Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 12

– Azazel to moja funkcja, anioł śmierci, lecz mam na imię Abhis. On nie ma imienia kończącego się na el, bo jest pierwszym stworzeniem duchowym. Ja nie mam, bo jestem ostatnim. Zostałem stworzony, bo powstał grzech. Z powodu grzechu powstała śmierć. Śmierć jest sytuacją. Śmierć zniknie kiedy On zniknie.
– A ty nie zostaniesz zniszczony?
– Moja funkcja tak, bo już nie będę potrzebny, bo nikt nie będzie umierał. Z tego co wiem, on sam się spali własnym ogniem. Ze złości, że przegrał. Dlaczego zgodziłaś się, by cię podrywał?
– Wypraszam sobie. Co ma zrobić, to wykazać się, że jest mnie godzien. On chyba kopiuje ciebie, chyba że się mylę i naprawdę mnie pokochał, ale nie chcę o tym mówić, szczególnie z tobą. Obiecał być uczciwy. I będzie, bo wie, że jak coś złamie ze swoich słów, to koniec. Abhisie posłuchaj. Gdyby on przybył pierwszy, dałabym tobie identyczną szansę. Jesteś w lepszej pozycji, co nie znaczy, że już wygrałeś.
Nie byłam z nim zupełnie szczera. Nie bawiłam się ani nim, ani tym bardziej Lucyferem, ale Abhis był już w moim sercu a Lucyfyr nie miał raczej szans, by zdobyć mnie, właśnie z tego powodu, chociaż czułam, że coś zrobię, czego sama może będę żałowała. Wszytko to odczułam w ułamku sekundy. Żałowanie czegokolwiek w moim pojęciu było zgoła czymś innym niż u każdej ludzkiej istoty, ale wówczas jeszcze tego nie wiedziałam.  Czułam to gdzieś głęboko, że czegoś brakuje Lucyferowi, ale moja natura chciała mu dać szansę i jeszcze w tej chwili, kiedy rozmawiałam z Abhisem, nie wiedziałam dokładnie co zrobię. Chciałam być uczciwa. Trzeba dawać drugą szansę. Nie liczyłam, że Lucek się zmieni, ale cuda się zdarzają. Biedny Abhis. Nie byłam z nim zupełnie szczera. Nie postępowałam jak Aria ani jak Daniel. Byłam sobą. Może w tym wszystkim ukryto i dla mnie sprawdzian?  
– Idę zmniejszyć populację zła – szepnęłam i delikatnie dotknęłam jego policzka. 
Jak to robił, że miał zawsze dwudniowy zarost? Lucyfer zawsze wyglądał jakby przed chwilą sie golił.
Zdecydowałam się odezwać do Dawcy mojego daru. Podobno ludzie modlą się i czasem otrzymują odpowiedzi. Ja nigdy nie próbowałam. Tak naprawdę nie miałam przekonania ani na tak, ani na nie, ale w momencie jak stanęłam przed faktem, że jestem inna, nie mogłam mieć wątpliwości co do istnienia Stwórcy. Oczywiście nie wiedziałam, dlaczego to dostałam. Miałam nadzieję, że nie otrzymam odpowiedzi kiedy o to zapytam, jak od Abhisa, że Pan Stworzenia mnie wybrał. Byłam młodą osobą, lecz w tej sytuacji i do tej istoty miałam respekt. Nie zamierzałam być pyskata i powiedzieć Bogu, że wybór to za mało, to wiedziałam od razu. Zresztą do Abhisa też miałam respekt, tylko natura jego nastawienia do mnie skłoniła mnie do takiej odpowiedzi. Właściwe w każdym miejscu i w każdym z dwóch światów, w których już byłam, mogłam pytać Boga. Nie zamierzałam z tym czekać i zadałam pytanie.
– Panie, czemu dałeś mi to i co mam z tym darem zrobić? 
Odpowiedź otrzymałam szybciej, niż przypuszczałam. Kiedy zadałam pytanie, wiedziałam, że otrzymam odpowiedź, tylko nie sądziłam, że stanie się to tak szybko, a właściwie natychmiast.
