Wciąż chcę z tobą być - Rozdział 3

Czas stoi w miejscu. Dosłownie. Patrzę na Adę, całkowicie zapominając o mruganiu.  
– Co?
Widzę poczucie winy wymalowane na jej twarzy. Wykręca sobie dłonie, ciężko wzdychając.  
– Chcę, żeby Wiki została moją świadkową – powtarza.
– Słyszałem – prycham. – Ale chyba nie rozumiem… Masz z nią kontakt?
Zerka w stronę Błażeja, który wzrusza ramionami.
– Nie pomogę ci. Sama zaczęłaś temat, więc teraz się tłumacz.  
Dziewczyna wypuszcza głośno powietrze z płuc.  
– Odezwała się do mnie, więc…
Milknie, widząc moją niezadowoloną minę.  
Czuję się tak, jakbym oberwał pięścią brzuch. To niemożliwe.
– Pięknie.
– Aleks…
– Czego jeszcze nie wiem?  
– To nie tak…
– A jak, Ada? – podnoszę głos. – Myślałem, że temat Wiki jest zamknięty.  
– Jest moją przyjaciółką!
– No tak – syczę. – Już kiedyś to słyszałem…  
Podnoszę się z kanapy. Nic tu po mnie. Nie zamierzam brać udziału w jakiejś szopce.  
– Gdzie idziesz? – pyta zaskoczona Ada. – Mieliśmy…
– Rób sobie co chcesz. To twój ślub.  
– Wiki obiecała, że przyjedzie, ale… Chce twojej zgody. Jeśli nie chcesz jej tam widzieć, to po prostu powiedz.  
Patrzę na nią, zaciskając zęby. Nie wiem co mam powiedzieć. Jestem wzburzony. Wspomnienia mają destrukcyjną moc, więc po chwili moja głowa jest pełna niewłaściwych obrazów. Wszędzie widzę Wiki.  
– Już mówiłem, że to twój ślub. Rób jak uważasz.  
– Ale…
– Nie wiem, co powiem Sonii.
Ada krzywi się, chociaż gdy zauważa moje spojrzenie, próbuje nadrobić miną.  
– Nie udawaj. Wiem, że jej nie cierpisz.
– To tylko jeden dzień – odzywa się Błażej, podchodząc bliżej. – Wytrzymacie. W kościele raczej nie zrobicie awantury. Wszyscy będą patrzeć.  
– Mam na to wyrąbane. Wiki już mnie nie obchodzi.  
Obydwoje przyglądają mi się uważnie.  
– Serio – mówię przez zaciśnięte zęby. – To pierdolona przeszłość. Nic więcej.
Ich miny mówią coś innego.  
– Jestem z Sonią, tak?
– No tak – burczy Błażej. – Chyba nie będzie ci robić wyrzutów?
Kręcę głową.
– Naprawdę nie wiem, jak ja jej to powiem.  
– Lepiej nie kręć – radzi Ada. – Dobrze wiesz, że kłamstwa…
– Wiem – wpadam jej w słowo. – Dobrze, kurwa, to wiem.  
Biorę głęboki wdech, bo już mnie ponosi.
– Przepraszam.
– W porządku.  
Nerwowym ruchem dłoni przeczesuję włosy. Nie potrafię zebrać myśli.  
– Kiedy przyjedzie? – pytam.
– W ten weekend.  
– Zajebiście.
– Muszę wreszcie kupić sukienkę. Potrzebuję jej.  
Wzdycham ciężko.
– Niech ci będzie.  
– Na pewno pójdziemy do klubu, więc…
Jeszcze tego brakowało.  
– Co?
Błażej podnosi rękę.  
– Na spokojnie! Nie musisz przychodzić. Pewnie nie chcesz jej widzieć.
– Nie jestem pierdolonym tchórzem. To nie ja powinienem uciekać. – Zgrzytam zębami ze złości. – Kasjan podjął decyzję co do ślubu? Przyjdzie?
Mina Ada mówi wszystko.
– No kurwa, zajebiście. – Mam ochotę w coś uderzyć. – Jak długo zamierzaliście to ukrywać?
– To nie tak – mówi szybko Błażej. – Rozmawiałem z nim i…
– Gówno mnie to obchodzi – przerywam mu. – Prosiłeś mnie o pomoc. Zgodziłem się. A teraz co? Mam patrzeć jak moja była…
– Przestań!
Mrużę gniewnie oczy.  
– Ludzie się zmieniają, Aleks – syczy Ada. – Ona nie jest już tą samą dziewczyną co kiedyś. Kasjan też jest kimś innym. Wszyscy się zmieniliśmy. Nie ma powodu, aby rozdrapywać rany. Wiem, że cię zraniła. To musiało cholernie boleć, ale najwyższa pora zapomnieć.  
Gryzę się w język, bo chociaż Ada zna temat, to jednak mam dziwne wrażenie, że wie coś więcej. Jak zwykle, kurwa.  



