dlaczego dał ci moc. Mogę ci powiedzieć, dlaczego mi się podobasz. Fizycznie nie jesteś brzydka.
– Nie jestem brzydka, powiadasz? Nie lubisz moich piegów?
– Są śliczne.
– Oczy?
– Wspaniałe.
– Włosy?
– Przepiękne.
– Czy jest coś w moim ciele, co ci się nie podoba? Wiesz, że nie mam osiemnastu i nawet sobie nie myśl, o tych sprawach. Nie dam ci kosza, tylko dlatego, że powiedziałeś, że jestem niebrzydka. Właściwie doceniam szczerość. Sama sądzę tak o sobie. Są piękniejsze kobiety, na przykład moja mama, ale ona jest zajęta, a ty robisz wrażenie prawego. 
Abhis zdawał się pominąć, co powiedziałam i chyba chciał poprawić swoje niedociągnięcie
– Wszystko masz doskonałe, ale nie wybrałem cię z powodu urody, a co do ostatniej sprawy, nie jestem taki.
– Rozumiem, że masz małe doświadczenie z kobietami, ale zapamiętaj sobie, że nie mówi się dziewczynie, że jest niebrzydka.
– Przepraszam. Jesteś bardzo piękna. Wybacz, że tak powiedziałem. Jesteś piękniejsza od Arii. Jesteś nawet piękniejsza od Ewy.
– Masz na myśli żonę Adama? To, czemu nie powiedziałeś tego od razu?
– Trochę się obawiałem, co pomyślisz, jak to powiem. Myślałem od piętnastu lat, jak przeprowadzę tę rozmowę i mimo to chyba trochę ją schrzaniłem.
– Więcej niż trochę. Dlaczego od piętnastu, mam czternaście?
– Od chwili poczęcia, jest prawie piętnaście. Mogę powiedzieć dokładnie, co do sekundy.
– Słuchaj Abhis. Tam ludzie umierają, a my tu gadamy. Gdzie właściwie jesteśmy?
– To zaświaty. Nie jest to materia, ale również nie jest to świat duchowy. Co do umierania to się nie martw. To moja działka. Twoi rodzice się martwią co z tobą, ale teraz tam nie płynie czas. Możemy tu rozmawiać w twoim odczuciu rok, a tam nawet nie minie ułameczek sekundy.
– Rozumiem. Dlaczego mam moc?
– Będziesz sędzią. Właściwie już jesteś. Byli już tacy w przeszłości. Słyszałaś o Samsonie.
– Dalila go zdradziła Filistynom. Nie postąpiła uczciwie. Czy on ją naprawdę kochał?
– Chyba tak. Ja zabieram dech życia, miłość nie jest moją mocną stroną. Wiesz, nie prosiłem się o tę funkcję.
– A myślisz, że ja się prosiłam o swoją? Dobrze, że mam Daniela i mamusię. Ethana i Sarę. Wiesz kiedy ktoś umrze?
– Zdziwisz się, ale nie. Wiem kiedy mam odebrać dech życia. Dokładnie w tej samej chwili. To sprawa Pana, kto i kiedy. Ludzie sądzą, że ja stoję i czekam, by komuś zabrać duszę. Wasze wierzenia są takie nieprawdziwe. Po pierwsze jestem męski. Po drugie nie mam czasu stać i czekam, po trzecie nie zabieram nikomu duszy. Nie wiem, czy mi się nie oberwie za to, że się w tobie zakochałem, Xsandu.
– Zakochałeś się – uśmiechnęłam się.
Abhis chyba zdobył mały punkt.
– Tak. Nie wiem jak to wyrazić. – zrobił taką niepewną minę.
To chyba musiała być prawda. Kobieta, to czuje. Ja w każdym razie czułam, a to, że nie potrafi tego wyrazić, bardziej przemawiało za tym, że mówi prawdę. Jednak to było dla mnie jeszcze za mało. 
– Słuchaj, podpadłeś trochę na początku, ale wyczuwam, że jesteś uczciwy. Skoro możesz robić te sztuczki z czasem, to jeszcze pogadamy. Nie mówię, ze nie masz szans, ale musisz się więcej postarać. Niestety nie powiem ci jak i co masz robić. Lubię kwiaty, chyba każda kobieta je lubi. Co zrobimy w mojej sprawie? Nie chcę być sławna, że przeżyłam bez zadrapania. Moja dedukcja skłania mnie do twierdzenia, że jestem w tej chwili nieśmiertelna. Rozumiem, że mam niszczyć zło, ale w tej chwili chcę pomóc rannym, w tym zamachu. Uratowałam tę ciężarną kobietę, to wiem.
– To nie ja ci uratowałem życie. Pan cię zabezpieczył. Teraz jesteś jak ja. Nie możesz umrzeć. Przynajmniej na razie. Gdybyś miała zginąć – Abhis zrobił przerwę – nie odebrałbym ci oddechu życia.