– Nie odpowiem ci jak mój sługa Abhis, bo nie chcę, byś naraziła się na mój gniew. Chociaż wiem, że postanowiłaś przed chwilą w swoim sercu tak mi nie odpowiadać z powodu szacunku do mnie. Ludzie czasem sądzą, że obdarza innych ludzi darami, bo tak chcę. Jest dokładnie odwrotnie. To oni czegoś pragną i jeżeli swoim postępowaniem wykażą się odpowiednimi cechami, to im to daję. Kiedyś może zrozumiesz, o czym teraz mówię. Byłaś dobrym i posłusznym dzieckiem. Jedyne co miało dla ciebie znaczenie, to dobro twojej mamy. Jesteś stanowcza i rozsądna. Nie unosisz się gniewem ani pychą. Jesteś bardzo sprawiedliwa w swoim sercu, w ludzkim zrozumieniu. Nie pamiętasz, ale chciałaś wprowadzić dobro zanim skończyłaś siedem lat. Masz szanse się wykazać. Nie zrobiłaś krzywdy tym młodym ludziom i oszczędziłaś Franka, chociaż czułaś, że zrobił już coś złego. Dzięki twoim decyzjom oni poprawili się znacznie. Jednak nie wszyscy chcą się poprawić. Niektórzy, kiedy wejdą na złą drogę, nic poza śmiercią ich nie powstrzyma. Dam ci wgląd w życie kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy popełnili czyny złe i nie chcą się zmienić. Ocenisz ich i zrobisz, co zechcesz. 
Przyjęłam to bez zbędnych pytań, ale chciałam się upewnić co do jednej sprawy. Nikt nie powinien wchodzić w interakcje z diabłem, o ile chce być po Bożej stronie, a ja to zrobiłam.
– Panie, czy Ty nie jesteś zły, że rozmawiam z Lucyferem? Chcę mu dać szansę, chociaż nie bardzo widzę, by coś uzyskał.
– Jesteś człowiekiem, chociaż teraz wyjątkowym. Nie mogłaś wiedzieć, że anioł nie jest jak człowiek, który ma wybór. Aniołowie wiedzą wszystko, co wiedzieć powinien i ich decyzje są nieodwracalne. Z tego wynika, że konsekwencje tych decyzji są również nieodwracalne. Lucyferow brakuje jednej cechy, którą utracił w momencie kiedy odwrócił się ode mnie. Kiedy odkryjesz to, będziesz wiedziała.
– Dobrze, więc. Uczynię wszystko według mojego zrozumienia. Dziękuję ci za Daniela i Ethana. Wiesz, Panie, że za mamusię jestem ci wdzięczna od początku. W prawdzie byłam wdzięczna od razu, tylko nie wiedziałam, że Ty jesteś tą osobą, której powinnam dziękować. Proszę, powstrzymaj Sarę od zrobienia czegoś złego. Powstrzymaj też jej rodziców od tego samego.
– Xsandu, ja nie mogę tego zrobić. Czasami daję wyraźne znaki, ale nigdy nie powstrzymuje. Nie mogę dać wolności wyboru i jednocześnie ją odbierać. Z daniem wyboru dla ludzi nie było, tak jak sądzi większość ludzi. Ty natomiast możesz coś uczynić, ale w odpowiedni sposób.
– Dziękuję. Co będzie z nami? Znaczy Abhisem i mną?
– Nie mogę odbierać ci daru przeżywania życia. Działaj i żyj. Bądź ostrożna i rozważna. Nie wiesz, kim jest Lucyfer i uważaj.
Wiedziałam, że odszedł, w sensie, że dalej już nie będzie do mnie mówił w tej chwili. Sama chciałam? Nie mogłam znaleźć tego w pamięci, ale w prawdzie tak czułam zawsze, że chciałam poprawić ten świat. W ułamku chwili dostałam wiedzę dotyczącą tych wszystkich złych ludzi. Gdybym miała emocje, pewnie by mnie to zabiło. Pomyślałam, albo lepiej odczułam, jak musi się czuć Bóg, który odczuwa cierpienie swojego stworzenia. Ludzie są tacy niesprawiedliwi. Przynajmniej wielu. Oskarżają Boga o to co jest winą innych ludzi. To ludzie są winni cierpienia innych ludzi i mniejszych stworzeń, a oskarżają o to Boga. Wiedzą, że dał im prawo wyboru, a są źli, że On nie powstrzymuje zła, które sami wybrali. Pewnie gdyby to robił, także by mu coś zarzucali.  