Wchodzę do mieszkania i kiedy chcę zapalić światło, zauważam zapalone świeczki na stole. Nerwy skręcają mój żołądek. Stoję osłupiały i zastanawiam się, jak poprowadzić rozmowę, żeby Sonia nie dowiedziała się o przyjeździe Wiktorii. Potrzebuję o wiele więcej czasu na obmyślenie planu odnośnie ślubu niż kilkadziesiąt sekund.  
– Cześć, skarbie! – woła uradowana Sonia, wychodząc z pokoju. Wiesza mi się na szyi, a potem całuje. – Tęskniłam!
Kiwam głową, patrząc na stół.
– A to z jakiej okazji?
– Ty mi powiedz. – Uśmiecha się szeroko. – Co powiedzieli?
Jej dłonie obejmują moją szyję i mam wrażenie, że zaczynają mnie dusić. Patrzę w błyszczące oczy. Nie wiem co robić.  
– Może najpierw zjemy?
– Kupiłam wino. – Przejeżdża palcem po mojej wardze. – Potem możesz zrobić ze mną co chcesz.  
Łapię ją za nadgarstki i odsuwam. Seks niczego nie załatwi, chociaż może pomógłby mi zapomnieć o Wiktorii.  
– Musimy porozmawiać.
Marszczy brwi.
– Nie brzmi to najlepiej… O co chodzi?
Biorę głęboki wdech.  
– Ada wybrała świadkową.
– Nareszcie! – woła podekscytowana. – Kogo?
– Wiktorię.
Nadzieja umiera w jej oczach, do których od razu napływają łzy. Mruga powiekami, nie odrywając wzroku od mojej twarzy.
– Chyba nie mówisz poważnie…
– To i tak niczego nie zmienia – mówię, kładąc dłonie na jej ramionach. – Jesteśmy razem i…
Sonia gwałtownie się odsuwa, odtrącając moje ręce.
– Nie zmienia? Ona wraca! Znowu!  
– Tylko na ślub.  
– Tylko?!  
– Sonia…
Kręci głową.
– Nie mogłeś im czegoś powiedzieć? Dobrze wiedzą, co ci zrobiła! Jak mogą, po tym wszystkim, zaprosić ją na ślub! To samo tyczy się Kasjana!
– To ślub Ady i Błażeja. Wiedzą co robią.
– I ja mam patrzeć, jak ona…
– Uspokój się!
– Cieszysz się, prawda?! No przyznaj, że jej powrót jest ci na rękę!  
Wzdycham ciężko, bo nie spodziewałem się, że rozmowa pójdzie w tę stronę. Wpatruję się w zapłakaną twarz Sonii i nie wiem, co mam jeszcze powiedzieć.
– Nie. Też jej tam nie chcę.
– Jakoś nie potrafię ci uwierzyć – szepcze. – A już było tak dobrze…
Wyciągam rękę w jej stronę.
– Chodź do mnie.  
Kręci głową. Chcę ją złapać, ale wyrywa mi się i podchodzi szybkim krokiem do stołu. Zdmuchuje świeczki, zabiera torebkę i w pośpiechu wkłada buty. Patrzę zszokowany, jak rzuca mi ostatnie spojrzenie pełne wyrzutu, a potem wychodzi.  
Gapię się na drzwi. Mam mieszane uczucia. Wybuch Sonii był bezzasadny. Doskonale wie, co zrobiła mi Wiki i jak długo dochodziłem do siebie. Ciężko posklejać złamane serce. Starałem się jak mogłem, ale pewnych rzeczy po prostu nie da się zrobić. Była moim wszystkim. Kochałem ją tak cholernie mocno…  
Potrząsam głową, aby odgonić natrętne myśli. Nie powinienem wracać do przeszłości.  
Mam Sonię.  