– To twoja praca. Miałbyś kłopoty. – zdziwiłam się nieco.
– Pewnie tak. Wiem, że to trochę egoistyczne, ale skoro prawdziwie zakochany człowiek robi różne rzeczy dla wybranki swojego serca, to sądzę, że Pan by zrozumiał. Nie wiem tylko, czy by zaakceptował. Ty to zrozumiesz, bo jesteś do mnie podobna. Czasem mam zabrać dech życia matce, a ona ma trójkę dzieci, a one nie mają ojca. Czasem muszę odebrać życie dziecku. Nie mogę mieć odczuć, w tym sensie, bo bym nie mógł pracować. A nie mogę ich nie mieć.
– Pogadamy o tym później. Masz jakieś pomysły odnośnie mojego pytania?
– Wiem, co powiesz, kiedy nie dam ci żadnej odpowiedzi. Pamiętam twoją rewelacyjną rozmowę z Danielem. To było niezłe. Nie mogę dać mojej mamy facetowi, który nie zna odpowiedzi na proste pytania. Do tej pory to pamiętam. Proponuję przenieść cię w inne miejsce.
– Dobrze, a jak ktoś mnie zapamiętał?
– Niestety ci dwoje już są po drugiej stronie, inni cię nie pamiętają.
– A ta kobieta w ciąży? Matka, w tym wypadku przyszła, nie zapomni.
– Porozmawiasz z nią.
– Dobrze. Zdobyłeś jeden punkt.
Przystojniak się uśmiechnął.
– A ile potrzebuję tych punktów, by zdobyć twoje serce?
– Dużo. Dobra, przeprowadź mnie na stronę życia. Mówisz, że ci, co są ranni, nie umrą?
– Nie wiem. To dłuższa rozmowa, by ci to wytłumaczyć, ja nie decyduję.
– Ale, że się zakochałeś, to nie było w ramach pracy?
– Nie. Jesteś... wyjątkowa. Nie chodzi o twoja moc. Jest coś w tobie... Nie umiem wytłumaczyć. Pewnie znowu starciem punkty.
Nie był człowiekiem, w tym wypadku mężczyzną, ale zachował się dokładnie jak facet. Zwykle oni, kiedy zdobywają uznanie, są przekonani, że je tracą. Głuptas. Podeszłam do niego i dotknęłam mu policzka.
– Wręcz przeciwnie. Zdobyłeś kolejny. Skoro dotknęłam twojego policzka i nic się nie stało, to może podamy sobie dłonie? Na przywitanie i na zgodę.
– Mówiłaś... znaczy, zrozumiałem, że ma być bez żadnej fizyczności.
– Och, Abhis. Nie wiem, jakie masz możliwości techniczne, ale popatrz sobie w przeszłość, jak Daniel zdobywał moje serce. On mnie dotykał i dotyka. Ważne jak i gdzie.
– Będę chyba potrzebował pomocy.
– Pogadaj z Danielem.
– Nie mogę. Ja rozmawiam czasem tylko chwilkę z tymi... co wiesz...
– To nie rób tego. Mam nadzieję, że będą żyć długo i szczęśliwie. Rozumiem, że to nie twoja decyzja, bo ty tylko odbierasz duszę, ale wówczas byś miał nikłe szanse, gdyby im się coś stało. Przynajmniej tak myślę teraz.
– Xsandu ja nie zabieram duszy. Odbieram dech życia. Człowiek jest duszą. Wasze przekazy są fałszywe. W waszych wierzeniach panuje straszny bałagan. Ja nie decyduję, kto umrze, a kto nie, ani kiedy to się stanie. Byłem zdecydowany nie zabierać twojego dechu życia, ale wiedziałem, że Pan cię zabezpieczył. Zrobiłem coś...
Poczułam, że to ważne. Mówił, że się niczego nie obawia, ale chyba nie było do końca to prawdą.  
– Co zrobiłeś? – zapytałam cicho.
Stałam bardzo blisko jego postaci. Kto powiedział, że śmierć jest zimna? Był taki cudownie ciepły i ... zniewalający. 

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 3631 słów i 20527 znaków, zaktualizował 17 kwi o 9:23.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AlexAthame

    @Erol Dziękuję. Nie wiem co decyduje o tym czy część jest w poczekalni. Prawdopodobnie ilość łapek i komentarzy.Jak widzisz opowiadanko jest słodkie, ale poruszać będzie bardzo trudne tematy. To już trzecie moje opowiadanko, w którym Śmierć jest ważną postacią.

  • Erol

    Dobrze się czyta  
    Dziwne, że jeszcze jest w poczekalni tyle części