Nie chciałam tego odczuwać dłużej. Mój umysł czy jestestwo oceniło w mniej niż ułamku sekundy, czy ci z listy są winni i co powinnam zrobić
Nie byłam pewna czy Abhis poodbierał moim ofiarom dech życia, czy nie. W każdym razie w ciągu godziny zabiłam więcej niż siedemnaście tysięcy bardzo złych ludzi. Opanowałam całkowicie czas i przestrzeń. Nie robiłam im krzywdy, nie powodowałam cierpienia. Padali bez życia. Nie moją sprawą było dbanie o wynik sekcji ich zwłok. Nie dotykałam polityków, bo to spowodowałoby globalne zmiany. Zabijałam przestępców, handlarzy narkotykowych, gwałcicieli, zabójców, ciemiężycieli własnych dzieci czy żon. Zabiłam kilkaset kobiet, bo nie tylko mężczyźni byli winni. Wszyscy oni już mieli na swoim sumieniu ofiary i właśnie planowali zabić następne. To stało się bardzo szybko i jednocześnie długo, bo z każdym indywidualnie rozmawiałam. To miało coś z psychoanalizy. Stawiałam ich przed faktem tego co zrobili i co teraz mieli zrobić. Oczywiście nie wiedzieli, kim jestem. Niektórzy sądzili, że jestem ich sumieniem, inni myśleli, że jestem bogiem jeszcze inni, że śmiercią. Tylko dwa tysiące pięćset dwadzieścia trzy osoby zmieniły zamiar. Reszta, siedemnaście tysięcy dwieście trzydzieści sześć, nie. Gdybym ich nie zabiła, zginęłoby więcej niż trzydzieści tysięcy ludzi, bo nie każdy z nich miał zabić tylko jedno dziecko, kobietę, dorosłego człowieka czy starca. Kilku z nich katowało zwierzęta. Kiedy to zrobiłam, zrozumiałam, że to kropla w morzu. Prawie zaraz po tym znalazłam się w jasnym miejscu. Wiedziałam, że nie mogę zobaczyć Stwórcy, natomiast miałam pewność, że będzie ze mną rozmawiała ponownie. Oczywiście od razu wiedziałam, że jestem w trzecim niebie, ale w bardzo specjalnym jego miejscu.
– Panie zrobiłam to, ale to kropla w morzu. Ziemia jest pełna zła. A to zło ma różne poziomy. Dlaczego ludzie są tacy? Dlaczego czynią zło, zamiast dobra? Dlaczego kłamią, zamiast mówić prawdę? Dlaczego zabierają, zamiast dawać? To straszne czuć to przez ułamek chwili. Jak bardzo musi to dotykać Twoje serce, skoro dajesz im wszystko, co najlepsze a oni odpłacają ci złem i czujesz to cały czas? Dlaczego? Wiem, że nie zawsze winny jest Lucyfer.
– Rozumiesz to i odczuwasz odpowiednio. Nie pomyliłem się co do Ciebie. Czy chcesz dalej to mieć i usuwać zło?
– Proszę, nie w tej skali. Tak naprawdę pozostałyby jednostki... Czy Ty obdarowałeś mnie na tę chwilę Swoim poczuciem sprawiedliwości?
– Tak, Xsandu. Dlatego na początku zabiłem baranka, by widzieć całe stworzenie przez mojego Syna. Rozmawiasz ze mną i również rozmawiasz z Nim. Nie możesz tego pojąć swoimi zmysłami w tej chwili, ale to ci nie przeszkadza, prawda? Mogłem zrobić tylko tak, dałem ci to odczuć i teraz to wiesz. Inni wybrani jak Daniel, ale nie twój tata, Józef czy nawet Mojżesz widzieli to częściowo, a tylko wierzyli w to, że mam rację. Tobie dałem to zobaczyć i odczuć w pełni. Kiedy zadasz odpowiednie pytanie, odpowiem Ci.
– Panie. Wybacz moją prośbę. Chciałabym żyć jak wszyscy. Chciałbym... o ile on by chciał.