Stoję nad grobem, trzymając dłonie w kieszeniach spodni. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale jakoś niekoniecznie mnie to obchodzi. Obejmuję spojrzeniem marmurową płytę, zapełnioną kwiatami i zniczami. Laura przychodzi tu prawie codziennie. Zawsze wysępi od matki parę złotych. Mówi, że to na kosmetyki. Ta idiotka jej wierzy i oczywiście sypie kasą.  
Minęło pięć lat, a ja wciąż nie potrafię stać tu bez wilgotnych oczu.  
Matka miała rację. Powtarzała, że z tatą jest źle, ale nie przyjmowałem tego do wiadomości. Wiedziałem, że ojciec łyka sporą ilość tabletek. Trzęsły mu się dłonie, czasami miał problem ze złapaniem oddechu, ale ciągle pracował. Jego stan pogorszył się z dnia na dzień. Nagle wylądował w szpitalu. Nie minął tydzień i musieliśmy go pożegnać. Na pogrzebie trzymałem Laurę w ramionach. Płakaliśmy oboje. Matki nie było.  
Zostałem sam. Oczywiście miałem Laurę, ale mój stan był na tyle kiepski, że matka zabrała ją do siebie. Odwiedzałem ją tylko wtedy, gdy udało mi się wytrzeźwieć, czyli bardzo rzadko. Przez cały ten czas miałem obok Sonię. Kręciła się już wcześniej. Jakby dostała od kogoś cynk, że Wiki zniknęła. Pojawiła się niespodziewanie. Nie byłem chętny. Załamany po stracie dziewczyny i ojca, nie miałem ochoty na towarzystwo. Gorączkowo chwytałem się wspomnień, chociaż alkohol starannie je zamazywał.  
Tamta impreza i duża ilość alkoholu, wszystko zmieniła. Sonia wieszała mi się na szyi. Przetańczyliśmy całą noc, a potem wylądowaliśmy w jej łóżku. Rano miałem wyrzuty sumienia. Ona zrobiła sobie nadzieję. Byłem tak bardzo samotny, że zgodziłem się na związek. Rozsądek bił mi brawo, serce wyzywało od idiotów. Liczyłem, że ją pokocham. Minęły dwa lata i czuję tylko wdzięczność. Zawsze miałem ją pod ręką. Pomagała mi przetrwać najgorsze. Dzięki niej, zacząłem znów żyć.  
Wzdycham ciężko, wbijając wzrok w napisy na nagrobku. Czytając datę śmierci, ból ściska moje serce. To były urodziny Laury.  
Przyciskam palce do oczu, próbując powstrzymać łzy. Nawet dla mnie, to zbyt dużo.  



Stoję przy barze i piję trzecie piwo. Błażej z Adą siedzą po drugiej stronie. Co chwilę się całują. Pewnie nie miałbym nic przeciwko, gdyby obok była Sonia. Ale nie ma jej. Obraziła się. Nie odbiera moich telefonów. Może powinienem do niej pojechać. Nawet nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, co ja tutaj w ogóle robię. Chcę sobie wmówić, że to normalny weekend, który spędzam z przyjaciółmi. Ale to bujda. Podświadomie wiem, czemu tu jestem.  
Obracam głowę i wtedy ją dostrzegam. Przestaję oddychać, a czas znów staje w miejscu. Wiktoria przepycha się przez tłum, poprawiając długie, czarne włosy. Krótka sukienka odkrywa jej zgrabne nogi. Wiem, że powinienem odwrócić wzrok. I kiedy chcę to zrobić, nasze spojrzenia się spotykają.  
Wiki przystaje w miejscu, a jej oczy robią się nienaturalnie duże.
Zasycha mi w gardle. Wciąż jest tak samo piękna jak kiedyś.  
Robi krok w moją stronę, a jej usta wyginają się w nieśmiałym uśmiechu.  
– Cześć, Aleks.  
Przełykam ślinę, szukając w głowie odpowiednich słów.  
Przecież byłem wściekły. Zrobiłem awanturę Błażejowi i Adzie. Zarzekałem się przed Sonią, że ona nic dla mnie znaczy.  
Co jest, kurwa?

1 161 czyt.
100%244
elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 1731 słów i 10115 znaków.

4 komentarze

 
  • Convallaria

    Convallaria · 14 marca

    Jakoś tak chciałabym wierzyć że Wiki się jednak nie przespała z Kasjanem... że poprosiła go tylko o przysługę by tak wyglądało żeby uratować rozpad rodziny przez matkę Aleksa...
    Fajny przeskok w przód no i świat widziany oczami Aleksa.  Fajne.  Czekam na kontynuację.

  • agnes1709

    agnes1709 · 14 marca

    Zajęta... proszę pana!

  • Speker

    Speker · 14 marca

    Kurczę, to tak znaczący przeskok. Fajnie jest poznać to wszystko od strony Aleksa. Czekamy na więcej.

  • Lula

    Lula · 14 marca

    Ojoj no dobrze i niedobrze bo Aleks musiał zmierzyć się z przeszłością ale jednocześnie bolesne wspomnienia. ..swoją drogą ciekawe czy będzie też Kasjan A Adzie i Blazejowi wszystkiego naj 😙