– Nigdy nie odbieram darów, które daję. Żyj i rób, co uważasz za słuszne. Nawet nie wiesz, co miałaś przez godzinę, ale wiedziałem, że mnie nie zawiedziesz. Może kiedyś zrobię to, co już zrobiłem, ale w całkiem innym sensie. Mówię ci tak byś, nie wiedziała, czy to zrobię, czy nie, ja oczywiście to wiem. Tego nie wytrzymałby żaden anioł. Oni wiedzą, co powinni, ale nie wiedzą wszystkiego.  
Znalazłam się w swoim łóżku. Czyżbym śniła? Najpierw rozmowę z Lucyferem, potem Abhisem, a potem z samym Stwórcą. Nie, to nie był sen. 
Pan dał mi odkryć prawdę. Nie mogłam z tym żyć jako człowiek i pewnie przez ten czas, w bezczasie, nie byłam zwykłym człowiekiem, chociaż i tak nie byłam zwykłym. Zrozumiałam tylko jedno. Żeby zrozumieć Boga trzeba nim być. Nie miałam żadnych wątpliwości, że wszystko, co zrobił, robi i zrobi, jest doskonałe. Naprawdę bardziej cieszyłam się ze mama jest szczęśliwa, że mamy Daniela, ja miałam go jako ojca, a mama jako męża, niż z powodu tego, że miałam moc. Czy nadal ją miałam? Nie chciałam sprawdzać. To było zbyt cenne, bym traktowała to lekko. Zresztą nie musiałam sprawdzać, skoro powiedział, że nigdy nie odbiera darów, musialam to mieć. Co było interesujące nie czułam się inaczej. Czyżbym to miała zanim odmówiłam zjedzenia szpinaku? Byc może. Popatrzyłam na swoje ciało. Gdzie podział się mój awatar? Chyba wtapiał się we mnie, kiedy wracałam do materii. Miałam nadal ciało czternastolatki. Czyli tak będę wyglądać za lat sześć, jaką widziałam się w zaświatach? Będę postawną kobietą, przypominającą budową mamę. Mogłam to jej powiedzieć, w końcu czasem córka trochę przypomina mamę. Z pewnością miałam coś z ojca, Billa. Nie zamierzałam go szukać, chociaż mogłam. Po co miałam go zobaczyć? Żeby mu powiedzieć, że zrobił coś złego? Co innego, gdyby on przyszedł do mnie. Gdyby uznał swój błąd i zło, jakie uczynił, wybaczyłabym. I tak wybaczyłam, ale gdyby przyszedł do mnie, chociaż raz, tamto wybaczenie miałoby inny wymiar. Mama? Tego nie wiedziałam. Daniel osuszył jej wszystkie łzy i napełnił jej serce radością i miłością. Cieszyłam się, że ich mam. Myślałam, że być może kiedyś, będzie jakaś rysa w ich życiu, ale wiedziałam, że będą wiedzieli jak z tym zawalczyć i zwyciężyć. Daniel bez przerwy pamiętał, co ma. Bo wciąż oficjalnie dbał o mnie i ja chciałam tego, by być pod jego opieką. Wszystko było idealnie, poza jednym. Zaufałam komuś, komu nie powinnam ufać, że dotrzyma słowa. Zrobiłam to, ale inaczej nie mogłam.  
Czy dużo czasu minęło od czasu mojej ostatniej rozmowy z rodzicami? Zorientowałam się, że niewiele. Działałam w bezczasie. Znalazłam się w tej samej chwili, w której ich zostawiłam.
– Zmieniłaś zdanie, Xsandu? – zapytał.
– O czym mówisz tatusiu?
– Oznajmiłaś, że nie masz czasu na naukę i zostawiasz awatara. I nigdzie nie poszłaś.
Teraz zrozumiałam.  
– Och, zrobiłam wiele. Dostrzeżecie to w wiadomościach. Wielu bardzo złych ludzi straciło życie. Bardzo wielu. Jednak po rozmowie z Bogiem będzie inaczej. Chcę być normalną dziewczynką.
– Jesteś normalną dziewczynką, Xsandu – odrzekł Daniel.
Spojrzałam na niego inaczej niż do tej pory. Potrzebowałam jego ochrony. Przynajmniej tak czułam. Musiałam spytać mamy, aby się lepiej upewnić.
– Mamusiu, a ty jak czujesz?
– Skarbie, oczywiście, że Daniel ma rację. Jesteś zupełnie normalną, mądrą i dzielną dziewczynką. Tyle dla mnie zrobiłaś.
– Dla nas – poprawił ją Daniel.
Spojrzała na niego i wzięła jego dłoń w swoją.
– Tak, wiem, że tak czujesz. Xsandu zrobiła wiele dla nas. – przytulili się do siebie.
– Czyli co, Xsndu, jedziemy do szkoły? Niewiele dni zostało do gwiazdki.
Spojrzałam na mamę.
– Mamusiu, zadzwoń do pani Tracy. Porozmawiaj z nią. Czy Sara mogłaby do nas przylecieć? Mamy duży dom. Pobędzie z nami do Świąt i Nowego Roku. Po drodze porozmawiam z Danielem, żeby porozmawiał z Tomem.
Daniel tylko krótko na mnie zerknął.
– Możemy zapytać. Czasem nie można nic zrobić, żeby coś poprawić.
– Czasem trzeba coś zrobić, bo potem się żałuje całe życie, że się nic nie zrobiło. Sara to mocno przeżywa. Chciałabym, żeby tu wrócili. Pogodzili się i byli jak kiedyś. Jedziemy tatusiu, bo się spóźnimy.
Przytuliłam mamę, a potem ona pocałował swojego męża w policzek. Czułam, że chciałby inaczej. Te sprawy jak złodziej wkradały się w moje życie. Dlatego od razu pomyślałam o Abhisie. Czy mógłby stać się normalnym człowiekiem? Wówczas miałabym normalnego chłopaka. Dziwne, prawd?. Ludzie pragną super moce, a jak je mają, chcą normalności. Zrozumiałam to w sekundę. To nie miało znaczenia. Ważne jest, by być autentycznym, postępować szczerze, być dobrym, mieć wybaczenie. Reszta i tak nie zależała od nas. Założyłam kurtkę i weszliśmy do garażu. Tym razem Daniel wziął czerwone Silverado mamy.
Po chwili prowadził.
– Co miałbym powiedzieć Tomowi? Znamy się, ale nigdy nie zostaliśmy przyjaciółmi. On nie za bardzo tego chciał.
– A ty?
– Robiłem starania.
Przypomniałam sobie naszą pierwszą poważną rozmowę, jaką przeprowadziłam z Danielem.  
– Widocznie starania nie zawsze wystarczają. Nasz wybór to nie wszystko. Czasem to za mało.
– Tak. Jednak porozmawiam z nim. Po prostu mu powiem, co sam czuję. Wiesz Xsandu? Rozumiem się z twoją mamą bardzo dobrze, czasem nie musimy się wcale komunikować. Z tobą mam podobnie. Chyba cię doskonale rozumiem, a ty mnie, prawda?
Kiedy to powiedział, poczułam pragnienie zdradzenia mu mojej najskrytszej tajemnicy. Wiedziałam, że mogę to powiedzieć, ale zanim to zrobiłam, chciałam dokończyć swoją myśl.
– Powiedz mu jak kochający ojciec. Jeżeli jest w nim miłość, to zacznie ona wzrastać do odpowiedniego poziomu. Co mu po pieniądzach gdyby straci żonę i córkę. Dureń.
Spojrzał na mnie szybko. Zmieniłam się na twarzy. Chyba pierwszy raz dałam się ponieść chwilowej emocji.
– Przepraszam, nie powinnam tak powiedzieć.
Uśmiechnął się miło.
– Gdybym ja w czymś zawalił, też byś tak pomyślała?
Dotknęłam jego dłoń.
– Ty jesteś inny tatku. Dla ciebie my jesteśmy wszystkim. I wiesz o tym, że ty jesteś dla nas wszystkim.
Spojrzał na mnie szybko.
– Jesteś wyjątkową Xsandu. Trudno cię nie kochać. Każde dziecko potrzebuje najbardziej miłości rodziców. Kiedy ją dostanie w odpowiedniej ilości i jakości, jest pełne i gotowe na relację i może wówczas stawać naprzeciw życiowym trudnościom. Myślę, że gdyby ludzie się starali o tym pamiętać, byłoby mniej łez na tym świecie.
Wysłuchałam go i przyznałam mu rację, przynajmniej końcowej wypowiedzi. Nie sądziłam, że jestem wyjątkowa. Mieliśmy jeszcze dziesięć minut do szkoły. Czy na pewno chciałam mu to powiedzieć? Musiałam.  
– Chcę ci coś powiedzieć. To będzie bardzo zaskakujące dla ciebie, proszę nie bądź zły na mnie.
– Nie mogę wyobrazić sobie, że mógłbym.
To było jakieś dwa lata temu. Miałam wówczas myśl, żeby cię pocałować w usta. Nie tak jak mama oczywiście...
Spojrzał na mnie, ale nie tak jak myślałam. Nie był zły.
– Wiem, wyczułem. Modliłem się w duchu, byś tego nie zrobiła.
– Wiedziałeś? Wyczułeś?
Czułam, że chciał coś jeszcze dodać, ale w ostaniej chwili zrezygnował. Nie musiał się o to modlić,gdybym to zrobiła może byłby zaskoczony, ale nie sadziłam, że to byłoby jakieś straszne przestępstwo. Zostawiłam te odczucie i pozwoliłam mu kontynuować  swoją wypowiedź.
– Tak. Czasem nie w pełni kontrolujemy swoje ciało. Dziecko jest ciekawe. Chce wyrazić uczucia. Wszystko się miesza. Skoro to powiedziałaś to i ja ci coś powiem. Nie wiem, czy zauważyłaś, że kiedy cię przytulam, robię to w bardzo wyważony sposób. Zawsze o tym pamiętałem.
– Wiem – powiedziałam pewnie – też to czułam.
– To chyba dlatego tak odczuwamy, bo obydwoje bardzo się wzajemnie kochamy. Nie wierzyłem, że jestem w stanie tak cię kochać. Nie dlatego, że mam Arie dzięki tobie, być może ona i tak by zrobiła coś w tym kierunku, bo wiedziała, że ja tego nie zrobię. Masz coś w sobie takiego magicznego. Aria nieraz mówiła o tobie w taki sposób, jaki matka raczej nie mówi o dziecku. Kiedy kochała cię najbardziej, jak mogła, ty robiłaś coś małego, czasem uśmiechałaś się, mówiłaś coś i ona potem wpadała w otchłań miłości. Głębiej i głębiej. Kiedy mówiła to, uświadamiałem sobie, jakie szczęście mnie spotkało. Wiesz, że zakochałem się w twojej mamie od pierwszej chwili? I w tym momencie poczułem, że nie ma jednego serca, tylko dwa. Nie musiałem pytać o ciebie.  
– Teraz mamy po trzy – uśmiechnęłam się do niego.
– Cztery – poprawił mnie.
– No tak. W najmniejszym stopniu nie możemy zapomnieć o Ethanie. – uzupełniłam.
– Powiedziałem, że nie będę kochał swojego dziecka więcej niż ciebie, ale też nie mogę kochać go mniej.
– Wiem. To takie naturalne. Jak oddech, jak woda. Czemu ludzie to komplikują? Kłamstwem, pieniędzmi czy chwilowym oczarowaniem. Miłość jest czymś wiekszym niż wszystko. Czy dostrzegasz czasem inne kobiety?
– Spojrzał na mnie poważnie.
– Ne wiem, czy uwierzysz. Tak. Dostrzegam je jak siostry. Nigdy inaczej. Zanim poznałem twoją mamę, też na nie tak patrzyłem, bo nie miałem pewności czy nie są kogoś dziewczynami, czy żonami. Z Arią było inaczej. Zanim ją poznałem, ktoś mi polecił jej numer. Już kiedy zadzwoniłem do niej po raz pierwszy, poczułem coś.
– A czułeś mnie już wtedy?
– Wybacz, ale nie pamiętam. Z pewnościa kiedy przyszedłem do was, odczułem.
– Lucyfer jest nieco przystojniejszy niż ty, ale nikogo bym na ciebie nie zamieniła. Jestem taka szczęśliwa, że zostałeś moim tatą.
– A ja, że zostałaś moją córką.  
Na szczęście chyba nie usłyszał nic o Lucyferze. 
Zastanowiłam się, czemu to powiedziałam. W klasyfikacji urody, jako czystego piękna, nie było chyba piękniejszej istoty niż Lucyfer. Dla mnie to miało marginesowe znaczenie, tylko w takim razie po co to powiedziałam?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 3674 słów i 20639 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto